Lawenda – właściwości lecznicze i 3 świetne przepisy

Lawenda – właściwości lecznicze i 3 świetne przepisy

Po wyprowadzce z Wrocławia zamieszkaliśmy tymczasowo na Pojezierzu Drawskim, gdzie piaszczysta, dobrze przepuszczalna gleba sprzyja uprawie lawendy. Rośnie tu w co drugim ogródku i mam wrażenie, że kwitnie dłużej niż na południu, bo mamy już październik, a wszędzie nadal pachną fioletowe kwiaty.

A że codzienne spacery z wózkiem ciągle mi o lawendzie przypominają, postanowiłam poszukać ciekawych przepisów na jej wykorzystanie.

Warto wiedzieć, że lawenda nie tylko pięknie pachnie i wygląda, ale jest też źródłem cennych składników takich jak olejek lotny, kwasy fenolowe, garbniki, flawonoidy, antocyjany i fitosterole. Dzięki ich zawartości lawenda koi stres, ułatwia zasypianie, przynosi ulgę w nerwobólach i bólach głowy. Według najnowszych badań klinicznych wykazuje działanie przeciwdepresyjne. Podobno była jednym z ulubionych roślin leczniczych Św. Hildegardy.

Oczywiście lawenda świetnie sprawdza się w aromaterapii – można korzystać w tym celu ze świeżych lub suszonych kwiatów albo gotowych olejków eterycznych. Mniej popularne, ale równie wartościowe zastosowanie znajduje także w kuchni i w domowej apteczce. Poznajcie trzy proste sposoby na wykorzystanie suszonej lawendy.

Coś dla zdrowia – wieczorny napar z lawendy

Składniki:

1 łyżka kwiatów lawendy
1 łyżka kwiatów rumianku
1 łyżka listków melisy

Kwiaty lawendy i rumianku oraz melisę zalewamy wrzącą wodą i parzymy pod przykryciem ok. 15 minut, a nastepnie odcedzamy przez małe sitko. Napar najlepiej pić, gdy jest jeszcze gorący. Pozwala miło zrelaksować się przed snem.

 

Coś dla zmysłów – kawa lawendowa

Składniki:

1 filiżanka ulubionej kawy
1 łyżeczka suszonych kwiatów lawendy
1 łyżeczka dobrego miodu
mleko migdałowe

Kawę parzymy w zaparzaczu razem z kwiatami lawendy przez ok. 5 minut. Napar (już bez kwiatów) przelewamy do filiżanki, a następnie dodajemy mleko i miód. Świetnie smakuje z kostką czekolady – taki deser idealny;)

 

Coś dla ciała – przeciwbólowy balsam lawendowy

Składniki:

1 szklanka kwiatów lawendy
0,5 szklanki rozdrobnionej suszonej kory wierzby
1,5 szklanki oliwy z oliwek lub oleju z pestek winogron

Kwiaty lawendy i korę wierzby wrzucamy do słoika i zalewamy oliwą. Słoik wstawiamy do garnka z umieszczoną na dnie ściereczką i podgrzewamy na wolnym ogniu aż do wrzenia. Gotujemy ok. 15 minut, ciągle mieszając składniki w słoiku. Odstawiamy na klika godzin, a następnie odcedzamy, np. przez gazę i zlewamy oliwę do słoika. Przechowujemy w lodówce. Taki balsam wcieramy kilka razy dziennie w bolace mięśnie, stawy, kręgosłup.

 

Ps. Postanowiłam posadzić kilka krzaczków lawendy. Pani z centrum ogrodniczego powiedziała, że to już ostatni gwizdek tej jesieni, więc spieszcie się, jeśli marzą Wam się lawendowe specjały z własnego ogródka w przyszłym roku.

 

 

Inspiracje urodowe z książki „Twarzą na wschód”

Inspiracje urodowe z książki „Twarzą na wschód”

Chociaż jestem zwolenniczką diety opartej o nasze rodzime produkty, myślę, że tradycyjna medycyna chińska nie bez przyczyny zdobywa tak wielu zwolenników z zachodniego świata. To dlatego, że patrzy na człowieka kompleksowo, szukając zależności między stanem zdrowia a dietą, aktywnością fizyczną czy higieną psychiczną. Wygląd naszej skóry, włosów, paznokci czy zębów, a jakże, również zależy od tych wszystkich czynników i nie zadbamy o nie prawdziwie bez zwrócenia uwagi na nie wszystkie.

W dzisiejszym wpisie podrzucam Wam garść inspiracji urodowych z niedawno wydanej przez Galaktykę książki „Twarzą na wschód” autorstwa chińskiego lekarza oraz amerykańskiej propagatorki wellness. Ta współpraca przyniosła całkiem ciekawy, łatwostrawny dla zachodniego czytelnika efekt.

