Dlaczego chorujemy, czyli brakujący element układanki

Dlaczego chorujemy, czyli brakujący element układanki

Pierwszy raz od wielu lat dopadła mnie jakaś paskudna infekcja – i to z siłą dosłownie zwalającą z nóg, jak nigdy w moim przypadku. Najpierw wydało mi się to dziwne: przecież dbam o zdrowie, zwracam dużą uwagę na to, co jem, wspieram odporność organizmu, no i od chyba 2 lat rzeczywiście nie chorowałam!

Potem zrobiłam mały rachunek sumienia z ostatnich dni i cóż… dużo pracy (nie zawsze satysfakcjonującej), kilka zarwanych nocy, parę pominiętych z braku czasu posiłków… W sumie to nie powinnam się dziwić, tylko dziękować mojemu organizmowi, że postanowił przywołać mnie do rozsądku tak szybko.

A może chodzi nie tylko o tych kilka zabieganych dni? Leżąc w łóżku miałam trochę czasu na przemyślenia, którymi chcę się teraz z Wami podzielić.

Zdrowie – wieloelementowa układanka

Kiedy mowa o „dbaniu o zdrowie”, pierwsze skojarzenia (sprawdziłam – nie tylko moje:)) to właściwa dieta, unikanie używek, regularne ćwiczenia i utrzymywanie prawidłowej wagi, badania profilaktyczne. Wiemy, że powinniśmy unikać stresu, wysypiać się regularnie, odpoczywać. Te zdrowe nawyki mogą bardzo poprawić nasze życie. Co prawda tempo, w jakim dzisiaj żyjemy zdecydowanie nam tego wszystkiego nie ułatwia, ale wszyscy wiemy, że lepiej zapobiegać niż leczyć.

Niestety czasem okazuje się, że do pełni zdrowia to nie wystarcza. Bo na zdrowie trzeba patrzeć dużo, dużo szerzej. I to najlepiej jeszcze zanim przypomni nam o tym choroba.

Dziś chcę przekonać Was, że dbając o zdrowie warto przyjrzeć się nie tylko ciału, ale także emocjom, które potrafią całkiem nieźle namieszać – nie tylko w sferze psychicznej, ale także fizycznej, powodując konkretne symptomy.

Zapomniany element: emocje

Czytam teraz świetną książkę Paula Pitchforda „Odżywianie dla zdrowia. Tradycje wschodnie i nowoczesna wiedza o żywieniu” i ta lektura sprawia, że coraz chętniej sięgam po dalekowschodnie wzorce zdrowego stylu życia. Według medycyny chińskiej u podstaw równowagi życia leży Pięć Elementów: Drewno, Ogień, Ziemia, Metal i Woda. Stanowią one budulec ciała i umysłu na poziomie fizycznym, energetycznym i emocjonalno-duchowym. Jednocześnie odpowiadają porom roku i miesiącom, żywiołom, zjawiskom klimatycznym, kolorom, smakom, dźwiękom, i wreszcie – emocjom, częściom ciała i narządom. Można powiedzieć, że chińska teoria Pięciu Elementów w sposób kompleksowy opisuje cały świat, a także cykle i zależności, które zachodzą między poszczególnymi elementami i aspektami całości.

Drewno – odpowiada za wytrwałość i opanowanie (yang), ale też złość, gniew, małostkowość (yin). Te emocje mają swoje odzwierciedlenie w wątrobie i pęcherzyku żółciowym. Jeżeli więc masz problemy z wątrobą, a nie ma to łatwych do zidentyfikowania przyczyn, może twoje ciało odreagowuje w ten sposób gromadzoną przez długi czas złość czy gniew?

Ogień – to radość, szczodrość, miłość, ale też niecierpliwość, sadyzm, lęk. Te emocje koncentrują się w sercu, osierdziu i jelitu cienkim. Może przewlekłe choroby serca na jakimś poziomie łączą się np. z głębokim lękiem?

Ziemia – to troska, stabilność, współczucie i ich przeciwieństwo: zamartwianie się, niepokój. Narządy im przypisane to żołądek, śledziona i trzustka. To można wyjaśnić intuicyjnie: nasz żołądek często pierwszy daje nam znać, że żyjemy w zbyt dużym stresie.

