Niedoczynność tarczycy – moja historia (część II)

Niedoczynność tarczycy – moja historia (część II)

Wiem, że tego bloga czyta wiele kobiet, które zmagają się z niedoczynnością tarczycy (bo i sporo nas jest tak w ogóle). Mimo że nie roszczę sobie jakichkolwiek praw do tego, aby doradzać Wam, jak powinnyście się leczyć, na prośbę jednej z czytelniczek postanowiłam podsumować dotychczasowe etapy i wnioski związane z moim leczeniem tarczycy. Niedługo mija trzeci rok, odkąd zdiagnozowano u mnie niedoczynność tarczycy, a niedawno zdecydowałam się na krok, przed którym bardzo się broniłam: syntetyczne hormony.

Moje wcześniejsze poszukiwania

Dla niewtajemniczonych mały skrót wcześniejszych postów: kiedy dowiedziałam się, że mam niedoczynność tarczycy postanowiłam zadbać o swoje zdrowie i dowiedzieć się, z czego te problemy wynikają. Nie chciałam przyjmować syntetycznych hormonów tarczycy, bo wiele czytałam i słyszałam na temat powierzchowności takiego leczenia. Postawiłam na zmianę diety, w tym eksperyment z dietą bezglutenową, oczyszczanie organizmu, zadbanie o formę fizyczną i ogólnie – zdrowszy styl życia. Kilka miesięcy temu pod kontrolą endokrynologa rozpoczęłam suplementację witaminą D i selenem.

Do czego mnie to zaprowadziło?

Tak jak napisałam na wstępie, niedawno zaczęłam przyjmować syntetyczne hormony (Letrox). Można więc powiedzieć, że po trzech latach zatoczyłam koło i wróciłam do punktu wyjścia. Mówiąc innymi słowy, „skapitulowałam”, poddając się zaleceniom konwencjonalnej medycyny, której nie do końca ufam. Ja postrzegam jednak ten proces inaczej – jako cenną naukę. Dzięki ujawnionej niedoczynności i próbom naturalnego jej leczenia miałam możliwość poznania własnego organizmu, a wdrożone w ciągu tych ostatnich lat zdrowe nawyki sprawiły, że czuję się lepiej niż kiedykolwiek.

Dlaczego zdecydowałam się na przyjmowanie hormonów?

Nadal mam wątpliwości, czy to słuszny krok, bo – chociaż według mojej endokrynolog problemy z tarczycą nie są u mnie spowodowane reakcją autoimmunologiczną - istnienie przeciwciał antyTPO i antyTG jest sygnałem ostrzegawczym, nawet jeżeli są minimalne. To od początku zresztą skłoniło mnie do poszukiwań odpowiedzi na pytanie, jaka jest przyczyna mojej niedoczynności i do eksperymentu z dietą bezglutenową. Serie badań wskazują jednak na to, że nie mam Hashimoto, a moja tarczyca od urodzenia mogła być zbyt mała, aby produkować wystarczającą ilość hormonów. Nie mogę takiego scenariusza wykluczyć.

Jednak do tabletek ostatecznie przekonały mnie własne obserwacje i… chęć sprawdzenia, jak będę czuła się przy właściwym TSH na poziomie 1-1,5. Mój proces dedukcji wyglądał mniej więcej tak: skoro od lat odżywiam się zdrowo, staram się dbać o wszystkie obszary mające wpływ na tarczycę na tyle, na ile jest to możliwe w dzisiejszym świecie, stosuję dietę niskoglutenową lub, okresowo, bezglutenową – i nie jestem w stanie tymi metodami poprawić wystarczająco moich wyników – może nie powinnam się tak uparcie bronić przed rozwiązaniami dzisiejszej medycyny?

Drugi, ważniejszy nawet argument to fakt, że za jakiś czas chciałabym mieć dzieci, a według aktualnych zaleceń lekarzy podczas starań o dziecko oraz w ciąży TSH powinno być poniżej 2,5 (według mojej endokrynolog najlepiej w okolicach 1,5). Dodam, że niedoczynność tarczycy może wpływać zarówno na problemy z zajściem w ciążę, jak i przebieg ciąży, dlatego wyregulowanie pracy tarczycy w tym przypadku jest rzeczą bardzo ważną.

Wspólnie z moją endokrynolog zdecydowałam się na włączenie suplementacji Letroxem (który w przeciwieństwie do Euthyroxu nie zawiera laktozy). Traktuję to jako wsparcie tymczasowe i mam zgodę na to, aby w przyszłości tabletki ponownie odstawić. Oczywiście utrzymuję moją dotychczasową strategię zdrowego stylu życia – tym bardziej, że według mojej lekarki zasady, których przestrzegam bardzo wspierają leczenie niedoczynności i być może pomagają mi unikać części przykrych objawów.

Czy idę dobrą drogą?

Czas pokaże. W lutym powtórzę kolejny raz badanie TSH i to już da mi pierwsze wnioski. Dla mnie bardzo ważnym aspektem w tym wszystkim jest fakt, że w końcu znalazłam lekarza, który jest otwarty na dyskusję i wpieranie leczenia naturalnymi metodami. Myślę też o kolejnych konsultacjach z naturopatą, bo dzięki medycynie niekonwencjonalnej nauczyłam się o zdrowiu bardzo dużo i… przez przypadek odkryłam prawdziwą pasję. Efektem ubocznym, który bardzo polubiłam jest… ten blog:)

Pozdrawiam i jak zawsze zapraszam Was do dzielenia się Waszymi doświadczeniami dotyczącymi chorób tarczycy.