Podtytuł książki brzmi: „Poczuj się lepiej, wyglądaj młodziej i ciesz się zdrowiem”. I rzeczywiście znajdziemy w niej szereg konkretnych, chociaż być może nieco zaskakujących, porad, jak zadbać o nasze ciało.

Wschodnie sposoby na piękne włosy i cerę

Zacznijmy od tego, że wg medycyny chińskiej na każdy aspekt naszego życia mają wpływ poszczególne organy wewnętrzne. Serce na przykład odpowiada za cerę, nerki za włosy,  wątroba – za oczy, itd. Organizm człowieka funkcjonuje więc (i wygląda) dobrze, jeżeli dbamy o siebie kompleksowo – to chyba najważniejsze przesłanie ajurwedy.

Dużo zależy też od aktualnej pory roku – inne czynności, pożywienie i rodzaj aktywności polecane są latem, a inne podczas chłodnych czy wilgotnych dni.

Poniżej znajdziecie wybrane, co ciekawsze zalecenia dotyczące pielęgnacji włosów i cery.

Włosy


Pożywienie, które pozwala wzmocnić włosy:

  • zboża
  • gotowane ciemnozielone warzywa lisciaste
  • grzyby (lesne, shitake)
  • czarna soja
  • czarny sezam
  • orzechy wloskie, kasztany
  • ciemne owoce

Zimą powinniśmy jeść potrawy słone, np. sos sojowy, ryby, krewetki i glony morskie, sól morską.

Polecane zioła to żen-szeń i korzeń remanii.

Wskazane przez ajurwedę czynności, które poprawią wygląd włosów:

  • masaż nerek rano i wieczorem po 15 min, rozgrzanymi dłoniami
  • codzienne szczotkowanie włosów od cebulek aż po końce, 100 razy
  • jeżeli włosy wypadają, można masować skórę głowy cienkimi plastrami świeżego imbiru, codziennie przez 10-15 minut
  • kolor wspierający nerki to czarny, włosy po umyciu należy więc owijać czarnym ręcznikiem
  • celowe połykanie śliny, która działa dobroczynnie na nerki dzięki zawartości substancji o działaniu przeciwbakteryjnym, enzymów i przeciwciał

Cera


Pożywienie korzystne dla wyglądu cery:

  • boćwina, cykoria, rzeżucha
  • karczochy, szparagi
  • grejpfruty, rabarbar
  • buraki, pomidory, rzodkiewka i czerwona papryka
  • gorzkie smaki: ocet, szafran i kurkuma, seler
  • ziemnozielone warzywa, tj. rukola, jarmuż, szpinak

Zalecane jest ograniczenie ostrych i pikantnych pokarmów latem, a używanie ich zimą.

Różne wskazane czynności dla promiennej cery:

  • przemywanie twarzy zieloną herbatą
  • noszenie ubrań z oddychających materiałów, dla wzmocnienia energii serca latem – w kolorach delikatnego różu i pąsu, w pozostałych porach roku – w kolorach rubinu i szkarłatu
  • twórczość artystyczna, np. rękodzieło, granie na instrumentach, śpiew

Zapachy, którymi dobrze się otaczać:

  • rumianek
  • lawenda
  • drzewo sandałowe
  • ylang-ylang

Ciekawa jestwm co sądzicie o tych metodach:) Dla niektórych z Was przynajmniej część z nich brzmi co najmniej dziwnie, ale myślę, że czasem warto zainspirować się czymś zupełnie innym, egzotycznym. Medycyna chińska ma takich wskazówek całe mnóstwo i bez problemu można znaleźć literaturę na ten temat. Zainteresowanym obok książki „Twarzą na wschód” polecam też Odżywianie dla zdrowia, o którym już kiedyś wspominałam.

Ps. W książce znalazłam też nową inspirację kulinarną – congee, czyli ryżową zupę, która polecana jest dla zdrowia i urody. Polecane przepisy zawierają egzotyczne, trudno dostępne składniki, np. nasiona lotosu albo owoce głożyny, ale testuję inne wariacje na temat tej potrawy i myślę, że wkrótce będę mogła podzielić się przepisem:)

 

 

 

 

 

4 genialne naturalne płukanki do włosów

4 genialne naturalne płukanki do włosów

Po zimie nasze włosy zazwyczaj wymagają solidnej regeneracji. Nie muszą to być wcale kosztowne zabiegi fryzjerskie – według mnie dużo lepiej (i taniej) postawić na zwykłe podcięcie suchych końcówek i naturalne płukanki do włosów.

