Mój przepis na congee – odżywczą zupę ryżową

Mój przepis na congee – odżywczą zupę ryżową

W książce, o której ostatnio Wam wspomniałam natknęłam się na danie, którego nazwy do tej pory nie znałam – congee (czyt. kondżi). To nic innego jak długo gotowana zupa ryżowa, w dosłownym tłumaczeniu „woda ryżowa”, u nas znana jako kleik.

Przynam, że kleik ryżowy nie kojarzył mi się dotąd zbyt dobrze – głównie jako danie dla chorych na czas rekonwalescencji po operacji czy problemach żołądkowych – lekkostrawne, ale też niezbyt odżywcze. Okazuje się, że tradycyjna medycyna chińska ma inne zdanie na ten temat: congee jest uznawane za bardzo wartościową potrawę, która odżywia organizm małym nakładem energii trawiennej. Przeczytałam gdzieś, że to idealne danie dla kobiet karmiących piersią, bo wspiera produkcję mleka, nie zastanawiając się więc długo postanowiłam je wypróbować.

Podstawowy przepis na congee

Jeżeli chodzi o klasyczne congee przepis jest prosty – przez ok. 4-6h gotujemy biały ryż z wodą w proporcji 1:6. Ja jednak wolę użyć bardziej wartościowego ryżu (brązowy lub czerwony) i całość nieco urozmaicić. Poniżej przepis na moją ulubioną wersję – congee z czerwonego ryżu z młodą marchewką, morelami i orzechami.

Congee z czerwonego ryżu z marchewką i bakaliami


Składniki (na 2 porcje)

100g czerwonego ryżu (takiego „luzem” – do congee zdecydowanie nie gotujemy ryżu w torebce!)

250g młodej marchewki lub odmiany baby

bakalie: 5 daktyli, 5 suszonych moreli bez siarki, orzechy laskowe i włoskie (ja miałam takie w miodzie)

przyprawy: kurkuma, cynamon, goździk, szczypta soli, np. himalajskiej

600ml wody

Przygotowanie

Ryż płuczę na sitku, a następnie zagotowuję z wodą. Po zagotowaniu dodaję kurkumę, goździk, sól, zmniejszam gaz i gotuję pod przykryciem przez ok. 3h na bardzo wolnym ogniu.

Po tym czasie dodaję marchewkę i daktyle i gotuję kolejną godzinę. Po ugotowaniu dodaję orzechy, morele i doprawiam szczyptą cynamonu. Gotowe!

To idealne śniadanie na nadchodzące jesienne chłody – cieszy podniebienie, rozgrzewa i syci na długo. Smacznego!

 

 

Zdrowa, domowa vegeta

Zdrowa, domowa vegeta

Dzisiaj mam dla Was przepis na uniwersalną, przydatną w każdej kuchni przyprawę – domową vegetę.

Jak pewnie wszyscy wiecie, gotowe mieszanki dostępne w sklepach oprócz suszonych warzyw zawierają sporo niepotrzebnych substancji: glutaminian sodu, cukier, skrobię, sztuczne barwniki i konserwanty. Ja z tego względu na wiele lat zrezygnowałam z używania vegety, do zup używając tylko świeżych warzyw i suszonych ziół.

W tym roku jednak – z racji ogródkowego urodzaju pietruszki i marchewki – domową mieszankę suszonych warzyw przygotowała moja mama i obdarowała nas sporym jej zapasem. Sprawdza się doskonale!

Jak przygotować domową vegetę? Cóż, nie ukrywam, że to dosyć pracochłonne: trzeba pozbierać, oczyścić i wysuszyć warzywa, a następnie je rozdrobnić i dobrze wymieszać. Ale jeżeli macie trochę czasu, naprawdę warto, bo ten dodatek później jest bardzo praktyczny i pomaga w superszybkim przygotowywaniu zdrowych zup, sosów warzywnych czy innych dań. Nawet najprostszym potrawom nadaje głębszego smaku i aromatu.

W naszym przypadku wszystkie warzywa pochodzą z ogródka moich rodziców, więc to wariant 100% eko, ale nawet jeżeli warzywa kupicie w zwykłym sklepie, taka domowa vegeta będzie o niebo zdrowsza niż kupowana.