 

 

  • Sławomir Podulka

    Hej, zawracam sie do was o porade, na początku zaznacze ze mam 17 lat za nie długo koncze 18. Przez ostatnie kilka miescięcy zauwazyłem, ze dzieje się coś ze mną nie tak, jestem spiący zmęczony, moje włosy i skóra zaczeły być bardzo suche włosy oslabione na górze i na czubku w ogole sie nie pociłem na wf, w skrócie czułem sie tak jak nasączona kartka wody a następnie wysuszona suszarką. Wszystko trwa po dziś dzien, nie przejmowałem sie tym, ale ostatnio nasiliły się te objawy przez co potrafiłem spac zaraz po szkole a raz potrafiłem w sobote spać 13 godzin wypadają mi brwi ale być moze przez to ze sobie je czesto poprawiam, rozmawiałem o tym z rodzicami powiedzieli, ze to przez dojrzewanie. Udałem sie na badanie krwi min. na anemie, niedoczynność lub nadczynność tarczycy w kazdym razie kosztowało mnie to 63 zł(zlecił mi je lekarz) . Dodam, ze przez ostatnie 2 miesiące jem dużo wiecej niz zawsze, ale nie tyje jakoś znacząco. Koncząc przez te wszystkie wnioski zaczałem szukać na necie co sie ze mną moze dziać i własnie wylądowałem tu, bardzo prosze o jakieś rady kogoś kto przezywał to co ja, moze rzeczywiscie dojrzewanie zawsze byłem spóźniony w tym od kolegów. Pragne poprostu porozmawiać o tym z kimś co ma wiedze na ten temat. :)

  • Anet

    Zamiast na tsh@spoko.pl proszę piszcie na patroaneta1@gmail.com. Dziękuje za maile i pozdrawiam.
    Aneta Patro

  • Aneta Patro

    Witajcie, dziekuję za maile i bardzo przepraszam, że tak późno odpisałam, miałam problem ze skrzynka pocztową, proszę piszcie na inny adres patroaneta1@gmail.com Pozdrawiam Anet

  • Anet

    Witajcie, ja zmagałam się przez 2 lata z niedoczynnością (odkryto ją
    tydzień przed porodem). Brałam już wszystkie możliwe dawki euthyroxu,
    czułam sie fatalnie, waga ani drgneła mimo ćwiczeń i diety. Szukałam
    informacji jak się z tego wyleczyć i znalazłam. Odstawiłam euthyrox i
    zaczełam kurację naturalną do tego zmieniłam wyniki żywieniowe, unikałam
    pewnych produktów. Po miesiącu wynik TSH 14, szok! Ale moja pani doktor
    uspokoiła mnie, że tarczyca musi sama nauczyć się znowu pracować,
    zmieniła mi troche kuracje i dalej to kontynuowałam. Minął miesiąc i TSH
    7. A już kilka dni po odstawieniu euthyroksu i suplementacji naturalnej
    odzyskałam siły, energie, dobry humor i znów zaczeło mi się chcieć
    działać. Teraz po 8 miesiącach mam TSH w normie, waże 15kg mniej, czuje
    się dobrze i wyglądam dobrze:) Jeśli chcecie więcej szczegółów to
    chętnie się podzielę, piszcie na maila: tsh@spoko.pl

    • Ewa

      Proszę napisz co to znaczy kuracja naturalna. Czy są to hormony ze świnskiej tarczycy, czy jakieś inne, czy całkiem coś innego to znaczy?

  • gibson

    Drogie Panie, moja niedoczynność zaczęła sie 9 lat temu, nie było to autoimmunologiczne zapalenie, z gruczołem niby wzystko ok a hormonów we krwi za mało. TSH było w okolicach 6. Objętość tarczycy 10.8 ml ,mała. Diagnoza:tzw. niedoczynność utajona. Letroks 50. Brałem 2 miesiące, odstawiłem. Jeszcze zanim postawiono diagnoze, czyli jakies 5 lat temu, przeszedłem szereg badań i wizyt u przeróżnej specjalności lekarzy, od neurologa po psychiatre, bo to właśnie deprecha doskwierała mi najbardziej. Nic nie pomagało, diety bezglutenowe, diety paleo, diety kwaśniewskiego…nic. Aż w końcu poszedłem po rozum do głowy, że skoro gruczoł jest w pełni zdrowy to może brakuje mu substratu do produkcji hormonów. Hormony składają sie z jodu i tyrozyny, wiec rozpocząłem suplementacje płynem lugola i aminokwasem tyrozyną(zupełnie niepotrzebnie). Efekt był taki że po 15 minutach od wypicia szklanki soku z dwiema kroplami płynu lugola poczułem sie jak młody bóg, dosłownie jak przed chorobą.Po połowie dnia wszystko wróciło do punktu wyjścia( wyjaśnia to sprzęzenie zwrotne). Piję lugole od przeszło pół roku, jestem prawie zdrowy, w co nie moge uwierzyć. A wcześniej byłem święcie przekonany że jod(ze względu na mały rozmiar tarczycy i diete bogatą w ryby) to ostatni mikroelement jakiego mi brakuje. Wiem o żywieniu i niedoczynności na prawde dużo, dlatego chętnie służę pomocą.Odpowiem na każde pytanie, piszcie na mail : gibipies86@wp.pl

