Psychoterapia – moje doświadczenia i przemyślenia

Psychoterapia – moje doświadczenia i przemyślenia

Zdrowie psychiczne wreszcie przestaje być tematem tabu. Jeszcze kilka lat temu do osoby, która chodzi do psychologa lub psychiatry ludzie podchodzili z pełnym pakietem uprzedzeń i krzywdzących ocen (zawsze coś z nią było nie tak/ powinna po prostu wziąć się w garść/ problemy pierwszego świata, w d… się poprzewracało).

Wierzę, że to się zmienia. Dzisiaj nawet w mainstreamowych mediach mówi się o rosnącej skali zaburzeń psychicznych, leczeniu depresji, walce ze stresem i nikogo już chyba nie rusza, gdy ktoś ze znajomych uczestniczy w terapii. Mam wręcz wrażenie, że w niektórych kręgach „bycie na terapii” jest nieodłącznym elementem stylu życia, naturalną ścieżką rozwoju.

To nie zmienia faktu, że temat jest delikatny, złożony i wymagający dużej wrażliwości, aby mówić o nim mądrze. Nie czuję się kompetentna, aby doradzać Wam w tej sprawie albo oceniać zjawisko, jego skutki. Ale powiem jedno: mam za sobą psychoterapię i nie żałuję ani jednej złotówki wydanej na te spotkania. To właśnie w lutym 2 lata temu trafiłam na pierwsze spotkanie z terapeutką i z okazji tej rocznicy postanowiłam podzielić się z Wami moimi doświadczeniami, może okażą się dla kogoś pomocne.

Dlaczego się zdecydowałam?

Nałożyło się na siebie kilka kwestii: stresujący, pełen niepewności okres w życiu zawodowym, powracające problemy w relacjach z najważniejszymi ludźmi, niezdiagnozowane jeszcze wtedy kłopoty z tarczycą. Myślę, że to były początki depresji, chociaż boję się nadużywać tego słowa.

Na co dzień funkcjonowałam jako tako, częś osób z mojego otoczenia nie wiedziało nawet, że coś jest nie tak, ale czułam, że coś truje mnie od środka. Byłam pełna lęku, który coraz częściej objawiał się także fizycznie. W najtrudniejszym, czarnym dole z tamtego okresu nie byłam w stanie podjąć jakiekolwiek wysiłku, ograniczałam kontakty z ludźmi do minimum i nie było mowy o tym, żebym po prostu znalazła kontakt do terapeuty, zadzwoniła i umówiła się na spotkanie. Ta decyzja przyszła później, częściowo za namową mojej mamy - uświadomiłam sobie, że nie radzę sobie sama ze sobą, a moją główną motywacją było „nigdy więcej nie czuć się tak źle”.

Co dała mi terapia?

Trafiłam do doświadczonej, ciepłej pani psycholog, która pomogła mi rozsypać się na kawałeczki, a potem poskładać do kupy:) Nie rozwiązała moich życiowych problemów, ale pomogła spojrzeć na nie z innej perspektywy i pewne rzeczy przewartościować. Ale przede wszystkim utwierdziła w przekonaniu, że wspaniale jest zrobić coś dla siebie. Właśnie ta myśl towarzyszyła mi cały czas, nawet w najtrudniejszych momentach terapii: robię to dla siebie, pomagam sobie, jestem z siebie dumna, bo umiałam się o siebie zatroszczyć. Ta świadomość, że mogę, że potrafię jest dla mnie chyba najcenniejszą wartością wyniesioną z terapii.

To doświadczenie nauczyło mnie jeszcze jednego: że o kondycję psychiczną mogę i powinnam dbać. Cóż, wcześniej nikt mi tego nie powiedział i sama na to nie wpadłam, ale higiena psychiczna jest nie mniej ważna niż higiena ciała. Szukanie sposobów na stres, pielęgnowanie ważnych relacji, oczyszczanie emocji i próba uporządkowania trudnych spraw - to stało się częścią mojego życia, wykonałam w tych obszarach spory wysiłek już po terapii, na własną rękę i widzę w tym wielki sens i wartość.

Nie czuję może jeszcze jakiejś spektakularnej zmiany, ale wiem, że wszystko jest na swoim miejscu, mam do siebie większe zaufanie i znacznie więcej troski.

Co mogę powiedzieć osobom, które zastanawiają się nad terapią?

Tylko jedno: warto.

I podrzucić cytat z bloga Krótki poradnik, jak ogarnąć życie:

(…) nie ma czegoś takiego, jak „odpowiedni moment na terapię”. Ten moment jest już wtedy, kiedy po raz któryś przechodzi ci przez myśl, że nie jesteś sobie w stanie poradzić ze sobą / z życiem / z jakąś sytuacją. Albo wtedy, kiedy jesteś przekonany, że dopóki „coś” się nie stanie, to nic ci się w życiu nie uda. Być może wcale nie skończy się na terapii, bo kilka spotkań rozjaśniających ci horyzont zupełnie załatwią sprawę, ale nawet jeśli na nią trafisz i będziesz musiał przekopać się przez pole gnoju, to na piąte pytanie odpowiem ci twierdząco: 

„Warto?”
Warto.

 

 

  • http://www.createyourhealth.pl/ Natalia I Create Your Health

    Cieszę się, że mówisz o tym głośno i pozytywnie :-) Jeszcze bardziej cieszę się, że trafiłaś na dobrego terapeutę.
    Mam nadzieję, że w przyszłości moi pacjenci będą tak wspominać terapię :-)

  • http://www.psychetee.pl/ Magdalena Widłak-psychetee.pl

    Bardzo, bardzo dobry tekst. Myśle, że przyczynisz się nim do łamania stereotypów…:) A ja go biorę i polecam u siebie:)
    Dziękuję:)

    P.S. Cieszę się,mże przełamaś się i zdecydowałas na psychoterapie. Cieszę się również, że Ci pomogła, że podjęłąś działania, że są zmiany:)

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Dziękuję!:)

  • http://www.kinoswinka.pl/ Świnka

    Zgadzam się, że ten aspekt życia jest bardzo ważny. Bez niego nie ma mowy o zdrowiu fizycznym! I też bardzo często spotykam się z karcącymi uwagami, że ‚kiedyś z takimi problemami się nie chodziło do lekarza, że ktoś nie miał prawdziwych problemów………..’ itd.! No kurczę! Chyba lepiej udać się do specjalisty jak się czuje taką potrzebę, niż próbować samemu bezskutecznie wygrzebać się z problemów!!!

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Dokładnie tak, cieszę się, że coraz więcej ludzi myśli w taki sposób:)

      • http://www.psychetee.pl/ Magdalena Widłak-psychetee.pl

        Mnie też to bardzo cieszy:)