Moje poszukiwania zdrowej ochrony przeciwsłonecznej i przepis na krem z filtrem DIY

Moje poszukiwania zdrowej ochrony przeciwsłonecznej i przepis na krem z filtrem DIY

Mam bardzo jasną karnację i zawsze unikałam słońca, a jeżeli już – chroniłam skórę kremami z wysokim filtrem. Przyznam jednak, że odkąd zwracam większą uwagę na składy kosmetyków (pisałam o tym tutaj), kremy przeciwsłoneczne trochę mnie niepokoją. To zazwyczaj bardzo długa lista, a co drugi składnik wygląda podejrzanie. Weźmy pierwszy lepszy, popularny kosmetyk ochronny, wodoodporny, SPF 30:

Aqua, C12-15 Alkyl Benzoate, Isopropyl Palmitate, Octyl Methoxycinnamate, Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Ethoxydiglycol, Potassium Cetyl Phosphate, Methylene Bis-Benzotriazolyl Tetramethylbutylphenol, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Titanium Dioxide, Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Hydrogenated Polydecene, Hydroxystearic Acid, PVP/Eicosene Copolymer, Hydroxyethylacrylate/Sodium Acryloyldimethyltaurate Copolymer, Squalane, Polysorbate 60, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Laminaria Ochroleuca Extract, Hydrogenated Stearyl Olive Esters, Tocopheryl Acetate, Phenoxyethanol, Propylparaben,Butylparaben, Methylparaben, Ethylparaben, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylates Crosspolymer, TEA, Disodium Edta, PEG-8, Tocopherol, Ascorbic Acid, Ascorbyl Palmitate, Citric Acid

Czy ta lista trochę Was nie przeraża? Mnie owszem. Wolę ograniczać stosowanie takich kremów, szczególnie tych z zawartością filtrów przenkających, które mogą „namieszać” w naszej gospodarce hormonalnej. Do filtrów przenikających należą:

Etylhexyl Methoxycinnamate znany też jako Octylmethoxycinnamate, Benzophenone-3,
4-Methylbenzylidene Camphor, Octyl Dimethyl PABA

Ale moja niechęć do drogeryjnych kremów z filtrem nie dotyczy tylko filtrów przenikających: najzwyczajniej w świecie uważam, że w ich składzie trochę tego wszystkiego za dużo jak na regularne stosowanie na całą powierzchnię ciała.

Nie namawiam Was, żeby raz na zawsze zapomnieć o kremach z filtrami, absolutnie! Do sprawy warto podejść zdroworozsądkowo. Przy długiej ekspozycji na słońce musimy chronić naszą skórę przed poparzeniami i ryzykiem nowotworów skóry na wszelkie możliwe sposoby. Ale czy potrzebujemy takiej specjalnej ochrony na co dzień? I czy jest jakaś naturalna alternatywa dla drogeryjnych kremów? Oto wyniki mojego researchu na ten temat.

Jak naturalnie chronić skórę przed promieniowaniem słonecznym?

 

1. Oleje z naturalnymi filtrami SPF

Zacznijmy może od tego, czym jest SPF (Sun Protection Factor). Ten czynnik wskazuje, w jakim stopniu/ przez jaki czas nasza skóra chroniona jest przed promieniowaniem UVB. Dla przykładu, krem z SPF 20 wydłuża ten czas 20-krotnie.

Naturalne filtry przeciwsłoneczne o różnym szacowanym SPF – od kilku do nawet 50 SPF – posiadają także oleje. Te o najwyższej ochronie przeciwsłonecznej to:

olej z pestek malin – SPF 28-50
olej z nasion dzisiej marchwi – SPF 38-40
olej z kiełków pszenicy – SPF 10

oleje z naturalnym filtremNiższy SPF (poniżej 10) posiadają na przykład oliwa z oliwek (SPF 8), masło shea (3-6 SPF), olej kokosowy (2-3 SPF). Jeżeli chcecie poznać inne naturalne oleje z filtrami, kliknijcie w infografikę zamieszczoną obok (źródło tu).  

Kiedy to odkryłam, byłam skłonna natychmiast wyrzucić wszystkie kremy z SPF i przerzucić się na „bezpieczne” oleje. Okazuje się jednak, że sprawa nie wygląda tak różowo. Przy długiej ekspozycji na słońce oleje naturalne, nawet te o wysokim szacowanym SPF, mogą nie zapewniać wystarczającej ochrony.

