Świat zdrowej żywności a marketing – 9 przykładów pułapek informacyjnych

Świat zdrowej żywności a marketing – 9 przykładów pułapek informacyjnych

Jestem pewna, że interesując się zdrową żywnością przynajmniej raz „nacięliście się” na produkt, który okazał się nie tak zdrowy jak zachwalała reklama albo mieliście trudności z samodzielną oceną, czy warto wydać na niego pieniądze. Dzieje się tak niezależnie od poziomu świadomości konsumenckiej - dziś sprzecznych ze sobą informacji jest tak wiele, że często nawet zaangażowanym konsumentom trudno się w tym odnaleźć. Część „marketingowych ściem” bywa nagłaśniana przez media, więc do świadomości ludzi przebija się komunikat, że warto czytać etykiety, wybierać produkty o lepszym składzie – to bardzo dobra tendencja.

Ale nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że czujnym warto być wszędzie, nawet gdy kupujemy w sklepach ze zdrową żywnością. A może nawet szczególnie tam, bo rynek zdrowych produktów rozwija się w Polsce od niedawna, nie ma jasnych regulacji prawnych, ma za to duży potencjał jeżeli chodzi o generowanie zysku – a więc jest podatny na różnego rodzaju zabiegi marketingowe i manipulacje.

Zdrowa żywność nie zawsze taka zdrowa

Wielu z nas chce odżywiać się zdrowo i poświęca temu niemało czasu oraz – niejednokrotnie – sporo pieniędzy (chociaż nie musi tak być – pisałam o tym ostatnio). Niestety nie zawsze są to pieniądze dobrze wydane. Przekonałam się o tym kilkukrotnie na własnej skórze. Na przykład kupując olej kokosowy, który skusił mnie certyfikatem ekologicznym, słowem „premium” w nazwie, jasnym ładnym opakowaniem i dosyć korzystną, ale jeszcze nie podejrzaną ceną. Już w momencie zakupu miałam wątpliwości, bo nigdzie nie było informacji czy jest to olej rafinowany czy nie – mimo to wrzuciłam produkt do koszyka. Dopiero w domu szybki research w internecie pokazał, że niesłusznie zaufałam producentowi, a olej – mimo że z upraw ekologicznych – jest oczywiście rafinowany, czyli pozbawiony tego, co w nim najcenniejsze.

Tego typu pułapki jesteśmy jednak w stanie przeskoczyć, kupując sprawdzone produkty, stale podnosząc swoją świadomość, czytając uważnie etykiety. Niestety w przypadku niektórych kategorii zdrowej żywności sprawa się komplikuje. Mam na myśli różnego typu manipulacje sprzedawców oraz produkty, wokół których pojawiają się kontrowersje: jedno źródło zachwala prozdrowotne właściwości, drugie – z góry na dół je podważa.

Postanowiłam rozwinąć ten wątek na kilku wybranych, konkretnych produktach – zaczynając od przetworzonej żywności promowanej jako zdrowa, poprzez popularne przekłamania wśród tzw. zdrowej żywności, kończąc na produktach kontrowersyjnych.

 

Poziom 1 – przetworzona żywność promowana jako zdrowa


Płatki zbożowe – klasyczny przykład tego, jak za pomocą zabiegów marketingowych można wypromować przetworzony, pełen cukru produkt jako zdrowy. Tak działają hasła typu „fit”, „slim”, „light”, „wartościowe śniadanie”, reklamy pokazujące świat pełen szczupłych, energicznych ludzi, opakowania, które podkreślają prozdrowotny i naturalny charakter produktu. Niestety skład często temu przeczy , a w „zdrowym” muesli możemy znaleźć nawet tak szkodliwe dodatki jak syrop glukozowo-fruktozowy czy utwardzane tłuszcze roślinne. Przykład tutaj.
Zdrową alternatywą jest samodzielne przygotowywanie owsianki czy kasz na śniadanie.

Jogurty - gdyby wierzyć reklamom, to codzienna porcja zdrowia i sprzymierzeniec naszej figury. A jaka jest rzeczywistość? „Owocowe” jogurty zawierają śladowe ilości owoców (np. 2-5%), a czasem nie mają ich wcale, bazując tylko na sokach zagęszczonych, aromatach i barwnikach. Mają natomiast mnóstwo cukru (nawet 4-6 łyżeczek w opakowaniu), a nierzadko też syrop glukozowo-fruktozowy. Jogurty 0%, które rzekomo mają pomagać w odchudzaniu bywają słodzone szkodliwym acesulfamem K. Kilka przykładów: (1), (2), (3).
Lepiej oczywiście wybrać jogurt naturalny i samemu dodać owoce, pestki, miód, etc.

