PnZ#3 Jak stworzyć dobry i trwały związek?

PnZ#3 Jak stworzyć dobry i trwały związek?

Jedna z czytelniczek poprosiła mnie o rozwinięcie wątku, który poruszyłam w tym wpisie - zapytała, co mam na myśli pisząc „dbać o małżeństwo” i jaki jest mój pomysł na „związek idealny”. Cóż, odpowiedź nie jest łatwa, a mi daleko do poziomu eksperckiego w tej kwestii, ale podjęłam się wyzwania w postaci Posta na zamówienie, więc odpowiem najlepiej jak umiem:)

Dlaczego temat nie jest łatwy? Po pierwsze dlatego, że każdy człowiek i każda relacja są inne, nie ma zestawu uniwersalnych rad dla wszystkich par. Po drugie, nie wierzę w „związki idealne”. Udane, dojrzałe, trwałe, owszem, ale nawet w najlepszych związkach zdarzają się większe lub mniejsze problemy i nieporozumienia. Postaram się napisać wszystko, czego do tej pory nauczyłam się o tworzeniu dobrego związku - ale uprzedzam: nie liczcie na żadne uniwersalne prawdy i mądrości.

Po 1. - praca nad zmianą siebie, a nie partnera

To chyba nasza kobieca przypadłość, że chciałybyśmy wszystko zaplanować i zrealizować według własnej wizji. Jeżeli jakiś element do tej starannie opracowanej układanki nie pasuje, należy go zmienić. Problem zaczyna się, gdy chcemy zmienić drugiego człowieka i na siłę dopasować go do własnej koncepcji związku, rodziny, życia. Łatwo zgubić wtedy to, co w miłości najpiękniejsze: szacunek, chęć wysłuchania i zrozumienia, pełną akceptację drugiej osoby, z wszystkimi jej zaletami i wadami.

Często mądrzej i bardziej fair jest poszukać zmiany w sobie, popracować nad własnymi przekonaniami i reakcjami, zamiast koncentrować się na niedociągnięciach ze strony partnera. Nie twierdzę, że w taki sposób rozwiążemy wszystkie problemy związku – z pewnością nie. Ale może okazać się, żę część z nich to problemy totalnie wyimaginowane i nieistotne, wynikające z nadmiernych, nierealnych oczekiwań albo naszych własnych lęków. Zaczynam to coraz lepiej rozumieć, chociaż łatwo nie jest:)

Po 2. - wspólnie spędzany czas, ale nie cały czas razem

Niby nic odkrywczego, frazes jak z pierwszego lepszego poradnika dla par. W praktyce to może wcale nie być takie łatwe - sztuką jest znaleźć odpowiednie proporcje i pogodzić potrzeby dwóch osób (na dodatek zmienne w czasie). Z moich obserwacji wynika, że łatwo jest przegiąć w obie strony: koncentrować się tylko i wyłącznie na wspólnym życiu, bez przestrzeni na własny rozwój i relacje z innymi ludźmi, albo odwrotnie – realizować własne plany i pasje, tracąc gdzieś po drodze „porozumienie dusz” z naszym partnerem.

W każdym związku punkt równowagi leży pewnie gdzieś indziej. Można go szukać w różnych proporcjach między intensywnym, pełnym emocji czasem spędzanym razem, „normalną”, codzienną obecnością oraz prywatnością, czasem tylko dla siebie – optymalnych kombinacji może być mnóstwo. Dodam jeszcze, że do satysfakcjonującego związku nie zawsze potrzebna jest wspólna pasja czy hobby. Wysokiej jakości czas możemy spędzać razem niezależnie od tego, jaką czynność wykonujemy. Czy będzie to ekstremalny sport, podróż, seks, spacer, czytanie książki czy gotowanie - to kwestia drugorzędna.

Po 3. - umiejętność wychodzenia z kryzysów

Postawmy sprawę jasno: każdy związek czekają mniejsze lub większe kryzysy, nie wierzę w sielankę trwającą bezustannie. Nawet idealnie dopasowani partnerzy zmieniają się przecież całe życie i mogą na różnych etapach rozmijać się w swoich potrzebach i priorytetach. Szalenie ważne (i trudne) to umieć w takich chwilach ze sobą rozmawiać. I wspólnie pracować nad zmianami, a dopiero w ostateczności – jeżeli nie ma innej możliwości i taka jest świadoma decyzja – myśleć o rozstaniu.