Nawet na stronie jednego ze sklepów internetowych oferujących naturalne oleje wyczytałam, że „(olej z pestek malin) nie ma dokładnie określonego faktora SPF i nie może być traktowany jako samodzielny olej ochronny podczas opalania lub intensywnego kontaktu ze słońcem. Natomiast produkty z dodatkiem oleju malinowego, mogą być stosowane na co dzień, jako samodzielny produkt wzmacniający ochronę przeciwsłoneczną w przypadku osób nie używających produktów z filtrami anty-UV lub jako serum pod kremy z filtrami.” 

2. Naturalne wyciągi roślinne 

Podobnie ma się sprawa z wyciągami roślinnymi.  Ich obecność w kremach ochronnych jest korzystna dla naszej skóry, a część z nich to antyutleniacze, które niszczą wolne rodniki powstałe pod wpływem promieni UVA. Większość z nich jednak nie chroni skóry przed promieniowaniem. 

Pewną ochronę przeciwsłoneczną zapewniają np. melanina, wyciąg z tarczycy bajkalskiej, juglon czy barwnik z liści i łupin orzecha włoskiego, ale jest to ochrona na niskim poziomie: 2-4 SPF (źródło: mediweb) - w podobnym stopniu chroni nas sebum wydzielane przez skórę.

3. Filtry mineralne

Oprócz ochrony przed UVB potrzebujemy też ochrony przed promieniowaniem UVA. Jaka jest między nimi różnica? Promieniowanie UVA dociera do skóry właściwej, uszkadzając włókna kolagenowe, co powoduje starzenie się skóry, powstawanie zmarszczek i przebarwień. Promieniowanie UVB odpowiedzialne jest natomiast za „zewnętrzne” skutki opalania, takie jak rumień, poparzenia słoneczne i uszkodzenia naskórka. Oba typy promieniowania mogą być groźne i prowadzić do nowotworów skóry (źródło: skincancer.org).

Ochronę przed promieniowaniem UVA i UVB znajdziemy w filtrach mineralnych (fizycznych). Ich ochrona sprowadza się tworzenia na skórze warstwy, która odbija/ rozprasza promienie słoneczne. Są to:

dwutlenek tytanu (Titanium Dioxide) – chroni przez promieniowaniem UVA i UVB
tlenek cynku (Zinc Oxide) – chroni głównie przed promieniowaniem UVA

Z niektórych źródeł wynika, że najlepiej, gdy oba filtry występują razem, wtedy się wzajemnie uzupełniają w zakresie ochrony UVA i UVB (źródło: mediweb). Jest jednak trochę kontrowersji na ten temat. Mówi się np. o paradoksalnym, przyspieszającym starzenie skóry wpływie dwutlenku tytanu – dla zainteresowanych źródło tutaj. Czytałam też o toksyczności tlenków nanocząsteczek, ale znalazłam badanie z 2009 r. obalające tę tezę (źródło tutaj). Jednym słowem – temat filtrów mineralnych nie jest niestety jednoznaczny, chociaż według mnie nie trzeba ich demonizować, szczególnie kiedy potrzebujemy solidnej, wielogodzinnej ochrony przeciwsłonecznej.

4. Gotowe naturalne kremy z filtrem

W sklepach z kosmetykami naturalnymi można oczywiście kupić kremy z wysokim filtrem, bazujące najczęściej na filtrach mineralnych i naturalnych składnikach roślinnych. Wiem, że mają grono zwolenniczek, na pewno jest to warta rozważenia alternatywa do kremów z filtrami przenikającymi. Przyznam jednak, że ja sama mam do nich dystans z kilku powodów.

Po pierwsze, są drogie (nie znalazłam tańszego niż 50 zł/ 125 ml), po drugie – moje doświadczenia z ich używaniem nie należą do najprzyjemniejszych, jeżeli chodzi o zapach i konsystencję, po trzecie – ich skład także nie jest idealny (biorąc pod uwagę chociażby kontrowersje dotyczące filtrów mineralnych, o których pisałam powyżej).

5. Naturalny, tani krem z filtrem własnej produkcji (ok. 20-30 SPF)

Dla osób, które lubią własnoręcznie przygotowywane kosmetyki niezłą opcją może być krem z filtrem przygotowany własnoręcznie z naturalnych składników. Wiele polskich i zagranicznych blogerek zachwyca się nim jako bezpieczną alternatywą dla drogeryjnych kosmetyków przeciwsłonecznych. Mi też spodobał się pomysł stworzenia własnego kremu z filtrem, „ukręciłam” małe opakowanie i jestem całkiem zadowolona. Oto moja wersja, która powstała po modyfikacji tych dwóch przepisów: (1) i (2):

Składniki:

45 ml (ok. 3 łyżek) naturalnego oleju kokosowego
30 ml (ok. 2 łyżek) oliwy z oliwek
15 ml (1 łyżka) olejku z pestek malin
5 ml (1 łyżeczka) olejku z orzechów macadamia lub oleju arganowego
10 g wosku pszczelego
20-30 g tlenku cynku
*
opcjonalnie: dodatek masła shea, witaminy E, kilka kropli olejku eterycznego, np. z lawendy 

* 20% mikronizowanego tlenku cynku zapewnia ochronę na poziomie ok. SPF 20

mój przepis na naturalny krem z filtrem Wykonanie:

Wszystkie składniki oprócz tlenku cynku i olejku eterycznego rozpuszczamy w słoiku w kąpieli wodnej (słoik wstawiamy do miski z gorącą wodą). Krem należy odstawić do ostygnięcia, a następnie, kiedy jest jeszcze płynny, dodać tlenek cynku. Uwaga – nie powinniśmy wdychać nanocząsteczek, najlepiej więc robić to w maseczce na twarz! Na końcu – jeżeli chcecie – do kremu dodać można jeszcze witaminę E i olejek eteryczny, a następnie dokładnie wymieszać.

Na oko tej ilości kremu wystarczy na 4-5 użyć (do całego ciała). Koszt przygotowania takiej ilości to dosłownie parę złotych, można też zrezygnować z droższych olei, bo główną barierą ochronną jest tu filtr mineralny zawarty w tlenku cynku - wtedy wychodzi jeszcze taniej.

Konsystencja wyszła mi dosyć gęsta, ale krem dobrze się rozprowadza, nie zostawia białych śladów, świetnie odżywia skórę i – dzięki paru kroplom olejku eterycznego – pięknie pachnie. Jak dla mnie – dużo lepszy w stosowaniu niż drogeryjne kremy, ale podczas dłuższej ekspozycji na słońce nie miałam jeszcze okazji go przetestować. Minusem kremu jest fakt, że powinno się przechowywać go w lodówce, co nie jest zbyt praktyczne – kosmetyki z filtrem przecież zazwyczaj potrzebne są nam podczas plażowania, dłuższej aktywności na słońcu i w czasie podróży, gdy o lodówkę trudno.

Znalazłam na to sposób: tlenek cynku i olejek z pestek malin dodałam też do mojego zwykłego, naturalnego balsamu do ciała, tworząc w ten sposób krem z filtrem 20-25 SPF. Sprawdza się nieźle, ale kontrowersje wokół filtrów mineralnych, o których była mowa powyżej, nadal nie pozwalają mi uznać tego za opcję idealną;)

Cóż, co tu dużo mówić: temat naturalnej ochrony przeciwsłonecznej okazał się dużo bardziej złożony niż sądziłam. Jeżeli macie jakieś własne doświadczenia i wiedzę, chętnie dalej się podszkolę w tym temacie. A póki co przedstawiam moje wnioski w skrócie.

Podsumowanie – mój wybór w zakresie ochrony przeciwsłonecznej

- do twarzy nadal używam kremów aptecznych z filtrem 20-30 SPF – pilnuję tylko, żeby nie miały w składzie filtrów przenikających
- na co dzień, kiedy na słońcu jestem nie dłużej niż 1h, szczególnie rano lub późnym popołudniem, nie używam niczego specjalnego, a w razie potrzeby osłaniam ciało chustą
- kiedy jestem na słońcu dłużej, ale nie wiele godzin – stosuję krem własnej produkcji lub balsam wzbogacony o tlenek cynku i parę kropli olejku z malin
- kiedy wyjeżdżam na wakacje, szczególnie w góry albo przy całodniowej ekspozycji na słońce, sięgam po dobrej jakości, chemiczny krem z wysokim filtrem (30-50 SPF), zwracam tylko uwagę, aby nie było w nim filtrów przenikających.

I jeszcze jedno: rozsądna, krótka (ok. 30-minut dziennie) ekspozycja na słońce nie powinna stanowić dla naszej skóry problemu, wręcz przeciwnie – to potrzebne, abyśmy mogli syntetyzować witaminę D. Powinniśmy chronić się przede wszystkim przed poparzeniami słonecznymi.