Domowa vegeta – składniki na ok. 0,5 kg mieszanki


2 kg marchewki
0,5 kg korzenia pietruszki
1 duży seler
3 duże pory
2 duże pęczki natki pietruszki
1 duży pęczek lubczyku
1 duży pęczek natki selera
4 łyżki dobrej soli, np, kłodawskiej lub morskiej
opcjonalnie:
suszony czosnek, suszne grzyby leśne, kurkuma, pieprz

Przygotowanie

Wszystkie warzywa dokładnie myjemy. Marchew, korzeń pietruszki, seler i por kroimy w mniejsze, płaskie części i układamy do wysuszenia na kratki piekarnika lub suszarki do grzybów. Suszymy w niskiej temperaturze (ok. 60-70 stopni) przez kilka godzin (6-8h).

Natkę pietruszki, selera i lubczyk suszymy tradycyjnie, wieszając w ciepłym miejscu, lub podsuszamy razem z resztą warzyw w suszarce lub piekarniku.

Gdy wszystkie składniki są suche i twarde, przechodzimy do dalszego rozdrabniania. Okazuje się, że świetnie sprawdza się do tego malakser lub blender kielichowy z ostrym nożem. Po rozdrobnieniu wystarczy już tylko połączyć suszone warzywa z solą lub – opcjonalnie – pozostałymi składnikami: czosnkiem, kurkumą, pieprzem. Można też dodać suszone leśne grzyby, np. borowiki – co kto lubi:) Ja używam najprostszej, bazowej mieszanki, którą w zależności od dania wzbogacam kurkumą, czosnkiem czy innymi dodatkami.

 

 

Najlepszy przepis na dżem truskawkowy mojej Mamy

Najlepszy przepis na dżem truskawkowy mojej Mamy

Jeśli nacieszyliście się już świeżymi truskawkami, można powoli myśleć o zamknięciu ich w słoikach na zimę:) Dżem truskawkowy to klasyk wśród klasyków i dziś podzielę się naszym rodzinnym przepisem.

Oczywiście to nie jedyna metoda na przechowywanie truskawek – dużo prostsze i szybsze jest  mrożenie. Truskawki zamrożone w całości co prawda trochę tracą, jeśli chodzi o smak i konsystencję, ale do ciasta czy koktajli będą ok. Można zamrozić je także w postaci musu. Można też przygotować pasteryzowany kompot truskawkowy – wystarczy zagotować truskawki w wodzie, odrobinę posłodzić i przelać do słoików. Ale jednak… dżem to dżem;)  Jesienią i zimą ten smak, w połączeniu z bułką z masłem i kakao, będzie nie do przecenienia.

Poniżej znajdziecie przepis na dżem truskawkowy dopracowany do perfekcji przez moją Mamę - z prostym składem i niezbyt słodki. Nie używamy oczywiście żadnych żel-fixów, które, owszem, przyspieszają proces robienia dżemu, ale zawierają biały cukier, a także konserwanty, np. benzoesan sodu, a nawet oleje roślinne! – tu przykładowy skład. Rolę zagęszczacza pełnią naturalne pektyny z cytryny. Ilość cukru można oczywiście zwiększyć wedle preferencji, ale polecam najpierw spróbować z mniejszą ilością, szczególnie jeśli owoce są słodkie.

Przepis na dżem truskawkowy mojej Mamy


Składniki na 8-10 słoików

7 kg truskawek
4-5 cytryn
500 g cukru trzcinowego (spróbujcie, na ogół więcej nie trzeba!)

Przygotowanie

Owoce myjemy pod bieżącą wodą, z truskawek usuwamy szypułki. Do dużego rondla (lub dwóch:)) wrzucamy truskawki, przesypujemy cukrem i dodajemy sok i miąższ z cytryn. Można dodać też skórkę z cytryn (wcześniej sparzonych), ale moja Mama tego nie robi. Dżem doprowadzamy go wrzenia i gotujemy na małym ogniu przez około godzinę, cały czas mieszając. Po tym czasie kuchenkę można wyłączyć, ale warto od czasu do czasu dżem jeszcze przemieszać – w ten sposób odparujemy nadmiar pary możliwie najbardziej ekologicznie i ekonomicznie.

Dżem zostawiamy na drugi dzień. Następnego dnia po raz kolejny go zagotowujemy, a później odkładamy na bok, powtarzając zabieg z mieszaniem. Czynność można powtarzać tak długo, aż konsystencja dżemu będzie dla Was odpowiednia – my lubimy taki raczej rzadki niż gęsty, coś pomiędzy musem a gęstą marmoladą.

