Dieta św. Hildegardy – czy i kiedy to ma sens?

Dieta św. Hildegardy – czy i kiedy to ma sens?

Od kilku lat poszukuję optymalnego modelu odżywiania, który spełniałby kilka istotnych dla mnie kryteriów: pozytywny wpływ na zdrowie całego organizmu oraz samopoczucie, łatwość utrzymywania stabilnej wagi, dopasowanie do moich osobistych preferencji smakowych, a najlepiej też – bazowanie na dostępnych, lokalnych produktach. Od jakiegoś czasu nie szukam już cudownej diety-”gotowca”, bo wierzę, że każdy organizm ma swoje własne uwarunkowania i potrzeby, zmieniające się na dodatek w czasie. Cały czas jestem jednak otwarta na różne teorie dotyczące odżywiania, szukam różnych inspiracji i korzystam z tych elementów, które z jakichś przyczyn do mnie przemawiają:)

Kiedyś wspomniałam już, że zainteresowała mnie dieta św. Hildegardy. W końcu udało mi się zebrać w jeden tekst to, czego się dowiedziałam podczas moich poszukiwań oraz moje prywatne wnioski. Na końcu polecę Wam też kilka źródeł, z których możecie dowiedzieć się więcej, jeżeli temat Was zainteresuje.

Podstawy i główne założenia diety św. Hildegardy

Hildegarda z Bingen to średniowieczna niemiecka benedyktynka, mistyczka i uzdrowicielka, uznawana przez kościół katolicki za świętą. Za Wikipedią: „od trzeciego roku życia regularnie miewała wizje, podczas których komunikowała się z Bogiem (…), w wieku 42 lat zaczęła głośno mówić o swoich nadzwyczajnych zdolnościach”. To właśnie jej wizje oraz cztery obszary, które się z nich wyłaniają: boski, kosmiczny, cielesny i duchowy, są podstawą jej holistycznego podejścia do leczenia. Jak pisze jeden z wieloletnich badaczy medycyny św. Hildegardy, dr Wighard Strehlow, „w odróżnieniu od medycyny akademickiej z jej patologią komórkową, Hildegarda znała medycynę humoralną, czyli naukę o czterech sokach. (…) Z czterech różnych elementów powstają cztery rodzaje soków: 1. sucha flegma z ciepła ognia, 2. wilgotna flegma z wilgoci powietrza, 3. spieniona flegma z rozrzedzonej krwi, 4. letnia flegma z ziemistego ciała”. Na skutek złego stylu życia, w ciele człowieka powstają „złe soki” (mali humores). Dodajmy do tego toksyny będące pozostałością chorób, zakażeń bakteryjnych, wirusowych oraz drożdżakowych (infirmi humores) oraz czynniki zewnętrzne, jak zanieczyszczenie środowiska (noxi humores) – i mamy gotową teorię chorób według Hildegardy.

To wszystko brzmi trochę dziwnie i mało wiarygodnie, prawda? Tak to już chyba jest w dzisiejszych czasach: chcemy przede wszystkim szybkiej i „łatwostrawnej” informacji, dlatego zalecenia Hildegardy w oryginalnym przekazie mogą być trudne do przełknięcia. Powiem Wam szczerze, że ja też od początku miałam mieszane uczucia. Z jednej strony: w końcu teoria dietetyczna, która dotyczy bliskich nam geograficznie terenów (Niemcy), czyli możemy mówić o lokalnych, dostępnych na naszych ziemiach produktach, do których trawienia jesteśmy przystosowani. Z drugiej strony: wizje, religijne wątki wplecione w niemal każdy aspekt tej diety, ogromne znaczenie duchowości – to tworzy dosyć ciężki do przetrawienia, choć ciekawy, temat.

Tak naprawdę zalecenia świętej można jednak skondensować do paru reguł, które nie brzmią już tak metafizycznie. Tak pisze o tym dr Alfreda Walkowska, która propaguje dietę św. Hildegardy w Polsce:

Program zdrowia Hildegardy opiera się na sześciu tzw. złotych regułach życia:

1. Właściwie jeść i pić. (u Hildegardy produkty lecznicze to przede wszystkim orkisz, kasztany jadalne i koper włoski, ogromne znaczenie funkcjonalne mają także zioła i przyprawy)

2. Czerpać energię życiową z czterech żywiołów świata. (ja rozumiem przez to głównie kontakt z naturą)

3. Przestrzegać rozsądnej równowagi między ruchem i spokojem, czyli pracą i odpoczynkiem. 

4. Ondaleźć naturalny rytm snu i czuwania jako równoważących się sił. 

5. Praktykować sztukę wydalania soków powodujących choroby. (oczyszczanie organizmu, posty)

6. Podtrzymywać uzdrawiające siły duchowe. (według mnie może to być okazywanie miłości, pomoc innym, modlitwa, medytacja albo inne formy rozwoju duchowego)

To, co zaskoczyło mnie w programie św. Hildegardy, to wiele podobieństw do systemów medycyny wschodniej - to samo kompleksowe spojrzenie na organizm człowieka, leczenie poprzez jedzenie (choć inne – co logiczne biorąc pod uwagę szerokości geograficzne). Nawet hildegardowe „soki” to odpowiednik ajurwedyjskiej amy (wspominałam już o tej koncepcji tutaj).