W tym celu do dyspozycji mamy nie tylko kremy z filtrem, ale też inne sposoby. Ja chronię się przed słońcem nosząc lekkie, osłaniające ciało ubrania, okulary słoneczne, kapelusz z dużym rondem – moi znajomi często się z tego śmieją, ale ja tam swoje wiem – warto:) Latem często sięgam też po warzywa i owoce zawierające betakaroten oraz likopen, które w naturalny sposób, „od środka” wspierają naszą skórę w bronieniu się przed szkodliwymi skutkami opalania – tym bardziej, że to same pyszności: pomidory, marchew,, morele. Ale to już temat na inny post:)

 

 

  • Ewa

    Super wpis , długo takiego szukałam. Proszę podziel się jakich kremów do twarzy używasz ?

  • http://mistrzynicodziennosci.pl/ Daria | Mistrzyni Codzienności

    Ale się cieszę, że trafiłam na ten wpis! Wreszcie mądry i rozsądny o tym, że same oleje nie wystarczą. Ja w zeszłe wakacje prawie poparzyłam sobie skórę przez „olejowe” rady, w które uwierzyłam.
    I lecę dalej czytać kolejne wpisy :)
    Dziękuję!

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Miło mi, dziękuję i zapraszam ;)

  • ddd

    olej z nasion malin nie można podgrzewać! Najlepiej dodać go po, razem z tlenkiem cynku, bo może stracić swoje właściwości ;)

  • noname

    A co z naturalnym masłem kakaowym? Ono ma chyba świetny naturalny filtr przeciwsłoneczny i jeszcze pozwala opalić się na brąz. Kiedy byłam dzieckiem mama smarowała mnie i moją siostrę takim masłem zdobywanym jakimś sposobem z apteki. To nas skutecznie zabezpieczało przed uczuleniem i poparzeniem słonecznym.

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Czy to na pewno było czyste masło kakaowe a nie jakiś krem z jego dodatkiem? Samo masło kakaowe ma niski SPF na poziomie 2-4, ale świetnie nawilża, więc jest dobrym składnikiem kremów do opalania, sprawdzi się też po opalaniu.

  • Beata Maruszak

    Mam pytanie dotyczące tlenku cynku. Skoro praca z nim wymaga stosowania ochronnej maseczki, to jaki wpływ ma on na nasz organizm kiedy wchłania się przez skórę ?

    Dotąd stosowałam chemiczne kremy na słońce. Zawsze po kilku dniach urlopu dopadała mnie okropnie swędząca złożona z drobnych krostek alergia, głównie na dekolcie i ramionach . W tym roku 3 tygodnie wakacji spędziłam jak zawsze w Chorwacji, ale tym razem stosowałam wyłącznie oliwę z oliwek i olej kokosowy. I O dziwo ! żadnych krostek, żadnego swędzenia !. Postanowiłam poeksperymentować, nałożyłam na dekolt mleczko do ciała spf 20 dobrej, francuskiej firmy. I………tego samego dnia dopadły mnie krostki i okropne swędzenie !!!!!!!!!
    NIGDY WIĘCEJ CHEMICZNYCH ŚWIŃSTW!!!!!
    Po naturalnych olejach mój poziom wit D3 podskoczył znacząco i teraz jest prawie w połowie normy, a przed wyjazdem był poniżej normy.

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Maseczka przydaje się przy robieniu kremu, bo tlenek cynku ma postać sypką i mocno się pyli przy przesypywaniu, a wdychać tego nie ma potrzeby. Po wymieszaniu z resztą składników krem oczywiście ma już normalną konsystencję. Jeżeli chodzi o wpływ tlenku cynku na organizm – to filtr mineralny, a więc uważany za bezpieczny, polecany przy wrażliwej skórze czy występujący w kremach dla dzieci. Wg mnie o wiele zdrowszy wybór niż filtry chemiczne. No a jeżeli naturalne oleje dobrze się u Ciebie sprawdzają, to krem z tlenkiem cynku możesz traktować tylko jako uzupełnienie ochrony przeciwsłonecznej, np przy dłuższej ekspozycji na słońce.

  • hawaje54

    Lubię eksperymentować sama robiąc kosmetyki ale z filtrem to już troszkę problem :/ musiałam mieć coś dobrego pod podkład na lato i siostra podrzuciła mi krem z oeparolu do twarzy. Fajnie się wchłania, nic nie wysusza a wszystko ładnie się trzyma i nie ma takiej paćki jak z niektórymi kremami.

  • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

    Tak! Znam i m.in. nim się kierowałam pozostając z czystym sumieniem przy moich ‚chemicznych’ kremach do cery naczynkowej:) Przejrzałam teksty o filtrach i chyba z grubsza pokrywa się to z moją strategią ochrony przeciwsłonecznej, z czego bardzo się cieszę i dziękuję za linka!