  • Katarzyna Noga

    Witaj. jestem Katarzyna.
    Po pierwsze primo to chciałam Ci podziękowac na to ze prowadzisz ten blog. a po drugie primo (hi hi) to taka prosbe o pomoc w znalezieniu naturopaty. Mam niedoczynnosc tarczycy (oszukiwana eutyroksem) Hiperprolaktynemie oraz tez była dosc powaznie chora krew, ktora to w ciagu roku wyleczyłam naturalnymi metodami, ale chciałabym wyleczyc niedoczynnosc tarczycy, wiem ze da sie, tyle ze obawiam sie ze moge miec zmeczone nadnercza (mam tez naerwice) wiec ciezko bedzie. Mam pewna wiedze co i jak robic bo coraz bardziej zaglebiam sie w naturalne metody leczenia, ale nie chce tez sobie zrobic krzywdy, dlatego potrzebuje pomocy naturopaty, pierw Ciebie błagam o nia.

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Witaj Katarzyno,
      jeżeli szukasz kogoś „stacjonarnie”, mam tylko kontakt do naturopatki z Wrocławia, u której sama byłam – ale od razu zaznaczę, że chociaż wizyty u niej pomogły mi wskoczyć na właściwe tory w leczeniu tarczycy, nie byłam przekonana do wszystkich jej metod i nie mogę z pełnym przekonaniem Ci jej polecić. Jeżeli bierzesz pod uwagę konsultacje przez internet, możesz rozważyć kontakt z Moniką z bloga tlustezycie.pl – ona promuje co prawda dietę paleo, do której osobiście nie jestem przekonana, ale wiem z kilku źródeł, że pomogła wielu osobom. Nie korzystałam z jej porad, ale znam ją z bloga i wystąpień na konferencjach poświęconych chorobom autoimmunologicznym i uważam, że ma dużą wiedzę i potrzebne, kompleksowe podejście do leczenia. Trzymam kciuki!

      • Jowita Gross-Mazurska

        Na czym polegała jej terapia dotycząca niedoczynności , i jakie
        Zalecenia Pani doktor wywołały w Pani nieufność ? Szukam kogoś kto nie poda mi od razu hormonów , ale kogoś rozsądnego

  • karola

    Mam ten sam problem. Wyniki mam w miarę dobre- lekka niedoczynnosc. Tsh waha sie od 1,5-2,5. Przy regularnym ruchu i zdrowej diecie maleje. Lekarze namawiaja na syntetyczny hormon. Od dawna mam recepty… Jednak chcialam zajsc w ciaze bez tych hormonow. Czy odpuscic i wykupic letrox czy starac sie zajsc bez lekow???

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Niestety nie mam kompetencji, aby Ci doradzić, nie jestem lekarzem ani nie znam Twojej historii niedoczynności i pozostałych wyników panelu tarczycowego. Twoje tsh jest na dobrym, wręcz idealnym poziomie, domyślam się jednak, że lekarze mają jakiś powód, dla którego zalecają Ci hormony przed zajściem w ciążę – ale też bardzo dobrze rozumiem Twoje wątpliwości dotyczące syntetyków. Ja zdecydowałam się na wybór, który po przeanalizowaniu sprawy uzałam za „mniejsze zło”, czyli czasowe przyjmowanie hormonów. Tobie w pierwszej kolejności poleciłabym po prostu konsultację u innego endokrynologa, a najlepiej endokrynologa-ginekologa. Pozdrawiam!

  • Małgotrzata Kisielewska

    Może trzeba było przyjmować naturalne hormony , nie syntetyczne teraz mogłaś ” zabić” swoją tarczyce i już nigdy nie będzie pracować sama , zawsze będziesz już utrzymywać firmę farmaceutyczną która je produkuje , a dla siebie nic dobrego nie zrobisz… ja od 14 lat biorę syntetyki i bardzo żałuje że nikt mi nigdy nie powiedział tego co ja tobie. Teraz mam problemy ze zdrowiem a moja tarczyca jest praktycznie martwa … mam problemy z przemianą materii, wahania nastrojów , i inne problemy spowodowane syntetykami. postaraj się coś zmienić byś nie musiała cierpieć z tym do końca życia.