Przygotujemy je bez problemu w domu ze składników, które kosztują grosze albo… właśnie zaczynają rosnąć na łąkach:) Zachwyca mnie to, że takie proste, pospolite rośliny czy produkty potrafią być tak skuteczne.

Moje ulubione naturalne płukanki do włosów


1. Płukanka z pokrzywy

Młoda pokrzywa już jest i ma do zaoferowania niezły zastrzyk witamin i mikroelementów. Już samo picie herbaty z pokrzywy ma bardzo dobry wpływ na włosy (i cały organizm), ale jeżeli chcecie wzmocnić to działanie, przygotujcie płukankę. Wystarczy zaparzyć szklankę pokrzywy (świeżej lub suszonej) i w przestudzonym naparze płukać włosy po umyciu. Taka kuracja stosowana przez jakieś 2-3 tygodnie wzmocni włosy, ograniczy ich wypadanie i przetłuszczanie.

2. Płukanka z rumianku

Zalewamy 2 łyżki rumianku wrzącą wodą, odstawiamy do przestygnięcia i odcedzamy. Takim naparem płuczemy włosy po umyciu. Rumianek polecany jest zwykle do jasnych włosów, ale ja do moich ciemnobrązowych też go stosuję i lubię ten efekt miękkich, jakby lekko rudawych włosów.

3. Płukanka z octu jabłkowego

Ocet jabłkowy zamyka łuski włosów i sprawia, że stają się gładkie i błyszczące. Wystarczy po umyciu głowy spłukać włosy chłodną wodą z dodatkiem łyżki octu jabłkowego, najlepiej takiego domowego lub ekologicznego.

4. Płukanka z siemienia lnianego

Siemię lniane jest genialne do przesuszonych włosów – a moje kręcone taką właśnie mają tendencję. 1-2 łyżki ziaren siemienia lnianego zalewamy szklanką wody i gotujemy przez ok. 10 minut, schładzamy i płuczemy tym włosy.

Każda z tych płukanek poprawia kondycję włosów niemal natychmiast, ale najlepsze efekty osiągniemy stosując taką kurację regularnie przez kilka tygodni, po każdym myciu włosów lub 1-2 razy tygodniu.

 

Ciekawa jestem Waszych sposobów na regenerację włosów po zimie, – zapraszam do dzielenia się nimi w komentarzach!

 

 

Zdrowe i z Polski – najlepsze polskie produkty roku 2016

Zdrowe i z Polski – najlepsze polskie produkty roku 2016

W ubiegłym roku opublikowałam mój pierwszy ranking zdrowych polskich produktów, który do tej pory cieszy się dużą popularnością wśród wpisów na blogu. Miło mi, bo mogę w ten sposób promować dwie ważne dla mnie sprawy – zdrowy styl życia i konsumencki patriotyzm.

Czas na podsumowanie roku 2016 i przegląd moich ulubionych zdrowych produktów i marek z polskim kapitałem. Postaram się nie powielać produktów z ubiegłego roku (chyba, że coś jest dla mnie absolutnym hitem) – w ten sposób powstawać będzie coraz większa lista polskich perełek, na które warto zwrócić uwagę.

Kategoria 1. Żywność


bioplanet-kuskus-razowy1. BioPlanet kuskus razowy
odkąd w końcu znalazłam ją w wersji razowej, ta ekspresowa w przygotowaniu, pożywna kaszka często gości u mnie w kuchni


maslo-klarovane-mlekovita2. Mlekovita masło klarowane 
masło klarowane (ghee) to jeden z lepszych tłuszczów do smażenia, a to od Mlekovity jest wydajne, łatwo dostępne (znajdziecie je nawet w Biedronce) i w świetnej cenie porównując do produktów z eko sklepów


zuravital-sok-zurawinowy3. Oleofarm ŻuraVital – 100& sok żurawinowy
niezastąpiony przy naturalnym leczeniu infekcji dróg moczowych, szczególnie poza sezonem, gdy nie sposób kupić owoców żurawiny bez cukru


piatnica-jogurt-naturalny4. Piątnica jogurt naturalny
bez mleka w proszku i białek mleka, według mnie jeden z lepszych jogurtów dostępnych w szerokiej sprzedaży


marwit-swiezy-mix5. Marwit Świeży Mix
mix owoców oraz warzyw w kilku wersjach – wreszcie ktoś pomyślał o ludziach zabieganych, którzy potrzebują szybkiej, ale zdrowej przekąski


krem-warszawski6. Baton Warszawski Krem Warszawski
zdrowa alternatywa dla nutelli – bez cukru, za to z dużą zawartością kokosa i orzechów laskowych, pyyycha


chalwa-zurawinowa7.  GJ-Gaca chałwa lniana żurawinowa
świetna, energetyczna przekąska z dobrym naturalnym składem


