Inspiracje urodowe z książki „Twarzą na wschód”

Inspiracje urodowe z książki „Twarzą na wschód”

Chociaż jestem zwolenniczką diety opartej o nasze rodzime produkty, myślę, że tradycyjna medycyna chińska nie bez przyczyny zdobywa tak wielu zwolenników z zachodniego świata. To dlatego, że patrzy na człowieka kompleksowo, szukając zależności między stanem zdrowia a dietą, aktywnością fizyczną czy higieną psychiczną. Wygląd naszej skóry, włosów, paznokci czy zębów, a jakże, również zależy od tych wszystkich czynników i nie zadbamy o nie prawdziwie bez zwrócenia uwagi na nie wszystkie.

W dzisiejszym wpisie podrzucam Wam garść inspiracji urodowych z niedawno wydanej przez Galaktykę książki „Twarzą na wschód” autorstwa chińskiego lekarza oraz amerykańskiej propagatorki wellness. Ta współpraca przyniosła całkiem ciekawy, łatwostrawny dla zachodniego czytelnika efekt.

Podtytuł książki brzmi: „Poczuj się lepiej, wyglądaj młodziej i ciesz się zdrowiem”. I rzeczywiście znajdziemy w niej szereg konkretnych, chociaż być może nieco zaskakujących, porad, jak zadbać o nasze ciało.

Wschodnie sposoby na piękne włosy i cerę

Zacznijmy od tego, że wg medycyny chińskiej na każdy aspekt naszego życia mają wpływ poszczególne organy wewnętrzne. Serce na przykład odpowiada za cerę, nerki za włosy,  wątroba – za oczy, itd. Organizm człowieka funkcjonuje więc (i wygląda) dobrze, jeżeli dbamy o siebie kompleksowo – to chyba najważniejsze przesłanie ajurwedy.

Dużo zależy też od aktualnej pory roku – inne czynności, pożywienie i rodzaj aktywności polecane są latem, a inne podczas chłodnych czy wilgotnych dni.

Poniżej znajdziecie wybrane, co ciekawsze zalecenia dotyczące pielęgnacji włosów i cery.

Włosy


Pożywienie, które pozwala wzmocnić włosy:

  • zboża
  • gotowane ciemnozielone warzywa lisciaste
  • grzyby (lesne, shitake)
  • czarna soja
  • czarny sezam
  • orzechy wloskie, kasztany
  • ciemne owoce

Zimą powinniśmy jeść potrawy słone, np. sos sojowy, ryby, krewetki i glony morskie, sól morską.

Polecane zioła to żen-szeń i korzeń remanii.

Wskazane przez ajurwedę czynności, które poprawią wygląd włosów:

  • masaż nerek rano i wieczorem po 15 min, rozgrzanymi dłoniami
  • codzienne szczotkowanie włosów od cebulek aż po końce, 100 razy
  • jeżeli włosy wypadają, można masować skórę głowy cienkimi plastrami świeżego imbiru, codziennie przez 10-15 minut
  • kolor wspierający nerki to czarny, włosy po umyciu należy więc owijać czarnym ręcznikiem
  • celowe połykanie śliny, która działa dobroczynnie na nerki dzięki zawartości substancji o działaniu przeciwbakteryjnym, enzymów i przeciwciał

Cera


Pożywienie korzystne dla wyglądu cery:

  • boćwina, cykoria, rzeżucha
  • karczochy, szparagi
  • grejpfruty, rabarbar
  • buraki, pomidory, rzodkiewka i czerwona papryka
  • gorzkie smaki: ocet, szafran i kurkuma, seler
  • ziemnozielone warzywa, tj. rukola, jarmuż, szpinak

Zalecane jest ograniczenie ostrych i pikantnych pokarmów latem, a używanie ich zimą.

Różne wskazane czynności dla promiennej cery:

  • przemywanie twarzy zieloną herbatą
  • noszenie ubrań z oddychających materiałów, dla wzmocnienia energii serca latem – w kolorach delikatnego różu i pąsu, w pozostałych porach roku – w kolorach rubinu i szkarłatu
  • twórczość artystyczna, np. rękodzieło, granie na instrumentach, śpiew

Zapachy, którymi dobrze się otaczać:

  • rumianek
  • lawenda
  • drzewo sandałowe
  • ylang-ylang

Ciekawa jestwm co sądzicie o tych metodach:) Dla niektórych z Was przynajmniej część z nich brzmi co najmniej dziwnie, ale myślę, że czasem warto zainspirować się czymś zupełnie innym, egzotycznym. Medycyna chińska ma takich wskazówek całe mnóstwo i bez problemu można znaleźć literaturę na ten temat. Zainteresowanym obok książki „Twarzą na wschód” polecam też Odżywianie dla zdrowia, o którym już kiedyś wspominałam.

Ps. W książce znalazłam też nową inspirację kulinarną – congee, czyli ryżową zupę, która polecana jest dla zdrowia i urody. Polecane przepisy zawierają egzotyczne, trudno dostępne składniki, np. nasiona lotosu albo owoce głożyny, ale testuję inne wariacje na temat tej potrawy i myślę, że wkrótce będę mogła podzielić się przepisem:)

 

 

 

 

 

4 genialne naturalne płukanki do włosów

4 genialne naturalne płukanki do włosów

Po zimie nasze włosy zazwyczaj wymagają solidnej regeneracji. Nie muszą to być wcale kosztowne zabiegi fryzjerskie – według mnie dużo lepiej (i taniej) postawić na zwykłe podcięcie suchych końcówek i naturalne płukanki do włosów.