Prozdrowotne margaryny - kolejny klasyk w tej kategorii, potwierdzający wielką siłę reklamy. Pamiętacie, jak kilka lat mówiono nam, że naturalne masło to samo zło, bo odpowiada za wysoki poziom cholesterolu we krwi i choroby serca, a spożywać należy jedynie tłuszcze roślinne, czyli margaryny? Dziś mamy wiele badań, które obalają tę teorię: nie tylko nie ma jednoznacznych powiązań między spożywaniem tłuszczów nasyconych a chorobami serca (źródło: tutaj), ale wręcz ostro krytykuje się margaryny za zawartość szkodliwych kwasów tłuszczowych typu trans.
Niezależnie od wiedzy naukowej, według mnie każdy naturalny produkt (jak masło) będzie lepszym wyborem.

Chrupkie pieczywo - przez osoby na diecie traktowane jest jako zdrowszy zamiennik zwykłego pieczywa niemal automatycznie (znowu siła reklamy!). Cenione przede wszystkim za nisko kaloryczność: 1 kromka to ok. 35 kalorii. A tymczasem takie pieczywo często przygotowywane jest z pszennej, oczyszczonej mąki i zawiera masę niepotrzebnych dodatków (przykład tutaj), będąc dokładnym zaprzeczeniem zdrowego produktu.
Lepszym wyborem będzie zjedzenie 1-2 kromek naturalnego, np. żytniego pieczywa bez sztucznych dodatków, a w roli przekąski – dania z warzyw, ew. pestek czy owoców.

 

Poziom 2 – popularne przekłamania i pułapki na rynku zdrowej żywności


Woda mineralna - to, że woda jest nam niezbędna do życia i zdrowia, wiemy wszyscy, ale nawet w tym najprostszym, naturalnym składniku naszej diety znajdzie się miejsce na marketing. Kampanie reklamowe promujące codzienne wypijanie co najmniej 2 litrów wody mineralnej to nic innego jak (umiejętne) kreowanie sztucznych potrzeb: chcesz być zdrowy i fit, kup wodę w butelce. Tymczasem badania pokazują, że „zwykła” woda kranowa (przegotowana, filtrowana lub bezpośrednio z kranu) bywa lepszej jakości niż wody kupowane, a plastikowe butelki mogą zawierać szkodliwe dla zdrowia toksyny: bisfenol A, ftalany. Więcej informacji możecie znaleźć tutaj.
Dla mnie sprawa jest prosta: na co dzień używam wody z kranu, w różnych postaciach (bezpośrednio do picia, ale także w postaci herbatek, naturalnych soków, zup, etc.), a po wodę butelkowaną sięgam sporadycznie.

Brązowy cukier – często na blogach spotykam się z przepisami, w których zdrowym zamiennikiem białego cukru jest cukier brązowy. Założę się, że wielu osobom przy półce w sklepie wystarczy etykieta „cukier brązowy” i już wrzucają produkt do koszyka jako zdrowszy (a często też sporo droższy). Niestety bywa, że kupujemy w ten sposób zwykły rafinowany cukier, zabarwiony karmelem lub melasą.
Jeżeli chcemy wybrać mniejsze cukrowe zło, powinniśmy szukać nierafinowanego cukru trzcinowego (np. z Mauritius). Zupełnie inną kwestią jest to, że cukru spożywamy ogólnie za dużo, więc pierwszym krokiem powinno być jego ograniczenie, a nie tylko poszukiwanie zamienników.

Produkty bezglutenowe - wspaniałe pole do popisu dla marketingowców: wystarczy piękna etykieta „gluten-free”, a jako zdrową można sprzedawać żywność wysokoprzetworzoną, pełną sztucznych dodatków. Oto skład pierwszego z brzegu chleba bezglutenowego, który oferuje jeden z internetowych sklepów ze zdrową żywnością: skrobia pszenna bezglutenowa (pszenica, z której sztucznie usunięto gluten), skrobia kukurydziana (węglowodany proste, produkt mocno przetworzony), woda, tłuszcz roślinny (w tym tłuszcze trans), glukoza, cukier (cukry proste), drożdże, sól, izolat białka sojowego (wysokoprzetworzone, sztuczne białko w proszku), substancja zagęszczająca: guma guar i E464, błonnik pokarmowy, regulator kwasowości: E575, mak, sezam.
Wniosek? Kupując żywność bezglutenową nie dajcie się nabrać na znak przekreślonego kłosa, czytajcie etykiety!