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Ja widzę to nieco inaczej: myślę, że za jakiś czas będę mogła odstawić letrox i mam na to przyzwolenie od dwóch endokrynologów, u których się konsultowałam. Wiadomo, każdy przypadek jest inny, ale nie wiem, czy wszystkie problemy można zrzucić na syntetyki – niestety leczenie chorób autoimmunologicznych to ogromnie trudny tamat, lekarzom ciągle jeszcze brakuje wiedzy z tego zakresu, a dla niektórych ludzi syntetyczne hormony to możliwość jako takiego funkcjonowania. No i „zabicie” tarczycy raczej nie wchodzi u mnie w grę, bo regularnie robię badania, w tym usg tarczycy.
      Oczywiście podkreślam gdzie tylko mogę: przyjmowanie hormonów nie zwalnia nas z dbania o organizm i wspierania tarczycy naturalnymi, łagodnymi sposobami – dobrą dietą, witaminami, których nam brakuje, ogólnie zdrowym stylem życia. Coś dobrego dla siebie możesz zrobić zawsze, niezależnie od stadium choroby.
      Przykro mi z powodu Twoich problemów, ale jestem pewna, że przynajmniej z częścią z nich jesteś w stanie sobie poradzić, wyregulować (najlepiej przy wsparciu dobrego endokrynologa czy doświadczonego dietetyka).
      Ps. Zastanawiałam się nad naturalnymi hormonami tarczycy, ale problem z dostępnością, wysoka cena i sceptyczne podejście mojej lekarki zniechęciły mnie do tego. I cóż, może moja intuicja mnie myli, ale wg mnie naturalne hormony, czyli świnska tarczyca, też nie są rozwiązaniem idealnym – ideałem będzie możliwość odstawienia suplementacji i samodzielnie funkcjonująca tarczyca.

      Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za zabranie głosu w temacie, który dla tak wielu z nas jest istotny!

      • Małgotrzata Kisielewska

        Myślę , że z pomocą dobrego endokrynologa udało by się coś u mnie zrobić , ale powiem szczerze że na takiego się nie natknęłam :( na pewno muszę suplementować witaminę D , selen , cynk , żelazo i b12 bo jestem weganką. muszę odstawić soję i zobaczyć czy nie mam nietolerancji glutenu…

        • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

          Jeżeli nie endo, to może dobry dietetyk znajacy się na chorobach autoimmunologicznych by Ci pomógł? – szczególnie jeżeli jesteś weganką. Tak czy inaczej, trzymam kciuki!

          • Małgotrzata Kisielewska

            Dzięki i ja również trzymam kciuki za ciebie :)

    • Katarzyna Maria

      a jakie to naturalne? ja właśnie dziś rozpoznałam niedoczynnosc

  • Agnieska Angel

    Witam , przeczytalam kilka artuykulow i komenatzry. J amam niedoczynnosc. Ogolnie przez ostatnie 5 lat leczylam sie te Levorexyna ,i wlasnie od czasyu leczenie dosc przytylam , okolo 30 kg. Teraz po 5 latach postanowilam wyleczyc tarczyce, glownie kiedy sie nasluchalam o tym ze tradycyjna medycyna mowi ze to nie mozliwe a niekonwencjonalna ze mozliwe. Nie wiem co z tego wyjdzie, poszlam do osoby ktora leczy whadelkiem. Wyszlo jej ze najpierw musze oczyscic organizm, potem potrtzebuje enzymow, odkwaszenia i przyjmowac hormony naturalne. Kupilam ponoc najlepsze najbardziej skoncentrowany suplement z ftimy Young Living ( tani nie jest bo 60 tabelteczek okolo 200 zl ) ale postanowilam sprobowac Odtsawilam tabletki jakie przyjmowalam i zastapilam Thyromin z tej firmy ktory zawiera tyroksyne i jest skoncentrowany na bazie olejkow eterycznych. Do tego postanowilam zastosowac diete no i zobaczymy jakie bede efekty, Zamierzam tez dokupic selen. W mojej diecie pojawialo sie duzo rzeczy ktore byly niekorzystne dla tarczyccy wiec mam nadzieje ze to pomoze. Ogolnie przed rozpoczeciem ( 3 tyg temu) moje wyniki wcale nie byly rewelacyjne nawet na tabletkach bo 4,2 przy normie 0/3-4.95. Z ajakis czas zrobie ponowne badania i sie okaze. Ogolnie czuje sie w miare normalnie. Pierwsze dni bylam lekko zmeczona, ale teraz nie widze roznicy jak na razie w moim samopoczuciu. NO ale zobaczymy co dalej. Czy ktos probowal tego suplementu zamiast chemicznych tabletek bo jestem ciekawa czy mial efekty. Pozdra

  • Kamila

    Witam wszystkich.
    Niedawno zdiagnozowano u mnie Hashimoto (TSH 11,03) oczywiście Pani Doktor przepisała mi Euthyrox (pól tabletki 75 (ok 35 mg)), wykupiłam receptę, leki wsadziłam do szuflady i mam poważny dylemat czy zaczynać je w ogóle brać. Podobnie jak Ty, przekopałam już chyba cały internet na temat diet, nie jem mięsa i zaczynam eliminować gluten, stosuję suplementację, zamierzam oczyścić organizm i wybrać się do homeopaty. Przeraża mnie fakt że syntetyczne hormony mogą doprowadzić do wyłączenia produkcji i to że do końca życia będę musiała je przyjmować. Temu wszystkiemu towarzyszy również obawa że będę miała trudności w zajściu w ciąże (mam 26 lat i chociaż na razie nie planuję to w przyszłości jednak chciałabym mieć dzieci)
    no i to że mogę narobić więcej szkód niż dobrego. Jednym słowem jestem w kropce!
    Jak Ty czujesz się po starcie na tabletkach?