Przygotujemy je bez problemu w domu ze składników, które kosztują grosze albo… właśnie zaczynają rosnąć na łąkach:) Zachwyca mnie to, że takie proste, pospolite rośliny czy produkty potrafią być tak skuteczne.

Moje ulubione naturalne płukanki do włosów


1. Płukanka z pokrzywy

Młoda pokrzywa już jest i ma do zaoferowania niezły zastrzyk witamin i mikroelementów. Już samo picie herbaty z pokrzywy ma bardzo dobry wpływ na włosy (i cały organizm), ale jeżeli chcecie wzmocnić to działanie, przygotujcie płukankę. Wystarczy zaparzyć szklankę pokrzywy (świeżej lub suszonej) i w przestudzonym naparze płukać włosy po umyciu. Taka kuracja stosowana przez jakieś 2-3 tygodnie wzmocni włosy, ograniczy ich wypadanie i przetłuszczanie.

2. Płukanka z rumianku

Zalewamy 2 łyżki rumianku wrzącą wodą, odstawiamy do przestygnięcia i odcedzamy. Takim naparem płuczemy włosy po umyciu. Rumianek polecany jest zwykle do jasnych włosów, ale ja do moich ciemnobrązowych też go stosuję i lubię ten efekt miękkich, jakby lekko rudawych włosów.

3. Płukanka z octu jabłkowego

Ocet jabłkowy zamyka łuski włosów i sprawia, że stają się gładkie i błyszczące. Wystarczy po umyciu głowy spłukać włosy chłodną wodą z dodatkiem łyżki octu jabłkowego, najlepiej takiego domowego lub ekologicznego.

4. Płukanka z siemienia lnianego

Siemię lniane jest genialne do przesuszonych włosów – a moje kręcone taką właśnie mają tendencję. 1-2 łyżki ziaren siemienia lnianego zalewamy szklanką wody i gotujemy przez ok. 10 minut, schładzamy i płuczemy tym włosy.

Każda z tych płukanek poprawia kondycję włosów niemal natychmiast, ale najlepsze efekty osiągniemy stosując taką kurację regularnie przez kilka tygodni, po każdym myciu włosów lub 1-2 razy tygodniu.

 

Ciekawa jestem Waszych sposobów na regenerację włosów po zimie, – zapraszam do dzielenia się nimi w komentarzach!

 

 

Zdrowe i z Polski – najlepsze polskie produkty roku 2016

Zdrowe i z Polski – najlepsze polskie produkty roku 2016

W ubiegłym roku opublikowałam mój pierwszy ranking zdrowych polskich produktów, który do tej pory cieszy się dużą popularnością wśród wpisów na blogu. Miło mi, bo mogę w ten sposób promować dwie ważne dla mnie sprawy – zdrowy styl życia i konsumencki patriotyzm.

Czas na podsumowanie roku 2016 i przegląd moich ulubionych zdrowych produktów i marek z polskim kapitałem. Postaram się nie powielać produktów z ubiegłego roku (chyba, że coś jest dla mnie absolutnym hitem) – w ten sposób powstawać będzie coraz większa lista polskich perełek, na które warto zwrócić uwagę.

Kategoria 1. Żywność


bioplanet-kuskus-razowy1. BioPlanet kuskus razowy
odkąd w końcu znalazłam ją w wersji razowej, ta ekspresowa w przygotowaniu, pożywna kaszka często gości u mnie w kuchni


maslo-klarovane-mlekovita2. Mlekovita masło klarowane 
masło klarowane (ghee) to jeden z lepszych tłuszczów do smażenia, a to od Mlekovity jest wydajne, łatwo dostępne (znajdziecie je nawet w Biedronce) i w świetnej cenie porównując do produktów z eko sklepów


zuravital-sok-zurawinowy3. Oleofarm ŻuraVital – 100& sok żurawinowy
niezastąpiony przy naturalnym leczeniu infekcji dróg moczowych, szczególnie poza sezonem, gdy nie sposób kupić owoców żurawiny bez cukru


piatnica-jogurt-naturalny4. Piątnica jogurt naturalny
bez mleka w proszku i białek mleka, według mnie jeden z lepszych jogurtów dostępnych w szerokiej sprzedaży


marwit-swiezy-mix5. Marwit Świeży Mix
mix owoców oraz warzyw w kilku wersjach – wreszcie ktoś pomyślał o ludziach zabieganych, którzy potrzebują szybkiej, ale zdrowej przekąski


krem-warszawski6. Baton Warszawski Krem Warszawski
zdrowa alternatywa dla nutelli – bez cukru, za to z dużą zawartością kokosa i orzechów laskowych, pyyycha


chalwa-zurawinowa7.  GJ-Gaca chałwa lniana żurawinowa
świetna, energetyczna przekąska z dobrym naturalnym składem


surovital-czekolada8. SuroVital czekolada gorzka
doskonałej jakości surowa czekolada od polskiego producenta, dodatkowy plus za design opakowań


basia-basia-tahini

9.  Alpi Basia Basia pasta tahini
miło jest kupić taki produkt od polskiego producenta (jeszcze niedawno graniczyło to z cudem), tym bardziej, że zarówno jakość, jak i cena są bardzo dobre


wojcieszowianka-woda-w-szklanej-butelce10. Wojcieszowianka woda gazowana w szklanych butelkach
idealna na lato – nie znalazłam tego produktu w internecie, ale my w osiedlowym sklepie kupujemy tę wodę w skrzynkach, w butelkach jak dawna oranżada w cenie poniżej 1 zł