 

Poziom 3 – żywność, która wzbudza kontrowersje


Olej rzepakowy - o zdrowych właściwościach oliwy z oliwek extra virgin mówi się od dawna, a od jakiegoś czasu konkuruje z nią olej rzepakowy. Promowany jest jako „oliwa północy”, bogaty w zdrowe tłuszcze (NNKT, w tym „modne” Omega-3) oraz witaminę E. Przeciwnicy oleju rzepakowego wskazują na zawartość szkodliwego dla zdrowia kwasu erukowego, czemu z kolei zaprzecza argument o tym, że od lat w rolnictwie stosowane są już ulepszone, niskoerukowe odmiany rzepaku. Całą sprawę komplikuje jeszcze fakt, że kampanie promocyjne odnoszą się do oleju rzepakowego ogółem, bez rozróżnienia na rafinowany (oczyszczony z potencjalnych zanieczyszczeń, bardziej stabilny, ale też w dużej mierze pozbawiony tego, co wartościowe) i nierafinowany, tłoczony na zimno (o potencjalnie lepszych właściwościach zdrowotnych, ale też bardziej podatny na utlenianie, do stosowania tylko na zimno). Bardzo trudno się przez te informacje przekopać i wyciągnąć jednoznaczne wnioski.
Ja osobiście unikam olejów rafinowanych, a po olej tłoczony na zimno sięgam tylko raz na jakiś czas, stosując podobnie jak olej lniany: kupuję tylko w szklanej, ciemnej butelce, przechowuję w lodówce i zużywam w ciągu ok. 2-3 miesięcy, a potem wracam do niego po dłuższej przerwie.
Przy tej okazji jeszcze jedna sprawa: zwróćcie uwagę na inne zabiegi marketingowe stosowane w przypadku olejów.”Tłoczony na zimno” nie zawsze oznacza nierafinowany, „extra virgin” nie zawsze oznacza najwyższej jakości oliwę (więcej tutaj).

Komosa ryżowa – ostatnio prawdziwy hit na rynku zdrowej żywności. Bogata w aminokwasy, czyli pełnowartościowe białko, witaminy i minerały, przeciwutleniacze, bezglutenowa – wydawać się może, że jest to produkt idealny. A jednak cień na nim położyły doniesienia o rosnących wraz z popytem cenach komosy ryżowej – do tego stopnia, że biedni mieszkańcy Boliwii czy Peru, dla których quinoa jest tradycyjnym, często jedynym wartościowym pokarmem, nie mogą sobie na nią pozwolić. Jeżeli interesuje Was ten wątek, więcej przeczytacie tutaj.
Ten przykład potwierdza to, co wielu z nas wybiera intuicyjnie: najlepsza (i to nie tylko w kontekście zdrowia, ale też etyki, rozwoju lokalnego, ekologii) jest żywność uprawiana lokalnie, sezonowa.

Wnioski

Takich przykładów jak powyższe znajdzie się niestety dużo więcej. Ja także stale się „łapię” na różnego typu pułapki i manipulacje, mimo że z branżą marketingową związana jestem od 8 lat i na wiele tricków jestem odporna. Jaka jest moja puenta? Dla stałych Czytelników Health and the City nie będzie to nic odkrywczego, bo podkreślam to na blogu wszędzie, gdzie to możliwe;) – kluczem przy dokonywaniu wyborów jest zawsze zdrowy rozsądek.

Jeżeli chcemy odżywiać się zdrowo i świadomie, oprócz czytania etykiet, poszukiwania oraz filtrowania informacji ważne są też umiar, brak radykalizmu w którąkolwiek stronę i dietetyczna różnorodność – wtedy nawet te kontrowersyjne produkty raczej nam nie zaszkodzą.

Życzę Wam mądrych, świadomych wyborów!:)

 

 

Powiązane posty


Bezglutenowa, wegetariańska, a może paleo? Która dieta jest najzdrowsza?

Zdrowa żywność nie musi być droga (dowód: moja lista zakupów)

Zdrowe kosmetyki – co polubiłam, z czego zrezygnowałam

  • http://helloluck.blogspot.com/ Luiza S.

    Muszę przyznać, że na kilka tych pułapek marketingowych się złapałam, mimo, że uważam się na „w miarę” świadomego konsumenta. Może to nie jest kwestia niewiedzy, a po prostu wygoda. Dużo łatwiej uwierzyć w te reklamowe brednie, niż przyjąć to, co krzyczy własny rozum. Pora wziąć się za siebie w tej kwestii! :)

  • http://helloluck.blogspot.com/ Luiza S.

    Muszę przyznać, że na kilka tych pułapek marketingowych się złapałam, mimo, że uważam się na „w miarę” świadomego konsumenta. Może to nie jest kwestia niewiedzy, a po prostu wygoda. Dużo łatwiej uwierzyć w te reklamowe brednie, niż przyjąć to, co krzyczy własny rozum. Pora wziąć się za siebie w tej kwestii! :)

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Myślę, że niejeden świadomy konsument raz na jakiś czas na coś się „nacina”, to zresztą zazwyczaj niezła nauka na przyszłość. Ale masz rację, coś w tym jest, że czasem sami zagłuszamy to, co podpowiada zdrowy rozsądek – ale i tu świadomość, że tak się dzieje to już coś:) Pozdrawiam!

  • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

    Tak, wiem coś o tym, badania na nietolerancje pokarmowe to wysoki wydatek, a spotkałam się z opinią, że nie są do końca miarodajne (por. http://www.tlustezycie.pl/2014/08/testy-na-alergie-i-nietolerancje.html )
    Nie sądzę, żeby testy były całkowicie bez sensu, bo dla wielu ludzi od tego zaczyna się droga ku lepszej diecie i zdrowiu, ale czasem może wystarczy obserwacja własnego organizmu po odstawieniu potencjalnych alergenów i ponownym ich włączeniu.
    Bardzo podoba mi się Twoje podejście: stawiasz na dobre, ale rozsądne, zgodne z Twoimi potrzebami zmiany i szukasz swojego modelu odżywiania.

    Ja też przymierzam się do takiego pełnego odwyku od cukru – widzę po sobie, że już jego ograniczenie super wpływa na to, jak się czuję, na wygląd mojej cery, itd. Podobnie z białą mąką.
    Chociaż generalnie sądzę, że to nigdy nie jest tak, że to jeden składnik diety, np. cukier, odpowiada za „całe zło”, raczej to, jak ta dieta wygląda całościowo – ale wiem też po sobie, że takie akcje typu rezygnacja mąki czy cukru niesamowicie motywują do pozytywnych, całościowych zmian.

    Bardzo dziękuję Ci za miłe słowa, takie komentarze bardzo dużo dla mnie znaczą:)

    • http://swieczek.wordpress.com/ Świeczek

      Moja opinia o tych testach jest taka, że te silniej wychodzące alergie (trójki i czwórki, cały czas operuję pojęciami z testu ImmuPro – jest wykonywany w moim mieście, w Pozaniu) faktycznie może coś wskazać. Te słabsze natomiast mogą być prawdziwe, a mogą wynikać z czegokolwiek. Mężowi lekarz powiedział, że chociażby z pożywienia spożytego dzień wcześniej. Ale z kolei mojej teściowej dieta wg wyników FoodDetective bardzo pomogła i faktycznie była poprawa w wynikach rok później, jak i w całym stanie zdrowia.
      Zdecydowałam się na te testy, bo potrzebowałam konkretnego, moblizującego działa i schematu wg którego postępować. I wyniki z „zakazanymi” produktami tak podziałały – kocham gotować, więc było to fascynujące wyzwanie.
      Co do odwyku od cukru – znasz książkę „Rzucam cukier” Wilson? Przeglądałam w księgarni i bardzo mi się podobała. Gdybyś planowała taki odwyk, ośmielę się zaproponować zorganizowaną akcję blogową – ja mam co prawda męża, z którym współpracujemy w zdrowym żywieniu, ale i tak zawsze w grupie raźniej (widzisz, jaki ze mnie spamer!).

      Pozdrawiam serdecznie!

      • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

        O książce słyszałam, ale jeszcze nie czytałam. Pewnie zgłębię temat jak będę się już konkretnie przygotowywała do takiego cukrowego detoksu. Jestem za jeżeli chodzi o zorganizowaną akcję, super pomysł! – pomyślę o jakiejś fajnej angażującej większą ilość osób formule, ustalimy termin i możemy ruszać:) Pozdrowienia!

        • http://swieczek.wordpress.com/ Świeczek

          To w takim razie trzymam kciuki i czekam niecierpliwie :D Jeśli mogę coś zasugerować, dobry byłby czas końca zimy (po świąteczko-karnawałowym łakomstwie, nie czarujmy się). I dodam też, że lubię prywatne grupy na fejsbuku, gdzie można do woli spamować swoimi wątpliwościami i przeżyciami. Ale to tylko pomysły, wszak akcja jest Twoja :)

  • http://swieczek.wordpress.com/ Świeczek

    Co do gluten-free: byłam na takiej diecie jakiś czas. Zazwyczja piekłam sobie sama, ale kilka razy zostałam obdarowana marketowym pieczywem gf. Sama data ważności przerażała, skład był jeszcze gorszy. Nie mówiąc o smaku.

    Co do olei – znasz jakąś ściągawkę, które można używać na ciepło, a które nie?

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      A mogę zapytać, z jakich względów zdecydowałaś się na dietę bezglutenową, jakie były efekty i dlaczego zrezygnowałaś? Ciekawią mnie wszelkie tego typu „życiowe” historie – myślę, że czasem to wnosi więcej niż sterta badań naukowych.
      Co do tłuszczów – nie znam takiego kompleksowego opracowania, ale sama pisałam o tym co nieco tutaj: http://healthandthecity.pl/tluszcze-tak-nie-moze/

  • http://w-odcieniach-nude.blogspot.com odcienie nude

    Mnie zabija syrop g-f, ktory pakuja praktycznie wszedzie!

