Jak zdrowo schudnąć kilka kilogramów? Moja strategia

Jak zdrowo schudnąć kilka kilogramów? Moja strategia

Do tematu odchudzania zawsze miałam stosunek, hmm… ambiwalentny;) Z jednej strony wierzę, że kobieta może wyglądać świetnie nie nosząc rozmiaru S, a znacznie ważniejsze od wagi jest zdrowe, sprawne ciało i samoakceptacja. Z drugiej strony, na paru etapach życia miałam potrzebę schudnąć parę kilogramów i robiłam coś w tym kierunku, z lepszym lub gorszym skutkiem. Niedoczynność tarczycy i miłość do wszystkiego co czekoladowe zdecydowanie nie pomagają w trzymaniu niskiej wagi;) Ale moje BMI było zwykle gdzieś w połowie normy i czułam się z tym ok.

Po urodzeniu dziecka tych kilogramów zostało jednak o kilka za dużo, żeby machnąć na nie ręką i powiedzieć, że taka już moja uroda i nie ma co walczyć z wiatrakami. Nie czuję się sobą i to dla mnie jeden z ważniejszych argumentów, żeby coś zmienić. Niestety w moim przypadku karmienie piersią wcale nie sprawiło, że waga sama zaczęła spadać (cóż, prawda jest taka, że przez parę miesięcy po porodzie miałam straszną, ale to STRASZNĄ ochotę na słodkości, z którą tymczasowo świadomie postanowiłam nie walczyć…)

Teraz, wraz z nadejściem wiosny i 11 miesięcy po urodzeniu Helenki, przyszedł czas na zmiany:)

Moja strategia odchudzania


Nie jestem zwolenniczką diet odchudzających, ale po kilku miesiącach obserwacji własnego organizmu uznałam, że samo zdrowe odżywianie tym razem nie wystarczy i muszę podejść do sprawy bardziej metodycznie. Nadal karmię, więc nie wchodzi w grę nic restrykcyjnego, nie chcę eliminować żadnych grup produktów, nie mam też czasu na liczenie kalorii i przygotowanie jakichś specjalnych dietetycznych potraw. Poza tym początki macierzyństwa bywają na tyle wyczerpujące, że czasem ratuje tylko czekolada;)

Podobnie jeżeli chodzi o sport – niestety różnie z tym bywa. Czasem doba jest za krótka na intensywniejsze ćwiczenia, czasem wygrywa zmęczenie i potrzeba snu. Kilka miesięcy temu zaczęłam chodzić na jogę, ale ponieważ nałożyło się na to ząbkowanie Helenki, zamiast cieszyć się z powrotu na matę, tylko się frustrowałam, że znowu nie udało mi się wyjść. Odpuściłam więc na razie zajęcia poza domem, jeszcze przyjdzie na to czas, w końcu mała nie zawsze będzie mnie potrzebować tak jak teraz.

Siłą rzeczy na moją strategię odchudzania składają się więc działania na zasadzie minimum wysiłku. Wolę tak, bez większej presji, nawet jeśli zrzucanie kilogramów miało by mi zająć długie miesiące.

Jaki mam cel? Minimum 6 kilogramów mniej, ale kto wie, może optymalną wagę uda się ustawić tym razem jeszcze ze 2 kg niżej :)

Oto co zamierzam:

1. dieta rozdzielna

Ze względu na kryteria, o których pisałam wyżej, odrzuciłam większość diet, ale jedna – którą stosowałam już w przeszłości – wydaje się optymalna: dieta rozdzielna. Ten sposób odżywiania zakłada jedną główną zasadę: w jednym posiłku nie łączymy węglowodanów z białkami. Słowem: jem wszystko, na co mam ochotę (zdrowo, ale dla czekolady miejsce też się czasem znajdzie;)), tylko z zachowaniem ok. 3h przerw między posiłkami.

Z naukowego punktu widzenia ta dieta nie ma mocnych podstaw, ale jednak w moim przypadku działa: kiedyś pozwoliła mi bez większego wysiłku schudnąć jakieś 5 kg.

Jeżeli chcecie poznać więcej szczegółów na temat diety rozłącznej, polecam wpis na blogu Agnieszki Maciąg, która jest jej zwolenniczką. A po inspiracje kulinarne do gotowania rozdzielnego zajrzyjcie do jej książek, np. Smaku życia. No i oczywiście tu do mnie na bloga, na pewno będę testować nowe przepisy i dzielić się nimi.

2. 10 000 kroków dziennie

Obecnie chyba każdy smartfon ma funkcję liczenia kroków, więc pilnowanie tej codziennej minimalnej dawki ruchu nie przysparza żadnego wysiłku. Owe 10 000 to liczba wyciągnięta trochę z kapelusza (skąd się wzięła, przeczytacie w ciekawym artykule tutaj). Można dyskutować, czy 10 000 kroków to nie za mało, ja traktuję to raczej jak przypominajkę: ruszaj się jak najwięcej.

Codzienny spacer z Helenką zapewnia mi zwykle ok. 7000 kroków, w weekendy dużo więcej, więc nie jest źle. W mniej spacerowe dni mam zamiar dążyć do tego minimalnego celu na różne sposoby, chociażby wychodząc na szybkie zakupy do osiedlowego sklepu. Dreptania po domu z dzieckiem na rękach nie liczę – to taki macierzyński gratis;)

3. ćwiczenie mięśni brzucha „przy okazji”

Nie będę się oszukiwać, że znajdę czas i chęci na regularny trening mięśni brzucha, a po porodzie to właśnie one wymagają specjalnej uwagi. Dlatego szukam okazji, aby wzmocnić te partie ciała wykonując inne czynności, które i tak wykonuję. Mam na myśli na przykład szybkie ćwiczenia na miejskiej siłowni podczas spaceru z wózkiem (na outdoorowych siłowniach zwykle jest twister, który świetnie się do tego nadaje), ćwiczenia na macie podczas zabaw z dzieckiem albo po prostu napinanie mięśni brzucha przy zmywaniu czy wieszaniu prania.

Może nie przyniesie to spektakularnych efektów w postaci kaloryfera, ale na pewno pozwoli wzmocnić mięśnie brzucha, a to z kolei korzystne także dla kręgosłupa – mi to wystarczy.

 

Pierwsze efekty widać było już po pierwszych dniach stosowania tej strategii, waga nareszcie drgnęła. W święta trochę odpuściłam, ale teraz wracam do moich założeń i mam nadzieję, że za kilka miesięcy przyjdzie czas na sprawozdanie z wykonania planu;)

Jeżeli macie jakieś patenty jak zdrowo zrzucić zbędne kilogramy, zapraszam do dzielenia się nimi w komentarzach.