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Witaj Kamila!
      Nie widzę jakiejś spektakularnej zmiany po rozpoczęciu suplementacji hormonami, bo u mnie objawy niedoczynności były już łagodniejsze dzięki naturalnym terapiom. Ale też nie czuję się źle, tsh mam na dobrym poziomie i w końcu moja endokrynolog i ginekolog są spokojne;) Jestem pewna, że za jakiś czas – prawdopodobnie po urodzeniu dziecka – będę chciała tabletki ponownie odstawić.
      A co do Twoich wątpliwości – trudno powiedzieć, która droga jest lepsza, ale to dobrze, że już na początku zastanawiasz się nad różnymi możliwościami. Ciekawa jestem, czy wykonywałaś też inne badania (tzw. panel tarczycowy, w tym przeciwciała i usg tarczycy) – bo niestety zdarzają się ciągle lekarze, którzy receptę wypisują już po samym badaniu tsh, a to błąd. Zakładając, że Twoja diagnoza została postawiona poprawnie, to, czy należy od razu włączyć suplementację, zależy m.in. od objawów, które u Ciebie występują. Ja wierzę w taką 3-stopniową strategię leczenia przewlekłych, ale niezaawansowanych chorób: 1/ najpierw zmiany w stylu życia, diecie, etc., 2/ potem – jeżeli to nie wystarcza – suplementy naturalne, zioła, 3/ a jeżeli to nie pomaga dopiero leczenie farmaceutyczne. Każdy jednak musi podjąć decyzję sam (a najlepiej – w konsultacji z mądrym lekarzem). Trzymam kciuki!

  • nyria

    u mnie niedawno stwierdzono niedoczynność :( z podejrzeniem Hashimoto :((((( przeciwciała niestety występują, ale nie ma objawów Hashimoto, więc endokrynolog sama nie wie czy niedoczynność to spowodowana Hashimoto czy nie, ostatnio wspomniala, że jest nadzieja, że może mi się to wszystko wycofać (byłoby mega! ale mam jakieś dziwne wrażenie, że nie bardzo tak się zadzieje)
    najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że od ok 3 lat żyłam na diecie prawie bezglutenowej, same warzywa, owoce, mięso (w większości kurczak) i stosowanie diety (np Montignac – czyli niskie indeksy)
    a i tak przypałętała się tarczyca :(
    niestety jak tylko rozpoznano niedoczynność to zaczęłam przyjmować hormony – euthyrox >> w ogóle się nie wchłaniał!! zaczęłam od poziomu TSH 4,81 do 4,41 i ostatnio 4,72 :((((
    od dziś jestem na Letroxie i ciekawi mnie jak się potoczy to wszystko
    zastanawiam się czy dieta ma sens skoro przyjmuję hormony. Może inaczej – jak bardzo muszę zmnienić jeszcze dietę by zadziałało wszystko i abym kiedyś mogła odstawić chemię.
    Wszystko jest dla mnie niejasne, a lekarze jeszcze to potęgują :( dla mnie – osoby zdrowej, aktywnej, pojawienie się tego problemu jest mega trudne, gdyż nigdy nie przyjmowałam leków na stałe, a teraz myśl, że będę musiała do końca życia przyjmować jakąś chemię mega mnie przeraża! a lekarze mówią, że przecież to nic takiego!
    owszem w porównaniu z innymi schorzeniami to prawie nic – no ale jest prawie to jednak różnica
    podsumuję wszystko jednym słowem – masakra!
    PS poszukuję konkretnych przykładów diety dla niedoczynnych, albo namiarów na porządnego dietetyka, który współpracuje z endokrynologami i który na podstawie wyników badań i wywiadu ułoży taką dietę, że zacznie się w końcu coś dziać! bo póki co czuję, że stoję w miejscu!
    dziękuję z góry za jakąkolwiek pomoc :)

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Jeżeli chodzi o dietę przy niedoczynności, poza pewnymi ogólymi zasadami, kwestia może być bardzo indywidualna, szczególnie jeżeli mówimy o chorobie na tle autoimmunologicznym – bo autoagresja może mieć różne podłoża, w tym wynikające z ukrytych nietolerancji pokarmowych. Myślę, że idziesz dobrą drogą, szukając współpracy na linii dietetyk-endo-Ty. Nie mam niestety dostępu do dietetyka, który podjąłby się leczenia dietą, z nastawieniem na przyszłe odstawienie syntetycznych hormonów – ale możesz sprawdzić bloga tlustezycie.pl i umówić się na konsultacje z jego autorką, która o leczeniu hashimoto ma, jak sądzę czytając jej bloga, spore pojęcie. Podrzucę też jeszcze jeden trop – o tej dietetyczce ostatnio sporo słyszałam przy okazji konferencji o zdrowym odżywianiu i leczeniu chorób autoimmunologicznych – ajwendieta.pl. Możesz zerknąć np. tutaj: http://www.ajwendieta.pl/blog/podcast/hashimoto-nie-jedz-tego/
      Od razu zaznaczę – obie blogerki to kręgi paleo. Nie miałam okazji konsultować się z nimi osobiście (chociaż biorę to pod uwagę w przyszłości), więc nie mogę jednoznacznie polecić lub odradzić – po prostu poczytaj i zdecyduj sama, czy to do Ciebie przemawia.
      No i przede wszystkim – głowa do góry! Wiem doskonale, że moment diagnozy do łatwych nie należy, ale na szczęście o chorobach tarczycy mówi się i publikuje coraz więcej, można też znaleźć nieco bardziej „uświadomionego” endokrynologia, więc wierzę, że przy odrobinie wytrwałości znajdziesz dobrą strategię lecznia. Trzymam kciuki i pozdrowiam serdecznie!

  • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

    Masz rację, ja też mam nadzieję, że dzięki coraz większej świadomości pacjenci będą mieli szansę wywrzeć jakikolwiek wpływ na lekarzy i zapewnić sobie dostęp do naturalnych albo lepszych jakościowo leków. Chociaż póki co niewiele na to wskazuje..
    Ja też chciałam zacząć od naturalnej tarczycy, ale nie zdecydowałam się na to z dwóch względów: 1/ brak wsparcia ze strony lekarza (mimo że naprawdę myślę, że trafiłam na dobrą endokrynolog) – a nie chciałam eksperymentować na własną rękę; 2/ olbrzymia cena vs. brak pewności, że to słuszna, mniej ryzykowna droga niż syntetyczne hormony.
    Przy Letroxie nie mam póki co żadnych niepokojących objawów, ale też nie wyobrażam sobie nadal, że przez całe życie będę się nim faszerować, może za jakiś czas uda mi się wrócić do równowagi i odstawić tabletki.
    Czyli jak rozumiem Ty funkcjonujesz bez leków? Jeżeli mogę spytać – jak się czujesz, czy dietą i naturalnymi metodami udaje Ci się utrzymywać właściwe TSH i dobre samopoczucie?

    • Ateora

      Syntetyki z czasem blokują wytwarzanie własnych hormonów powodując wyłączenie tarczycy i w ten sposób jesteśmy skazani do końca życia zażywać leki:-( Oczywiście to zajmuje parę lat. Choć są przypadki, kiedy to po 2-3 latach przyjmowania ich tarczyca się zregenrowała i pacjent mógł przestać przyjmować hormony.
      Dodam, że podobnie jak Ty mam za malą tarczycę i lekarze określili, że mam Hashimoto. Po całkowitym odstawieniu glutenu moja tarczyca urosła:-) Ale procesy zapalne raz były a raz nie. Mój stan pogorszyły syntetyki, przegapiłam moment kiedy zakończył się ich pozytywne działanie a zaczęły wyrządzać więcej szkody.
      U Ciebie tak naprawdę nie została okreslona przyczyna niedoczynności więc to jest główny problem, bo przyczyna jest ważna. Nie piszesz jakie masz teraz objawy niedoczynności.

      Jak tylko odstawiłam leki to poprawiła mi się pierwsza faza snu. Śpię głębszym snem, na syntetykach spałam jak zając. Wszystko mnie wybudzało. Wróciło śnienie. Zniknęły zimne dłonie, dreszcze w ciągu dnia. Funkcjonowałam bez leków przeszło 3 miesiące. Po zrobieniu badań po 3 miesiącach wyniki były lepsze niż na syntetyku, i czułam się lepiej. Niestety w pewnym momencie na syntetycznych hormonach moje TSH gwałtownie rosło – skoro mam celiakie a leki zawierały gluten, skrobię to nie mogłam ich dobrze przyswajać. Przez czas brania syntetyku mój organizm był w ogromnym stresie, ciągle dostawał codzienną dawkę toksyn.

      Ale wyniki były takie, że lekarz określił, ze mam niedoczynność subkliniczną – czyli objawów jeszcze nie mam ale organizm jest w stanie niedoczynności i tak był pozytywnie zaskoczony moimi wynikami. Ale dla mnie to było cenne, bo wiem że tarczyca mi jeszcze pracuje więc mam o co walczyć:-)

      Naturalne hormony nie są niebezpieczne. Są bardziej bezpieczne niz syntetyczne, przynajmniej dla mnie. 90% osób przyjmujących naturalne hormony czuje się lepiej niż na syntetykach, te 10% to osoby które mają zmęczone nadnercza dlatego przed przyjmowaniem naturalnych trzeba zadbać o nadnercza. Myślę, że znasz tą stronę: http://www.stopthethyroidmadness.com/