 

Kategoria 2. Kosmetyki


makre-me-bio-krem1. Make Me Bio Garden Roses krem nawilżający do cery suchej i wrażliwej
jeden z lepszych kremów na noc, jakie miałam okazję stosować - w składzie kilka cennych olejów i hydrolaty z róży damasceńskiej i geranium, które pielęgnują cerę naczynkową


ava-aktywator-mlodosci-retinol2. Ava Aktywator Młodości Hydranov
retinol z witaminami C, E, F

coś dla dojrzałej cery – tych produktów używa moja mama i bardzo sobie je chwali


nacomi-mydlo-czarnenacomi-shea3. Nacomi masło shea i mydło czarne
o zaletach naturalnego masła shea mogłabym napisać osobny artykuł, podobnie jak o savon noir, które działa jak peeling enzymatyczny – cieszę się, że można znaleźć je w ofercie polskiej firmy


celestin-sol-do-kapieli4. Celestine sól do kąpieli
wymarzony produkt do domowego SPA – relaksująca sól wzbogacona polskimi ziołami (rumianek, nagietek, siemię lniane) oraz olejem arganowym i olejem z awokado


felicea-kredka5. Felicea kredka do oczu 
ta polska marka kosmetyków do makijażu to kilka naprawdę dobrej jakości produktów w niezłych cenach – ja polubiłam szczególnie ich kredkę do oczu, kolor ciemny brąz jest dla mnie idealny


dzidzius

6. Pollena Ostrzeszów Dzidziuś ginekologiczny płyn do higieny intymnej 
kupiłam zachęcona analizą składu z bloga Sroka o, jestem zadowolona i myślę, że zostanę przy tym produkcie na dłużej (mimo że jest dedykowany dla kobiet w ciąży)


orientana-henna7. Orientana henna do włosów 
farbując włosy henną, wybierałam zwykle jedną z konkurencyjnych zagranicznych marek – gdy sprawdziłam, że Orientana to polska marka, bez wahania się na nią przerzuciłam i nie żałuję


 vianek-zel-pp8. Vianek ujędrniający żel pod prysznic
lubię tę markę za naturalny skład, piękne zapachy i opakowania


sylveco-plyn-micelarny9. Sylveco lipowy płyn micelarny
to dla mnie absolutny nr 1 wśród kosmetyków do demakijażu już od kilku lat, dlatego po raz drugi pojawia się w przeglądzie – czysty skład, który nie podrażnia idzie w parze ze skutecznym działaniem


anabelle10. Anabelle Minerals podkład mineralny matujący
i kolejny produkt, któremu jestem wierna od dłuższego czasu – za czysty skład, efekt naturalnego makijażu i niepodrażnianie cery mimo codziennego stosowania

 

Kategoria 3. Inne polskie produkty warte uwagi


W 2016 roku postawiłam sobie za cel jak najczęściej wybierać produkty polskich producentów również z innych kategorii – oczywiście wtedy, gdy na rynku istnieje sensowny wybór. Testowałam np. odzież polskich producentów, bieliznę, naturalne środki do prania czy inne produkty gospodarstwa domowego. Niestety było kilka rozczarowań (szczególnie w kontekście bielizny). W poniższym przeglądzie polecam tylko te marki, z których byłam zadowolona, zarówno jeżeli chodzi o jakość, jak i o cenę.

dzidzius-platki1. Pollena Ostrzeszów Dzidziuś hipoalergiczne platki mydlane do prania
piorę w nich naszą „dorosłą” odzież, do płukania dodaję ocet i olejki eteryczne i naprawdę taki zestaw daje radę – cieszę się, że znalazłam alternatywę dla konwencjonalnego proszku do prania i nie muszę wydawać fortuny na ten z półki eko


ecomama-orzechy-piorace2. Ecomama orzechy piorące
również satysfakcjonujące dla mnie rozwiązanie do prania – stosuję głównie do ciemnych tkanin, ścierek, etc., bo wydaje mi się, że orzechy nieco przyciemniają ubrania


etja-olejki3. Etja olejki eteryczne 
pokochałam olejki eteryczne do różnych zastosowań – od inhalacji, przez dodawanie do prania i środków czystości po zastosowania kosmetyczne


bialcon4. Bialcon sukienki
jeden z moich lepszych zakupów ubraniowych ubiegłego roku to letnia szara, wiskozowa sukienka, materiał cudowny dla skóry i komfortowy – na pewno będę częściej zaglądać do salonów Bialcon, bo ta jakość jest warta swojej ceny


diverse-woman5. Diverse Woman ubrania bawełniane
z tych zakupów też jestem zadowolona – luźne, sportowe kroje, naturalne kolory i całkiem niezła trwałość ubrań mimo „ciągania” na co dzień; no i satysfakcja, że kapitał jest polski


by-dziubeka6. by Dziubeka biżuteria
polubiłam tę markę już kilka lat temu, kiedy szukałam dla siebie niebanalnej biżuterii ślubnej, a w tym roku po raz kolejny przekonałam się, że warto tam zaglądać w poszukiwaniu oryginalnych dodatków – kupiłam piękne minimalistyczne kolczyki