surovital-czekolada8. SuroVital czekolada gorzka
doskonałej jakości surowa czekolada od polskiego producenta, dodatkowy plus za design opakowań


basia-basia-tahini

9.  Alpi Basia Basia pasta tahini
miło jest kupić taki produkt od polskiego producenta (jeszcze niedawno graniczyło to z cudem), tym bardziej, że zarówno jakość, jak i cena są bardzo dobre


wojcieszowianka-woda-w-szklanej-butelce10. Wojcieszowianka woda gazowana w szklanych butelkach
idealna na lato – nie znalazłam tego produktu w internecie, ale my w osiedlowym sklepie kupujemy tę wodę w skrzynkach, w butelkach jak dawna oranżada w cenie poniżej 1 zł

 

Kategoria 2. Kosmetyki


makre-me-bio-krem1. Make Me Bio Garden Roses krem nawilżający do cery suchej i wrażliwej
jeden z lepszych kremów na noc, jakie miałam okazję stosować - w składzie kilka cennych olejów i hydrolaty z róży damasceńskiej i geranium, które pielęgnują cerę naczynkową


ava-aktywator-mlodosci-retinol2. Ava Aktywator Młodości Hydranov
retinol z witaminami C, E, F

coś dla dojrzałej cery – tych produktów używa moja mama i bardzo sobie je chwali


nacomi-mydlo-czarnenacomi-shea3. Nacomi masło shea i mydło czarne
o zaletach naturalnego masła shea mogłabym napisać osobny artykuł, podobnie jak o savon noir, które działa jak peeling enzymatyczny – cieszę się, że można znaleźć je w ofercie polskiej firmy


celestin-sol-do-kapieli4. Celestine sól do kąpieli
wymarzony produkt do domowego SPA – relaksująca sól wzbogacona polskimi ziołami (rumianek, nagietek, siemię lniane) oraz olejem arganowym i olejem z awokado


felicea-kredka5. Felicea kredka do oczu 
ta polska marka kosmetyków do makijażu to kilka naprawdę dobrej jakości produktów w niezłych cenach – ja polubiłam szczególnie ich kredkę do oczu, kolor ciemny brąz jest dla mnie idealny


dzidzius

6. Pollena Ostrzeszów Dzidziuś ginekologiczny płyn do higieny intymnej 
kupiłam zachęcona analizą składu z bloga Sroka o, jestem zadowolona i myślę, że zostanę przy tym produkcie na dłużej (mimo że jest dedykowany dla kobiet w ciąży)


orientana-henna7. Orientana henna do włosów 
farbując włosy henną, wybierałam zwykle jedną z konkurencyjnych zagranicznych marek – gdy sprawdziłam, że Orientana to polska marka, bez wahania się na nią przerzuciłam i nie żałuję


 vianek-zel-pp8. Vianek ujędrniający żel pod prysznic
lubię tę markę za naturalny skład, piękne zapachy i opakowania


sylveco-plyn-micelarny9. Sylveco lipowy płyn micelarny
to dla mnie absolutny nr 1 wśród kosmetyków do demakijażu już od kilku lat, dlatego po raz drugi pojawia się w przeglądzie – czysty skład, który nie podrażnia idzie w parze ze skutecznym działaniem


anabelle10. Anabelle Minerals podkład mineralny matujący
i kolejny produkt, któremu jestem wierna od dłuższego czasu – za czysty skład, efekt naturalnego makijażu i niepodrażnianie cery mimo codziennego stosowania

 

Kategoria 3. Inne polskie produkty warte uwagi


W 2016 roku postawiłam sobie za cel jak najczęściej wybierać produkty polskich producentów również z innych kategorii – oczywiście wtedy, gdy na rynku istnieje sensowny wybór. Testowałam np. odzież polskich producentów, bieliznę, naturalne środki do prania czy inne produkty gospodarstwa domowego. Niestety było kilka rozczarowań (szczególnie w kontekście bielizny). W poniższym przeglądzie polecam tylko te marki, z których byłam zadowolona, zarówno jeżeli chodzi o jakość, jak i o cenę.

