8 rzeczy, które możesz dla siebie zrobić, gdy nie masz czasu

8 rzeczy, które możesz dla siebie zrobić, gdy nie masz czasu

Niedawno pisałam o tym, że jednym z największych wyzwań na drodze do zdrowszego życia jest dla mnie uporanie się ze stresem. Przed podjęciem tego wątku na blogu rozmawiałam chwilkę z moim mężem. Rzucił celną uwagę: trudno pisać o sposobach radzenia sobie ze stresem nie popadając w banały.

W poszukiwaniu sposobów na stres

To fakt, temat walki ze stresem czy – jak to się ładnie w środowisku biznesowym mówi - „zarządzania stresem” został już mocno wyeksploatowany. Jest masa szkoleń, porad i złotych myśli typu „wyeliminuj niepotrzebny stres” albo „zmień sposób myślenia”, ewentualnie „znajdź hobby, które pozwoli ci odreagować”. Proste, prawda? A jednak niezbyt praktyczne. Co z tego, że wiem, że nie warto stresować się jakąś konkretną sprawą, skoro zastanawiam się nad nią, nie śpiąc drugą noc z rzędu. Co z tego, że 2 dni w górach albo wielogodzinny spacer po lesie świetnie mnie wyciszają, skoro z braku czasu mogę pozwolić sobie na nie raz na kilkanaście-kilkadziesiąt dni.

Postanowiłam ugryźć temat stresu trochę inaczej. Bez wielkiej rewolucji pod tytułem „pakuję się i jadę w Bieszczady”. I tak sobie myślę, że oprócz sprawdzonych i zaplanowanych form odpoczynku, na które potrzeba więcej czasu, równie ważną (jeśli nie ważniejszą) sprawą jest szukanie codziennych, małych przyjemności i sytuacji, które zmienią trochę naszą perspektywę patrzenia na świat. Dbanie o siebie nawet wtedy, gdy nie mamy czasu (a może szczególnie wtedy). Gdy zaczęłam się nad tym zastanawiać stwierdziłam, że to całkiem proste:)

8 rzeczy, które możesz dla siebie zrobić,
gdy masz mniej niż 20 minut


1. Przyrządź sobie coś pysznego

Kiedy mam dzień pełen zajęć, rzadko udaje mi się odżywiać tak, jak lubię: starannie komponować zdrowe posiłki, cieszyć się nimi, celebrować. To nie znaczy, że nie mogę - nawet w biegu – przygotować sobie czegoś specjalnego. To nie musi zająć więcej niż kilkanaście minut. Pomysły: szybki i super-odżywczy smoothie (kilka inspiracji podawałam tutaj i tutaj) albo zdrowa, domowej produkcji czekolada (mieszam olej kokosowy, miód, kakao, karob, ewentualnie orzechy i bakalie, a potem wylewam do foremki i wstawiam do lodówki na parę godzin).

2. Wykonaj serię ćwiczeń

Nie zawsze mam czas, siły i ochotę na wycieczkę na basen/ fitness/ rower/ 1-godzinny jogging czy inną formę aktywności. Ale co tu dużo mówić, niewiele rzeczy działa tak dobrze na zestresowany umysł, jak porcja ruchu. Zamiast „porządnego” treningu sięgam wtedy po krótką, ale wydajną sesję ćwiczeń z YouTube’a albo DVD. Do moich ulubionych należą: 18-minutowy trening joga+pilates z jakieś starej płyty, krótkie, kilkuminutowe klasy jogi, np. te lub te z relaksującą muzyką oraz ten 20-minutowy trening całego ciała.

3. Przeczytaj coś wartościowego

Kawałek dobrego, dającego do myślenia tekstu to dla mnie wspaniała odskocznia od własnych zmartwień. W tym celu preferuję słowo drukowane, strzałem w dziesiątkę jest zawsze literatura faktu czy podróżnicza (np. Kapuściński, Hugo-Bader, a ostatnio Tiziano Terzani). W sieci jest duże ryzyko, że zacznę czytać coś, co będzie zwykłą stratą czasu albo wsiąknę na dłużej niż mogę sobie na to pozwolić.

4. Zadzwoń do przyjaciela, z którym dawno nie rozmawiałeś

Jest kilka osób, z którymi jestem w bliskich relacjach, uwielbiam z nimi rozmawiać o wszystkim i o niczym, ale… jakoś często nie ma czasu. A radosna, ciekawa czy po prostu przyjacielska rozmowa od razu sprawia, że robi mi się cieplej na sercu i czuję przypływ dobrej energii.

5. Zapytaj kogoś, jak możesz mu pomóc

Wiem, że to egoistyczne, pomagać powinniśmy bezinteresownie i tak dalej. Ale… nic na to nie poradzę: poczucie, że zrobiłam dobry uczynek, choćby najdrobniejszy, jest wspaniałe dla mnie samej. Czasem wystarczy zapytać sąsiadkę, czy nie potrzebuje czegoś ze sklepu (przy okazji własnych zakupów), pomóc wnieść wózek do tramwaju albo cierpliwie kogoś wysłuchać.

