Wystarczająco – moje nowe „lepiej”

Wystarczająco – moje nowe „lepiej”

Kiedyś wydawało mi się, że wszystko to, co „wystarczające”, ma w sobie jakąś cząstkę bylejakości, smutny kompromis między ideą a rzeczywistością. Coś jak trója na świadectwie – niby dostatecznie, ale jednak sporo poniżej oczekiwań własnych i innych ludzi. Zazwyczaj czułam, że chcę „lepiej”, „wyżej”, „pełniej”, „dalej” – w związkach, w pracy, w codziennym życiu. Moi znajomi do dziś śmieją się z mojego „zróbmy coś fajnego”;)

Ta presja, aby mieć „więcej”, „lepiej” i ciągły niedosyt są chyba zresztą znakami naszych czasów. Konsumpcji wykraczającej poza prawdziwe potrzeby, nieograniczonych niemal możliwości, z którymi w którymś momencie nie wiadomo co zrobić i związanego z tym niepokoju.

Czytam teraz Sztukę szczęścia. Poradnik życia – rozmowy z Dalajlamą. Kolejna książka, która – kropla po kropli – coś zmienia w moim, jakby nie patrzeć, uwarunkowanym umyśle. Wg Dalajlamy przyczyną ciągłego niedosytu jest nasze naturalne dążenie do zadowolenia i stojący temu na przeszkodzie  „umysł porównujący” – tendencja do porównywania naszej sytuacji z przeszłością, z sytuacją innych ludzi. Z jednej strony dobry bodziec do rozwoju, z drugiej – taka pogoń za własnym szczęściem może skończyć się niezłą zadyszką.

Myślę o tym, jak wyrwać się z tego schematu.

Buddyjska koncepcja zakłada „wyzbycie się pragnień”, szukanie spełnienia we własnym, spokojnym umyśle. Ma sens, ale jednocześnie jest szalenie trudne do zrealizowania w naszym społeczeństwie. Czuję zresztą, że jakaś część mnie „chce chcieć”, mierzyć wyżej niż potrzeba, rozwijać się. Również gromadzić to, co dla mnie ważne – nie do końca wpisuję się więc w modny ostatnio nurt minimalizmu (który swoją drogą powoli zaczyna przypominać marketingowy produkt, z tym że stopniowanie teraz następuje w dół: chciejmy „mniej” zamiast „więcej” – ale nie poprzestawajmy na tym, co jest).

Ostatnie doświadczenia moje, moich bliskich kierują mnie w nieco inną stronę. Tam, gdzie jest „wystarczająco”. A czasem tylko ch…, ale stabilnie;) Bez ciągłej presji, że coś trzeba zmienić, udoskonalić, zbudować na nowo.

Jak to rozumiem?

W podejściu do zdrowia – chcę szukać równowagi między tym, co zdrowe, a tym, co komfortowe, kojące. Nie zawsze niestety te dwie rzeczy będą się pokrywać i powoli zaczynam godzić się na to.

Kiedy ponad 3 lata temu okazało się, że mam problemy z tarczycą, do leczenia postanowiłam podejść poważnie i kompleksowo: nie żadne tabletki, tylko zmiana diety, eliminacja wszystkiego, co może niekorzystnie wpływać na tarczycę, oczyszczanie i wsparcie organizmu, a mówiąc ogólnie – prowadzenie zdrowego stylu życia, często bez miejsca na jakiekolwiek odstępstwa.

Chociaż absolutnie nie uważam tego za błąd i cieszę się z wielu moich dobrych nawyków, które zostaną ze mną, mam nadzieję, na zawsze, nie chcę już czuć tej ciągłej presji, że „powinnam” albo „nie powinnam” czegoś jeść, chcieć, robić. Chcę być dla siebie dobra (a więc odżywiać się zdrowo, ćwiczyć), ale z pełną zgodą na odstępstwa, z wyrozumiałością do samej siebie.

W relacjach z innymi ludźmi – chcę godzić się z tym, co jest, nawet jeżeli nie zawsze jest dobrze. Doceniać obecność albo wspomnienie tej obecności i dziękować za to. Bardziej kochać niż myśleć. Nie wymagać więcej niż potrzeba i nie poświęcać się bardziej niż wystarczająco.

W kontekście pracy, bloga – chcę pielęgnować w sobie potrzebę działania, odczuwania satysfakcji z dobrze wykonanego zadania i doceniać samą siebie. Stawiać sobie realne cele i nie blokować ich realizacji nadmiernym perfekcjonizmem. Czasem odpuścić. Pisać wystarczająco często, aby nie stracić wątku, ale też przyjemności.

To „wystarczająco” zawiera także zgodę na przeciętność, pozostawanie w miejscu tak długo, jak będę czuć się w nim komfortowo oraz na trudne doświadczenia, bez których nie można docenić tych dobrych. Zawsze wydawało mi się to strasznym banałem, ale coraz lepiej rozumiem to, że „piękno tkwi w niedoskonałości”.

Wystarczy. Lubię to słowo:)

 

 

  • El Elżbiecka

    Brawo! Żeby osiągnąć takie podejście do życia o jakim piszesz, przy ciągłych oczekiwaniach otaczających nas osób co do tego jacy będziemy, wymaga według mnie dużo pracy nad sobą.

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Zgadzam się z Tobą zdecydowanie – powiedziałabym nawet, że to taka „praca” na całe życie.

  • http://www.createyourhealth.pl/ Natalia I Create Your Health

    Tak, tak, tak! :-)

  • http://olchasosnowa.pl/ Olcha Sosnowa

    To fakt, mamy bardzo biorczy i roszczeniowy stosunek do życia. Tak chętnie sięgamy dziś po wschodnie filozofie i ich punkt widzenia, medytacje, zapominając zupełnie, że chrześcijaństwo posiada Ojców Kościoła, którzy ludzkie niedomagania poznali sami i opisali. Polecam serie wydawniczą Rozmowy z Ojcami :)

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Wg mnie każda droga jest dobra i tak samo wartościowa, najlepiej wybrać taką, która jest nam po prostu najbliższa – niezależnie od tego, czy będzie to buddyzm, chrześcijaństwo czy coś zupełnie innego, a może jakaś mieszanka z różnych kultur i religii. Rozmów z Ojcami nie znam, ale przejrzę jak natknę się w księgarnim dzięki za polecenie.

  • http://www.kinoswinka.pl/ Świnka

    Bardzo mi się podoba to podejście! Mam nadzieję, że zostanie e mną na długo, bo niestety łapię się na tym, że ciągle chcę więcej i więcej :)