dzidzius-platki1. Pollena Ostrzeszów Dzidziuś hipoalergiczne platki mydlane do prania
piorę w nich naszą „dorosłą” odzież, do płukania dodaję ocet i olejki eteryczne i naprawdę taki zestaw daje radę – cieszę się, że znalazłam alternatywę dla konwencjonalnego proszku do prania i nie muszę wydawać fortuny na ten z półki eko


ecomama-orzechy-piorace2. Ecomama orzechy piorące
również satysfakcjonujące dla mnie rozwiązanie do prania – stosuję głównie do ciemnych tkanin, ścierek, etc., bo wydaje mi się, że orzechy nieco przyciemniają ubrania


etja-olejki3. Etja olejki eteryczne 
pokochałam olejki eteryczne do różnych zastosowań – od inhalacji, przez dodawanie do prania i środków czystości po zastosowania kosmetyczne


bialcon4. Bialcon sukienki
jeden z moich lepszych zakupów ubraniowych ubiegłego roku to letnia szara, wiskozowa sukienka, materiał cudowny dla skóry i komfortowy – na pewno będę częściej zaglądać do salonów Bialcon, bo ta jakość jest warta swojej ceny


diverse-woman5. Diverse Woman ubrania bawełniane
z tych zakupów też jestem zadowolona – luźne, sportowe kroje, naturalne kolory i całkiem niezła trwałość ubrań mimo „ciągania” na co dzień; no i satysfakcja, że kapitał jest polski


by-dziubeka6. by Dziubeka biżuteria
polubiłam tę markę już kilka lat temu, kiedy szukałam dla siebie niebanalnej biżuterii ślubnej, a w tym roku po raz kolejny przekonałam się, że warto tam zaglądać w poszukiwaniu oryginalnych dodatków – kupiłam piękne minimalistyczne kolczyki

 

Jeżeli macie ochotę podzielić się produktami, które pochodzą z Polski i mają dobry skład lub warte są uwagi z innych względów, zapraszam do pozostawiania komentarzy.

A jeśli macie wątpliwość, czy dana marka ma polski kapitał, najłatwiej sprawdzić to po kodzie kreskowym produktu (EAN): jeżeli zaczyna się od cyfr 590, możecie mieć pewność, że dany produkt został wyprodukowany lub jest dystrybuowany przez przedsiębiorstwo zarejestrowane w Polsce. Więcej informacji znajdziecie tutaj.

 

 

Zdrowa ochrona przed poceniem – jaki dezodorant bez aluminium wybrać?

Zdrowa ochrona przed poceniem – jaki dezodorant bez aluminium wybrać?

Temat „ochrony przed poceniem się” to doskonały przykład na to, z jakim chaosem informacyjnym musimy mierzyć się na co dzień, chcąc dokonywać świadomych wyborów. Sprzeczne informacje o tym, co możemy nazywać zdrowym dezodorantem pojawiają się na każdym kroku. Jakiś czas temu postanowiłam więc przyjrzeć się tematowi i wyciągnąć własne wnioski.

Przegląd rynku - od  antyperspirantów po naturalne dezodoranty DIY

Poniżej znajdziecie moje opinie na temat poszczególnych opcji ochrony przed poceniem, w tym dezodorantów bez aluminium dostępnych na rynku. Jeżeli nie chce Wam się czytać całego tekstu, przejdźcie od razu do podsumowania – tam zawarte są wszystkie wnioski w dużym skrócie;)

 

1. Konwencjonalne antyperspiranty


O szkodliwości antyperspirantów dostępnych w sklepach mówi się od dłuższego czasu, głównie za sprawą zawartych w nich soli aluminium (najczęściej jest to chlorowodorotlenek glinu – Aluminium Chlorohydrate). Z niektórych badań wynika, że związek ten może zwiększać ryzyko zachorowania na raka piersi (źródło tutaj) czy chorobę Alzheimera (źródło tutaj).

Oczywiście jak to zwykle z badaniami bywa – są potwierdzane, potem obalane i zastępowane innymi. Niektóre źródła, chociażby popularna w wynikach wyszukiwania Kosmopedia, doniesienia o szkodliwości aluminium nazywa odważnie „mitem”. Czy jednak Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego i ich „niezależni eksperci” mogą twierdzić coś innego?;)

Dla mnie tego typu kontrowersje wokół jakiegokolwiek tematu to po prostu sygnał ostrzegawczy i – jeżeli wydaje mi się to zdroworozsądkowe i nie wiąże się z nieadekwatnie dużym wysiłkiem – wolę poszukać innej, bezpieczniejszej opcji. Czyli wybrać dezodorant bez aluminium i innych ryzykownych sładników. Bardzo fajnie podsumowała to Aga z Afterkorpo w tekście o szkodliwości aluminium  - skoro „chemia jest wszędzie”, może warto ją nieco ograniczyć. 

2. Ałun


Odkąd wiemy, że konwencjonalne sztyfty mogą być szkodliwe dla zdrowia, producenci i sprzedawcy objawili nam ałun. Na pierwszy rzut oka to dokładnie to, czego nam potrzeba: naturalny minerał, bezpieczny dla zdrowia, nie blokujący wydzielania potu, ale neutralizujący jego zapach, bez parabenów, alkoholu, substancji zapachowych czy konserwantów, w dodatku w dobrej cenie. U mnie z punktu widzenia usuwania zapachu potu – całkiem skuteczny.