      Nie wiem czy wiesz jaka była historia naturalnej insuliny? Do lat 70/80 była naturalna insulina, i nagle bez żadnych badań wprowadzono syntetyczną. Okazalo się, że 30% osób miało objawy po syntetycznej, np. zasypiało podczas jazdy za kierownicą itd., choć na naturalnej nie mieli problemów. Ale patent za odkrycie naturalnej insuliny 3 kanadyjscy naukowcy sprzedali za umownego 1 dolara, na syntetycznej zarabia się więcej. To był jedyny powód wprowadzenia syntetycznej insuliny. Żyją jeszcze osoby, które pamietają naturalną insulinę.
      Wprowadziłam naturalne hormony taczycy i po 1.5 miesiącu zażywania odpowiednika 25 syntetyku moje TSH ze 118% zakresu normy spadło do 64% zakresu normy. FT3 i FT4 również mi się poprawiły. FT4 było w normie ale nisko, czyli na obwodach jest mało hormonu. Dalej jest nisko ale lepiej niż było:-) Dlaczego wybrałam naturalne bo miały tylko 2 składniki dodatkowe, nie mają glutenu i wielocukrów. I zażywam 2 naturalne hormony w regulowanej dawce. Syntetyk brałam 50tkę a tutaj zaczęłam od najmniejszej bo miałam przerwę w lekach. A zawsze zaczyna się od najmniejszej dawki, żeby nie wpaść w nadczynność – nauczyłam się od endo:-) Nie jestem samobójcą, zanim wzięłam te leki to o nich poczytałam, zadbałam o nadnercza, cały czas dbam o jelita (nie jem glutenu, wielocukrów złożonych, dostarczam dobrej jakości białko, i szybko dostepne weglowodany dla tarczycy – chodzi o zapewnienie dobrej konwersji, wcześniej zadbałam o enzymy trawienne, o wydzielanie kwasu solnego), dbam o wątrobę. Generalnie czytałam tak długo aż nie zniknęły moje wątpliwości, i miałam pewność, że są dla mnie bezpieczne.
      Na naturalnych śpi mi się jeszcze lepiej i poprawiła mi się koncentracja, skora mi się w dotyku zrobiła aksamitna, nie puchnę.
      Co do ceny – brak biegunki, brak bólów brzucha, swobodne funkcjonowanie, mam więcej energii, normalne przesypianie ciągiem 6 godzin, nie puchnięcie są dla mnie bezcenne:-) Z tego powodu mam mniej kłopotów, moja jakość życia się poprawiła. I została mi jeszcze nadzieja, że tarczyca mi się zregeneruje. Za kilka tygodni zrobię kolejne badania i zobaczę jak się zmienią moje wyniki. Na razie nie wpadłam na lepsze, bezpieczniejsze rozwiązanie.

      Pozdrawiam

      • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

        Twój przykład i to, jak bardzo jesteś zdeterminowana w poszukiwaniu najlepszego dla Ciebie leczenia jest imponujące. Wiem, ile czasu i energii zajmuje zdobywanie wiedzy i podejmowanie decyzji nie wpisujących się w konwencjonalne zalecenia lekarzy, dlatego podziwiam Cię i cieszę się, że to przyniosło dobre dla Twojego zdrowia rezultaty. Czy możesz jeszcze dać znać, które naturalne hormony przyjmujesz i jaką drogą je zamawiasz?

        W tej dyskusji chcę jednak zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz, bo nie chciałabym, żeby dla osób czytających wnioskiem było to, że hormony syntetyczne to zło. Czasem (szczególnie przy zaawansowanym Hashimoto) to konieczność, a nie każdy będzie źle je tolerował, tak jak Ty. Ja myślę, że ważniejszą kwestią niż decyzja syntetyczne vs. naturalne hormony jest to, czy poza splementacją robimy dla zdrowia coś więcej. Największym problemem konwencjonalnego leczenia chorób tarczycy jest ograniczenie go do podawania hormonów, bez zmiany czynników, który mogły wywołać problem (dieta prozapalna, różne nierównowagi, etc.) – a właśnie tu powinno się kłaść największy ciężar.

        • Ateora

          Niedoczynność zabija powoli, nadczynność szybko. I moim celem nie jest aby ludzie odstawiali leki syntetyczne ale żeby byli czujni na to co im lekarz przepisuje, i jeśli nie do końca czują się dobrze mając niedoczynność to aby z lekarzem rozmawiać i nie dać się zbywać, że sobie to wymyślamy. Nie ma innej opcji jak w ten sposób zmusić lekarzy do edukacji nad lekami, bo na zachodzie mogą robić takie syntetyki, które swoimi dodatkami nie szkodzą i tam naturalne hormony też są dostępne. A ile osób z różnymi alergiami nawet nie wie, że w leku codziennie przyjmowanym ma alergen? Bo przecież lekarz przepisał a lekarz nawet nie spojrzał na „składniki nieaktywne”.

          Odstawiłam leki na własna odpowiedzialność i dziś zrobiłabym to samo gdyby mnie to samo spotkało. Ten kto przeżywał notoryczny ból brzucha, biegunkę i inne skórne dolegliwości ten zrozumie. Najpierw wykluczyłam wszystkie inne czynniki, które mógłby negatywnie wpływać na mnie. A dopiero na końcu wypadło, że to szkodzi lek. Nikogo nie namawiam do zrobienia tego bo każdy musi być sam świadom swojego stanu zdrowia. Ale jeśli pewnego dnia zacznie się gorzej czuć i stan będzie się utrzymywał to po prostu warto zastanowić się czy problem nie jest w lekach, jeśli takowe przyjmuje.

          O naturalnych wspomniałam, bo napisałaś „2/ olbrzymia cena vs. brak pewności, że to słuszna, mniej ryzykowna droga niż syntetyczne hormony”. Myślę, że jak coś poznajemy to przestajemy się tego bać i traktować jako niepewność. Mam nadzieje, że link który podesłałam pomoże pokonać ryzyko:-)

          Lekarze mają taką możliwość aby przepisać leki nie dostępne w Polsce i jest na to procedura importu docelowego. Na stronie ministerstwa zdrowia są opisane formalności.
          Tak, przy chorobach tarczycy z lekarzem przed jakąkolwiek suplementacją powinno się znaleźć przyczynę niedoczynności. Bo może ta suplementacja wcale nie jest potrzebna. Masz rację powinno się od tego zacząć. Jeśli masz takiego lekarza do proszę o namiary na niego:-)