 

Jeżeli macie ochotę podzielić się produktami, które pochodzą z Polski i mają dobry skład lub warte są uwagi z innych względów, zapraszam do pozostawiania komentarzy.

A jeśli macie wątpliwość, czy dana marka ma polski kapitał, najłatwiej sprawdzić to po kodzie kreskowym produktu (EAN): jeżeli zaczyna się od cyfr 590, możecie mieć pewność, że dany produkt został wyprodukowany lub jest dystrybuowany przez przedsiębiorstwo zarejestrowane w Polsce. Więcej informacji znajdziecie tutaj.

 

 

Zdrowa ochrona przed poceniem – jaki dezodorant bez aluminium wybrać?

Zdrowa ochrona przed poceniem – jaki dezodorant bez aluminium wybrać?

Temat „ochrony przed poceniem się” to doskonały przykład na to, z jakim chaosem informacyjnym musimy mierzyć się na co dzień, chcąc dokonywać świadomych wyborów. Sprzeczne informacje o tym, co możemy nazywać zdrowym dezodorantem pojawiają się na każdym kroku. Jakiś czas temu postanowiłam więc przyjrzeć się tematowi i wyciągnąć własne wnioski.

Przegląd rynku - od  antyperspirantów po naturalne dezodoranty DIY

Poniżej znajdziecie moje opinie na temat poszczególnych opcji ochrony przed poceniem, w tym dezodorantów bez aluminium dostępnych na rynku. Jeżeli nie chce Wam się czytać całego tekstu, przejdźcie od razu do podsumowania – tam zawarte są wszystkie wnioski w dużym skrócie;)

 

1. Konwencjonalne antyperspiranty


O szkodliwości antyperspirantów dostępnych w sklepach mówi się od dłuższego czasu, głównie za sprawą zawartych w nich soli aluminium (najczęściej jest to chlorowodorotlenek glinu – Aluminium Chlorohydrate). Z niektórych badań wynika, że związek ten może zwiększać ryzyko zachorowania na raka piersi (źródło tutaj) czy chorobę Alzheimera (źródło tutaj).

Oczywiście jak to zwykle z badaniami bywa – są potwierdzane, potem obalane i zastępowane innymi. Niektóre źródła, chociażby popularna w wynikach wyszukiwania Kosmopedia, doniesienia o szkodliwości aluminium nazywa odważnie „mitem”. Czy jednak Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego i ich „niezależni eksperci” mogą twierdzić coś innego?;)

Dla mnie tego typu kontrowersje wokół jakiegokolwiek tematu to po prostu sygnał ostrzegawczy i – jeżeli wydaje mi się to zdroworozsądkowe i nie wiąże się z nieadekwatnie dużym wysiłkiem – wolę poszukać innej, bezpieczniejszej opcji. Czyli wybrać dezodorant bez aluminium i innych ryzykownych sładników. Bardzo fajnie podsumowała to Aga z Afterkorpo w tekście o szkodliwości aluminium  - skoro „chemia jest wszędzie”, może warto ją nieco ograniczyć. 

2. Ałun


Odkąd wiemy, że konwencjonalne sztyfty mogą być szkodliwe dla zdrowia, producenci i sprzedawcy objawili nam ałun. Na pierwszy rzut oka to dokładnie to, czego nam potrzeba: naturalny minerał, bezpieczny dla zdrowia, nie blokujący wydzielania potu, ale neutralizujący jego zapach, bez parabenów, alkoholu, substancji zapachowych czy konserwantów, w dodatku w dobrej cenie. U mnie z punktu widzenia usuwania zapachu potu – całkiem skuteczny.

Wystarczy jednak spojrzeć na skład i okazuje się, że ałun to nic innego jak… aluminium, a konkretniej siarczany glinu: siarczan amonowo-glinowy czy potasowo-glinowy, których tak bardzo chcieliśmy uniknąć. Co prawda według niektórych źródeł aluminium z ałunu - ze względu na jego naturalną strukturę krystaliczną – nie jest wchłaniane przez skórę, ale są badania, które temu przeczą (źródło tutaj). Jeśli wgryźć się w temat jeszcze głębiej, rodzą się kolejne wątpliwości - chociażby proces produkcji tego „naturalnego minerału”, który wcale nie wygląda tak, jak byśmy sobie tego życzyli. Dociekliwym polecam ten artykuł na temat ałunu z bloga Nowa Alchemia.