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Niestety to prawda – ale o szkodliwości syropu glukozowo-fruktozowego mówi się już bardzo dużo i mam nadzieję, że ludzie coraz częściej będą rezygnować z kupowania produktów z jego zawartością, a producenci wreszcie to zauważą.

  • http://fabryka-endorfin.blogspot.com/ Marta

    Bardzo wartościowy wpis!
    A co sądzisz o soji? Lubię ją, podobno jest zdrowa. Robię z niej mleko, tofu… Ale moi rodzice twierdzą, że nie powinnam jej spożywać przez GMO.

    • Ateora

      I maja racje. Wybija hormony z równowagi. Ponoć tylko soja fermentowana traci swoje negatywne właściwości. Ale taka to najlepiej spożywać w Japonii. Znawcy tematu twierdza, ze w Europie jest tylko soja modyfikowana. Kilka miesięcy temu nasi ekolodzy nie wpuścili do kraju takiego transportu soi modyfikowanej.

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Odpowiem jak zawsze w takich sytuacjach: zależy dla kogo:)
      Ja unikam soi ze względu na fitoestrogeny, które mogą blokować funkcje tarczycy (a mam niedoczynność). Ale np. w przypadku kobiet w okresie przekwitania soja podobno (podkreślam: podobno) może być pomocna, a fitoestrogeny, które mi mogą szkodzić, dodawane są do preparatów łagodzących objawy menopauzy.
      Jeżeli chodzi o soję w diecie zdrowych ludzi, zdania specjalistów są podzielone, więc ja zachowałabym zasadę ograniczonego zaufania, bez popadania w skrajności w jakąkolwiek stronę. Raz na jakiś – dlaczego nie, ale budowanie codziennego jadłospisu na produktach sojowych wydaje mi się ryzykowne, chociażby właśnie ze wzgl. na gmo i potencjalne ryzyko zaburzeń w gospodarce hormonalnej. Zauważ też, w jak wielu gotowych produktach znajdziemy soję – od wędlin po czekoladę.
      A jeżeli masz wątpliwości czy soja służy Ci, czy wręcz przeciwnie, najlepiej obserwuj swój organizm po zjedzeniu i po odstawieniu jej na jakiś czas. Pozdrawiam!

      • Ateora

        Może i soja ma dobroczynne właściwości o jakich piszesz ale dziś już nie ma soi niezmodyfikowanej, podobnie jak w przypadku pszenicy czy kukurydzy. Dlatego jest problem z tymi zbozami, że wpływają na nas inaczej niż było to przez całe lata. Japończycy mogą mieć ją niemodyfikowana. Tutaj można by sprawdzić, czy jest szansa na niemodyfikowana soje. I Japończycy do perfekcji mają opanowane fermentowanie żywności.
        I w każdej knajpie znają dokładne pochodzenie swoich produktów.

      • Ateora

        Dlaczego soja niefermentowana szkodzi:
        1. GMO- szkodzi naszym bakteriom jelitowym, powoduje bezpłodność.
        2. Zawiera antyodzywcze składniki: saponiny, fityniany, goitrogens, estrogeny. Niektóre z nich koliduja z enzymami trwającymi białko. Małe ilości mogą nie wywoływać problemów.
        3. Zawiera hemaglutyniny które powodują zlepianie się czerwonych krwinek i wtedy nie są w stanie prawidłowo rozprowadzac tlen do tkanek.
        4. Zawiera goitrogens – substancje które blokują syntezę hormonów tarczycy i zakłócają metabolizm jodu, a tym samym zakłócają funkcję tarczycy.
        5. Zawiera fityniany – które wiążą jony metali co zapobiega wchlanianiu wapnia, magnezu, żelaza, cynku.
        6. Zawiera rodzaj fitoestrogenow które przypominają ludzki estrogen. Zwiazki te naśladują i czasami blokują estrogen, i mają negatywny wpływ na tkanki człowieka – mogą wywoływać niepłodność i raka piersi u kobiet.
        Picie przez miesiąc 2 szklanek mleka sojowego dziennie już wystarcza do zmiany cyklu miesiaczkowego.
        7. Ma toksyczne stężenie glinu i manganu.

        To tak w wielkim skrócie. Już każdy sam może zrobić bilans korzyści nad stratami przy jedzeniu soi;-)

  • http://naturalniezdrowy.com.pl/ Naturalnie Zdrowy

    W szeroko pojętym przemyśle spożywczym ludzie zawsze będą szukać sposobów na zwiększenie sprzedaży, a że żerują na nieświadomości swoich klientów… Dobry wpis, bo uświadamia jak łatwo się nabieramy na niektóre ich sztuczki.

