Zdrowa dieta, czyli…? O moich poszukiwaniach

Zdrowa dieta, czyli…? O moich poszukiwaniach

Słowo „dieta” kojarzyło mi się zawsze z szeregiem wyrzeczeń, restrykcyjnymi zasadami i mało racjonalnym podejściem do żywienia na zasadzie „wszystko albo nic”. Jeszcze kilka lat temu wszelkie nowinki dietetyczne były zupełnie poza obszarem moich zainteresowań. Obserwowałam jedynie zmagania koleżanek (dieta kopenhaska, kapuściana – masakra!), ciesząc się, że mój metabolizm nie zmusza mnie do takich drastycznych przedsięwzięć.

Zawsze odżywiałam się raczej zdrowo, lubię umiarkowaną aktywność fizyczną i moja waga nigdy nie stanowiła problemu. Moje BMI w różnych okresach życia oscylowało wokół środkowej granicy normy i nawet jak zdarzyło mi się przytyć, po jakimś czasie bez specjalnych starań z mojej strony kilogramy spadały. Do czasu. Mniej więcej w wieku 25-26 lat coś się zaczęło zmieniać. 2-3 kilogramy „złapane” na zimę jakoś nie chciały opuścić mnie  wiosną i latem. 1-2 dni cięższego jedzenia albo siedzącego trybu nagle zaczęło skutkować +1 kg na wadze, który niekoniecznie znikał po następnych kilku aktywnych dniach. Nagle musiałam zacząć zwracać uwagę na to wszystko, co jem, ile jem, kiedy jem. I nic- dalej powoli przybierałam na wadze! Zaczęłam więc szukać odpowiedniej dla siebie diety.

Poszukiwania

Przyznam, że zaczęłam trochę na oślep – od popularnych diet, stosowanych przez wiele osób z mojego otoczenia z lepszym (czasem nawet spektakularnym) lub gorszym skutkiem. Moim głównym celem była utrata kilku kilogramów, więc zastanawiałam się: Dukan 2/0 czy dieta rozdzielna dr. Haya? A może dieta zgodna z grupą krwi? Ile czasu wytrzymam na diecie i jak bardzo będę się męczyć? A co jeżeli dopadnie mnie efekt jojo? Takie pytania zadawałam sobie wielokrotnie, gdy z silnym postanowieniem „wzięcia się za siebie” po raz kolejny przeszukiwałam sieć i przyswajałam kolejne informacje o „skutecznych”, „odpowiednich dla mnie”, „bezpiecznych” dietach.

Niektórych oczywiście próbowałam, ale po kilku dniach na Dukanie nie mogłam patrzeć na nabiał i mięso, czułam się słabo, z kolei dieta rozdzielna sprawdziła się u mnie w sezonie letnim, ale potem zgubione kilogramy wróciły z nawiązką. Stwierdziłam, że to nie dla mnie. I – po lekturze kolejnych stron internetowych i książek – zmieniłam swoje podejście do tematu „odchudzania się”. Chyba rozsądek wziął górę. Zaczęłam poszukiwać informacji, jaka powinna być nie skuteczna, ale zdrowa dieta.

Dodatkowa motywacja

Wcześniejsza beztroska dotycząca tego, co jem przeplatana z „byciem na diecie” z czasem zamieniły się u mnie w zaciekawienie, a potem wręcz pasję do rozszerzania wiedzy na temat tego, co i jak jeść warto. W międzyczasie okazało się, że moje problemy z przybieraniem na wadze mogą wiązać się z kwestią zdrowotną, czyli początkami niedoczynności tarczycy (więcej w tym poście). Zaczęłam drążyć temat, bo zawsze uważałam, że w przypadku jakiejkolwiek choroby organizm po prostu czegoś się domaga, a przyjmowanie leków – choć ważne – nie wystarczy. Choroba to zresztą podobno zawsze dobry pretekst do zmian na lepsze. Chciałam o siebie zadbać mądrze, „całościowo”, ale brakowało mi wiedzy, dobrych wzorców i jasnych wskazówek.

Co to znaczy zdrowa dieta?

Nawet słownik języka polskiego podpowiada, że dieta to sposób odżywiania się – generalnie, przez całe życie. I na dłuższą metę tylko takie podejście ma sens, bo wszelkie diety-cud nie tylko mają krótkotrwałe działanie, ale przede wszystkim źle wpływają na kondycję naszego organizmu. Nie katuję się restrykcyjnymi dietami, nie zmuszam do osiągnięcia „celu” w postaci utraty określonej liczby kilogramów, nie nienawidzę za te nadprogramowe kilogramy właśnie. Lubię siebie, więc się o siebie troszczę najlepiej, jak umiem.

Na temat odżywiania stworzono setki teorii i można znaleźć badania zarówno potwierdzające, jak i obalające dane założenia. Przekonują mnie badania potwierdzające, że dieta śródziemnomorska znacznie redukuje ryzyko zachorowania na choroby sercaWierzę w dobre podstawy żywieniowe Japończyków czy Francuzek, uznawanych za najszczuplejsze, choć nie nie odmawiających sobie przyjemności. Dobrze znane są mi założenia najnowszej piramidy żywienia (która swoją drogą pewnie nie ostatni raz została przez naukowców przebudowana poprzez negację poprzednich założeń).  Zgadzam się, że warto jeść to, co rośnie na „naszej” ziemi. Jestem w stanie uwierzyć w wiarygodność badań potwierdzających zarówno, że wegetarianizm może zapobiegać wielu przewlekłym chorobom, jak i że organizm człowieka funkcjonuje najlepiej w oparciu o pożywienie nawiązujące do diety naszych przodków, którzy jedli mięso, warzywa, owoce, orzechy. Ale w żadnej z tych teorii nie ma jedynej słusznej odpowiedzi na pytanie czym jest zdrowa dieta i rozwiązania, którego należy trzymać się przez całe życie.

Złoty środek

zloty-srodekJestem zwolenniczką podejścia, które określiłabym jako „umiarkowane”: stosowanie własnego, indywidualnie dopasowanego do naszych potrzeb sposobu odżywiania, bazującego na zdrowych, ale też lubianych produktach.  Bo jedzenie to też przyjemność poznawania nowych smaków, kulinarne eksperymenty i najzwyczajniej w świecie – dostarczanie sobie przyjemności. Nie ma nic lepszego, niż świadomość, że dbam o siebie, dostarczam swojemu organizmowi to, czego potrzebuje i to, co jest dla niego zdrowe i pyszne. I eksperymentuję, stale rozwijam wiedzę, jak to robić. Uważam, że jedzenie ma tak istotny wpływ na całe nasze życie, że każdy powinien wkładać trochę wysiłku w zdobywanie i aktualizowanie swojej wiedzy na ten temat.

To właśnie miejsce, w którym teraz jestem. Zagadnienie zdrowego stylu życia stało się moim małym hobby, którym zarażam także najbliższe osoby. Trochę z przypadku, a trochę z wewnętrznej potrzeby również swoje zawodowe kroki skierowałam w stronę mądrzejszego, spokojniejszego, zdrowego stylu życia (da się niezależnie od branży! – o tym też może jeszcze kiedyś napiszę). Myślę, że zdrowa dieta to tylko początek dobrych zmian w naszym życiu.

Zapraszam do lektury tego bloga i dzielenia się własnymi doświadczeniami:)