Marketingowcy tymczasem potrafią sprzedawać nam ałun opatrzony różową wstążką i etykietkami „dezodorant bez aluminium”, „100% naturalny”, etc. Mnie osobiście takie bezczelne triki po prostu zniechęcają.

Jest to pewnie opcja zdrowsza niż zwykłe antyperspiranty – chociażby dlatego, że nie blokuje wydzielania potu i nie zawiera innych dodatków: parabenów, PEG, itd. – ale ja zdecydowałam się poszukać jeszcze lepszej alternatywy.

3. Gotowe dezodoranty bez aluminium


W sklepach z kosmetykami naturalnymi znajdziemy całkiem sporo dezodorantów nie zawierających soli aluminium. Zamiast związków glinu, które hamują wydzielanie potu, stosowane są w nich składniki antybakteryjne neutralizujące zapach: alkohol, soda oczyszczona, wyciągi roślinne, np. z szałwii, mięty, owoców cytrusowych, etc. Stosując je, owszem, pocimy się pod pachami, ale bezzapachowo (przynajmniej do pewnego czasu).

Jeżeli gotowe naturalne dezodoranty dobrze się u Was sprawdzają, macie szczęście - jest to z pewnością wybór najwygodniejszy. Ich skuteczność to jednak kwestia indywidualna – trzeba po prostu testować na własnej skórze. Ja niestety – mimo dobrych kilku prób – nie trafiłam jeszcze na dezodorant, który skutecznie neutralizowałby zapach potu przez wiele godzin. Mam wręcz wrażenie, że niektóre produkty, jak np. szałwiowa Alterra z Rossmanna, tylko ten zapach pogarszają. W mało aktywne dni nie najgorzej sprawdza się u mnie się dezodorant Lavery i Eco Cosmetucs, ale już przy większej aktywności typu rower czy fitness – cóż, niestety nie daje rady. Jeżeli możecie polecić inne produkty, chętnie wypróbuję – być może znajdzie się dla mnie jakaś perełka.

Ale przyznam szczerze, że ceny naturalnych dezodorantów lekko mnie powalają - szczególnie tych z najlepszymi opiniami w sieci i dobrym składem. Np. produkty marki Schmidt’s czy dr Haushka kosztują ok. 45- 50 zł – według mnie sporo za dużo. Na szczęście jest alternatywa - produkty DIY:)

4. Naturalne dezodoranty domowej produkcji


Na własnej skórze przetestowałam dwa dezodoranty, które można tanio i bardzo łatwo wykonać w domu.

Pierwszy z nich to mieszanka oleju kokosowego, sody oczyszczonej, mąki ziemniaczanej i cytrynowego olejku eterycznego.

Oto dokładne proporcje:
4 łyżki sody oczyszczonej
4 łyżki oleju kokosowego
1 łyżka mąki ziemniaczanej
15-20 kropli olejku eterycznego, np. cytrynowego lub z drzewa herbacianego

 

Całość wystarczy dokładnie wymieszać i dezodoranto gotowy. Po kąpieli palcami wmasowujemy go w skórę pod pachami.

To tylko jedna z wielu możliwych kombinacji, w sieci znajdziecie również inne warianty, np. z masłem shea i mixem olejków eterycznych na blogu Emi Naturalna czy z woskiem pszczelim i mieszanką różnych olejów wg przepisu Ewy z Zielonego Zagonka. Jeżeli lubicie takie eksperymenty, jest szansa, że w końcu znajdziecie dla siebie skład idealny:) Jeżeli chodzi o moją opinię, skuteczność tego dezodorantu porównałabym do gotowych sztyftów naturalnych – daje radę, ale nie przy większym wysiłku fizycznym. Nie ma szału, ale przynajmniej kosztuje dużo mniej;)

Ja póki co najbardziej jestem zadowolona z działania jeszcze innej domowej mikstury, znanej jako oliwka magnezowa. To roztwór wody destylowanej i chlorku magnezu (najczęściej w proporcji 2:1, 3:1, ale można też próbować 1:1). Ze względu na działanie antyseptyczne, neutralizuje zapach potu i przyznam, że u mnie sprawdza się w tej roli lepiej (działa dłużej) niż inne naturalne dezodoranty. To rozwiązanie testuje ostatnio także mój mąż, który –  jak to zwykle mężczyzna – poci się więcej. Twierdzi, że przez cały dzień pracy czuje się komfortowo – czyli naprawdę jest nieźle.

Dezodorant magnezowy ma jeszcze jedną, niezwykle ważną zaletę: ponieważ magnez najłatwiej wchłania się właśnie przez skórę, stosując go suplementujemy ten ważny dla zdrowia pierwiastek. No i kwestia ceny – w przeciwieństwie do drogich dezodorantów naturalnych, składniki do przygotowania zapasu oliwy magnezowej kosztują dosłownie parę złotych

A teraz czas na instrukcję przygotowania:

Potrzebne składniki:
100 g chlorku magnezu (o czystości farmaceutycznej)
200 ml wody destylowanej lub demineralizowanej (do kupienia na stacjach benzynowych)

 

Chlorek magnezu wsypujemy do słoika, zalewamy lekko podgrzaną wodą destylowaną i dokładnie mieszamy za pomocą plastikowej lub drewnianej łyżeczki, aż do rozpuszczenia. Studzimy i przelewamy do butelki z atomizerem (ja użyłam butelki po sprayu Alterry, który nie sprawdził się w roli dezodorantu – ale przynajmniej butelka się przydała;)) Stosujemy na suchą, nieuszkodzoną skórę, spryskując ją i lekko wcierając dłonią.