Główny wniosek dla mnie jest jeden. Program zdrowia św. Hildegardy to jedna z wielu koncepcji, która zwraca uwagę na te same, ważne sprawy: jakość pożywienia, dopasowywanie diety do indywidualnych potrzeb organizmu, szukanie równowagi we wszystkich aspektach życia, praktyka oczyszczania, duży nacisk na psychikę i rozwój duchowy. Mówiąc krótko: „coś w tym jest” – ale tak samo w przypadku innych teorii – możemy wziąć z tego dla siebie tyle, ile potrzebujemy i ile podpowiada nam nasza własna intuicja.

 

Na które elementy medycyny św. Hildegardy ja zwróciłam uwagę?


+ Orkisz jako podstawa odżywiania – to mnie nie przekonuje, daleko mi do propagowania zbóż jako superżywności. Ale spojrzałam na orkisz łaskawszym okiem głównie ze względu na stosunkowo wysoką zawartość białka (w porównaniu do żyta), dużą zawartość minerałów i składnik o nazwie rodanid, który podobno wzmacnia system odpornościowy. Na pewno jest to dobra alternatywa do zwykłej, oczyszczonej pszenicy.
W tym miejscu muszę jednak wspomnieć, że orkisz – jak inne zboża glutenowe – może być problematyczny w przypadku osób z chorobami autoimmunologicznymi. Sporo się mówi o fatalnej jakości pszenicy, a orkisz może być nią zanieczyszczony, dobrze jest więc wybierać produkty z dobrego źródła, ekologiczne

+ Przypomnienie o cennych właściwościach kasztanów jadalnych (bezglutenowe źródło energii, z dużą zawartością błonnika, bogate w potas, magnes i wapń, a więc idealny produkt dla osób aktywnych), kopru włoskiego (wspomaga trawienie, zapobiega wzdęciom, zawiera cenne olejki eteryczne, witaminy i minerały) oraz ogromnej leczniczej mocy ziół.

+ Bazowanie na dostępnych lokalnie zbożach, warzywach, owocach i ziołach – właściwie to dlatego zainteresowałam się dietą św. Hildegardy i uważam to chyba za najważniejszy argument na rzecz tego kierunku odżywiania w porównaniu np. do zaleceń ajurwedy (patrz też: nasza akcja Nic nowego – polskie superjedzenie).

+ Regularny detoks organizmu – nie tylko poprzez dietę, ale też okresowe posty, czyszczenie języka oraz płukanie ust wodą i nosa (znacie to skądś?), masaże na sucho, kąpiele. Wyższą szkołą jazdy jest też polecany przez Hildegardę upust krwi – dziś stosuje się go rzadko, np. w przypadku nadciśnienia tętniczego czy nadkrwistości (źródło: tutaj).

+ Zwrócenie uwagi na aspekt duchowy, szukanie nie tyko fizykochemicznej (choćby przez sport i sen), ale też psychicznej równowagi organizmu. Myślę, że wielu z nas ciągle nie docenia znaczenia albo nie potrafi zrobić porządku w tej sferze życia.

To co uważam za minusy to przede wszystkim: zbyt duża ilość zboża (glutenu) w codziennej diecie, relatywnie mała ilość białka, niewielkie urozmaicenie diety (wystarczy spojrzeć na modelowe, rekomendowane jadłospisy), mało praktyczne i mało nowoczesne podejście do gotowania (wiele potraw polecanych w diecie św. Hildegardy gotuje się długo, nie ma zbyt dużo miejsca na kulinarne eksperymenty).

Niestety nie mogę też oprzeć się wrażeniu, że dieta św. Hildegardy to dziś po prostu sposób na biznes, taki sam jak każda inna lansowana teoria dietetyczna, o której pisze się książki, tworzy się sklepy internetowe z produktami do niej dopasowanymi, etc. Generalnie nie mam nic przeciwko robieniu biznesu – ale kiedy zarabianie pieniędzy miesza się z wiarą czy religią, staję się wyjątkowo krytyczna;)

Moje wnioski

Dieta św Hildegardy jako długookresowy sposób odżywiania mnie nie przekonuje, chociaż można znaleźć w niej trochę wartościowych inspiracji. Myślę jednak, że część ludzi może czerpać korzyści z przejścia na taką dietę na jakiś czas. Mam na myśli głównie osoby, które borykają się z różnymi przewlekłymi chorobami, a których sposób odżywiania i styl życia jest, delikatnie mówiąc, niezbyt zdrowy. Podobnie jak wegetarianizm, niektórym może taka zmiana nawyków żywieniowych wyjść na dobre (w takim wypadku zresztą prawie każda w miarę rozsądna dieta będzie korzystna). Myślę też, że krótko stosowana dieta orkiszowa może być czymś w stylu delikatnej diety oszczyczającej, szczególnie korzystnej w przypadku osób, które na co dzień jadają sporo mięsa, nabiału, tłuszczu.

