Mój zdrowy styl życia #2: co przeszkadza mi prowadzić zdrowe życie

Mój zdrowy styl życia #2: co przeszkadza mi prowadzić zdrowe życie

Ostatnio pisałam o 7 nawykach, które pozwoliły mi zmienić styl życia na zdrowszy. Muszę jednak przyznać, że jest kilka rzeczy, z którymi ciężko jest mi się rozstać lub zmienić, choć wiem, że zdecydowanie mi nie służą. Tę listę „grzeszków” oraz rozwiązań, jak sobie z nimi radzę tworzę po to, żeby zmotywować siebie i innych do pokonywania swoich małych i większych słabości. Bo zdrowe życie to nie stan idealny, ale ciągle dążenie do niego. Jak dla mnie nie ma nic lepszego świadomość, że udało się zrealizować coś, co sobie zaplanowałam:)

1. Wieeelka ochota na „coś słodkiego”

Mimo zdrowego odżywiania, raz na jakiś czas nachodzi mnie ogromna ochota, żeby wciągnąć coś słodkiego – teraz, już, w tej chwili! O ile nie mam zamiaru rezygnować z przyjemności jedzenia czekolady albo pysznych zdrowych deserów, o tyle sam mechanizm pilnej zachcianki jest już trochę niepokojący – może wiązać się np. ze skokiem insulinowym, a ten z kolei prawdopodobnie wynika z niewłaściwej diety.

Rozwiązanie: 

Po pierwsze przyglądam się temu, co jadłam, jak dawno, w jakich okolicznościach – i wyciągam wnioski. Może za dużo cukrów prostych? A może stresujący dzień? Grunt to świadomość swojego ciała. Po drugie – sięgam po coś słodkiego, ale też wartościowego: gorzką czekoladę, pieczone jabłko z miodem, bakalie. Żadnych batoników, ciastek Po trzecie – jeżeli mam czas, wypróbowuję jakiś super przepis np. na domowej roboty czekoladę lub ciasto. W ten sposób łączę przyjemne z pożytecznym: nie oddaję się bezmyślnie zachciance, gotując relaksuję się, a na koniec zjadam coś pysznego:)

2. Absorbująca praca = brak czasu na zdrowe życie

W tych najbardziej intensywnych okresach, kiedy pracuję nad czymś z dużym zaangażowaniem, mam tendencję do zapominania o tym, jak dobrze się czuję zdrowo jedząc, ćwicząc przynajmniej raz na 2 dni, relaksując się. Wystarczy temat, w który się wkręcę i mogę godzinami (ba! dniami!) surfować po sieci, czytać, pisać, tworzyć. Pierwszy protestuje kręgosłup, po tygodniu-dwóch moja kondycja i samopoczucie leci na łeb na szyję…

Rozwiązanie: 

Kiedy wiem, że mam dużo pracy, dokładnie planuję każdy dzień. Punkt po punkcie, wpisując nawet najbardziej oczywiste rzeczy typu: „zjeść dobre śniadanie”, „pić dużo wody”, „pójść na 30 minutowy spacer”, „ugotować obiad”, „poczytać 15 min. książkę”. Pod koniec dnia sprawdzam samą siebie i jeżeli coś zaniedbałam wiem, że muszę nadrobić to następnego dnia.

3. Imprezy

Na co dzień staram się prowadzić higieniczny tryb życia – dobrze jadam, kładę się spać najpóźniej przed północą, alkohol piję w niewielkich ilościach, może jakieś 2-3 kieliszki wina w tygodniu. Imprezy to niestety nieco inna historia i chociaż staram się nie przeginać, różnie bywa.

Rozwiązanie: 

Nie planuję nocnych spotkań, jeżeli następnego dnia nie będę miała możliwości porządnie się wyspać – zauważyłam, że im jestem starsza, tym dłuższego czasu potrzebuję, żeby dojść do siebie po nieprzespanej nocy. Pijąc alkohol piję jednocześnie co najmniej tyle samo wody z cytryną, a w połowie imprezy przerzucam się już tylko na samą wodę (w ten sposób bawię się dobrze i nie ryzykuję mega kaca następnego dnia).

4. Reakcja na stresujące sytuacje

Wyeliminowanie chociaż części stresu to dla mnie największe i najtrudniejsze wyzwanie. Z natury jestem takim trochę nerwusem: stresuję się pracą, martwię przyszłością, a podczas ważnych życiowych zmian ciągle analizuję, sprawdzam wszystkie możliwe opcje, mało śpię. Wiem, że bardzo odbija się to na moim zdrowiu psychicznym i fizycznym (do tego stopnia, że jest to zauważalne w wynikach badań, np. TSH).

Rozwiązanie: 

Na razie brak. Niby „staram się nie stresować”, ale w najbardziej krytycznych momentach wszystko strzela w łeb. Muszę wziąć się za ten temat solidnie i nauczyć się prawdziwej, głębokiej relaksacji niezależnie od okoliczności, bo czuję, że stres skutecznie mnie osłabia. Jakieś pomysły?

 

 

  • http://www.blogcopywritera.pl MalWieclaw

    Dzisiaj odkryłam Twojego bloga:) Po przeczytaniu tego wpisu wiem, że będę częściej zaglądać :)

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Cieszę się, witam i zapraszam;)

  • http://aspire-jezykiobce.blogspot.com Aggi

    „Z natury jestem takim trochę nerwusem: stresuję się pracą, martwię przyszłością, a podczas ważnych życiowych zmian ciągle analizuję, sprawdzam wszystkie możliwe opcje, mało śpię. ” – to zupełnie o mnie! :):) Ja niestety też nie znalazłam sposobu… Staram się jak najintensywniej organizować sobie czas (w pracy żadnego obijania, fitness, nauka języka, gotowanie…) i wstawać od razu po przebudzeniu, żeby mieć jak najmniej pustego czasu na bezsensowne przemyślenia. Ze stresującymi sytuacjami i chwilami jest gorzej, wtedy stres mnie obezwładnia.

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Witaj więc w klubie;) Zgadzam się, dużo zajęć to dobry sposób na negatywne myśli, ale ja marzę, żeby znaleźć jakiś taki spokój we mnie, niezależnie od tego, co się dzieje. Nie wiem czy to w ogóle możliwe, ale nie zamierzam przestać szukać:) Tym bardziej, że stres często tylko podkręca problemy, które obiektywnie może nie są aż tak straszne.