Jak poradzić sobie z kryzysem w związku? Nie mam pojęcia. Może trzeba czasem kłócić się. Potem prawdziwie przepraszać, rozmawiać i słuchać uważniej niż zwykle. Wyciągać wnioski. Myślę też, że zawsze wskazany jest powrót do punktu nr 1 – najpierw przyjrzyjmy się sobie. Psychologowie w trudnych momentach polecają proste narzędzie: długopis + kartka, na którą można przerzucić swoje frustracje i uporządkować myśli.

Ale oczywiście czasem, w trakcie głębokich kryzysów, to za mało –  warto szukać wtedy rozwiązań poza związkiem, np. na terapii dla par (byle u dobrego terapeuty!). Niektórym może pomóc także fachowa literatura, np. Nowe zasady małżeństwa T. Real’a (niestety nakład już wyczerpany, trudno tę książkę kupić), Kochaj wystarczająco dobrze pod red. A. Jucewicz i G. Sroczyńskiego albo polecana już ostatnio Tęsknota silnej kobiety….

Podobno wartą rozważenia opcją – w przypadku osób wierzących – są też „dialogi” w duchu chrześcijańskim (dla zainteresowanych podrzucam link).

Po 4. - suma drobnych rzeczy

Kiedyś przeczytałam, że proporcja wysyłanych komunikatów pozytywnych do negatywnych powinna wynosić 3:1, żeby w relacji działo się dobrze. A może to była zupełnie inna proporcja? To w sumie nieistotne, chodzi o podejście – i myślę, że można je przenieść także na inne codzienne zachowania: drobne gesty, reakcje, przysługi. To oczywiście spore uproszczenie, ale może do tego sprowadza się powodzenie związku: aby „plusy” przewyższały „minusy”?

Po 5. - najważniejsze – wzajemny szacunek

Od tego właściwie powinnam zacząć, na tym mogę skończyć. Niezależnie od tego, czy w związku dzieje się dobrze czy źle, szacunek, taki normalny, ludzki, to podstawa. Chociaż pod wpływem emocji trudno o samokontrolę i ważenie słów (niestety wiem coś o tym), trzeba samemu sobie umieć postawić granicę. I mieć nadzieję, że ta granica jest akceptowalna przez naszego partnera.

 

Zastanawiam się od dłuższej chwili, jak powinnam ten tekst podsumować. Przyznam Wam, że okazał się on dla mnie trudniejszy niż przypuszczałam i bardziej osobisty niż miałam to w planie. Chcę powiedzieć jedno: absolutnie nie roszczę sobie praw do tego, aby komukolwiek radzić, jak ma żyć. Na pytanie postawione w tytule odpowiedziałam czysto subiektywnie i jestem przekonana, że wielu z Was ma zupełnie inne doświadczenia i przekonania. Jednego jestem pewna: nasze relacje z innymi ludźmi mają ogromny wpływ na nasze zdrowie psychiczne i – pośrednio także – fizyczne, dlatego warto przyglądać się im i nad nimi pracować. Tak samo jak pracujemy nad sylwetką czy nawykami żywieniowymi, możemy pracować także nad naszymi związkami. A może w tej kwestii powinniśmy starać się nawet bardziej, bo chodzi już nie tylko o nas, ale także o drugą, kochaną osobę.

 

 

  • Marika

    Bardzo dobry tekst :) Chyba zostanę tu na dłużej ;-)

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Dziękuję i serdecznie zapraszam:)

  • http://www.psychetee.pl/ Magdalena Widłak-psychetee.pl

    Bardzo dobry tekst!:) Szacunek jest najwazniejszy, jeśli zaczyna go brakowac łatwo zabrnąć w ślepą uliczkę, z której wydostanie sie jest bardzo trudne. Drugą wazna rzeczą jest traktowanie naszej drugiej połowy tak, jak sami byśmy chcieli być traktowani, nie gorzej. SPrawić przykrośc jest bardzo łatwo, zapomniec o niej, nieco trudniej.

    Faktycznie uniwersalnych zasad jest wniele ale są (jak chociażby te dwie wypisane przeze mnie). Ważne jest to, zeby każda para szukała własnych rozwiązań i budowala własne zasady, bo każdy związek jest inny tak jak kazdy człowiek jest indywidualną postacią.