    • http://swieczek.wordpress.com/ Świeczek

      Dzięki jej wpisom i osobistym konsultacjom doprowadziłam swoją skórę do stanu, w którym nie wstydzę się chodzić bez makijażu. I mimo że poleca „chemiczne” kosmetyki, to poleca też naturalne, a nawet naturalne metody (w rodzaju mycie twarzy plasterkiem ogórka). Więc znowu jest to idealna równowaga i zdrowy rozsądek ;)

      • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

        Super! Równowaga i zdrowy rozsądek lekiem na wszystko;)

  • Ateora
    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      No cóż, to jest jedna z wielu opinii, do których każdy ma prawo. Ten pan według mnie przytacza fakty dosyć wybiórczo, pod własną tezę. Nie odpowiada natomiast na pytanie, jak chronić skórę podczas długiej, wielogodzinnej ekspozycji na słońce, szczególnie w przypadku osób takich jak ja, z bardzo jasną karnacją i skłonnością do poparzeń słonecznych. Zaprzecza zależnościom między czerniakiem a poparzeniami słonecznymi – ale na jakiej podstawie i dlaczego mam ufać akurat jemu, a nie innym lekarzom, np. z http://onkologia.org.pl/czerniak-skory-2/ ?
      Owszem, konieczność syntetyzowania wit. D i ogólnie niedobory witaminy D to ważny wątek (o którym sama zresztą wspominam w tekście), ale tutaj służy trochę do uknucia ‚teorii spiskowej’, których w takim wydaniu powoli mam już dość.
      Ja wiem, że często „mainstreamowe” zalecenia lekarzy czy innych „specjalistów” czasem, delikatnie mówiąc, mijają się z rzetelnością, ale też bez przesady, ten pan nie ma monopolu na wiedzę, żeby stwierdzać tak kategorycznie:” Absolutnie przeciwwskazane jest stosowanie jakichkolwiek kremów z tzw. filtrami.” A po zdaniu takim jak to: „dalej popierajcie feminizację i organizacje kobiece, a będziecie ………” mam ochotę po prostu kliknąć krzyżyk w prawym górnym rogu;)

  • AfterKorpo

    Czytam i kusi mnie, czy nie ukręcić takiego kremu dla mojego dziecka. Wydaje się być genialny dla dziecięcej skóry. Nie wyobrażam go sobie nałożyć na moją twarz, ale twarz mojego dziecka genialnie raguje na mój krem na bazie olejków i wosku pszczelego (a wbrew pozorom dziecięca skóra też lubi się zapychać). Do tego wszystkie podrażnienia okolic intymnych po posmarowaniu znikają w kilka godzin po posmarowaniu tym kremem. Tylko ten tlenek cynku, leniwa jestem, więc najpierw spytam Ciebie :-) doczytałaś się, czy dla dzieci jest ok?

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Nie mam dzieci, więc nie wiem dokładnie jakie wymagania ma skóra dziecięca i co może być dla niej problemem, ale nie natknęłam się na żadne przeciwwskazania – przeciwnie, filtry mineralne są dla dzieci polecane, podobnie jak do skór wrażliwych ogółem. Jedyne do czego można się przyczepić to kontrowersje wokół dwutlenku tytanu, o których wspomniałam w tekście – ale na to też biorę poprawkę, bo zawsze znajdą się przeciwnicy każdego składnika.
      Jednym słowem – śmiało testuj, kremik jest naprawdę niezły:) Do twarzy, masz rację, nie bardzo się nadaje, ale do reszty ciała (dorosłego człowieka też!) jak najbardziej:) No i ta satysfakcja z własnej produkcji i zaoszczędzonych pieniędzy:)

      • AfterKorpo

        coś o tym wiem, sama reż ukręciłam i tak jak wspomniałąm wcześniej, efekt fenomenalny, radocha też. No i kawał kolocka wosku został, więc trzeba go jakoś wykorzystać :-) Dzięki za info!

  • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

    Ja bym się nie odważyła przebywać w palącym słońcu przez wiele godzin bez żadnej ochrony – nie cierpię czerwonej, spieczonej, schodzącej skóry;) Ale jasne, każdy musi znaleźć rozwiązanie dopasowane do potrzeb, trybu życia, wymagań skóry, itd. Czytałam oba materiały i… w zasadzie to temat na odrębny post:)

    • Ateora

      Ale próbowałaś kiedykolwiek?
      W tej Japonii czy Macedonii to nawet nie byłam czerwona, po prostu z czasem zrobiła się delikatna opalenizna.
      Problem w tym, że jak źle trawiłam to nie miało znaczenia czy skórę chronię czy nie bo ona mi po prostu się łuszczyła. Nie musiało być słońca. A jak wyeliminowałam rzeczy, które mi szkodzą to skóra sama zaczęła się naprawiać.
      Stan mojej skóry to też informacja dla mnie czy dobrze przyswajam czy muszę coś naprawiać. Z jednej strony to przekleństwo bo jak zjem gluten to wygląda to źle a z drugiej strony informacja gdzie był gluten. Trafił mi się też kiedyś gluten w kremie. To był koszmar – potworny ból, o wyglądzie nie wspomnę.

      • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

        Owszem, zdarzyło mi się być za długo na słońcu bez jakiejkolwiek ochrony – popełniłam ze 2 razy taki błąd w górach, gdzie pogoda jest trochę zdradliwa: wydaje się, że jest chłodno, słońce raz jest, raz chowa się za chmury, wieje wiatr. Niestety po takiej 8-10 h wędrówce przy mojej mega jasnej karnacji skutki przebywania na słońcu były opłakane: silny rumień, potem skóra schodząca płatami, a na dodatek wrażenie, jakbym miała gorączkę. Wolę więcej w takich warunkach nie ryzykować i nie przekonam się, że to bezpieczniejsze niż filtry.

        Pewnie dużo zależy od karnacji, tego, ile kto przebywa na słońcu na co dzień, ale cóż, wielu z nas prowadzi tryb życia „biurowy”, a długie kąpiele słoneczne zdarzają się przy okazji weekendów, wakacji, etc. I uważam, że wtedy używanie wysokich filtrów jest po prostu rozsądne, to wybór trochę na zasadzie „mniejszego zła”. Przypuszczam, że niewiele osób ma aż tak wrażliwą, reaktywną skórę jak Ty i w sumie nie dziwię się, że stronisz od jakichkolwiek kosmetyków. Ale dla większości używanie kremów z filtrem nie kończy się tak źle, a poparzenia słoneczne mogą być bardzo niebezpieczne dla skóry. Ale podkreślam: mówię o długiej ekspozycji na słońce. Używanie kremu z filtrem przy każdej najkrótszej nawet wizycie na słońcu to przesada, podsycana zresztą przez producentów np. poprzez straszenie rakiem skóry.

        No i kolejna sprawa, którą podkreślam w tekście – to jakość/ rodzaj filtrów. Możemy wybrać pierwszy lepszy krem, poszukać takiego, który przynajmniej nie zawiera filtrów przenikających albo wykonać swój własny krem ze składników, w których skuteczność i bezpieczeństwo wierzymy:)

        • Ateora

          Im więcej takich materiałów poznaję tym bardziej rozumiem dlaczego moja skóra zaczęła akceptować słońce: http://wellnessmama.com/4621/eat-your-sunscreen/ chroniłam ją choć robiłam to nieświadomie. I wiem, że bez tego dalej byłabym wrażliwa na słońce.

        • Basia g

          A mogłabyś napisać jakiego kremu z bezpiecznymi, chemicznymi filtrami używasz?

  • http://swieczek.wordpress.com/ Świeczek

    Och, mój wymarzony i wyczekany post! <3

    I w zasadzie wyszło na to, czego można się było po Tobie spodziewać: zdrowy rozsądek i umiar we wszystkim ;) Zatem pozostanę przy stosowaniu na twarz mojego ulubionego Vichy Capital Soleil, a prócz tego pewnie nabędę olej z pestek malin i będę wzbogacać krem. Z kosmetykami mineralnymi jakoś mi nie po drodze, ale może pora to zmienić ;)

    Mam bardzo podobne zasady podstawowe: kapelusz jest obowiązkowy w sezonie letnim (zwłaszcza że noszę okulary, więc ciemne odpadają), ubieram się raczej przewiewnie a zasłaniająco. Nigdy nie zrozumiem sensu chodzenia w plastikowych podkoszulkach – ani w tym chłodniej, ani wygodnie, ani estetycznie. Wolę się osłonić jakąś zwiewną i lekką bluzeczką oraz długą spódnicą.