6. Wyjdź na słońce

Kiedyś unikałam słońca, ale od pewnej paskudnej zimy, podczas której nasiliły się u mnie objawy niedoczynności tarczycy, kilkanaście minut na słońcu kojarzy mi się z troską o własne ciało. Wystarczy usiąść na ławce, wyciągnąć do słońca ręce, nogi, twarz, zamknąć oczy. Ciepło, światło i witamina D zrobią swoje;)

7. Zrób sobie domowy, pachnący peeling

Czasem marudzę sobie pod nosem, że nie mam nawet czasu zadbać o swoje ciało. A wystarczy tak niewiele, żeby sprawić sobie trochę przyjemności: parę łyżek cukru trzcinowego, oliwa z oliwek, cynamon i kilka chwil w łazience. Gładka skóra przez najbliższe parę dni w bonusie:)

8. Kup sobie kwiaty

Nie wiem jak Was, ale mnie zawsze cieszy układanie kwiatów w wazonach i patrzenie na nie przez kilka kolejnych dni. Dlaczego by nie wstąpić po drodze do sklepu i nie nagrodzić siebie samej za to, że się tak pięknie spisuję bukietem ulubionych goździków?

 

 

  • Karo

    Do sposobu nr 7 pozwole sobie dodac jeszcze banalny peeling kawowy :) Zuzyte, ale niezbyt suche, fusy kawy mieszamy z odrobina miodu albo oliwy z oliwek, z olejem kokosowym, albo po prostu – bez dodatkow. Uzywamy jak peeling, a po wysuszeniu skore smarujemy ulubionym balsamem, olejkiem, czy wlasnie kokosem. Cudo. :)

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Super zestaw, szczególnie dla osób, które kochają kawę:)

  • http://www.aniamaluje.com/ aniamaluje

    Bardzo podoba mi się pomysł na taki artykuł. Realizacja także, dobra robota!

  • IN MY CREATIVE LIFE

    Świetny wpis! Skorzystam z paru porad ;) Mam nadzieję, że choć na chwilę zapomnę o problemach :)
    Myślę, że trzeba się nauczyć panować nad stresem i cieszyć się z drobiazgów i prostych rzeczy…

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Dzięki, daj znać, co najlepiej na Ciebie działa:)

      • IN MY CREATIVE LIFE

        Oczywiście, dam znać!
        Masz świetnego bloga, dodałam do ulubionych i będę się wczytywać w starsze notki ;)

  • http://zdrowa-kuchnia-sowy.blogspot.com/ kuchniasowy .

    Sposoby jak najbardziej do skorzystania, ale moim zdaniem nie rozwiązują problemu, albo na krótko. Odstresujesz się na chwilę np. aromatyczną kąpielą, wychodzisz z wanny, a tu bach! dopada cię następny problem i po błogim samopoczuciu nie ma śladu. Podobnie jest z urlopem; często już podczas powrotnej drogi wraca stres, najczęściej związany z powrotem do pracy i codziennych obowiązków.
    Stresem trzeba właśnie zarządzać, a moim zdaniem sprowadza się to do panowania nad myślami (mimo tego, że to proste nie jest, zgoda). Czyli nad tym jak podchodzimy do stresujących sytuacji i czy pozwolimy, aby nas zwalały z nóg (nawet drobne), czy traktujemy je jako coś naturalnego, nieodłączną część życia. Czasem trzeba bardzo mocno wgłębić się w to dlaczego jakaś sprawa/sytuacja nas tak stresuje i nie pozwala zasnąć? Co za tym stoi?
    Codzienny przykład: stojąc w korku mamy do wyboru: wściekać się na cały świat, bo mieliśmy inne plany (no i co z tego, plany są po to, żeby je zmieniać), obawiać się konsekwencji spóźnienia (co się stanie wtedy najgorszego, najczęściej niewiele) itd., albo podejść do tego jako do czegoś, na co nie mamy wpływu i wykorzystać tę sytuację dla naszej korzyści. Czyli zmienić podejście, dojść do tego co mi dają te myśli jakie mam i jakie powodują we mnie emocje i czy to mi służy aby.
    W tym całe rozwiązanie. Odkąd to zaczęłam praktykować zdecydowanie lepiej radzę sobie ze stresem, choć nie powiem, że jestem już w tym biegła;)
    W dodatku nasze myśli to ta część naszego życia nad którą mamy kontrolę:)
    Pozdrawiam!