Jak dla mnie – idealne, praktyczne połączenie! Zachęcam, żebyście przetestowali, czy u Was też się sprawdzi.

Podsumowanie

Chociaż nie lubię popadać w skrajności, uważam, że codzienne stosowanie konwencjonalnych antyperspirantów nie jest dobre dla zdrowia. Wśród produktów gotowych niestety nie znalazłam dezodorantu bez aluminium, z którego działania byłabym zadowolona (szczególnie biorąc pod uwagę relację skuteczność/ cena).

U mnie najlepiej sprawdza się supertani, własnoręcznie przygotowany dezodorant magnezowy (przepis znajdziecie w tekście powyżej). Korzyść z jego stosowania to nie tylko niezła neutralizacja zapachu potu, ale także suplementacja transdermalna ważnego pierwiastka, jakim jest magnez.

Przypuszczam jednak, że organizm każdego inaczej reaguje na różne składniki naturalnych dezodorantów – to, co sprawdza się u mnie, może nie sprawdzić się u Was (i odwrotnie). Z całą pewnością warto jednak testować różne alternatywy i nie poddawać się przy pierwszych próbach. I jeszcze jedno: po odstawieniu konwencjonalnego antyperspirantu dajcie sobie kilka dni „wolnego” – dopiero wtedy, po odblokowaniu porów, będziecie mogli sprawdzić, czy naturalne rozwiązania zdają egzamin.

 

Ciekawa jestem, jakie są Wasze doświadczenia w tym temacie. Stosujecie dezodoranty bez aluminium? Robicie własne? Które działają najskuteczniej?

 

 

Mój prywatny weekend wellness:)

Mój prywatny weekend wellness:)

Każdemu z nas potrzebny jest czasem głęboki wypoczynek: totalne zwolnienie tempa i możliwość zadbania o ciało i duszę. Problemem zazwyczaj jest, wiadomo, brak czasu. Rzadko mamy możliwość wyłączenia się z życia i obowiązków na tydzień lub dwa, a dni wolne ja przynajmniej zawsze wolałam spędzać bardziej aktywnie. Ale ostatnio chyba dojrzewam do zmiany w tej kwestii: może niekoniecznie mogłabym się lenić przez tydzień lub dwa, ale już przez cały weekend – jak najbardziej! :)

W tym celu opracowałam swoją prywatną, autorską formułę weekendu wellness. Ta nazwa to oczywiście taki trochę chwyt marketingowy;) – chodzi po prostu o weekend, w którym zwalniam i ze szczególną uwagą dbam o siebie. To odrobina luksusu, którą możemy sobie podarować za niewielkie pieniądze – moim skromnym zdaniem o niebo lepsza i bardziej regenerująca niż wyjazd do SPA.

Moje założenia „weekendu wellness”

Weekend planuję odpowiednio wcześniej – tak, aby nic nie pokrzyżowało moich planów. Dzień wcześniej włączam tryb zakupowego szaleństwa w warzywniaku. Robię solidny zapas wszystkich warzyw i owoców, które lubię, jak najbardziej różnorodnych i kolorowych tak, aby dostarczyć organizmowi całego zestawu witamin i minerałów. Jeżeli są z nieznanego źródła, myję je dokładnie w wodzie z octem jabłkowym, następnie w wodzie z sodą oczyszczoną, a potem płuczę pod bieżącą wodą. Ta metoda pozwala usunąć z produktów przynajmniej część pestycydów.

Odpoczynek zaczynam w już piątek – staram się wtedy wyluzować z ilością pracy, jeść lekko i wybrać się na przynajmniej dwugodzinny spacer. 

1. Czysta, lekka dieta warzywna

Podczas weekendu jem głównie warzywa i trochę owoców, odrobinę kasz i odrobinę wysokiej jakości białka, np. ekologiczne jaja czy mięso. Jem dosyć dużo (warzyw) i często – tak, aby nie czuć głodu, ale też nie przejadać się. Przygotowuję warzywne, świeżo wyciskane soki. Używam dużej ilości rozmaitych ziół i przypraw. Jeżeli zgłodnieję, podjadam surową marchewkę albo piekę jabłko z odrobiną miodu. Pomiędzy posiłkami popijam dużo płynów: wodę, wodę z cytryną i imbirem, zieloną herbatę, napar z czystka, mięty.

2. Łagodne ćwiczenia

Stawiam na łagodny lub umiarkowany wysiłek fizyczny. Każdy dzień zaczynam od 5 rytuałów tybetańskich. Znajduję czas na długi spacer lub jazdę na rowerze gdzieś z dala od zgiełku miasta, najlepiej w lesie. Wieczorem ćwiczę jogę lub rozciągam się w towarzystwie filmiku z ćwiczeniami pilatesu.

Po ćwiczeniach nawadniam organizm naturalnym izotonikiem: wodą z cytryną, odrobiną miodu i szczyptą soli.