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Zgadza się, chociaż ja ciągle (naiwnie?) wierzę, że producent może łączyć albo wręcz czerpać zyski z jakości, transparentności i uczciwego dialogu z konsumentem (to oczywiście dużo zależy od tego, co produkuje).
      Ps. Z góry przepraszam za stereotypowe podejście, ale przejrzałam Twojego bloga i muszę to napisać;) Fajnie, że mężczyźni też mają takie zdrowo-naturalne zainteresowania!

      • http://naturalniezdrowy.com.pl/ Naturalnie Zdrowy

        Hahahaha :D Cieszę się w takim razie, że przełamuje stereotypy :) Co do producentów: albo jakość, albo ilość. A z większej ilości sprzedanych produktów większe zyski…

  • http://www.beo-beforesunset.blogspot.com Beata Kaczmarek

    Dzieki za komentarz. Zgadzam się w 100% z Tobą. Będe przegladać resztę postów. Co do USA to postaram sie odpowiedzieć wkrótce

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Cieszę się i pozdrawiam:)

  • http://lekkomissmargerita.blogspot.com/ LekkoMissMargerita.

    Gdyby tak się przyjrzeć naszemu jedzeniu, to naprawdę wyczynem jest kupować zdrowe, nieprzetworzone jedzenie. Chyba należałoby poprzestać jedynie na świeżych owocach i warzywach, samodzielnym pieczeniu chleba itd. Większość produktów zostaje cudownie uzdatnionych, np. syropem glukozowo-fruktozowym, który jest po prostu wszędzie. Niestety, żeby dziś jeść zdrowo, trzeba mieć przede wszystkim czas, aby kupić dobre produkty i przygotować posiłki w domu.

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Zgadzam się, zdrowe odżywianie bywa bardzo czasochłonne, szczególnie na początku. Ale po jakimś czasie ma się już własne wydeptane ścieżki zakupów, sprawdzone produkty, więc jest dużo lepiej i szybciej. I co najważniejsze – coraz bardziej czuje się, że warto:) Pozdrawiam!

  • http://melaniesfasion.blogspot.com Joanna P

    Świetny wpis, zgadzam się w 90%.

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      A chcesz rozwinąć te 10%?;)

      • http://melaniesfasion.blogspot.com Joanna P

        Miałam tu na myśli tą nieszczęsną komosę. Zgadzam się, że co rodzime i sezonowe jest najlepsze dla naszych organizmów i pieniędzy (np. powinniśmy jeść jabłka, a nie pomarańcze, które zimą tak na prawdę nam nie służą), ale uważam że warto czasem sięgnąć po produkty bardzo zdrowe, a pochodzące z innych krajów czy kultur. Komosa jest mega zdrowa, od lat jemy też azjatycki ryż, więc czemu nie skorzystać z dobrodziejstw Ameryki Południowej?

        • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

          Jasne, ja też jestem zwolenniczką urozmaicania diety takimi produktami, pytanie o proporcje i ogólnie „filozofię zakupów”. Na przykładzie komosy widać, że znaczne zwiększenie jej spożywania w krajach rozwiniętych ma szerokie i niestety nie tylko pozytywne konsekwencje, z których możemy nie zdawać sobie nawet sprawy. A więc jak zawsze – umiar przede wszystkim:)

  • Lilka

    Ciekawe spojrzenie i tekst. Ja dodam od siebie jeszcze kilka innych przykładów:
    - soki w kartonach – promowane jako 100% naturalne, bez cukru, itd., a tak naprawdę kompletnie bezwartościowe, wytwarzane z koncentratu
    - serki i inne produkty mleczne typu light czy 0% – odtłuszczone, a więc praktycznie bezwartościowe (nie przyswaja się z nich wapń)
    - wszelkie preparaty na odchudzanie typu błonnik witalny czy inne tego typu hity – niby naturalne, ale dla większości ludzi zupełnie niepotrzebne, a bez zmiany stylu życia odchudzanie i tak się nie uda
    - i mój faworyt w tym rankingu: „ciemne” pieczywo z supermarketu – zabarwione karmelem, pełne sztucznych dodatków, a ludzie kupują, bo zdrowsze
    Trzeba być na takie rzeczy odpornym – szkoda zdrowia i pieniędzy!