Wystarczy jednak spojrzeć na skład i okazuje się, że ałun to nic innego jak… aluminium, a konkretniej siarczany glinu: siarczan amonowo-glinowy czy potasowo-glinowy, których tak bardzo chcieliśmy uniknąć. Co prawda według niektórych źródeł aluminium z ałunu - ze względu na jego naturalną strukturę krystaliczną – nie jest wchłaniane przez skórę, ale są badania, które temu przeczą (źródło tutaj). Jeśli wgryźć się w temat jeszcze głębiej, rodzą się kolejne wątpliwości - chociażby proces produkcji tego „naturalnego minerału”, który wcale nie wygląda tak, jak byśmy sobie tego życzyli. Dociekliwym polecam ten artykuł na temat ałunu z bloga Nowa Alchemia.

Marketingowcy tymczasem potrafią sprzedawać nam ałun opatrzony różową wstążką i etykietkami „dezodorant bez aluminium”, „100% naturalny”, etc. Mnie osobiście takie bezczelne triki po prostu zniechęcają.

Jest to pewnie opcja zdrowsza niż zwykłe antyperspiranty – chociażby dlatego, że nie blokuje wydzielania potu i nie zawiera innych dodatków: parabenów, PEG, itd. – ale ja zdecydowałam się poszukać jeszcze lepszej alternatywy.

3. Gotowe dezodoranty bez aluminium


W sklepach z kosmetykami naturalnymi znajdziemy całkiem sporo dezodorantów nie zawierających soli aluminium. Zamiast związków glinu, które hamują wydzielanie potu, stosowane są w nich składniki antybakteryjne neutralizujące zapach: alkohol, soda oczyszczona, wyciągi roślinne, np. z szałwii, mięty, owoców cytrusowych, etc. Stosując je, owszem, pocimy się pod pachami, ale bezzapachowo (przynajmniej do pewnego czasu).

Jeżeli gotowe naturalne dezodoranty dobrze się u Was sprawdzają, macie szczęście - jest to z pewnością wybór najwygodniejszy. Ich skuteczność to jednak kwestia indywidualna – trzeba po prostu testować na własnej skórze. Ja niestety – mimo dobrych kilku prób – nie trafiłam jeszcze na dezodorant, który skutecznie neutralizowałby zapach potu przez wiele godzin. Mam wręcz wrażenie, że niektóre produkty, jak np. szałwiowa Alterra z Rossmanna, tylko ten zapach pogarszają. W mało aktywne dni nie najgorzej sprawdza się u mnie się dezodorant Lavery i Eco Cosmetucs, ale już przy większej aktywności typu rower czy fitness – cóż, niestety nie daje rady. Jeżeli możecie polecić inne produkty, chętnie wypróbuję – być może znajdzie się dla mnie jakaś perełka.

Ale przyznam szczerze, że ceny naturalnych dezodorantów lekko mnie powalają - szczególnie tych z najlepszymi opiniami w sieci i dobrym składem. Np. produkty marki Schmidt’s czy dr Haushka kosztują ok. 45- 50 zł – według mnie sporo za dużo. Na szczęście jest alternatywa - produkty DIY:)

4. Naturalne dezodoranty domowej produkcji


Na własnej skórze przetestowałam dwa dezodoranty, które można tanio i bardzo łatwo wykonać w domu.

Pierwszy z nich to mieszanka oleju kokosowego, sody oczyszczonej, mąki ziemniaczanej i cytrynowego olejku eterycznego.

Oto dokładne proporcje:
4 łyżki sody oczyszczonej
4 łyżki oleju kokosowego
1 łyżka mąki ziemniaczanej
15-20 kropli olejku eterycznego, np. cytrynowego lub z drzewa herbacianego

 

Całość wystarczy dokładnie wymieszać i dezodoranto gotowy. Po kąpieli palcami wmasowujemy go w skórę pod pachami.

To tylko jedna z wielu możliwych kombinacji, w sieci znajdziecie również inne warianty, np. z masłem shea i mixem olejków eterycznych na blogu Emi Naturalna czy z woskiem pszczelim i mieszanką różnych olejów wg przepisu Ewy z Zielonego Zagonka. Jeżeli lubicie takie eksperymenty, jest szansa, że w końcu znajdziecie dla siebie skład idealny:) Jeżeli chodzi o moją opinię, skuteczność tego dezodorantu porównałabym do gotowych sztyftów naturalnych – daje radę, ale nie przy większym wysiłku fizycznym. Nie ma szału, ale przynajmniej kosztuje dużo mniej;)

Ja póki co najbardziej jestem zadowolona z działania jeszcze innej domowej mikstury, znanej jako oliwka magnezowa. To roztwór wody destylowanej i chlorku magnezu (najczęściej w proporcji 2:1, 3:1, ale można też próbować 1:1). Ze względu na działanie antyseptyczne, neutralizuje zapach potu i przyznam, że u mnie sprawdza się w tej roli lepiej (działa dłużej) niż inne naturalne dezodoranty. To rozwiązanie testuje ostatnio także mój mąż, który –  jak to zwykle mężczyzna – poci się więcej. Twierdzi, że przez cały dzień pracy czuje się komfortowo – czyli naprawdę jest nieźle.