3. 100% naturalna pielęgnacja

W trakcie weekendu w 100% rezygnuję ze wszystkich kosmetyków i innych produktów zawierających sztuczne składniki. Do kąpieli - naturalne, czarne mydło, własnoręcznie przygotowane peelingi, kąpiele z dodatkiem naturalnych składników pomagających w oczyszczaniu. Do włosów szampon z sody oczyszczonej, płukanka z octu jabłkowego, olej arganowy, migdałowy. Do nawilżania skóry – olej kokosowy. Jako pasty do zębów używam własnoręcznie przygotowanej mikstury z sody oczyszczonej, soli, ksylitolu, imbiru i cytryny. Aby dać odpocząć mojej skórze, odpuszczam też sobie jakikolwiek makijaż.

W kuchni też używam tylko naturalnych środków do zmywania i sprzątania (cytryna, soda oczyszczona, woda). Jednym słowem – przestawiam się na tryb maksymalnie ekologiczny, na co na co dzień niestety nie zawsze mam czas.

4. Relaks i jeszcze raz relaks

Weekend spędzam w rytmie slow - nie spieszę się, nie planuję porządków czy spraw do załatwienia, zapominam o pracy. Zajmuję się głównie przyjemnościami: gotuję, dbam o ciało, czytam, piszę, oglądam pozytywne filmy. Spędzam chwilę na drobnych porządkach na półce z książkami albo w szafie z ubraniami, próbuję nowych pomysłów typu zrób to sam. W ciągu dnia bez skrupułów ucinam sobie krótką drzemkę albo leżę i gapię się w niebo:) Wyciszam telefon i nie dzwonię do nikogo, aby załatwić jakąś sprawę albo z obowiązku, najwyżej aby miło porozmawiać.

5. Sen

Wieczorem przed snem medytuję lub odprężam się słuchając muzyki (lub ptaków za oknem:)). Do łóżka kładę się ok. 21.00 i zasypiam przed 22.00 – sen wtedy jest najbardziej regenerujący.

Inne pomysły na weekend wellness w domu:

- godzinny seans domowy z masażystą (lub partnerem, który nam taki masaż wykona)
- ćwiczenia oddechowe
- kąpiel przy świecach z olejkami eterycznymi
- ćwiczenie uważności

Taki „weekend wellness”, bez obowiązków i planów, to oczywiście rzadkość, ale dzięki temu jest jeszcze bardziej wyjątkowy. Ja staram się zafundować sobie taki czas mniej więcej raz na kwartał – to pozwala wypocząć, oczyścić się i nabrać nowej pozytywnej energii. Bardzo Was zachęcam do przetestowania na własnej skórze!

Ja zaczynam już jutro:)

 

 

PnZ#6 Cera naczynkowa – naturalna pielęgnacja

PnZ#6 Cera naczynkowa – naturalna pielęgnacja

Zwykle wolę tu na blogu zachęcać Was do własnych poszukiwań produktów o dobrych, naturalnych składach niż polecać konkretne marki. Sama po sobie wiem jednak, jak trudno przebić się przez gąszcz opinii i kryptoreklam, a testowanie wszystkiego na własnej skórze bywa nie tylko czasochłonne, ale też kosztowne. Dlatego raz na jakiś czas odsłaniam dla Was zawartość mojej spiżarni czy kosmetyczki i pokazuję produkty, których sama używam - licząc na to, że przynajmniej niektórym z Was ułatwi to zdrowe i nierujnujące portfela wybory.

Trochę poleceń możecie znaleźć w przeglądzie Zdrowych polskich produktów, a dziś w ramach Posta na Zamówienie odpowiem na pytanie jednej z czytelniczek o naturalną pielęgnację cery naczynkowej. Tekst bazuje na moich osobistych doświadczeniach (a wierzcie mi, że z moją problematyczną cerą przerabiałam już różne historie) i nie jest sponsorowany przez żadną z pojawiających się poniżej marek;)

Czy kosmetyki naturalne nadają się do cery naczynkowej?

Zacznę od tego, że jako posiadaczaka płytko unaczynionej, czerwieniącej się cery przez wiele lat nie wyobrażałam sobie innej pielęgnacji niż bazowanie na dermokosmetykach. Na podstawie zasłyszanych opinii (z czego za najbardziej wiarygodne uważam zalecenia dermatologa oraz dermoekspertki z bloga Kosmostolog) wyrobiłam sobie przekonanie, że naturalne kosmetyki – ze względu na ryzyko podrażnień i uczuleń – dla mojej twarzy nie będą odpowiednie.

Na przestrzeni lat z mojej łazienki stopniowo wylatywały kosmetyki naszpikowane chemicznymi substancjami, ale do twarzy nadal wybierałam apteczne marki typu Avene czy La Roche Possay albo tańsze linie do cery naczynkowej, np. Floslek, Lirene czy Ziaja. Ich skład jednak coraz mniej mi się podobał, co więcej – wcale nie eliminowały w 100% problemów ściągniętej, podrażnionej, zaognionej cery czy pojawiających się czasem małych krostek zwiastujących trądzik różowaty, którego chciałam za wszelką cenę uniknąć. Małymi krokami zaczęłam więc testować na sobie produkty naturalne i, o dziwo, moja skóra reagowała na nie bardzo dobrze.

