#NieZawszeŁatwo: Jak próbuję radzić sobie z niedoborem snu

#NieZawszeŁatwo: Jak próbuję radzić sobie z niedoborem snu

Jednym z trudniejszych wyzwań, jakie niesie za sobą macierzyństwo (a trochę ich jest, o czym piszę w ramach cyklu #NieZawszeŁatwo) jest dla mnie chroniczny niedobór snu. Sen zawsze był dla mnie jednym z głównych czynników zdrowia i dobrego samopoczucia, a tymczasem od prawie roku porządnie wyspałam się może kilka razy.

Pomijam pierwsze tygodnie po urodzeniu Helenki, bo wtedy koktajl hormonów robił swoje – chociaż do tej pory zastanawiam się, jakim cudem organizm matki może funkcjonować na takim haju.

Teraz, kiedy poporodowe emocje już dawno za nami, niewinne z pozoru pytanie „Czy przesypia już noce?” tylko mnie irytuje. Nie, nie przesypia, budzi się co 2-3h na karmienie lub przutulanie, a jeśli zdarzy się jakiś bardziej emocjonujący dzień albo nowy ząb na horyzoncie to jeszcze częściej. Wiem, że niektóre mamy mają tych pobudek jeszcze więcej, więc staram się nie narzekać. I tylko po cichu – chociaż organizm trochę się już przystosował – marzę o takim śnie, jak dawniej. Nie mówię nawet o luksusie spania kiedy chcę i do oporu. Wystarczyłoby mi w tej chwili z 6-7 godzin snu, ale nie przerywanego pobudkami.

Mam świadomość, że moje niewyspanie nie będzie trwało wiecznie, więc akceptuję ten stan, co nie zmienia faktu, że czasem ze zmęczenia mam ochotę się rozpłakać albo, co gorsza, warczę na męża (który na szczęście rozumie i dzielnie to znosi).

Odpowiadając na pytanie zadane w tytule, cóż, prawda jest taka, że nie znalazłam żadnego rozwiązania. Nic nie zastąpi mi dobrego, niezakłócanego niczym snu. Ale mam kilka zasad, które są dla mnie zbawienne w tym okresie niewyspania i pomagają w miarę możliwości zdrowo się regenerować. Oto one:

1. zdrowa dieta

Pozornie jedzenie nie ma wiele wspólnego ze spaniem, ale u mnie jest wręcz przeciwnie. Jeżeli nie wyśpię się, a do tego brak energii rekompensuję sobie czymś niezdrowym, np. sklepowymi słodyczami, dalszy spadek formy i kiepskie samopoczucie gwarantowane. Gdy jem lekko, zdrowo, warzywnie, piję dużo wody – zdecydowanie łatwiej przetrwać mi taki dzień. Łatwiej także zasypiam i lepiej się regeneruję w pierwszej części nocy, jeżeli zjem lekkostrawną, niezbyt późną kolację.

2. biała i zielona herbata zamiast kawy

Nigdy nie piłam dużo kawy i mój organizm chyba nie jest przyzwyczajony do kofeiny, bo kiedy próbuję się nią ratować w razie niewyspania, zazwyczaj mam później problemy z zaśnięciem. Na co dzień lepiej działają na mnie krótko parzone, energetyzujące herbaty – biała i zielona. Czasem dodaję do nich imbir, goździki czy miód, które dodatkowo pobudzają.

3. ruch na świeżym powietrzu

Codzienne spacery z dzieckiem to same korzyści: można się obudzić, dotlenić, a jednocześnie zrelaksować psychicznie. Czasem, gdy chce mi się spać, a nie mogę pozwolić sobie na drzemkę, otwieram też okno i wykonuję kilka ćwiczeń.

4. power nap z dzieckiem

Ten przywilej to chyba jedyne, co urlop macierzyński ma wspólnego z urlopem;) Nawet 5-15 minut snu potrafi znacznie poprawić samopoczucie i dodać energii na dalszą część dnia.

5. weekendowe poranne odsypianie

W weekendy od wczesnych godzin porannych opiekę nad Helenką przejmuje mój mąż – oni świetnie się o 6.oo rano bawią, a ja mam 2-3h godziny snu. Podobnie jest, gdy jesteśmy u dziadków. Chociaż to nie to samo co normalnie przespana noc, i tak gdy wstaję czuję wdzięczność za to luksusowe spanie;)

6. pozytywne nastawienie

I ostatnia, ale u mnie bardzo ważna kwestia – nastawienie. Wiadomo, że często człowiek niewyspany to człowiek zły, ale zauważyłam, że gdy skupiam się na negatywach, czuję się nie tylko sfrustrowana, ale też… bardziej zmęczona. A kiedy uda mi się skupić na tym, co ważne: że mała jest zdrowa i tak szybko rośnie, a nocne pobudki nie będą trwały wiecznie, od razu jestem w lepszej formie. Pomaga też w tym lektura takich blogów jak wymagajace.pl (np. ten albo ten artykuł) i statystyka, która mówi, że inne mamy przechodzą to samo, a nawet mają gorzej. Może to mało szlachetne, ale… pomaga;)