W poszukiwaniu szczęścia i sensu życia

W poszukiwaniu szczęścia i sensu życia

W prasie, książkach, internecie, na szkoleniach i w prywatnych rozmowach – wszędzie dużo mówi się o samorozwoju, poszukiwaniu szczęścia i swojej drogi w życiu. Mam wrażenie, że im bardziej oddalamy się od naszej prawdziwej natury w codziennym życiu, tym więcej wskazówek i technik potrzebujemy, aby znaleźć odpowiedzi na pytania, które nas męczą.

Ja nie jestem w tym zakresie żadnym wyjątkiem, przeciwnie – myślę, że przede mną długa droga, aby dotrzeć do takiego głębokiego przekonania, że wszystko w moim życiu jest na swoim miejscu, a to co robię ma prawdziwą wartość i sens. Ale chcę iść tą drogą, bo czuję, że ona jest celem samym w sobie, jakkolwiek banalnie to nie brzmi.

Czego nauczyłam się do tej pory?

Chyba niczego odkrywczego, ale i tak to napiszę – chociażby po to, żeby za jakiś czas przypomnieć sobie, w jakim byłam miejscu:

  • nie ma czegoś takiego jak trwałe poczucie szczęścia – ono się zdarza, nie trwa, ale możemy nauczyć się poszukiwać radości w najmniejszych, najbanalniejszych sprawach
  • trudne doświadczenia mogą zarówno złamać, jak i wzmocnić – wiele zależy od nas samych
  • ogromna część naszych obaw nigdy się nie zrealizuje, dlatego warto działać tak, aby zabezpieczyć swoją przyszłość, ale nie zamartwiać się nią
  • okresy smutku czy niepewności nie są niczym złym, to naturalna część naszego życia i można sobie na nie pozwolić, a nawet je polubić, docenić
  • w moim przypadku poczucie sensu płynie przede wszystkim z relacji z innymi ludźmi - być może to do nich sprowadza się wszystko, co w życiu najistotniejsze, niezależnie od tego, czy mowa o relacji z partnerem, dzieckiem, rodziną, przyjaciółmi, współpracownikami czy obcymi ludźmi
  • nadmierna koncentracja na poszukiwaniu szczęścia i samorozwoju może być procesem sztucznym i niepotrzebnym - czasem wystarczy sobie odpuścić, zaakceptować, skupić się na teraźniejszości, cieszyć się tym, co mamy, nawet jeżeli to „nic wielkiego”

Jak być szczęśliwym?

Jak nauczyć się akceptować i doceniać to, co mamy? Myślę, że pierwszym krokiem jest znalezienie swojej „odskoczni”, czy jak to niektórzy określają – wewnętrznego źródła mocy. Czegoś, co pozwoli nam oderwać się od codziennego pędu, uspokoić myśli. Poczuć głęboki spokój, miłość, zaufanie do świata i samego siebie.

Dzisiaj – dzięki szerokiemu dostępowi do informacji, innych kultur i wzorców – mamy całą masę możliwości. Jestem pewna, że każdy może wsród nich znaleźć drogę dla siebie, praktykę, która stanie się jego prawdziwą, naturalną potrzebą.

Praktyki duchowe

  • Trening uważności - ta trudna, ale bardzo cenna umiejętność obserwowania swoich myśli bez oceniania przydaje się w wielu okolicznościach i wierzę, że może diametralnie zmienić to, jak postrzegamy nasze życie. Jon Kabat Zinn, jeden z największych autorytetów tej dziedziny, uważa mindfulness za podstawę skutecznej redukcji stresu. Ja szukam w tej praktyce sposobu na kontrolowanie złości i natłoku czarnych myśli, które czasem się u mnie pojawiają. Chociaż jestem początkującym uczniem, już zdążyłam się przekonać: to pomaga.
  • Modlitwa, medytacja – chociaż pochodzą z pozornie zupełnie innych kultur i religii, zestawiam je w jednym punkcie, bo uważam, że w obu tych formach wyraża się ta sama ludzka naturalna potrzeba i mądrość, polegająca na wchodzeniu w powtarzalny, dobrze znany i oswojony stan, który nas uspakaja. Modlitwy, których uczymy się jako dzieci, odmawianie różańca – w okresie dorastania często negowane i odrzucane – w którymś momencie życia mogą być nam znów bardzo potrzebne. Podobnie mogą działać zresztą mantry, medytacja oparta na koncentracji na wybranym przedmiocie lub ćwiczenia oddechowe. Myślę, że forma nie ma większego znaczenia, grunt to nie odcinać się od tych narzędzi, które przecież służą ludziom na całym świecie od niepamiętnych czasów.
  • Inne praktyki religijne - takie jak udział w rekolekcjach, pielgrzymkach, odwiedzanie świątyń, okresowe posty lub inne rytuały, które pomagają oczyścić umysł. Wszystko to, od czego nasz zachodni świat trochę się odwrócił  (a przynajmniej niektóre jego kręgi), a czego teraz coraz częściej poszukuje.

