O rodzicielstwie bliskości – nie tylko dla rodziców

w głębi kontinuumDla wielu z Was – rodziców – ta książka to pewnie żadna nowość, bo „W głębi kontinuum” Jean Liedloff jest uważane za jedną z ważniejszych lektur na temat rodzicielstwa bliskości.

Ja trafiłam na nią ostatnio zupełnie przypadkiem i przyznam, że – mimo że sama jeszcze nie mam dzieci – koncepcja kontinuum bardzo mnie wciągnęła.

Wyobraźcie sobie świat, w którym codzienne, zwykłe życie jest źródłem autentycznej radości, pracę wykonuje się z przyjemnością i dla przyjemności, dzieci wychowywane są z miłością i uwagą, ale bez nadmiernego „chuchania i dmuchania”, a wrodzony instynkt i indywidualne wybory są brane pod uwagę tak samo serio w przypadku dorosłego człowieka, jak i dziecka.

Taki świat autorka znalazła wśród plemion Indian w Ameryce Południowej.

Co prawda taki model życia nie jest raczej możliwy do zrealizowania w naszych zachodnioeuropejskich, „cywilizowanych” warunkach i dla niektórych taka utopijna wizja może być wręcz frustrująca – ale i tak uważam, że warto koncepcję kontinuum poznać. Jeżeli książki nie potraktuje się zbyt dosłownie, możemy wyciągnąć z niej wartościowy, pozytywny przekaz – nie tylko na temat wychowywania dzieci, ale też ogólnie: szczęśliwego, satysfakcjonującego życia.

 

 

  • http://www.kinoswinka.pl/ Świnka

    Słyszałam o tym! Jeszcze nie myślę o dzieciach, ale idea wydaje mi się bardzo fajna!

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Warto o niej poczytać niezależnie od tego czy planuje się dzieci, czy nie:)

      • AfterKorpo

        czytałam, potwierdzam, choc już miałam się wdawać w małą dyskusję, ale na końcu mnie udobruchałaś fragmentem „jeżeli książki nie potraktuje się zbyt dosłownie”, bo np.wizja pielenia grządek z dzieckiem w chuście jakoś mnie nie kręci :-)

        • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

          :) Fakt, niektóre fragmenty książki brzmiały jak czysta utopia, ale generalnie, z małymi wyjątkami, czytając myślałam sobie „taką mamą chciałabym kiedyś być”. Ciekawa jestem jak to się będzie miało do rzeczywistości, bo cóż, dopóki nie mam dzieci, mogę sobie teoretyzować, ale dopiero czas pokaże, jak będzie naprawdę;) Ciekawa jestem jak Ty to widzisz jako mama kikulatki?

          • Agnieszka

            Izka, odpisuję z opóźnieniem, bo dałaś mi bodziec, żeby przemyśleć jak ja traktuję rodzicielstwo. I w dużej mierze utożsamiam się z rodzicielstwem bliskości, według mnie ważniejsze od stosu „edukacyjnych” zabawek jest to jaka relacja łączy mnie z dzieckiem. Bardzo dużo przytulam się z moim dzieckiem i rozmawiamy bardzo dużo. Aleee np. spanie z moim dzieckiem to dla mnie i męża koszmar i nikt mnie do tego nie przekona, zaden argument o bliskości :-). Dziecko śpi w poprzek, my wstajemy połamani po całej nocy spędzonej na brzegu łóżka, ale jak czasami w nocy słyszę „mamooo, mogę do Was przyjść?” to nie wyobrażam sobie nie wciągnąć tego małego robala do nas do łożka. Z drugiej strony w moim domu są zasady (dyscyplina ma chyba negatywny wydźwięk :-) które są nieprzekraczalne ( i w oczach babci do przesady ostre chyba), wg mnie nie krzywdzą dziecka, a dzięki temu w domu nie ma krzyków, kar i bicia (!). Dla mnie najważniejsze jest, żeby moje dziecko wyrosło na osobę, która zna swoją wartość i jest pewna siebie, wtedy może podbijać świat :-) A do tego chyba właśnie najbardziej jest potrzebne poczucie, że ktoś jest przy nas blisko, żew nas wierzy i nas zawsze wspiera. Nie wiem, czy o taką odpowiedź Ci Izka chodziło, ale powiem Ci, że ciężko to ująć w kilku zdaniach, bo rola rodzica to najcięższa rola z jaką się dotychczas zmierzyłam.