Dezodorant magnezowy ma jeszcze jedną, niezwykle ważną zaletę: ponieważ magnez najłatwiej wchłania się właśnie przez skórę, stosując go suplementujemy ten ważny dla zdrowia pierwiastek. No i kwestia ceny – w przeciwieństwie do drogich dezodorantów naturalnych, składniki do przygotowania zapasu oliwy magnezowej kosztują dosłownie parę złotych

A teraz czas na instrukcję przygotowania:

Potrzebne składniki:
100 g chlorku magnezu (o czystości farmaceutycznej)
200 ml wody destylowanej lub demineralizowanej (do kupienia na stacjach benzynowych)

 

Chlorek magnezu wsypujemy do słoika, zalewamy lekko podgrzaną wodą destylowaną i dokładnie mieszamy za pomocą plastikowej lub drewnianej łyżeczki, aż do rozpuszczenia. Studzimy i przelewamy do butelki z atomizerem (ja użyłam butelki po sprayu Alterry, który nie sprawdził się w roli dezodorantu – ale przynajmniej butelka się przydała;)) Stosujemy na suchą, nieuszkodzoną skórę, spryskując ją i lekko wcierając dłonią.

Jak dla mnie – idealne, praktyczne połączenie! Zachęcam, żebyście przetestowali, czy u Was też się sprawdzi.

Podsumowanie

Chociaż nie lubię popadać w skrajności, uważam, że codzienne stosowanie konwencjonalnych antyperspirantów nie jest dobre dla zdrowia. Wśród produktów gotowych niestety nie znalazłam dezodorantu bez aluminium, z którego działania byłabym zadowolona (szczególnie biorąc pod uwagę relację skuteczność/ cena).

U mnie najlepiej sprawdza się supertani, własnoręcznie przygotowany dezodorant magnezowy (przepis znajdziecie w tekście powyżej). Korzyść z jego stosowania to nie tylko niezła neutralizacja zapachu potu, ale także suplementacja transdermalna ważnego pierwiastka, jakim jest magnez.

Przypuszczam jednak, że organizm każdego inaczej reaguje na różne składniki naturalnych dezodorantów – to, co sprawdza się u mnie, może nie sprawdzić się u Was (i odwrotnie). Z całą pewnością warto jednak testować różne alternatywy i nie poddawać się przy pierwszych próbach. I jeszcze jedno: po odstawieniu konwencjonalnego antyperspirantu dajcie sobie kilka dni „wolnego” – dopiero wtedy, po odblokowaniu porów, będziecie mogli sprawdzić, czy naturalne rozwiązania zdają egzamin.

 

Ciekawa jestem, jakie są Wasze doświadczenia w tym temacie. Stosujecie dezodoranty bez aluminium? Robicie własne? Które działają najskuteczniej?

 

 

Mój prywatny weekend wellness:)

Mój prywatny weekend wellness:)

Każdemu z nas potrzebny jest czasem głęboki wypoczynek: totalne zwolnienie tempa i możliwość zadbania o ciało i duszę. Problemem zazwyczaj jest, wiadomo, brak czasu. Rzadko mamy możliwość wyłączenia się z życia i obowiązków na tydzień lub dwa, a dni wolne ja przynajmniej zawsze wolałam spędzać bardziej aktywnie. Ale ostatnio chyba dojrzewam do zmiany w tej kwestii: może niekoniecznie mogłabym się lenić przez tydzień lub dwa, ale już przez cały weekend – jak najbardziej! :)

W tym celu opracowałam swoją prywatną, autorską formułę weekendu wellness. Ta nazwa to oczywiście taki trochę chwyt marketingowy;) – chodzi po prostu o weekend, w którym zwalniam i ze szczególną uwagą dbam o siebie. To odrobina luksusu, którą możemy sobie podarować za niewielkie pieniądze – moim skromnym zdaniem o niebo lepsza i bardziej regenerująca niż wyjazd do SPA.