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Dzięki za Twoje uzupełnienie!:)

  • Kain

    Jak ktoś pisze o zdrowej, albo niezdrowej żywności to już świadczy o tym, że nie zna się na temacie.
    Proszę zajrzeć do podstawowych książek z zakresu żywienia. Nie ma zdrowej i niezdrowej żywności, wszystko zależy o dawce, która jest przyjmowana. Ewentualnie można mówić o zanieczyszczeniach żywności, zafałszowaniach, działaniu prozdrowotnym. To są podstawy…

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      W pewnym stopniu mogę się z tą opinią zgodzić – „zdrowa żywność” to pojęcie prawdopodobnie również ukute na potrzeby marketingowe. Ale nie zmienia to faktu, że funkcjonuje powszechnie w naszym języku, a powstające „sklepy ze zdrową żywnością” to kategoria, którą kojarzą i posługują się wszyscy. Dlatego nie uważam, żeby używanie tego sformułowania świadczyło o nieznajomości tematu – tym bardziej w takim kontekście, jak w tym konkretnym artykule. Pozdrawiam!

      • Kain

        To jest właśnie wymysł marketingowy i podstawowy błąd z zakresu nauk żywieniowych, a wypadałoby mieć taką wiedzę.

        • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

          Nie piszę z punktu widzenia specjalisty nauk żywieniowych, a z perspektywy osoby zajmującej się marketingiem właśnie. I o ile – tak jak napisałam – zgadzam się, że „zdrowa żywność” to pewnego rodzaju twór marketingowy, to, dopóki nie tworzę publikacji naukowej, nie uważam, żebym musiała unikać pojęć, które funkcjonują i są każdemu znane. Chociaż fakt, w kilku miejscach w artykule zamiast „zdrowa żywność” mogłabym napisać „zdrowe odżywianie” – co zresztą dla niektórych pewnie byłoby też zbyt mało precyzyjne.
          Jeżeli masz ochotę dodać do tematu coś jeszcze z punktu widzenia specjalisty ds. żywienia – zapraszam.

      • Ateora

        Bo pojęcie „zdrowy” jest pojęciem wzglednym niezależnie od tego co piszą mędrcy w tym temacie. I autorka akurat dzieli się swoimi przemyśleniami, doświadczeniem w tym zakresie i jakoś nie widzę żeby podpisywala się „autorytet w zdrowym odżywianiu”.
        A jak już Kain powolujesz się na znawców to ciekawe skąd się wzięło u nich zalecanie jedzenie zbóż choć wszystkie badania pokazują ze zboża człowiekowi szkodzą?
        Albo skąd zalecenia zbijania cholesterolu jak badacze w tym zakresie mówią że nie znamy dobowych zmian cholesterolu, i nie on jest przyczyną a jest skutkiem procesu chorobowego?
        Dlatego autorka materiału się tylko przygląda i dzieli swoimi odkryciami. Nie musisz się z nimi zgadzać ale nie możesz ich krytykować bo też ona nigdzie nie podpisuje się „autorytet w zdrowym odżywianiu”. A logicznie myśleć, i wyciągać wnioski to już przywilej inteligentnego człowieka;-)

        • Kain

          Nie krytykuję tekstu, nie odniosłem się do tego – temat zgłębiony dobrze i ciekawie opisany. Zwróciłem uwagę jedynie na ten jeden element, który mnie zawsze razi.
          Jeżeli chodzi o zboża, faktycznie jest coraz więcej nowych badań z tego zakresu i myślę, że z czasem oficjalne zalecenia choćby IŻŻ się zmienią, ale nie można nagle wszystkiego zburzyć i namawiać wszystkich do diety paleolitycznej :) dajmy czas badaczom. Jeżeli chodzi o cholesterol to tu sprawa jest jeszcze bardziej trudna, bo z tego co pokazuje szereg badań to w dużej mierze to właśnie cholesterol egzogenny odgrywa istotną rolę w rozwoju chorób cywilizacyjnych.

          • Kian

            „cholesterol egzogenny” miało być endogenny :)

          • Ateora

            Zboża od samego ich wprowadzenia negatywnie wpływały na człowieka. W pracach biologów, antropologow można się z tym spotkać. Jeśli wiesz na jakiej podstawie IZZ wprowadza zalecenia to z chęcią poczytam;-)
            A nie uważasz że sama „nauka o żywieniu” jest formą marketingu? Czy wilkowi, lisowi, czy też wroblowi radzi się ile czego dziennie ma jeść? Koty, psy zaczęły chorować na ludzkie choroby jak wprowadziliśmy im sztuczne karmy do menu. Jakoś bokiem zwierzętom wychodzi to nasze karmienie.
            Nie jestem taka optymistką jak Ty ze IZZ zmieni swoje zalecenia. Ciekawe na jakiej podstawie wprowadzono obecne zalecenia?
            Podobnie na jakiej podstawie wprowadzono zalecenia do spożywania olejów roślinnych skoro badań z tamtego czasu nie można znaleźć?
            Albo jajka zostały okrzykniete złem właśnie bez badań tylko posłużyły politykom USA do zbijania inflacji. I tak mity się powiela.
            I nie chce burzyć tylko można ludzi skłonić do refleksji nad tym co jedzą. Zebysmy sami umieli dostrzec co nam szkodzi choć jest „super zdrowe dla znawców”;-)