Dla osób wierzących i praktykujących dieta św. Hildegardy może być cennym wsparciem, nie tylko w kontekście leczenia chorób, ale też radzenia sobie ze stresem, rozwoju duchowego, etc. Szczególnie u osób starszych, którym hasło „zdrowy styl życia” mówi tyle co nic, taka motywacja do zmian w sposobie odżywiania i myślenia, płynąca z aspektu religijnego, może być nieoceniona.

Ale generalnie oceniając dietę orkiszową, muszę powtórzyć ten banał: nie ma czegoś takiego jak jedyna idealna dieta. To, że mamy dziś dostęp do ogromnej ilości informacji i mądrości właściwie z całego świata, może być zarówno wielką zaletą, jak i przyczyną niepotrzebnego „miotania się” od jednej diety do drugiej. Według mnie najlepsze, co możemy zrobić to wybierać z tego gąszczu poleceń, zaleceń i teorii te, które po prostu są nam bliskie i zgodne z naszą intuicją.

U mnie po tym „spotkaniu” ze św. Hildegardą coś na pewno zostało: pomysł na fajne orkiszowe śniadanie (przepis już wkrótce), większa sympatia do fenkułu, garść wiedzy o ziołolecznictwie. I nikt nie zabroni mi przecież połączyć tego z dietą o większym spożyciem mięsa czy jaj i moimi dalszymi kulinarnymi poszukiwaniami:)

Książki i warsztaty dla zainteresowanych tematem

Na koniec, zgodnie z obietnicą, źródła informacji o medycynie św. Hildegardy, z którymi, poza typowymi artykułami w sieci, miałam okazję się zapoznać:

1. „Powrót do harmonii. Program zdrowia wg św. Hildegardy z Bingen” Alfredy Walkowskiej – zwięźle wyjaśnia zasady diety orkiszkowej, postu hildegardowskiego  i innych zaleceń, opisuje działanie poszczególnych pokarmów, zawiera trochę ciekawych przepisów

2. „Program zdrowia św. Hildegardy z Bingen. Dawne lekarstwa na współczesne choroby” Wigharda Strehlowa – nieco trudniejsza w przekazie, jeżeli chodzi o podstawy i założenia diety św. Hildegardy, mam wrażenie, że mniej dopasowana do dzisiejszych realiów niż książka Walkowskiej, ale też  bogatsza w wiedzę i przepisy bazujące na produktach żywnościowych, z przykładowymi jadłospisami dopasowanymi do różnych chorób

3. Poszukując informacji o diecie orkiszowej natknęłam się także na warsztaty i rekolekcje z postem św. Hildegardy prowadzone w klasztorze benedyktynów w Tyńcu. Chociaż sama się na to nie zdecydowałam, wizja takiego wyjazdu wydaje mi się całkiem kusząca. Zresztą, podobno „zaszycie się w klasztorze” na parę dni czy tygodni zrobiło się ostatnio modne – co jakoś w ogóle mnie nie dziwi, bo chyba coraz bardziej tęsknimy za takim pełnym prostoty, spokojniejszym życiem.

I na koniec – jak zawsze – zapraszam do dyskusji: co o zaleceniach Hildegardy sądzicie Wy?

 

  • dzozef

    autorce ,watpiacej polecam pobyt an poscie sw.Hildegardy i wiecej wiary……

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Dziękuję ;)

  • basia

    Jestem na diecie śwH od 2 lat i właśnie wczoraj lekarze oznajmili mi że wygrałam z chorobą nowotworową,z którą zmagam się od 3 lat.nie było łatwo rak jajnika z przerzutami nie dawali szans.A JEDNAk SiĘ DA!!!

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Takie głosy jak Twój podbudowują wiarę, że warto szukać dla siebie własnej drogi żywieniowej i nie szczędzić przy tym wysiłków, szczególnie jeżeli zmagamy się z chorobą. Gratuluję Ci konsekwencji i wspaniałego sukcesu! Ciepło pozdrawiam:)

  • http://swieczek.wordpress.com/ Świeczek

    „Wszystko z rozsądkiem” powinno stać się chyba dewizą Twojego bloga ;)

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Prawda?:) To jest takie proste, a takie trudne czasami;)
      ps. Wiem, że Ciebie też zainteresowała ta dieta Hildegardy – jaka jest Twoja opinia na jej temat?

      • http://swieczek.wordpress.com/ Świeczek

        Taka właśnie jak Twója – iż można coś zaczerpnąc lub się zainspirować, ale nic nie jest i nie będzie magicznym, uniwersalnym rozwiązaniem.

        • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

          Popieram w 100% :)