          Pozdrawiam

          • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

            Generalnie zgadzam się z tym co piszesz, a Twoje doświadczenia to wartościowy case dla osób, które źle reagują na euthyrox czy letrox – pokazuje, że jest inna droga. Dlatego dziękuję, że się tym wszystkim dzielisz. Ale sposób leczenia to zawsze będzie sprawa indywidualna – czytałam o przypadkach, kiedy naturalne hormony tarczycy są gorzej tolerowane niż syntetyczne (z tego co pamiętam chodziło o przypadek, gdy chory ma przeciwciała na własne hormony t3 i t4, wtedy naturalne hormony tarczycy będą pogłębiały atak autoagresji).
            I jeszcze małe doprecyzowanie do tego, co napisałam: „olbrzymia cena vs. brak pewności, że to słuszna, mniej ryzykowna droga niż syntetyczne hormony” – pisząc o ryzyku, mam na myśli głównie ryzyko związane z samym faktem suplementacji hormonami (pomijając już kwestię czy naturalnymi, czy syntetycznymi). W początkowym stadium niedoczynności, jak u mnie, pewnie lepiej jest zrobić wszystko, żeby suplementacja w ogóle nie była konieczna. Ile jednak dać sobie na to czasu? Jak ocenić, czy obrana strategia leczenia bez podawania hormonów jest słuszna i nie podkopuje naszego zdrowia? Trudno na te pytania odpowiedzieć. A lekarz, który to wszystko zechce ogarnąć to faktycznie skarb – i też bym chciała do takiego namiary;)

            Ja postanowiłam zaufać swojej endokrynolog (i włączyć hormony), ale zamierzam bacznie przyglądać się temu, jak mój organizm reaguje na „jej” strategię leczenia. Postrzegam to zresztą jako współpracę i tym właśnie mnie do siebie przekonała – otwartością na rozmowę ze mną jako pacjentem.

            Podsumowując tę dyskusję: zdrowie to zawsze przede wszystkim nasza własna odpowiedzialność i warto szukać rozwiązań optymalnych z punktu widzenia naszego organizmu, a nie optymalnych „statystycznie” (choć badania naukowe mogą być cenną wskazówką).

            Pozdrawiam!

          • Ateora

            Dobór leczenia to zawsze indywidualna sprawa tylko mam wrażenie, że tak się do pacjenta nie podchodzi. Niemal wszystkim oferuje się syntetyczne T4 choć też na rynku jest dostępny T3+T4. Czasem też łączy się hormony syntetyczne z naturalnym bo to wszystko zależy co jest przyczyną niedoczynności, jak się pacjent czuje. Czytałam o krajowym przypadku pacjentki, która odmówiła brania hormonów – podkreślano że na własną odpowiedzialność – odstawiła gluten i po 3 miesiącach jej wyniki poprawiły się tak, ze lekarz już nie zalecał wprowadzenia leku. Podkreślano, że lekarz był przeciwny takiemu eksperymentowi.

            Możliwości jest wiele choć własnie jak wspominasz, nas się traktuje statystycznie i wszystko sprowadza się do ustalenia dawki na podstawie zwykle jednego badania.

            Choć i tutaj są wątpliwości jeśli zapoznamy się z różnymi pracami, przytoczę tylko fragment pracy Henry H. Lindner pt.”Argumenty przeciwko leczeniu chorób tarczycy w oparciu o zakres wartości referencyjnych poziomów stężenia TSH i fT4 w osoczu: uzasadnienie zastosowania tyreologii klinicznej” cyt. „Leczenie substytucyjne powinno się dostosowywać do efektów klinicznych w oparciu o poziomy wolnej T4 (fT4) i wolnej T3 (fT3). Poziom TSH w rzeczywistości nie ma znaczenia zarówno w rozpoznaniu jak i leczeniu niedoczynności tarczycy. Może on być pomocny w określeniu czy przyczyny niedoczynności bądź nadczynności tarczycy mają pochodzenie pierwotne czy wtórne.”

            Jeszcze kilka lat temu to lekarz był depozytariuszem nawszego zdrowia. Dziś przepisy się zmieniły i lekarz ma przedstawić opcje a pacjent ma wybrać. Tylko, że pacjentowi trudno jest wybierać zwłaszcza jak zaczyna chorować. Zawsze się zastanawiam czy mogę lekarzowi zaufać? Nie ma dobrej odpowiedzi. Lekarz sugeruje nam terapię ale jej konsekwencję są nasze. Jeśli terapia działa to super ale co wtedy gdy czujemy się gorzej a lekarz uparcie twierdzi, że powinno nam być lepiej i nic innego nie potrafi zaoferować?

            Czy po za samo edukacją, odżywianiem, rozmawianiem z lekarzami, z pacjentami, dobrym wypoczynku możemy jeszcze coś zrobić? I czy nasze wybory są słuszne?

            Na te pytania nie ma dobrych odpowiedzi bo konsekwencje dotyczą naszego zdrowia.

            A z drugiej strony to co działa dziś jutro już może nie działać. Warunki się zmieniają, otoczenie się zmienia, żwyność jeszcze szybciej się zmienia więc w takich warunkach zmienia się też nasze zdrowie.

            Za dużo zmiennych, za mało stałych w tym równaniu aby być czegoś pewnym.

            Pozdrawiam :-)