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      :)

      Chyba jestem trochę monotematyczna i nudna z tym umiarem we wszystkim;) – ale kurczę, jest to zasada niemal uniwersalna:) Aktualnie z filtrów boję się „tylko” i unikam przenikających – wolę już nie mieć na skórze nic niż smarować się taką tablicą Mendelejewa;)

      A z mineralnymi masz jakieś złe doświadczenia? Ja też pierwszą przymiarkę parę lat temu miałam niezbyt trafioną, bo kupiłam puder z drogeryjnej oferty, który, jak się okazało, miał w składzie duuużo innych dodatków. Na parę lat zapomniałam o minerałach. Niedawno znowu się do nich przymierzyłam, od paru miesięcy używam pudru mineralnego z dobrym, krótkim składem i jest naprawdę ok, dużo lepszy niż zwykłe podkłady, nie zapycha tak skóry, wygląda naturalnie i chroni przed promieniowaniem. Ale z kosmetykami w sumie nigdy nie wiadomo, wszystko trzeba przetestować na sobie niestety…

      • http://swieczek.wordpress.com/ Świeczek

        Nie, po prostu jakoś nigdy na nic nie trafiłam, nie wiem od czego zacząć i trochę przerasta mnie ilość informacji. Może masz jakieś polecenia? Tobie ufam ;)

        • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

          Ok, oto co tak w dużym skrócie sądzę na ten temat.

          Kosmetyki mineralne (teraz mówię głównie o kolorówce do makijażu) warto rozważyć, jeżeli potrzebujesz czegoś kryjącego do twarzy (podkładu/fluidu/korektorów/pudrów). Ja mam cerę naczynkową, więc czegoś używać muszę i minerały jak na razie okazały się najlepsze. Zawartość tlenku cynku dla wielu typów skór może być korzystna – słynna maść cynkowa opiera się właśnie o ten minerał i jego właściwości: działanie przeciwbakteryjne, łagodzenie podrażnien skóry i stanów zapalnych. Jest trochę minusów: jasny kolor, możliwe działanie komedogenne – ale ja po paru miesiącach stosowania nie mam z tym problemu, przeciwnie, jest znaczna poprawa w stosunku do zwykłych podkładów.
          Jeżeli chciałabyś zacząć przygodę z minerałami, na pewno szukaj czystych, krótkich składów, bo w drogeriach „kosmetykiem mineralnym” często nazywa się coś, co owszem, ma tlenek cynku i dwutlenek tytanu, ale też masę innych paskudztw: olej mineralny (pochodną ropy naftowej czyli – choć nazwa w tym przypadku myląca), parabeny, związki zapachowe, etc. Marki znane wśród „czystych” minerałów to np. Lily Lolo, Meow (zakup via allegro tylko), ja wybrałam polską firmę Anabelle Minerals i jestem zadowolona.

          Generalnie kosmetyki mineralne to temat-rzeka, może uda mi się to kiedyś rozwinąć – najlepiej wyskrob mi maila do „Postu na zamówienie”, żeby mi to nie uciekło:)

          • http://swieczek.wordpress.com/ Świeczek

            Mówisz-masz, zaraz piszę :D Dzięki za odpowiedź!

    • AfterKorpo

      Zastanów się nad opcją okularów przeciwsłonecznych z korekcją wzroku. To mój najlepszy letni zestaw. Jakość dobrych okularów od optyka w porównaniu z tymi ” z kraty” jest nieporównywalna. Do tego w końcu zniknął mój dylemat „widzieć dalej niż pare metrów, czy mieć wiecznie wykrzywioną w słońcu twarz” To też pozytywnie wpływa na zmarszczki, a raczej ich uniknięcie :-)

      • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

        Taaak, już zainwestowałam w dobre okulary od optyka, stare bazarkowe poszły do śmieci. Ale dlaczego polecasz takie z korekcją wzroku?:)

        edit: aaaa, czekaj, to nie do mnie tylko do Świeczka – to nevermind:)

        • AfterKorpo

          no tak, do świeczka, bo tyle okularników latem się męczy, a dla mnie to rozwiązanie jest genialne. Okulary od optyka chronią, a nie robią pozornej ochrony przez przyciemnienie. Moje praktycznie w ogóle nie przyciemniają, kiedyś weszłam do kościoła I nie zorientowałam się, że mam na sobie okulary przeciwsłoneczne, a nie zwykłe. Za jakiego ignoranta musieli wziąc mnie ludzie!

      • http://swieczek.wordpress.com/ Świeczek

        Ależ zastanawiam się od kilku lat, tylko to poważny koszt, a sprawa nie jest aż tak priorytetowa. Tandetnych okularów nigdy nie miałam, nawet pomijając kwestie zdrowia, moja wada jest zbyt silna. A wykrzywienia unikam dzięki kapeluszowi właśnie ;)

        • AfterKorpo

          no jasne, kwestia priorytetów, ja nie czułabym się dobrze hasając po mieście w kapeluszu, więc wolę rozwiązanie z okularami. Wydatek spory, ale piszę, bo w moim odczuciu to rewelacyjnie zainwestowane pieniądze.

