Gluten i laktoza – czy jest się czego obawiać?

Gluten i laktoza – czy jest się czego obawiać?

Wśród osób, które interesują się zdrowym odżywianiem nietolerancje pokarmowe to temat doskonale znany, wręcz modny. W ostatnich latach złą sławą cieszą się przede wszystkim gluten, obecny w takich zbożach jak pszenica, żyto, jęczmień oraz laktoza, czyli cukier zawarty w mleku. Temat stał się nośny do tego stopnia, że wielu ludzi decyduje się na odstawienie produktów je zawierających bez jednoznacznych wskazań lekarskich, po prostu dla poprawy zdrowia. Przeciwnicy diet eliminacyjnych nazywają to chwilową modą, wskazują bezzasadność i ryzyko niedoborów, a w niektórych kręgach „bezglutenowi” i „bezlaktozowi” postrzegani są jak żywieniowe freaki ;)

Ja sama ze względu na niedoczynność tarczycy czasowo wyeliminowałam ze swojej diety gluten i mimo że nie przyniosło to oczekiwanych rezultatów, do tej pory staram się go ograniczać, szczególnie pszenicę, która wyraźnie mi nie służy. Wiem jednak, że taka dieta eliminacyjna nie jest łatwa i na pewno nie zdecydowałabym się na nią ot tak.

Jak to więc jest z tym glutenem i laktozą? Czy w przypadku tych produktów sprawdza się stara dobra zasada „jedz wszystko, byle z umiarem”, którą sama chętnie promuję tu na blogu? Nie zawsze – ale o tym za chwilę.

Zacznijmy od tego, jakie objawy powinny wzbudzić naszą czujność. Oprócz typowych dolegliwości gastrycznych takich jak biegunki, zaparcia, wzdęcia, gazy, nudności, wymioty czy ból brzucha, lista potencjalnych skutków nietolerancji jest długa - od ogólnego zmęczenia i osłabienia, spadku koncentracji, przez bóle kości i stawów, migreny, astmę, egzemę, po depresję, niepłodność, a nawet, jak twierdzą niektóre źródła, nowotwory układu pokarmowego. Jak widzicie, zagrożeń jest na tyle dużo i mogą mieć na tyle zróżnicowane podłoże, że trudno skojarzyć dany problem zdrowotny akurat z dietą. A tak może się dziać właśnie w przypadku nietolerancji laktozy – która wynika z braku laktazy, czyli enzymu odpowiedzialnego za trawienie laktozy czy nietolerancji glutenu / bezobjawowej czy utajonej celiakii – kiedy organizm broniąc się przed tym alergenem wytwarza przeciwciała, co z kolei odbija się na zdrowiu całego organizmu. Nie bez przyczyny mówi się,  że zdrowie zaczyna się od jelit, tj. od zdrowego trawienia.

Jeżeli więc cierpicie na dolegliwości, których przyczyna nie jest znana, warto sprawdzić, czy ich przyczyną nie jest właśnie nietolerancja pokarmowa. Gluten i laktoza są głównymi (choć nie jedynymi) podejrzanymi. Można wykonać badanie krwi w kierunku przeciwciał lub kompleksowy test na alergie typu Food Detective, dostępne są już także przystępne cenowo testy genetyczne pozwalające sprawdzić, czy posiadamy geny predestynujące nas do danej nietolerancji. Ta ostatnia opcja jest o tyle sensowna, że dostarcza nam wiedzy na całe życie, podczas kiedy testy z krwi mogą dawać wynik fałszywie ujemny.

Osobnym tematem jest diagnostyka celiakii – która wbrew pozorom nie zawsze daje klasyczne objawy alergii. Według niektórych źródeł na celiakię utajoną może cierpieć nawet 1 na 100 osób (źródło: www.celiakia.pl)

Celiakia nie jest prosta do zdiagnozowania, do tej pory nie ma jednego uniwersalnego badania, które może dać 100% potwierdzenie choroby. Do jej potwierdzenia potrzebne są przynajmniej dwa badania. Dzięki wykonaniu badania genetycznego w pierwszej kolejności można uniknąć biopsji jelita. Badanie genetyczne jako jedyne może wykluczyć chorobę raz na całe życie, z kolei badanie z krwi na przeciwciała i biopsja dają jedynie informację, czy w danym momencie jest się narażonym na aktywność choroby. W pewnych przypadkach badania z krwi mogą wyjść fałszywie ujemne np. przy stosowaniu diety bezglutenowej, w momencie niedoboru IgA czy niedawnym uaktywnieniu się choroby.

Z kolei, jeżeli w badaniu genetycznym stwierdzony zostanie któryś z genów odpowiedzialnych za celiakię, nawet jeżeli aktualnie nie chorujemy, musimy liczyć się z tym ryzykiem w przyszłości.

Kiedy kilka miesięcy temu skontaktowała się ze mną firma TestDNA, zajmująca się badaniami genetycznymi z propozycją przetestowania ich produktu, temat mnie zainteresował i postanowiłam o nim napisać. Wybrałam pakiet „Zdrowe jelita” i sprezentowałam test mojemu mężowi, bo jego częste dolegliwości gastryczne od dawna mnie niepokoiły.

Zestaw, który otrzymujemy z laboratorium TestDNA zawiera dwie wymazówki, sterylne rękawiczki, formularz zlecenia i oświadczenie, kopertę zwrotną oraz instrukcję.

Sam test wykonuje się bardzo łatwo – za pomocą dołączonej do zestawu wymazówki pobieramy wymaz z wewnętrznej części policzka, pocierając go 15-20 razy.  Dla pewności wyniku pobiera się dwie takie próbki. Przed badaniem przez minimum godzinę nie można jeść, pić, palić papierosów, myć zębów i żuć gumy. Ewentualna infekcja, np.  gardła nie jest przeszkodą, nie wpływa na wynik badania.