Dzisiaj – z małymi wyjątkami – bazuję głównie na delikatnych kosmetykach o czystych, naturalnych składach i moja cera ma się dobrze. Oczywiście ma swoje kaprysy, szczególnie zimą, ale wbrew obiegowej opinii naturalna pielęgnacja dobrze jej służy, a ja cieszę się, że nie muszę wybierać między dobrą kondycją skóry a zdrowym składem.

Cera naczynkowa - jakie naturalne kosmetyki sprawdzają się u mnie

Poniżej lista kosmetyków, których używam regularnie i do których wracam - nie wszystkie goszczą na mojej półce jednocześnie, raczej przeplatam je między sobą w zależności od pory roku i aktualnych potrzeb.

 

I. Oczyszczanie


Powinnno być przede wszystkim delikatne, niemechaniczne, bazujące na kosmetykach wolnych od SLS/ SLES, agresywnych konserwantów i substancji zpachowych. Lepiej unikać też popularnej wśród miłośniczek ekopielęgnacji metody oczyszczania za pomocą olejów i ciepłej szmatki (OCM) – ciepło nie służy skórze naczynkowej.

U mnie w codziennej pielęgnacji świetnie sprawdzają się:

do demakijażu – lipidowy płyn micelarny Sylveco lub zwykły, roztopiony w dłoniach olej kokosowy 
jako tonik – hydrolat różany lub oczarowy

Rzadziej (1-2 razy w tygodniu) stosuję:

mydło Aleppo z 5% oleju laurowego marki Najel
lub
peeling enzymatyczny z owoców tropikalnych z e-naturalne.pl

II. Pielęgnacja na noc:
odżywianie i zapobieganie zmarszczkom


Po latach kosmetycznego reżimu pielęgnacyjnego okazało się, że moja skóra od czasu do czasu potrzebuje odpocząć od jakichkolwiek kosmetyków. Czasami na noc nie stosuję nic, czasami ograniczam się tylko do wklepania pod oczy oleju – dobrze sprawdzają się

olej kokosowy, ze słodkich migdałów lub masło shea

Kilka razy w tygodniu na całą twarz i szyję używam serum – świetnie wygładzają skórę i przy regularnym stosowaniu zauważalnie poprawiają jej kondycję i koloryt:

serum Ava Aktywator Młodości, Witamina C lub Ava Hydranov (kwas hialuronowy)

Od wielkiego dzwonu robię sobie odżywczą naturalną:

maseczkę z siemienia lnianego

Wystarczy łyżkę siemienia lnianego zalać gorącą wodą, odstawić na 15 minut i powstałą, ostudzoną papkę nałożyć na twarz, szyję i dekolt, po czym zmyć letnią przegotowaną wodą albo hydrolatem. Taka maseczka ekspresowo nawilża i wygładza skórę.

Fajnie sprawdzają się u mnie także gotowe maski:

Phenome  łagodząco-kojąca maska do twarzy 
Ava Biorokitnik – maska przeciwzmarszczkowa

 

III. Pielęgnacja na dzień:
nawilżanie i ochrona przeciwsłoneczna


Szukam kremów o krótkich składach, bazujących na naturalnych olejach i wyciągach z roślin, które mają dobry wpływ na naczynka, takich jak róża damasceńska, rokitnik czy arnika. Ostatnio na co dzień ostatnio stosuję najczęściej:

nawilżający krem dla skóry suchej i wrażliwej Make Me Bio
lub
krem brzozowo-rokitnikowy z betuliną Sylveco

Oba kremy są dosyć bogate, ale dobrze się wchłaniają i nadają się pod makijaż. Żaden z nich nie ma wysokiego filtra przeciwsłonecznego, ale stosuję na nie podkład mineralny i uważam, że w pracujące dni jest to wystarczająca ochrona (a o ochronie przeciwsłoneczniej pisałam już tutaj). W tej chwili tylko kiedy przebywam na słońcu dłużej, wiele godzin, np. w weekendy i podczas podróży, używam wysokich filtrów – w przypadku twarzy wracam wtedy do mojego wcześniejszego kremu, tj.

Avene Antirougers Jour SPF 20

 

To tyle. Zauważcie, że tych produktów nie jest wiele, a w każdym razie znacznie mniej niż wynikałoby to z sugestii producentów linii do cery naczynkowej – ale zapewniam, że jest to pielęgnacja wystarczająca i w moim przypadku skuteczna.

Oprócz tego stosuję kilka podstawowych zasad pielęgnacji cery naczynkowej: unikam przegrzewania (sauna, solarium, opalanie twarzy), dymu papierosowego i dużych ilości alkoholu, bardzo pikantnych potraw, pocierania twarzy szorstkimi ręcznikami czy wszelkich mechanicznych peelingów i szczoteczek do twarzy. Staram się też wspierać moje kruche naczynka dietą bogatą w witaminę C i antyoksydanty.

A jakie są Wasze doświadczenia związane z naturalną pielęgnacją cery problematycznej? Widzicie więcej plusów czy minusów? Jakie naturalne kosmetyki możecie polecić wrażliwcom?