Do czystych i wyparzonych w gorącej wodzie lub w piekarniku słoików przelewamy dżem i zakręcamy. Słoiki z dżemem pasteryzujemy przez 15-20 minut w garnku z gotującą się wodą – pamiętajcie tylko, żeby na dno garnka położyć bawełnianą szmatkę, aby słoiki nie popękały. Po zagotowaniu słoiki ustawiamy do góry dnem i czekamy aż zakrętki „klikną” – to oznacza, ze dżem truskawkowy jest gotowy na zimę! Teraz tylko pozostaje cierpliwie na nią czekać:)

Ciekawa jestem, czy ten niskocukrowy przepis na dżem truskawkowy przypadnie Wam do gustu. Dla mnie jest idealny: pyszny i zdrowy!

 

 

[Nic Nowego #3] „Hummus” po polsku

[Nic Nowego #3] „Hummus” po polsku

Pamiętacie zeszłoroczną akcję Nic Nowego, w której razem z kilkoma innymi blogerami promowaliśmy zdrowe, polskie jedzenie? Przypomniało mi się o niej niedawno, a ponieważ sezon na nasze rodzime warzywa i owoce trwa, postanowiłam pomysł reaktywować. Tym razem akcja nie będzie w żaden sposób „sformalizowana”, ale jeżeli macie ochotę podzielić się przepisami na zdrowe dania bazujące na ogólnodostępnych, lokalnych, tanich produktach, zapraszam - publikujcie je na swoich blogach lub zamieszczajcie w komentarzach pod tekstem. Śmiało możecie częstować się też poniższą grafiką akcji:

nic nowego czyli sałatka z bobu

Ja dziś chcę podzielić się z Wami moim pysznym odkryciem – pastą, którą nazwałam „hummusem po polsku”. Przepis powstał przez przypadek – chciałam zrobić klasyczny hummus, ale okazało się, że nie mam większości potrzebnych składników;) Zamieniłam więc cieciorkę na białą fasolę, tahini na prażone ziarna słonecznika i dyni, a oliwę z oliwek – na olej lniany. Jak pewnie zauważyliście – wszystkie te produkty dostępne są u naszych polskich producentów. W efekcie powstało coś, co w smaku niekoniecznie przypomina tradycyjny hummus, ale jest zdecydowanie warte  wypróbowania i równie zdrowe.

„Hummus” po polsku


składniki na sporą miseczkę pasty

2 szklanki ugotowanej białej fasoli Jaś lub opłukanej fasoli z puszki (ja miałam także resztę ciecierzycy, więc dodałam)
1 szklanka ziaren słonecznika i pestek dyni (pół na pół)
3 ząbki czosnku
2-3 łyżki oleju lnianego tłoczonego na zimno
2 łyżki soku z cytryny
trochę zimnej wody
pestki dyni do dekoracji
sól, świeżo zmielony pieprz – do smaku

Przygotowanie:

Pestki słonecznika i dyni podprażam na suchej patelni, a następnie mielę w młynku do kawy (można też w mocnym blenderze, mój trochę się już stępił, więc posiłkuję się młynkiem). Do kielicha blendera wrzucam: fasolę, miazgę z ziaren słonecznika i dyni, czosnek, dolewam sok z cytryny i trochę wody (tyle, żeby masa sprawnie się miksowała). Miksuję na wysokich obrotach, a na koniec dodaję olej lniany oraz sól i świeżo zmielony pieprz.

Pastę, podobnie jak tradycyjny hummus, można zjadać z pieczywem (na zdjęciu żytni chleb z czarnuszką, która też super do tego zestawienia pasuje), warzywami pokrojonymi w słupki albo jako samodzielną przekąskę.

Jeżeli wypróbujecie koniecznie dajcie znać, jak Wam się taki zmodyfikowany przepis spodobał:) 

 

 

Konfitura z czerwonej cebuli – przepis i 3 najlepsze zestawienia

Konfitura z czerwonej cebuli – przepis i 3 najlepsze zestawienia

Znacie już ten rarytas? Ja jeszcze niedawno o istnieniu czegoś tak pysznego jak konfitura z czerwonej cebuli nie miałam pojęcia. Pierwszy raz spróbowałam jej przy okazji testowania cateringu dietetycznego - była pyszna, wyrazista, charakterystyczna (podana chyba z kaszą pęczak i mięsem z indyka). Postanowiłam zrobić taką samą:)

Dodam jeszcze, że  cebula (i biała, i czerwona) jest nie tylko pyszna, ale też bardzo zdrowa. Zawiera m.in. ważną dla zdrowia i urody siarkę, a także sód, potas, wapń, mangan, żelazo, kobalt, miedź, cynk, fosfor, fluor, jod, karoten, witaminy: E, B1, B2, B3, B5, B6, C. Ma działanie bakteriobójcze, odkwasza organizm, powoduje spadek cukru we krwi, obniża poziom cholesterolu we krwi i zapobiega tworzeniu się zakrzepów. Najzdrowsza oczywiście będzie na surowo, ale poddana lekkiej obróbce termicznej, np. duszeniu jak w przepisie poniżej, nadal zachowuje mnóstwo cennych właściwości!