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      „Zmiana podejścia” brzmi świetnie, ale przyznam, że dla mnie często jest to totalna teoria, która niewiele pomaga. A czasem wręcz pogłębia moją frustrację, bo przecież WIEM, że niepotrzebnie się stresuję, CHCĘ zmienić podejście, a jednak nie jest to w danym momencie w zasięgu moich możliwości.
      W przypadku korków czy innych zewnętrznych czynników, na które nie mam wpływu – zgoda, wystarczy refleksja i dosyć łatwo można się wyluzować. W przypadku trudniejszych stresorów, sytuacji czy decyzji, na które masz wpływ, nie jest już tak prosto – dużo trudniej się od tego odciąć. Szczególnie w okresach, gdy funkcjonujesz na dużym poziomie intensywności, terminy gonią i trudno się wyciszyć. Wtedy pomaga zaopiekowanie się sobą w najprostszy możliwy sposób, nie wymagający czasu (którego brak), dogłębnych analiz swojego stanu i pracy nad sobą (na co brakuje siły). W długim okresie zresztą jedno nie wyklucza drugiego (myślę, że nawet łatwiej pracować nad swoim podejściem, gdy po prostu umiesz się o siebie troszczyć na co dzień).

      Do bycia oazą spokoju mi daleko, więc zaczynam od podstaw – drobnych, prostych czynności, które dużo mogą zmienić. Bo wg mnie czasem z pozoru banalna czynność: rozmowa z przyjacielem, trochę ruchu czy aromatyczna kąpiel, o której wspominasz, mogą sprawić, że złapiesz nową perspektywę, spojrzysz na swój problem inaczej, stwierdzisz, że życie w gruncie rzeczy jest fajne. To działa też na poziomie fizycznym czy fizykochemicznym, pozwalając rozluźnić mięśnie, stymulując produkcję endorfin, etc.

      Ps. Jeżeli możesz, napisz coś więcej, jak praktykujesz „zarządzanie stresem”: korzystasz z jakichś polecanych technik czy wypracowałaś swoje własne sposoby?

      • http://zdrowa-kuchnia-sowy.blogspot.com/ kuchniasowy .

        Nieważne, że nie jest w zasięgu Twoich możliwości TERAZ. Ważne, że wierzysz w to, że możesz swoje podejście zmienić. Jeśli nie wierzysz, to jasne, że w żadnej sytuacji w niczym Ci to nie pomoże, a nawet sfrustruje dodatkowo. Jeśli sądzisz, że to tylko teoria, to taką pozostanie w Twoim umyśle i tak ją będziesz traktować.
        Gdyby zmiana nastawienia do stania w korku (już się trzymam tego przykładu) była taka prosta, to każdy śpiewająco by w tych korkach stał, a co się dzieje w takich sytuacjach, to pewnie wiesz i obserwujesz na co dzień. Nie jest prosta. Do niczego. Wymaga pracy, czasem większej, czasem mniejszej, ale zawsze jest to praca. I efekty zwykle nie pojawią się zaraz. Łatwiej się bezrefleksyjnie wściec, niż dochodzić do tego dlaczego takie emocje we mnie się pojawiły.

        Te Twoje przykłady na odstresowanie są mi bliskie i ja nigdy z takimi rzeczami nie miałam problemu i nie muszę ich specjalnie stosować, po prostu mi towarzyszą, dlatego też może podeszłam do tego, że to na chwilę działa, a problemu nie rozwiązuje.
        Myślałam o tych moich technikach i doszłam do wniosku, że są tak ze mną już związane, że nawet technikami ich nie nazywam, to są sposoby na zachowanie się w jakiś konkretnych, trudnych dla mnie sytuacjach. Jest ich wiele, wyniosłam je z wielu kursów (nlp, kurs Silvy itp), ale dochodzi do tego świadomość ciała ( uzyskana poprzez warsztaty pracy z ciałem, bardzo polecam!). Bo głowa głową, ale to co w ciele mamy zakodowane, to chyba równie ważne, albo wręcz najważniejsze.
        Powiedziałabym tak: świadomość myśli, które mam (i dlaczego akurat takie i czy mi takie służą? I jeśli nie, to na jakie je mogę zmienić?) oraz ciała (co czuję i co takie uczucie spowodowało, jaki fakt? gdzie są napięcia w moim ciele i jak mogę to zmienić?) to daje szansę na poradzenie sobie z sytuacjami stresowymi tak, aby nas nie przygniatały do ziemi.

        Polecam pracę nad przekonaniami. Zetknięcie z tym tematem (RTZ, czyli Racjonalna Terapia Zachowania) to milowy krok w moim rozwoju:) Bo nie zdawałam sobie sprawy co w tej mojej głowie siedzi i jakimi przekonaniami się kieruję, a raczej one kierują moim życiem ( i stresem też)
        Elaborat mi wyszedł;)

        • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

          Dzięki za Twój elaborat:) Temat „zmiany nastawienia” zdecydowanie jeszcze przede mną, na razie radzę sobie bardziej doraźnie. Przejrzę te wątki, które podrzuciłaś. Przyznam, że z nlp mi nie po drodze, ale RTZ na pewno się przyjrzę, bo już kilka razy o tym słyszałam, czas się zainteresować.

          • http://zdrowa-kuchnia-sowy.blogspot.com/ kuchniasowy .

            Nlp kojarzy się niedobrze, bo z manipulacją, a ma dobre techniki, których można używać etycznie z korzyścią dla siebie:)