Jaki sport wybrać? I po co w ogóle? (coś dla sportowych leniuchów)

Jaki sport wybrać? I po co w ogóle? (coś dla sportowych leniuchów)

Od zawsze intuicyjnie buntuję się przeciw traktowaniu jakiejkolwiek aktywności fizycznej jako obowiązku. Nie cierpiałam wf-u w podstawówce, ze sprawdzianami z rzucania kulą lekarską, którą jako najniższe w klasie chuchro ledwo mogłam udźwignąć. Ani biegania na czas w liceum i pisania programów treningowych na siłownię podczas studiów. Ja wiem, że w dobie fit & slim dla wielu ludzi sport i wysportowana sylwetka stały się absolutnym „must have”, a może nawet wyznacznikiem dobrego życia. I pewnie w wielu przypadkach trend bycia fit to same korzyści: w końcu w zdrowym ciele zdrowy duch.

Myślę sobie jednak, że ruch nie powinien być kolejnym punktem dnia do zaliczenia, ale naturalną potrzebą, przyjemnością, nagrodą. I taka idea przyświeca mi, kiedy w końcu zwlekam się z kanapy. A dodam, że leniuchować lubię nieprzeciętnie;)

Jaki sport wybrać?

Według mnie to pytanie postawione jest błędnie. Zakłada, że wybierasz zadanie, które będziesz realizować, z większą lub mniejszą przyjemnością, ale jednak z poczucia obowiązku, jakiejś konsekwencji. Czy w przypadku aktywności fizycznej człowieka, który nie jest zawodowym sportowcem, konsekwencja wyboru ma jakąkolwiek wartość?

Wygląda na to, że tak, skoro w sieci natknęłam się nawet na testy (1) i (2), które pomagają odpowiedzieć na pytanie jaki sport wybrać. Pomijając nawet fakt, że w każdym z nich wychodzą mi sprzeczne wyniki – według mnie lepsze będzie po prostu urozmaicenie, radosne próbowanie i porzucanie, a potem powroty do tych form ruchu, które zdążyliśmy polubić. A czasem leżenie plackiem, jeżeli tego akurat nam trzeba. Oto cała moja filozofia.

Co ćwiczyć żeby schudnąć?

Kolejne źle zadane pytanie. I nawet nie chodzi o dyskusję o tym, czy sport to jedyna droga to tego, żeby schudnąć (a pojawiają się głosy, całkiem ciekawe zresztą, że niekoniecznie). Uważam po prostu, że uprawianie sportu pod wpływem motywacji „muszę schudnąć” jest bez sensu – bo tu też pojawia się motyw obowiązku i oceny, które całkowicie nie pasują mi do idei bycia aktywnym. A brak szybkich efektów tylko zniechęca zamiast motywować.

Odchudzanie, owszem, na pewno będzie skuteczniejsze, jeżeli włączy się ruch. Ale jeżeli będzie to jedyna albo najsilniejsza motywacja, po osiągnięciu założonej wagi łatwo wrócić do dawnych nawyków (bo przecież już nie „muszę” ćwiczyć) – efekt jojo gwarantowany.

Według mnie najlepsze, co możemy dla siebie zrobić to polubić aktywność fizyczną, tak naprawdę, bezinteresownie. Jak to zrobić? Odpowiedzieć sobie na jedno ważne pytanie:

Po co w ogóle chcę się ruszać?

To pytanie jest dla mnie strzałem w dziesiątkę, bo już samo poszukiwanie odpowiedzi motywuje mnie do zwleczenia tyłka z kanapy. Oto moja osobista lista 13 zalet bycia aktywnym – jestem pewna, że każdy znajdzie 100 innych, własnych argumentów:

  1. Żeby czuć się dobrze we własnej skórze i być pewnym siebie.
  2. Żeby nie chorować.
  3. Żeby odpoczywać w wartościowy sposób.
  4. Żeby pokonywać swoje ograniczenia i zachwycić się swoimi możliwościami.
  5. Żeby nie było nudno.
  6. Żeby na starość być w dobrej formie.
  7. Żeby dać dobry przykład swoim przyszłym dzieciom.
  8. Żeby mieć kondycję przy chodzeniu po górach.
  9. Żeby lubić swoje ciało i nie katować go dietami.
  10. Żeby poznawać nowych ludzi.
  11. Żeby radzić sobie lepiej ze stresem.
  12. Żeby korzystać z życia jak najpełniej, czuć, że się żyje.
  13. Żeby nie musieć sobie odpowiadać na pytanie, jaki sport wybrać:)

No dobra, to teraz Wasza kolej: co Was motywuje do aktywności fizycznej? 

 

Zdjęcie: Flickr, Meagan na licencji Creative Commons