Konfitura z czerwonej cebuli


Składniki na 1 duży słoik (ok. 6-8 porcji):

0,5 kg czerwonej cebuli
1 łyżka naturalnego miodu
4 łyżki dobrej jakości octu balsamicznego
odrobina oliwy z oliwek
sól, świeżo mielony pieprz
1/2 łyżeczki tymianku (ja nie miałam – użyłam rozmarynu – też ok)

opcjonalnie:
2 ząbki czosnku
pół kieliszka półwytrawnego czerwonego wina

Przygotowanie:

Cebulę kroję w pióra. Smażę powoli na oliwie z oliwek – tak, aby cebula się zeszkliła i lekko zarumieniła. Dodaję czosnek, tymianek, przyprawy. Na samym końcu dodaję miód i dolewam ocet balsamiczny i jeszcze chwileczkę mieszam, czekając aż odparuje. Gotowe! 

Najlepsze zestawienia

Z czym podawać konfiturę z czerwonej cebuli (kiedy już przestaniemy wyjadać ją po prostu łyżką;))? Oto moje propozycje:

1. Z pasztetem warzywnym

Ja przygowotuję różne warianty wegetariańskich pasztetów, wykorzystując składniki, które akurat mi zostały z innych dań: marchew, pieczarki, cebulę, soję, soczewicę, kaszę jaglaną. Fajne i proste przepisy na pasztety wegetariańskie podaje na swoim blogu Agnieszka Maciąg, np. pasztet z pieczonej marchwii albo cukinii.

2. Z pieczoną kaczką lub indykiem

Te rodzaje mięs lubią słodkawe dodatki takie jak jabłka, żurawina czy właśnie konfitura z czerwonej cebuli. Wystarczy upiec mięso na grillu lub w rękawie, a nasza konfitura zrobi z tego ciekawe i wykwintne danie.

3. Z sałatką z grillowanym serem halloumi

Kwestia Smaku – blog, na którym zawsze znajduję jakieś kulinarne inspiracje - podpowiada zestawienie konfitury z apetyczną sałatką z roszponką i serem halloumi - wierzę, że to musi być pyszne:)

 

Smacznego!

 

 

Przygotowanie spiżarni na zimę – część II: dwa najprostsze sosy warzywne

Przygotowanie spiżarni na zimę – część II: dwa najprostsze sosy warzywne

Czy też macie wrażenie, że tegoroczna jesień mija w zatrważającym tempie? Ostatnie tygodnie są dla mnie bardzo pracowite i nie zauważyłam nawet, kiedy końcówka lata zamieniła się w zimną, deszczową jesień. Na szczęście w tym małym chaosie udało mi się zrealizować jeden z jesiennych planów: przygotować warzywe przetwory na zimę.

Dziś przepisy na dwa pyszne i bardzo łatwe sosy, które w słoikach można przechowywać przez kilka miesięcy. Zamknięte w nich sezonowe warzywa już niedługo urozmaicą trochę naszą zimową dietę, wzbogacą ją o cenne dla zdrowia witaminy i będą cieszyć niespotykanym w zimie, pełnym słońca smakiem. Przepisy poniżej, zacznijmy jednak od przygotowania słoików.

Jak przygotować słoiki pod przetwory na zimę?

  • Wybieramy słoiki z nieuszkodzonymi, szczelnymi zakrętkami (można to sprawdzić wlewając do środka trochę wody i obracając słoik – jeżeli woda nie wycieka, wszystko powinno być ok).
  • Słoiki i zakrętki dokładnie myjemy ręcznie lub w zmywarce.
  • Bezpośrednio przed wlaniem gorącego sosu warzywnego puste słoiki i zakrętki wyparzamy, ustawiając je na kratce w piekarniku rozgrzanym do 110-120°C.

Przepis na gęsty sos pomidorowy na zimę

Pomidory dostępne w sklepach zimą niewiele mają wspólnego z tymi zbieranymi w sezonie, hodowanymi w słońcu. Gotowe sosy pomidorowe z kolei często zawierają niepotrzebne dodatki, a nawet dobrej jakości passata to nie to samo, co domowy, własnoręcznie przygotowany sos pomidorowy.