          • AfterKorpo

            Izka, odpisuję z opóźnieniem, bo dałaś mi bodziec, żeby przemyśleć jak
            ja traktuję rodzicielstwo. I w dużej mierze utożsamiam się z
            rodzicielstwem bliskości, według mnie ważniejsze od stosu „edukacyjnych”
            zabawek jest to jaka relacja łączy mnie z dzieckiem. Bardzo dużo
            przytulam się z moim dzieckiem i rozmawiamy bardzo dużo. Aleee np.
            spanie z moim dzieckiem to dla mnie i męża koszmar i nikt mnie do tego
            nie przekona, zaden argument o bliskości :-). Dziecko śpi w poprzek, my
            wstajemy połamani po całej nocy spędzonej na brzegu łóżka, ale jak
            czasami w nocy słyszę „mamooo, mogę do Was przyjść?” to nie wyobrażam
            sobie nie wciągnąć tego małego robala do nas do łożka. Z drugiej strony w
            moim domu są zasady (dyscyplina ma chyba negatywny wydźwięk :-) które
            są nieprzekraczalne ( i w oczach babci do przesady ostre chyba), wg mnie
            nie krzywdzą dziecka, a dzięki temu w domu nie ma krzyków, kar i bicia
            (!). Dla mnie najważniejsze jest, żeby moje dziecko wyrosło na osobę,
            która zna swoją wartość i jest pewna siebie, wtedy może podbijać świat :-) A do tego chyba właśnie najbardziej jest potrzebne poczucie, że ktoś
            jest przy nas blisko, żew nas wierzy i nas zawsze wspiera. Nie wiem,
            czy o taką odpowiedź Ci Izka chodziło, ale powiem Ci, że ciężko to ująć w
            kilku zdaniach, bo rola rodzica to najcięższa rola z jaką się
            dotychczas zmierzyłam.

          • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

            Twoja odpowiedź wydaje mi się po prostu ładna i taka… prawdziwa:) I zdecydowanie zgadzam się z tym, że stawianie granic to nie tylko nic złego, ale wręcz bardzo dziecku potrzebnego.
            Ps. A z tym wspólnym spaniem to chyba chodzi o pierwsze tygodnie/ miesiące, kiedy maluch potrzebuje totalnej bliskości – ale dla mnie to też nie jest jedyna słuszna droga. Chodzi raczej o to, aby słuchać własnej i dziecka intuicji, a nie na siłę wbijać się w jakieś sztywne ramki wyznaczane przez poradniki i wszelkiej maści ekspertów od wychowywania.

          • AfterKorpo

            właśnie spotkałam się z opinią, żeby spać jak najdłużej, stąd mój stanowczy sprzeciw, na początku też lubiłam mieć małą pod ręką/cycem, żeby szybko podłączyć w nocy do papu, ale jest tego taki minus, że człowiek boi się, że zrobi krzywdę takiemu maleństwu i np. zgniecie i po kilku miesiącach kiedy mała spała już w swoim lóżeczku zorientowałam się, że nawet się z mężem już w łózku nie przytulamy, tylko automatycznie kładziemy po dwóch przeciwnych stronach łóżka :D Ale to akurat można szybko zmienić. Popieram Twoją teorię o intuicji, każde dziecko jest inne, a w ramkę można włożyć zdjęcie, poradniki nie są złe, ale grunt, żeby umieć wyciągnąc z nich esencję. Ale dzieciaki to temat rzeka. A o tym, żeby odpisać Ci przypomniałam sobie dziś rano, po tym jak w nocy ściągałam z męża dziecko, które nogami oplotło jego głowę leżąc w poprzek ( a jakże) totalnie go unieruchomiając przy ścianie :D