          • Kain

            W książce „Normy żywienia człowieka” pod redakcją Jarosza i Bułhak-Jachymczyk pod każdym rozdziałem jest literatura i badania na podstawie, których były tworzone zalecenia. Badań na temat olejów roślinnych jest bardzo dużo, znalazłem kiedyś nawet jedno z lat 60 i to polskie, ale tego w internecie nie będzie, trzeba się wybrać do biblioteki i zajrzeć w „starodruki” :)

          • Kain

            „olej roślinny” – miało być tłuszcz roślinny

          • Ateora

            Dzięki na namiar. Z tym netem źle nie jest. Można znaleźć prace z lat 50tych.
            Może wiesz skąd jest taka rozbieżność pomiędzy specami od żywienia a pracami antropologow w tym co człowiek może jeść a co nam ewidentnie nie służy?

          • Kain

            Wydaje mi się, że różnice mogę wynikać z innych zakresów obserwacji, antropolodzy skupiają się na obserwacjach historycznych, czy zmian w zachowaniach żywieniowych społeczeństw, wpływu zmiany diety na rozwój chorób itd. Żywieniowcy raczej podchodzą bardziej od strony fizjologicznej, chociaż coraz częściej widać w pracach naukowych chęć powrotu do korzeni. Ostatnio ukazało się sporo prac poświęconych diecie paleolitycznej.
            Jedno trzeba przyznać, nauki żywieniowe są dosyć młodą dziedziną nauki, myślę, że dużo jeszcze nie wiemy. Ciekawe tematy to np. programowanie żywieniowe, czy nutrigenomika, gdybyśmy mogli każdemu zbadać cały genom i określić dla niego idealną dietę, to byłoby coś :)

          • Ateora

            Wnioski antropologów dla mnie osobiście są bardzo cenne i byłam zaskoczona że na ich wnioskach nie opiera się nauka o żywieniu. Mam na myśli choćby to, że społeczeństwa które zwiększały spożycie węglowodanów 10tys lat a nie 2tys lat miały więcej czasu do adaptacji, a zatem zwiększenie spożycia węglowodanów nie wywołuje u tych ludzi niekorzystnych skutków.
            Dla mnie nauka o żywieniu nie oparta na antropologii/historii odżywiania to tak jak automatyka czy mechanika udająca że nie istnieje matematyka.
            Do nauki o genach podchodzę bardzo ostrożnie bo to dopiero raczkujący obszar. Jeszcze nie dawno twierdzono, że celiakia to choroba genetyczna a dziś już diagnozuje się celiakię u osób które nie spełniają warunku genowego.
            Geny są ważne ale ważniejsze jest ich używanie:-)

  • http://polowanie-na-zdrowie.blogspot.com/ Płaszczoobrosła

    Świetny wpis :). Chociaż interesuję się tematem od dawna, to i dla mnie było tutaj kilka nowości. Do takich marketingowych hitów można dodać spirulinę, fakt, że zdrowa, ale na etykietach podają, że zawiera witaminę B12, a to nieprawda.

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      O proszę, tego o spirulinie nie wiedziałam. Założę się, że takich przypadków znajdzie się cała masa – może powinniśmy to wspólnymi siłami zacząć zbierać i publikować. A może jest już jakaś tego typu inicjatywa?

      • http://polowanie-na-zdrowie.blogspot.com/ Płaszczoobrosła

        Na moim blogu wisi już wpis o tym od jakiegoś czasu, we wpisie o witaminie b12 czy jedzeniu owadów też o tym przypominam orazna FB bloga :). Warto wiedzieć. W spirulinie (i w ogóle glonach) jest analog witaminy B12, niedostępny biologicznie dla człowieka, a pogarszający wchłanianie właściwej (aktywnej biologicznie) witaminy.

  • http://slowemprzezswiat.wordpress.com slowemprzezswiat

    Świetny post! Regularnie na rynku pojawiają się nowe cud produkty, które potem są obsmarowywane przez producentów kolejnych hitów. I tak w kółko. Dlatego ja ostrożnie podchodzę do każdej takiej mody zywieniowej.

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Dokładnie tak, chociaż niestety dotyczy to nie tylko cud produktów (które dla wielu osób z założenia są podejrzane – i dobrze!), ale także produktów, które w powszechnej opinii są bardzo zdrowe. Niestety tam, gdzie chodzi o zyski zawsze jest miejsce na manipulację – ale też super jest to, że jako konsumenci jesteśmy coraz bardziej świadomi, to nasza wielka rynkowa siła! Pozdrawiam:)

  • Ateora

    Prosta i dobra zasada: „Dobre produkty nie potrzebują reklamy”:-)

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Coś w tym jest:)