Metal – szczerość, sprawiedliwość, ale też żal, smutek, drażliwość. Ich odbiciem są płuca i jelito grube. To również jestem w stanie łatwo sobie wytłumaczyć: smutek rzeczywiście czasem przygniata aż do tego stopnia, że trudno nam oddychać.

Woda – spokój, odwaga, mądrość oraz strach i lęk. Tym emocjom przypisane są nerki i pęcherz moczowy. Czy też tak macie, że podczas niespokojnych nocy dużo częściej chce Wam się siku? Może coś w tym być.

To wszystko wydaje się trochę egzotyczne i dziwaczne, ale gdy zastanowimy się, ma to głęboki sens: wszyscy jesteśmy elementami tej samej układanki. Nasze zdrowie też się w nią wpisuje, a stanem idealnym jest oczywiście równowaga – nie tylko w sferze fizycznej, ale duchowej, emocjonalnej także.

Z podobnego stosunku do emocji oraz rozpoznawania ich wpływu na nasze zdrowie słynie amerykańska pisarka poradnikowa, Louise L. Hay. Być może znacie jej książkę „Możesz uzdrowić swoje życie”, przetłumaczoną na 30 języków i sprzedaną w 50 milionach egzemplarzy. Przyznam, że kiedy kilka-kilkanaście lat temu moja mama podpowiadała mi: „Zerknij, może dowiesz się, dlaczego ciągle boli cię gardło”, śmiałam się z tych amerykańskich mądrości. Dzisiaj sama czasem zaglądam, żeby zobaczyć, co z tą moją odpornością albo tarczycą;)

Na przykład choroby tarczycy to – według Hay – typowy przypadek u osób, które „nie mogą robić tego, czego pragną, zawsze dając pierwszeństwo innym”. Grypa to z kolei „reakcja na powszechne negatywne nastawienie i przekonania, lęk, wiara w słuszność tego, co statystycznie uznawane”. Dało mi to trochę do myślenia:)

Muszę przyznać, że choć intuicyjnie bardzo wierzę w takie holistyczne spojrzenie na człowieka, wcześniej raczej nie zastanawiałam się nad fizycznymi symptomami, które mogą płynąć z emocji. Jak widać to prawda, że choroba może być naszym nauczycielem:) Za jakiś czas napiszę o moich próbach pracy nad emocjami - bo w tym temacie też trafiłam na wartą uwagi lekturę.

Pozdrawiam ciepło!

 

 

  • Sylwia

    Ateora.Czy moge sie z Toba jakos na priv skontaktowac?Bardzo prosze.Sylwia

  • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

    Osoby, które miałam na myśli z tarczycą akurat nie mają problemów, do kwestii odżywiania podchodzą świadomie, niekoniecznie „mainstreamowo”, sportem się nie eksploatują, są po prostu aktywne. Chociaż to czasem wiele by ulatwiło, nie zawsze wszystko można zrzucić na czynniki fizyczne:) Każdy zresztą szuka swojej własnej równowagi, a emocje też są częścią, którą warto wziąć pod uwagę.

    A co do medycyny chińskiej – jakie masz z nią doświadczenia, rozumiem, że niezbyt pozytywne?

    • Ateora

      Po kontakcie z Chinami nikt mnie nie namówi na cokolwiek chińskiego. Zbyt sobie cenie moje zdrowie aby ryzykować. Ale najlepiej samemu to sprawdzić:-)

      • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

        Ale medycyna chińska to jednak co innego niż kupowanie chińskich produktów;) – chodzi przede wszystkim o kompleksowe podejście do zdrowia, leczenie choroby, a nie objawów.

        • Ateora

          Ciekawe bo w sumie nawet nasi lekarze odebrali „medycynę chińską” jako kolejny produkt jaki nam oferuje ten rejon. Nieźle się ubawiliśmy jak oni sami zaczęli rozszyfrowywać na co dali się naciągnąć, co i tak nie miało prawo działać:-) Co potem oni sami stwierdzili i nawet przeprowadzili całą analizę tego. Też mieli wielkie oczekiwania na leczenie choroby:-) Do dziś do wspominamy:-)
          Każdy wierzy w to co chce wierzyć, byłam i doświadczyłam i na nic chińskiego nie dam się już namówić, zwłaszcza medycynę bo za bardzo cenie własne zdrowię.