Pasje

Duchowość nie jest jedyną drogą, aby oczyścić umysł. Niektórzy z Was znają pewnie doskonale stan zwany „flow”, czyli poczucie uskrzydlenia i całkowitej koncentracji na danej czynności. Jestem pewna, że jeżeli kochacie coś robić – pisać, biegać, malować, gotować czy pracować w ogrodzie – nie raz zdarzyło Wam się zatracić w tym zupełnie, zapominając o zmartwieniach i upływającym czasie. To właśnie „flow”, który – podobnie jak medytacja – pomaga uspokoić myśli i cieszyć się tym, co mamy, tu i teraz.

Dla mnie takim zbliżonym stanem jest także bycie w podróży, blisko natury, daleko od codziennego świata i miejskich krajobrazów. Nigdzie nie resetuję umysłu lepiej niż w górach albo w lesie. Czasem wystarczy już godzinny spacer, żeby złapać zupełnie inną perspektywę patrzenia na świat i własne problemy.

Twórczość – własna i innych ludzi

Może się wydawać, że umiejętność kontemplacji sztuki dostępna jest dla wybranych – ludzi o wysokiej wrażliwości, „artystycznej duszy”. Ale to, że nie zachwyca nas muzyka klasyczna albo dzieła wybitnych malarzy nie oznacza, że nie poruszy nas coś zupełnie innego. Mogą to być współczesne fotografie, poezja, dowolny rodzaj muzyki, ważna książka, bajka dla dzieci – cokolwiek. Ja bardzo lubię sięgać po słowa, cytaty – takie jak tutaj - i otaczać się nimi w różnych okolicznościach.

Uważam, że raz na jakiś czas warto takich inspiracji i „momentów” poszukać, to nasz wielki przywilej! Podobnie jak możliwość stworzenia czegoś własnego: obrazu, wiersza, rzeźby, kompozycji z kwiatów. Wierzę, że wielu z nas potrzebuje takiej ekspresji do satysfakcjonującego życia.

Codzienne życie

Tak naprawdę wartości i sensu możemy szukać cały czas, w codziennym życiu i prozaicznych czynnościach: parzeniu herbaty, jedzeniu kolacji z kochaną osobą, opiece nad dzieckiem, kontakcie ze zwierzętami. Może życie jest sztuką wynajdywania takich małych okazji, aby poczuć się szczęśliwie? Każdy z nas może to rozumieć i realizować na swój sposób: w relacjach z bliskimi, w pomocy innym, w spokojnym trwaniu albo w działaniu. Ważne tylko, żeby robić to w zgodzie ze sobą, docierając do swojej własnej natury. To trudna, ale jednocześnie fascynująca podróż:)

Jestem pewna, że kiedy choć raz uda nam się dotrzeć do naszego wnętrza, głęboko uspokoić się i zrelaksować, będziemy chcieli wracać „tam” częściej. I myślę, że to może być jeden z kluczowych warunków spełnionego, szczęśliwego życia: regularna, dowolna praktyka/ praktyki pozwalające nam pielęgnować w sobie stan spokoju, nadziei i miłości. Tylko i aż tyle.

 

 

  • http://www.simplife.pl/ www.simplife.pl

    „okresy smutku czy niepewności nie są niczym złym” nooooo właśnie :) a niektóre książki, poradniki, trenerzy motywacyjni próbują nam wmówić, że jest inaczej :)

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Masz rację, też obserwuję taką tendencję do „parcia do przodu”, mimo wszystko, nierzadko wbrew samemu sobie, bo przecież „sukces” jest tuż, tuż, no i przecież „możesz wszystko”.
      Cóż, na szczęście sami możemy wybierać, jakie książki czytamy i jakich ludzi chcemy słuchać;)

  • http://www.kinoswinka.pl/ Świnka

    Ale super! Masz całkowitą rację z tymi Twoimi spostrzeżeniami :) Ja ostatnio właśnie jakoś bardziej świadomie podchodzę do życia i bardzo mi z tym dobrze, dostrzegam więcej :)