          • http://swieczek.wordpress.com/ Świeczek

            Kapelusze są takie piękne, kobiece i wyróżniające z tłumu! Zbieram komplementy niemal codziennie ;)

          • AfterKorpo

            I to jest kwintesencja tej dyskusji, najważniejsze to dobrać element w którym czujemy się pięknie i kobieco :-)

  • Beti

    Olejków cytrusowych(pomaranczowy,cytrynowy) nie wolno używac do twarzy a zwłaszcza gdy się ją eksponuje na słońcu. Powstają okropne przebarwienia. Może się tak zdażyć gdy filtr przestanie działac albo ochrona jest za niska. Pozdrawiam.
    p.s. fajny blog

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Dzięki za cenną uwagę!

  • Ateora

    Używanie filtrów powoduje blokowanie powstawania witaminy D.

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Zgoda, z tym że ekspozycja na słońce nie powinna być długa, tak jak zresztą napisałam w tekście: „rozsądna, krótka (ok. 30-minut dziennie) ekspozycja na słońce nie powinna stanowić dla naszej skóry problemu, wręcz przeciwnie – to potrzebne, abyśmy mogli syntetyzować witaminę D.” Przebywając na słońcu zbyt długo bez ochrony, możemy nabawić się poparzeń, a to w dłuższej perspektywie może być bardzo niebezpieczne. Ze słońcem jak ze wszystkim – z umiarem trzeba:)

      • Ateora

        Tylko jak chcesz syntetyzować witaminę D skoro użyjesz filtr?
        I nurtuje mnie jeszcze inna rzecz. Skóra obok wątroby, nerek służy do oczyszczania/wydalania toksyn z organizmu. Jak nakładanie różnego rodzaju filtrów/kremów wpływa na poprawność procesów oczyszczania/wydalania?

        • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

          Mam wrażenie, że tym razem się nie rozumiemy albo nie przeczytałaś całego tekstu;)
          Napisałam, że „na co dzień, kiedy na słońcu jestem nie dłużej niż 1h, szczególnie rano lub późnym popołudniem, nie używam niczego specjalnego” – czyli nie używam filtrów.
          Te pół godziny na słońcu, bez użycia kremu z filtrem, wg mojej wiedzy wystarczy, aby syntetyzować witaminę D w ilości, jakiej potrzebujemy.
          Ale jeżeli planujemy dłuższy pobyt na słońcu, wg mnie ochrona jest niezbędna – po to, aby nie dopuścić do poparzenia skóry, które może być groźne w skutkach.

          A jak Ty to widzisz? Rozumiem, że unikasz filtrów i chemicznych, i mineralnych – jak w takim razie chronisz skórę, kiedy przebywasz na słońcu dłużej, np. podczas podróży?

  • http://lifemanagerka.pl/ Agnieszka

    Rewelacyjny post! I spadłaś mi z nim z nieba, bo sama też mam duże wątpliwości co do filtrów drogeryjnych i chciałabym je ograniczyć…

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Dzięki, Agnieszka, tym bardziej, że to chyba jeden z bardziej czasochłonnych postów na tym blogu;) I jak, zamierzasz poeksperymentować z własnym kremem?

      • http://lifemanagerka.pl/ Agnieszka

        Póki co zastanawiam się nad tym olejem z malin, ale boję się czy mogę mu zaufać, tzn. czy nie zaszkodzi mi na cerę. Wysokich filtrów i tak nie używam, bo wolę szybciej mieć zmarszczki niż teraz w młodym wieku ciągle mieć zasyfioną twarz :/ niestety nie spotkałam takich filtrów, które nie powodowałyby koszmarnego pogorszenia cery.

        • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

          Mnie też większość kremów z wysokim filtrem masakrycznie zapycha, ale nie wiem, czy to kwestia samych filtrów, czy innych składników (a składy potrafią być wyjątkowo długie i paskudne). Oleje stosowane do twarzy zbyt często, tzn. częściej niż 1-2x/ tyg. też niestety mi nie służą, przerabiałam to z olejem arganowym. Za to – aby poprawić stan cery – przerzuciłam się ze zwykłego podkładu na puder mineralny, który w składzie ma głównie tlenek cynku (czyli filtr mineralny) i powiem Ci, że póki co jestem bardzo zadowolona: nic nie wyskakuje, skóra w końcu przestała się świecić. Ale wiadomo, to kwestia indywidualna, niestety wszystkie tego typu pomysły trzeba przetestować na sobie;) Tak więc powodzenia w testowaniu:)