          • Dominika

            A możesz napisać konkretnie, co masz na myśli, jakie zabiegi czy sposoby leczenia rzekomo nie działają? Mi i wielu osobom z mojej rodziny na przykład akupunktura pomogła już wiele razy, znam też osobę, której dieta zalecona przez lekarza medycyny chińskiej pomogła uporać się z poważną chorobą układu pokarmowego, z którą normalni lekarze nie radzili sobie przez lata. Myślę więc, że nie masz racji.

  • Ateora

    Dla mnie są 2 podstawowe powody chorób:
    1. Brak wartości odżywczych, minerałów, witamin.
    2. Nadmiar toksyn w organiźmie.
    I każdy ma swój rebus do rozwiązania czego brakuje w organiźmie, i jakie toksyny atakują jego organizm:-) Radzenie sobie z emocjami jest funkcją fizycznego stanu zdrowia. Jeśli będziemy mieć zdrowy organizm to poradzimy sobie z każdym silnym stresem:-) A jak organizm szwankuje to mały powiew wiatru będzie dla nas wielkim tornadem:-)

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Z pewnością dużo w tym racji, w końcu „w zdrowym ciele zdrowy duch”, ale myślę, że nie zawsze tak jest i czasem to emocje mogą być pierwotną przyczyną tego, że organizm szwankuje. Pracować nad nimi nie jest łatwo, ale jeżeli chcemy cieszyć się pełnią zdrowia warto im się przyjrzeć, czy raczej – przyglądać na bieżąco. Chociaż nie mam na to dowodów naukowych, moja intuicja podpowiada mi, że to może być równie dobra inwestycja co dobre odżywianie czy sport:)

      • Ateora

        Z mojej wiedzy wynika, że na nasze zdrowie ogromny wpływ ma nasza flora bakteryjna. Po przeanalizowaniu wielu materiałów zaczęłam się zastanawiać czy zachowanie człowieka odzwierciedla nasz charakter czy też naszą florę bakteryjną;-) Dla przykładu, szczurom agresywnym przeszczepiono florę bakteryjną szczurów spokojnych. A szczurom spokojnym przeszczepiono florę bakteryjną szczurów agresywnych. Efekt był tego taki że szczury agresywne stały się spokojne, a spokojne stały się agresywne. Bez właściwego odżywiania flory bakteryjnej nie będzie zdrowia, nawet jeśli umiemy dobrze nazwać nasze emocje czy uczucia. A jak wiemy sport również potrafi zmienić na niekorzyść naszą florę bakteryjną:-( Złe bakterie produkują substancje dla nas szkodliwe, które negatywnie wpływają na nasz organizm i potrafi nas truć latami. I to często w sposób dla nas niewidoczny.
        Albo takie zatrucie rtęcią (puszki rybne, amalgamat) potrafi negatywnie wpłynąć na nasze emocje doprowadzając człowieka do stanów „samonakręcania się” i wielu wielu innych.
        Emocje, uczucia to też często skutek szwankowania organizmu. Duży nacisk kładzie się na „radzenie sobie z uczuciami” ale zupełnie pomija się wpływ odżywiania na nasze zdrowie. Dla przykładu brak tłuszczy zwierzęcych w diecie może spowodować depresje. Znam wiele osób, które od lekarza usłyszały „kształtujemy charakter” a nie żeby wprowadzić zdrowe tłuszcze do menu.
        Nie masz wrażenia, że po prostu w tym wszystkim brakuje równowagi?

        • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

          A tu się w pełni zgodzę, równowaga to słowo-klucz w zasadzie do wszystkiego:) Bez sensu jest leczyć jeden wąski wycinek, pomijając i zaniedbując pozostałe. Sporo się ostatnio mówi o diecie i suplementacji (chociażby witaminą D) przy depresji – a mam podstawy twierdzić, że dla wielu osób wizyta u lekarza i tak skończy się na rozwiązaniu najszybszym, czyli przepisaniu antydepresantów. Ewentualnie – wysłaniu na psychoterapię. Ale tak już jest: kompleksowych, rzeczywiście naprawiających zdrowie rozwiązań musimy szukać sami, to nasza odpowiedzialność. I emocje to też ten obszar, w którym sami musimy pilnować równowagi. Czasem problemy w tej sferze można pewnie „zrzucić” na jakieś fizykochemiczne nierównowagi w naszym organizmie, tak jak piszesz. Ale czasem stan emocjonalny, w którym tkwimy czy nasze relacje z otoczeniem same w sobie wymagają uwagi i naprawy. Jeżeli jeszcze nie widziałaś, polecam film podsumowujący badanie najdłużej żyjących społeczeństw – ich zdrowie nie zależy tylko od diety i innych fizycznych czynników, ale też np. relacji społecznych: http://healthandthecity.pl/przezyc-100-zdrowych/

          A flora bakteryjna to bardzo ciekawy temat w kontekście zdrowia, odporności i tak w ogóle – dobrego samopoczucia. Dzięki za podrzucenie ciekawych jak zwykle wątków – nie znałam tego badania ze szczurami, daje do myślenia:)

          Pozdrawiam!

          • Ateora

            Czytałam o Hunzach, gdzie też zwracano uwagę na wpływ funkcjonowania w społeczeństwie na ich długości życie czyli 100-150lat. Wiele pracy wykonuje się tam w grupie, wspólnie. I działo się to nie tak dawno temu bo jeszcze w latach 1960. Ale jak do wioski przybyła biała mąką i biały cukier to życie ludzi się skróciło do 60:-( Tylko, że dla mnie jest różnica pomiędzy funkcjonowaniem w społeczeństwie a pracą nad emocjami.

            Suplementacja witaminą D – co raz więcej jest głosów, że witamina D to nie witamina a steryd, i są pracę, które wykazują, że jeśli zaczynamy syplementować to blokujemy własne jej wytwarzanie. Jest wiele przypadków chorobowych (czytałam o chronicznym zmęczeniu, migrenie) kiedy to pacjent szybciej zdrowieje gdy zasłoni okno i zablokuje wytwarzanie witaminy D. Są tez prace, który wykazują że przy chorobie autoimmunologicznej suplementacja wit D moze wywolac efekt immunosupresji i zaburzyć funkcje odpornościowe. I bardzo dużo wśrod samych lekarzy mówi się o zyskach finansowych dla laboratoriów badawczych za badania poziomu witaminy D (płaci się za odczynniki) i o zyskach farmacji ze sprzedaży wit. D. Obowiązujące normy wit. D wzięły się z uznania a nie na podstawie badań:-( Ostatnio słyszałam o podziale rynku: do 60tki sugeruje się suplementację w tabletce a po 60tce sugeruje krem z witaminą D.

            Juz nawet Jedrzej Śniadecki pisał, że jak tylko to mozliwe to wystawiac dzieci na słońce i że to zapobiega krzywicy.Na początku zeszłego wieku pediatra Raczyński przeprowadził badania: 2 szczeniaki od tej samej matki karmione jej mlekiem tylko jeden szczeniak siedział w zamkniętej klatce, a drugi od rana do wieczora przebywał na słońcu. Po 6 tygodniach psy zabito, a ich tkanki zbadano na zawartość: wapnia, fosforu, magnezu, chloru i zelaza. Zawartosc wapnia, magnezu, fosforu w tkankach psa naswietlonego była znacznie większa niż u psa z klatki.

            Ale czy przyjmowanie syntetycznego produktu wpływa tak samo? Na szczęście nikt nie opatentował ekspozycji na słońce więc pewnie dlatego nie jest reklamowana.