Moje założenia „weekendu wellness”

Weekend planuję odpowiednio wcześniej – tak, aby nic nie pokrzyżowało moich planów. Dzień wcześniej włączam tryb zakupowego szaleństwa w warzywniaku. Robię solidny zapas wszystkich warzyw i owoców, które lubię, jak najbardziej różnorodnych i kolorowych tak, aby dostarczyć organizmowi całego zestawu witamin i minerałów. Jeżeli są z nieznanego źródła, myję je dokładnie w wodzie z octem jabłkowym, następnie w wodzie z sodą oczyszczoną, a potem płuczę pod bieżącą wodą. Ta metoda pozwala usunąć z produktów przynajmniej część pestycydów.

Odpoczynek zaczynam w już piątek – staram się wtedy wyluzować z ilością pracy, jeść lekko i wybrać się na przynajmniej dwugodzinny spacer. 

1. Czysta, lekka dieta warzywna

Podczas weekendu jem głównie warzywa i trochę owoców, odrobinę kasz i odrobinę wysokiej jakości białka, np. ekologiczne jaja czy mięso. Jem dosyć dużo (warzyw) i często – tak, aby nie czuć głodu, ale też nie przejadać się. Przygotowuję warzywne, świeżo wyciskane soki. Używam dużej ilości rozmaitych ziół i przypraw. Jeżeli zgłodnieję, podjadam surową marchewkę albo piekę jabłko z odrobiną miodu. Pomiędzy posiłkami popijam dużo płynów: wodę, wodę z cytryną i imbirem, zieloną herbatę, napar z czystka, mięty.

2. Łagodne ćwiczenia

Stawiam na łagodny lub umiarkowany wysiłek fizyczny. Każdy dzień zaczynam od 5 rytuałów tybetańskich. Znajduję czas na długi spacer lub jazdę na rowerze gdzieś z dala od zgiełku miasta, najlepiej w lesie. Wieczorem ćwiczę jogę lub rozciągam się w towarzystwie filmiku z ćwiczeniami pilatesu.

Po ćwiczeniach nawadniam organizm naturalnym izotonikiem: wodą z cytryną, odrobiną miodu i szczyptą soli.

3. 100% naturalna pielęgnacja

W trakcie weekendu w 100% rezygnuję ze wszystkich kosmetyków i innych produktów zawierających sztuczne składniki. Do kąpieli - naturalne, czarne mydło, własnoręcznie przygotowane peelingi, kąpiele z dodatkiem naturalnych składników pomagających w oczyszczaniu. Do włosów szampon z sody oczyszczonej, płukanka z octu jabłkowego, olej arganowy, migdałowy. Do nawilżania skóry – olej kokosowy. Jako pasty do zębów używam własnoręcznie przygotowanej mikstury z sody oczyszczonej, soli, ksylitolu, imbiru i cytryny. Aby dać odpocząć mojej skórze, odpuszczam też sobie jakikolwiek makijaż.

W kuchni też używam tylko naturalnych środków do zmywania i sprzątania (cytryna, soda oczyszczona, woda). Jednym słowem – przestawiam się na tryb maksymalnie ekologiczny, na co na co dzień niestety nie zawsze mam czas.

4. Relaks i jeszcze raz relaks

Weekend spędzam w rytmie slow - nie spieszę się, nie planuję porządków czy spraw do załatwienia, zapominam o pracy. Zajmuję się głównie przyjemnościami: gotuję, dbam o ciało, czytam, piszę, oglądam pozytywne filmy. Spędzam chwilę na drobnych porządkach na półce z książkami albo w szafie z ubraniami, próbuję nowych pomysłów typu zrób to sam. W ciągu dnia bez skrupułów ucinam sobie krótką drzemkę albo leżę i gapię się w niebo:) Wyciszam telefon i nie dzwonię do nikogo, aby załatwić jakąś sprawę albo z obowiązku, najwyżej aby miło porozmawiać.

5. Sen

Wieczorem przed snem medytuję lub odprężam się słuchając muzyki (lub ptaków za oknem:)). Do łóżka kładę się ok. 21.00 i zasypiam przed 22.00 – sen wtedy jest najbardziej regenerujący.

Inne pomysły na weekend wellness w domu:

- godzinny seans domowy z masażystą (lub partnerem, który nam taki masaż wykona)
- ćwiczenia oddechowe
- kąpiel przy świecach z olejkami eterycznymi
- ćwiczenie uważności

Taki „weekend wellness”, bez obowiązków i planów, to oczywiście rzadkość, ale dzięki temu jest jeszcze bardziej wyjątkowy. Ja staram się zafundować sobie taki czas mniej więcej raz na kwartał – to pozwala wypocząć, oczyścić się i nabrać nowej pozytywnej energii. Bardzo Was zachęcam do przetestowania na własnej skórze!

Ja zaczynam już jutro:)