Mój prywatny weekend wellness:)

Mój prywatny weekend wellness:)

Każdemu z nas potrzebny jest czasem głęboki wypoczynek: totalne zwolnienie tempa i możliwość zadbania o ciało i duszę. Problemem zazwyczaj jest, wiadomo, brak czasu. Rzadko mamy możliwość wyłączenia się z życia i obowiązków na tydzień lub dwa, a dni wolne ja przynajmniej zawsze wolałam spędzać bardziej aktywnie. Ale ostatnio chyba dojrzewam do zmiany w tej kwestii: może niekoniecznie mogłabym się lenić przez tydzień lub dwa, ale już przez cały weekend – jak najbardziej! :)

W tym celu opracowałam swoją prywatną, autorską formułę weekendu wellness. Ta nazwa to oczywiście taki trochę chwyt marketingowy;) – chodzi po prostu o weekend, w którym zwalniam i ze szczególną uwagą dbam o siebie. To odrobina luksusu, którą możemy sobie podarować za niewielkie pieniądze – moim skromnym zdaniem o niebo lepsza i bardziej regenerująca niż wyjazd do SPA.

Moje założenia „weekendu wellness”

Weekend planuję odpowiednio wcześniej – tak, aby nic nie pokrzyżowało moich planów. Dzień wcześniej włączam tryb zakupowego szaleństwa w warzywniaku. Robię solidny zapas wszystkich warzyw i owoców, które lubię, jak najbardziej różnorodnych i kolorowych tak, aby dostarczyć organizmowi całego zestawu witamin i minerałów. Jeżeli są z nieznanego źródła, myję je dokładnie w wodzie z octem jabłkowym, następnie w wodzie z sodą oczyszczoną, a potem płuczę pod bieżącą wodą. Ta metoda pozwala usunąć z produktów przynajmniej część pestycydów.

Odpoczynek zaczynam w już piątek – staram się wtedy wyluzować z ilością pracy, jeść lekko i wybrać się na przynajmniej dwugodzinny spacer. 

1. Czysta, lekka dieta warzywna

Podczas weekendu jem głównie warzywa i trochę owoców, odrobinę kasz i odrobinę wysokiej jakości białka, np. ekologiczne jaja czy mięso. Jem dosyć dużo (warzyw) i często – tak, aby nie czuć głodu, ale też nie przejadać się. Przygotowuję warzywne, świeżo wyciskane soki. Używam dużej ilości rozmaitych ziół i przypraw. Jeżeli zgłodnieję, podjadam surową marchewkę albo piekę jabłko z odrobiną miodu. Pomiędzy posiłkami popijam dużo płynów: wodę, wodę z cytryną i imbirem, zieloną herbatę, napar z czystka, mięty.

2. Łagodne ćwiczenia

Stawiam na łagodny lub umiarkowany wysiłek fizyczny. Każdy dzień zaczynam od 5 rytuałów tybetańskich. Znajduję czas na długi spacer lub jazdę na rowerze gdzieś z dala od zgiełku miasta, najlepiej w lesie. Wieczorem ćwiczę jogę lub rozciągam się w towarzystwie filmiku z ćwiczeniami pilatesu.

Po ćwiczeniach nawadniam organizm naturalnym izotonikiem: wodą z cytryną, odrobiną miodu i szczyptą soli.

3. 100% naturalna pielęgnacja

W trakcie weekendu w 100% rezygnuję ze wszystkich kosmetyków i innych produktów zawierających sztuczne składniki. Do kąpieli - naturalne, czarne mydło, własnoręcznie przygotowane peelingi, kąpiele z dodatkiem naturalnych składników pomagających w oczyszczaniu. Do włosów szampon z sody oczyszczonej, płukanka z octu jabłkowego, olej arganowy, migdałowy. Do nawilżania skóry – olej kokosowy. Jako pasty do zębów używam własnoręcznie przygotowanej mikstury z sody oczyszczonej, soli, ksylitolu, imbiru i cytryny. Aby dać odpocząć mojej skórze, odpuszczam też sobie jakikolwiek makijaż.

W kuchni też używam tylko naturalnych środków do zmywania i sprzątania (cytryna, soda oczyszczona, woda). Jednym słowem – przestawiam się na tryb maksymalnie ekologiczny, na co na co dzień niestety nie zawsze mam czas.

4. Relaks i jeszcze raz relaks

Weekend spędzam w rytmie slow - nie spieszę się, nie planuję porządków czy spraw do załatwienia, zapominam o pracy. Zajmuję się głównie przyjemnościami: gotuję, dbam o ciało, czytam, piszę, oglądam pozytywne filmy. Spędzam chwilę na drobnych porządkach na półce z książkami albo w szafie z ubraniami, próbuję nowych pomysłów typu zrób to sam. W ciągu dnia bez skrupułów ucinam sobie krótką drzemkę albo leżę i gapię się w niebo:) Wyciszam telefon i nie dzwonię do nikogo, aby załatwić jakąś sprawę albo z obowiązku, najwyżej aby miło porozmawiać.

5. Sen

Wieczorem przed snem medytuję lub odprężam się słuchając muzyki (lub ptaków za oknem:)). Do łóżka kładę się ok. 21.00 i zasypiam przed 22.00 – sen wtedy jest najbardziej regenerujący.

Inne pomysły na weekend wellness w domu:

- godzinny seans domowy z masażystą (lub partnerem, który nam taki masaż wykona)
- ćwiczenia oddechowe
- kąpiel przy świecach z olejkami eterycznymi
- ćwiczenie uważności

Taki „weekend wellness”, bez obowiązków i planów, to oczywiście rzadkość, ale dzięki temu jest jeszcze bardziej wyjątkowy. Ja staram się zafundować sobie taki czas mniej więcej raz na kwartał – to pozwala wypocząć, oczyścić się i nabrać nowej pozytywnej energii. Bardzo Was zachęcam do przetestowania na własnej skórze!

Ja zaczynam już jutro:)

 

 

  • http://www.kinoswinka.pl/ Świnka

    Bardzo mi się podoba ta idea! ;)

  • http://www.createyourhealth.pl/ Natalia I Create Your Health

    Spędzam weekendy bardzo podobnie :-)

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Wszystkie?:) Zazdroszczę!

      • http://www.createyourhealth.pl/ Natalia I Create Your Health

        Wszystko to nie, ale coraz więcej ;-)

  • http://afterkorpo.pl AfterKorpo

    Ja na razie mogę sobie pozwolić tylko na wieczory wellness, ale nawet taki wolny wieczór czasem pomaga zwolnić tempo, bez włączania komputera, sprzątania, myślenia o sprawach do załatwienia. Tylko kąpiel, a potem lenistwo z książką, albo pogaduchy z mężem o głupotach dnia codziennego.

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Domyślam się, że z dziećmi wolny czas jest towarem w najwyższym stopniu luksusowym:) I w takim razie trochę tego czasu tylko dla siebie teraz Ci życzę:)

      • http://afterkorpo.pl AfterKorpo

        Ale bardziej się go docenia i znacznie lepiej nim dysponuje :-) Wszystko zależy od podejścia. Dziękuję.

  • http://swieczek.pl/ Świeczek

    Brzmi kusząco! Tylko wytypować wolny weekend jest tak trudno…

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      To prawda – to czas jest w tym wszystkim największym luksusem.