            3/4 naszej odporności jest w jelitach, jeśli nawet jesteśmy przeziębieni to i tak jelita są powiązane z chorobą. Ale czy kiedykolwiek lekarz zapytał się chorego pacjenta czym odzywia swoja flore bakteryjna? Depresję wykryto u 67% pacjentów z nieleczoną celiakią (Addolorato, et. al. 2004) ale czy lekarze to sprawdzą choć bywają objawy fizyczne typu biegunka? Zbyt duże stężenie insuliny i leptyny powodują nadmierną aktywację układu wspólczulnego i mogą bez problemu sprowokować stan pobudzenia i wyczerpującego lęku. A tych przypadków jest dużo więcej i maja wspólny mianownik: odzywianie.

            Lekarze dużo mówią o stresie mając na uwadze nasze wewnętrzne emocje. A dla organizmu stresorami są: cukier, skrobia, gluten alkohol, metale ciężkie, zywnosc modyfikowana genetycznie, zanieczyszczenia i nie da się tego pokonać żadną psychoterapią ani lekiem na receptę który miewa jeszcze więcej toksyn.

            Znam przypadki, kiedy to lekarz przepisuje antydepresanty na zgagę, ból brzuch, biegunkę czy zaparcia. I przepisuje leki które pogłębiają ból brzucha, zaparcia i inne kłopoty gastrologiczne, i w opisie leku wyraźnie jest to napisane.

            Mi w tym wszystkim jednak brakuje równowagi bo zbyt dużo przypisuje się emocjom a za mało uwagi przywiązuje się temu jak odżywianie wpływa na nasze zdrowie psychoficzyne:-)
            Pozdrawiam :-)

          • Ateora

            Taki klasyczny przykład wpływu jedzenia na emocje występuje u cukrzyków. Skoki cukru wystepujace na przykład po zjedzeniu kanapki moga spowodować agresję, na którą sam cukrzyk nie ma większego wpływu. Takie osoby są często kłótliwe, agresywne itd. Ponieważ trafiła się kiedyś taka osoba w otoczeniu to zapoznałam się nawet z pracami psychologów pracujących z takimi osobami. Bez zmiany odżywiania trudno jest opanować takie napady nawet z psychologiem. Dla otoczenia taka osoba to koszmar. Bo tak naprawdę niewiele można zrobić zwłaszcza jeśli jesteśmy tylko w kontaktach oficjalnych. Może jak jest to ktoś bliski to można z nim porozmawiać o zmianie odżywiania a jak jest to obca osoba i sama nie szuka pomocy to jest to trudne. W każdym razie nikomu nie życzę takiej osoby w otoczeniu:-)
            Pozdrawiam :-)

          • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

            Kolejne wartościowe wątki, dzięki! Muszę sprawdzić szczególnie to, co napisałaś o wit. D, bo sama od jakiegoś czasu ją suplementuję. Jeżeli znajdziesz czas na podesłanie źródeł, na których bazujesz, będę bardzo wdzięczna, a innym może też się przydadzą.

            Co do głównego wątku – myślę, że to hasło „praca nad emocjami” jest trochę nadużywane i wypaczane, zrobiła się po prostu moda na samorozwój i „pracę nad sobą”, ale ten kierunek myślenia w kontekście całego zdrowia naprawdę jest wg mnie po prostu logiczny, bo jesteśmy jednym wielkim systemem. Pełna zgoda, że toksyczne jedzenie i inne fizyczne stresory (jak brak snu) mogą powodować wiele problemów natury psychicznej. Będę upierać się jednak przy stwierdzeniu, że nie zawsze w nich leży źródło:)
            Ja osobiście znam ludzi, którzy bardzo dbają o swoje zdrowie, zdrowo się odżywiają, ćwiczą – a jednocześnie żywią dużo urazy do różnych ludzi z przeszłości, kłócą się z partnerem, frustrują w pracy, zamartwiają o przyszłość (ja też mam taką tendencję i wiem, jakie to wyniszczające). To podkopuje ich zdrowie, o które – paradoksalnie – tak bardzo walczą.
            Za to cenię medycynę chińską: że każe nam szukać zależności bardzo szeroko, również wewnątrz siebie.

    • noname.

      a kiedy ja nie wiem, co mi dolega, przeszłam wszystkich lekarzy i nie umiem się podnieść? odcięłam się od stresu i nie pomogło? :((