    Z tym co napisała Iza o terapii zgadzam się. Czsami lepiej się udać do psychologa czy terapeuty, zeby się dowiedzieć, co się dzieje i dostać narzędzia do pracy, niż z tym zwlekać rujnując słój związek. Pojawienie się w gabinecie po latach sprawia, ze praca jest trudniejsza dla obojga i znacznie dłuższa niż gdyby przyszli na początku poajwiających się problemów…

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      100% racji i tym bardziej cieszę się, że jako profesjonalista potwierdzasz to, co mi podpowiada intuicja:)

      • http://www.psychetee.pl/ Magdalena Widłak-psychetee.pl

        Intuicja jest w zyciu bardzi wazna. Czesto jej nie skuchamy bo pozwalamy naszym prekonaniom podszytym lekiem ja zagłuszyć. A najczesciej to fzieki intuicji podejmujemy najwlasciwsze decyzje…swiadomosc emoci i ego czego nie chcemy tez nie jest bez znaczenia:)

  • AfterKorpo

    Fajny ten wpis :-). Jestem w związku już ponad 10 lat i nieświadomie postępujemy według tych informacji, choć sporo harmonii w naszym związku tylko dlatego, że mój mąż wiele odpuszcza :-). Dodałabym jeszcze do tego rozmowę. Kiedyś mojemu jeszcze nie mężowi, który jest introwertykiem powiedziałam, że każda, nawet najmniejsza niewyjaśniona sprawa jest cegiełką, która buduje między nami mur. Z obserwacji ludzi z długim stażem mogę stwierdzić, że na pewnej wysokości mur jest niemalże nie do przebicia. Do dziś nie wiem, czy sama wymyśliłam to porównanie, czy gdzieś przeczytałam, ale wydaje mi się bardzo trafne w odniesieniu do relacji międzyludzkich. Punkt pierwszy i piąty uważam za bardzo istotny, a często ignorowany przez ludzi. Pod piąty chyba może jeszcze podpiąć się niekrytykowanie się nawzajem. Do dziś moim koleżankom, które narzekają, że ich mężowie nie gotują, a które przy tym publicznie śmieją się z ich prób kulinarnych podaję przykład jak jadłam prawie surowe udka i zapewniałam go, że są lekko niedopieczone przy kości. Jak robił gołąbki dzwoniłam z pracy i udawałam, że się upewniam, czy coś już zrobił, bo wiedziałam, że sobie beze mnie nie poradzi – „sparzyłeś już kapustę…tak, trzeba, zapomniało Ci się?…no to już wiesz, dasz radę”. W robocie wszyscy mieli ubaw jak słuchali tej rozmowy, a moje starania nie poszły na marne i spełniło się moje małżeństwo z dzieciństwa ” znajdę sobie takiego męża co mi będzie gotował” :D

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Bardzo się zgadzam z tym co napisałaś: „każda, nawet najmniejsza niewyjaśniona sprawa jest cegiełką, która buduje między nami mur”. I chociaż mam wrażenie, że wielu mężczyzn z ich zamiłowaniem do „świętego spokoju” trochę inaczej to widzi, myślę, że mądra kobieta potrafi pogodzić jedno z drugim, potrzebę wyjaśniania nieporozumień na bieżąco z atmosferą chilloutową w związku. Ja ciągle jeszcze, mimo wieloletniego stażu, się uczę, ale widzę, że Ty jesteś niemal na poziomie zaawansowanym;)

      • AfterKorpo

        haha, nie przesadzaj. Podkreśliłam, że niemalże w ogóle się nie kłócimy, bo mój mąż jak wie, że jestem w fazie ” co nie powiesz to się przyczepię” zupełnie odpuszcza :-) Ja też się dużo uczę, zwłaszcza, że w ostatnich latach nastąpiły zmiany, pielęgnowanie związku kiedy pojawiają się dzieci jest dużo trudniejsze. Z rzeczy z których się śmiejemy, że już chyba nigdy nie odbudujemy to przytulanie przed spaniem. Jakoś intuicyjnie wiemy, że między nami ma być przestrzeń na małego szkraba o każdej porze nocy, bo nie wiadomo kiedy tej nocy się do nas „właduje” :D

  • http://www.kinoswinka.pl/ Świnka

    No ładnie to podsumowałaś :) Nic bym nie dodała, ale tak jak napisałaś należy pamiętać, że każda para jest inna :)

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Zdecydowanie!

  • Agata

    W temacie polecam również książkę „Oprogramowanie służące miłości” Stana Tatkina. Genialna pozycja, zwłaszcza w temacie relacji międzyludzkich :)

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Zapowiada się dobrze, dzięki za polecenie – dodaję do mojej listy „must read”:)