Pobrany materiał wysyłamy do laboratorium za pośrednictwem kuriera, którego najlepiej zamówić dzień wcześniej na stronie internetowej lub telefonicznie (koszt wliczony w cenę badania). Po kilku dniach w odpowiedzi otrzymujemy wynik badania z pełnym opisem, opinią lekarza, schematem ewentualnej dalszej diagnostyki i zaleceniami dietetyka oraz przykładowym jadłospisem.

W przypadku mojego męża okazało się, że faktycznie – posiada on geny odpowiedzialne za pierwotną nietolerancję laktozy oraz predysponujące go do wystąpienia celiakii. Powinien zatem unikać nabiału lub mocno go ograniczyć, a w wyjątkowych przypadkach – przed jego spożyciem przyjmować preparat z laktazą. Jeżeli chodzi o celiakię, czeka go teraz dalsza diagnostyka, tj. badanie na przeciwciała pozwalające określić czy choroba jest aktywna. Jeżeli nieobecne będą przeciwciała – według zaleceń lekarza, mąż powinien kontrolować je co rok lub przejść na konsultowaną dietę bezglutenową. Jeszcze nie wiem, jak to się u niego potoczy, ale cieszę się, że wykonał ten test teraz, gdy jest czas, aby przeciwdziałać wielu potencjalnym chorobom dietozależnym.

Dla nas informacje z testu genetycznego są cenne z jeszcze jednego względu – geny odpowiadające za nietolerancje są dziedziczne, więc będziemy baczniej przyglądać się diecie naszej córki i w swoim czasie pewnie jej również wykonamy testy w kierunku nietolerancji.

Wiele wskazuje na to, że nietolerancje pokarmowe są i będą niestety coraz powszechniejsze. Może to mieć związek z zanieczyszczeniem środowiska i żywności, spożywaniem żywności przetworzonej oraz z innymi czynnikami, które pogarszają stan naszej mikroflory jelitowej (toksyny,  stres, etc.). Nie chodzi więc o to, aby bezmyślnie podążać za modną dietą bezglutenową czy bezlaktozową, ale o to, by mieć świadomość, że niektóre uważane za wartościowe pokarmy mogą (choć nie muszą) podkopywać nasze zdrowie.

Jeżeli podejrzewacie u siebie którąś z nietolerancji albo chcecie upewnić się, że temat Was nie dotyczy, badanie genetyczne to sensowny krok. Firma TestDNA na hasło „healthandthecity” zaoferowała 20 zł rabatu na pakiet „Zdrowe jelita” (rabat obowiązuje do końca marca 2018).

 

[tekst powstał przy współpracy merytorycznej z laboratorium TestDNA] 

 

 

  • http://swieczek.pl/ Świeczek

    Mam pytanie techniczne najpierw ;) Piszesz pod koniec, że nietolerancje pokarmowe mają związek, najogólniej, ze zmianami środowiskowymi. A jednocześnie większość wpisu jest o tym, że to kwestia genetyczna (tj. osią jest takie badanie). Jak się ma jedno do drugiego? I jeśli to genetyczne, skąd w takim razie nasilenie ostatnio?

    Mam też uwagę. Osobiście robiłam Food Detective, byłam na diecie prawie rok. Żadnych oszałamiających zmian nie odnotowała, poza ogólnym schudnięciem – ale kto nie schudnie po odstawieniu białej mąki? ;) Wszelako, mój lekarz powiedział mi, że te testy są wciąż bardzo słabe, tj. nie wykrywają jakoś dokładnie. Były robione próby typu ten sam pacjent kilka razy – i wychodziły różne rzeczy. I jakkolwiek dieta jest bardzo ważna, jej zbilansowanie i „uzdrowienie” może pomóc, to jestem daleka od radykalnych zmian bez jasnych przesłanek medycznych.

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Nie jestem genetykiem i nie wiem czy to mogło zmieniać się na przestrzeni lat, ale rozumowałabym tak: geny odpowiadają za predyspozycje do danych chorób, a czynniki środowiskowe za to, że częściej chorujemy.
      Ja o testach z krwi też czytałam, że nie są do końca wiarygodne, m.in. dlatego, że w kontakcie z alergenem nie zawsze organizm wytworzy przeciwciała, które są badane, wyniki mogą też być fałszywie ujemne, jak pisałam w tekście. Badanie genetyczne przynajmniej wskazuje czy mamy dane geny, czyli predyspozycje np. do celiakii, czy trzeba szukać jednak gdzie indziej. Też nie jestem za radykalnym cięciem diety ot tak, za dużo jest zmiennych w tej całej układance zdrowia;) Ale dobrze jest wiedzieć, czy szukamy w dobrym kierunku.
      Sama też zastanawiam się nad tym testem Food Detective, ze świadomością że może nic nie wnieść, bardziej z ciekawości. A jakie produkty wyszły Ci w FD? Piszesz, żebie było spektakularnych zmian po ich wyeliminowaniu – a jakie miałaś oczekiwania?

      • http://swieczek.pl/ Świeczek

        Wyszły mi standardy: gluten, mleko i pochodne, jaja, plus parę kwiatów typu czosnek, pistacje, brokuł. Nie pamiętam już wszystkiego. Dieta w najszerszym zakresie miała pomóc na niepłodność, w węższym: na tarczycę i inne takie, na migreny, na metabolizm. Jak pisałam, pomogła trochę na wagę ;)