Ekspertem w przygotowywaniu sosu pomidorowego jest mój mąż – potrafi nie tylko sprawnie zarządzić całym procesem „produkcji”, ale też ma wystarczająco dużo cierpliwości, aby sos naturalnie zagęścić (czyli odparować) i po mistrzowsku doprawić.

Oto przepis najprostszy z możliwych:

Składniki (na ok. 10 litrowych słoików):

15-25 kg dojrzałych, sezonowych polskich pomidorów (np. malinowe lub lima)
- najlepiej takich „od rolinika”

ok. 1-2 łyżeczki soli morskiej
odrobina cukru trzcinowego
i najważniejsza sprawa – blender kielichowy

Można oczywiście pomidory parzyć i obierać ze skórki, przecierać, żeby w sosie nie było pestek, ale ja tam wolę ułatwiać sobie życie. Dlatego umyte i osuszone pomidory po prostu pokroiliśmy na ćwiartki, usuwając tylko twarde łyka ze środka i zmiksowaliśmy w blenderze. Taki wodnisty sos odparowujemy najpierw na patelni z grubym dnem (żeby było szybciej), a potem kolejne partie przelewamy do dużego rondla, w którym sos gotuje się powoli i gęstnieje.

Na koniec, kiedy sos jest już gęsty i aromatyczny, doprawiamy go solą i odrobiną cukru. Gorący sos wlewamy do wyparzonych słoików (instrukcja powyżej), zakręcamy i ustawiamy na zakrętce, nasłuchując aż „kliknie”. Ja nie bawię się w dodatkową pasteryzację słoików – tym bardziej biorąc pod uwagę fakt, że te moje warzywne przetwory na zimę nie postoją pewnie zbyt długo;)

Sos pomidorowy jest świetną bazą do szybkich, pożywnych posiłków, np.:

  • zupy pomidorowej
  • sosu neapolitańskiego – z dodatkiem oliwy z oliwek, cebuli, świeżego czosnku, pieprzu i ziół
  • domowego ketchupu - z dodatkiem cebli, miodu i odrobiny octu jabłkowego

Przepis na sos warzywny ala leczo

W tym roku postanowiłam zawekować też mój ulubiony sos przygotowywany z dużej ilości papryki, z cukinią i marchewką – w sezonie trochę się już zdążył mi znudzić, ale zimą takie danie będzie pysznym wspomnieniem lata.

Tak naprawdę miksy warzywne na zimę mogą być baaaardzo różne, do poniższej listy składników można dodać dynię, bakłażana, seler, kukurydzę prosto z kolby, ostrą paprykę – pomysłów jest mnóstwo. Ja wolę jednak najprostszy, bazowy sos, który później można doprawiać i wzbogacać w zależności od potrzeb.

Ten sos to w sumie nic odkrywczego, ale moim sekretnym składnikiem jest olej kokosowy, na którym podsmażam warzywa – dzięki niemu sos zyskuje słodkawy, trochę orientalny smak.

Składniki na ok. 8 słoików litrowych: 

10-15 papryk różnokolorowych 
2 spore cukinie 
2 kg marchwi 
1-2 kg pomidorów 
4-5 cebul 
kilka ząbków czosnku 
4 łyżki oleju kokosowego extra virgin
sól, pieprz, papryka mielona – do smaku

W rondlu z grubym dnem podsmażam na oleju kokosowym pokrojone drobno cebulę i czosnek, a następnie dodaję pokrojone w niewielką kostkę warzywa: najpierw marchew, potem paprykę i cukinię, na końcu pomidory zmiksowane jak w przepisie powyżej. Doprawiam do smaku. Duszę na wolnym ogniu ok. 1h i gorący sos przelewam do wyparzonych słoików, odstawiając je na zakrętkach na parę godzin (aż „klikną”).

Taki sos jest pożywnym daniem sam w sobie, może też być ekspresowym, zdrowym dodatkiem do mięs czy kasz, sprawdzi się też dobrze jako sos do naleśników. Można go dowolnie wzbogacać i przyprawiać – oto kilka przykładowych kompozycji:

  • sos w wersji na ostro z dodatkiem kukurydzy z puszki, sporej ilości chilli, żółtym serem – jako nadzienie zapiekanych tortilli
  • sos przyprawiony czubrycą - jako samodzielne danie, podany z żytnim chlebem
  • sos z dużą ilością rozmarynu – pyszny do pieczonych ziemniaczków i mięsa, np. z indyka

Ok, na dzisiaj tyle. Jeżeli Wasze przetwory na zimę są jeszcze ciągle w sferze planów, to dobry moment, aby przejść do realizacji;)