Szukasz inspiracji? Przeczytaj

Szukasz inspiracji? Przeczytaj

Web 2.0 zmieniło nasz świat. Nigdy nie byliśmy tak blisko tak wielu ludzi, dzieląc z nimi właściwie wszystko: myśli, emocje, opinie, codzienne śniadania i najważniejsze w życiu wydarzenia. Nie mieliśmy tak łatwego dostępu do tylu pomysłów na życie, biznes, związki, wygląd mieszkania, spędzanie czasu wolnego i obiad. Teraz to naturalny krajobraz: jesteśmy otoczeni informacjami, a dla poszukujących inspiracji sieć stała się niekończącym się jej źródłem.

Uświadomiłam sobie dziś, jak bardzo to może być zdradliwe.

Spędziłam niemal pół dnia szukając motywacji i kierunków rozwoju swojej firmy. Przeczytałam wiele wartościowych artykułów, rozszerzyłam listę książek, które chcę kupić, trafiłam na kilka inspirujących blogów i poznałam historie co najmniej kilkunastu ludzi, którzy odnieśli sukces i chętnie dzielą się swoimi doświadczeniami. Przeanalizowałam parę innowacyjnych modeli biznesowych i case’ów, które sprawiają, że aż chce się działać. I co z tego mam? Ano na razie niewiele, bo przecież od inspiracji do działania daleka droga.

Nie widzę niczego złego w zdobywaniu informacji, nawet jeżeli trwa to nieprawdopodobnie długo, przeciwnie – wierzę w dobry research zarówno zawodowo, jak i prywatnie:) Czasem fajnie jest pobłądzić w otchłaniach sieci i dać sobie zaszczepić w głowie mniej lub bardziej skrystalizowane pomysły. To bywa ożywcze.

Mam jednak wrażenie, że czasem poszukiwanie inspiracji to zwyczajny strach przed podjęciem działania. Daje iluzję, że robimy coś wartościowego, rozwijamy się, a tak naprawdę stoimy w miejscu. Inspirować możemy się w nieskończoność, ale ten czas będzie całkowicie stracony, jeżeli wkrótce nie zaczniemy wcielać pomysłów w życie.

Inspiracja czy blokada?

Gdy tak się nad tym zastanawiam, widzę, że u mnie ten mechanizm działa całkiem sprawnie nie tylko w kontekście pracy. Podobnie bywało nie raz w odniesieniu do sportu (czytam o tym, jak fajnie jest biegać zamiast pójść pobiegać), zdrowego jedzenia (podziwiam apetyczne zdjęcia i pomysłowe przepisy zamiast ugotować coś nowego), zmian w mieszkaniu (przeglądam niesamowite projekty DIY zamiast zrealizować wybrany pomysł u siebie). To samo widzę u innych. Przeglądanie setek profili na Sympatii zamiast wyjścia na kawę z realną osobą. Czytanie o kolejnych dietach odchudzających zamiast wprowadzania małych, pozytywnych zmian każdego dnia. Codzienne wyszukiwanie ofert kupna auta czy mieszkania zamiast konkretnego planu, jak ten zakup sfinansować. Zgłębianie sekretów udanych małżeństw zamiast romantycznej kolacji z mężem. Brzmi znajomo?

A nawet jeżeli w końcu zabierzemy się do działania, czy na pewno warto było spędzić 80% czasu poszukując do niego inspiracji, motywacji i cholera wie czego jeszcze?;)

Ja doszłam do wniosku, że nie tędy droga. I niniejszym zarządzam mały detoks od tych wszystkich motywujących źródeł. Czas najwyższy inspirację zamienić w działanie!

 

Zdjęcia: Flickr (1), (2), (3)

 

 

 

  • http://zdrowa-kuchnia-sowy.blogspot.com/ kuchniasowy .

    Ja właśnie po detoksie i z nowymi wytycznymi:)
    Z tym, że u mnie nie
    działa to tak, że kończy się na szukaniu inspiracji, a w realu nic nie
    robię. Robię sporo, bardziej chodzi o to, że zdecydowanie za dużo czasu
    spędzam w sieci na stronach, które niewiele wnoszą w moje życie, do
    takiego wniosku doszłam (niespecjalnie odkrywczego, hehe)
    Zrobiłam więc czystkę w stronach, na FB i z grubsza opracowałam nowe założenia korzystania z sieci.
    Życzę nam obu sukcesu:)

    • ika

      Tak, czystki na FB to taki współczesny odpowiednik sprzątania szafy czy biurka, zawsze dobrze robi:)
      Ja też inspirację w końcu przekuwam w jakieś konkretne działanie, ale rzecz w tym, żeby 80% czasu działać, a 20% się inspirować, nie odwrotnie.
      Ciekawa jestem tych Twoich założeń korzystania z sieci – uchylisz rąbka tajemnicy?;)

      • http://zdrowa-kuchnia-sowy.blogspot.com/ kuchniasowy .

        Wróciłam znów po kolejnym detoksie, bo okazało się, że tamten był widocznie za krótki. Świat bez komputera i internetu ma dużo do zaoferowania, haha.
        Zgadzam się, że te proporcje w inspiracjach (i czy na pewno wszystko tak nas inspiruje?) i przekładaniu na życie są z reguły niezbyt dla nas korzystne i niezbyt sensowne.
        Główne moje założenia, to: co
        najmniej jeden dzień w tygodniu bez komputera, wylogowywanie się z FB
        (to chyba najważniejsze!) i pilnowanie tego co otwieram i czy mi to do
        czegoś potrzebne.
        Myślę, że to wystarczy:)

        • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

          Zgadzam się z Tobą, nie ma lepszego odpoczynku niż odpoczynek offline. Twoje założenia – chociaż wydają się bezbolesne – dla niektórych byłyby pewnie nierealne. Gdy patrzę na mojego 11-letniego siostrzeńca, jestem tego niemal pewna;)
          Powodzenia w detoksie!