Tarta z mąki kokosowej z domowym budyniem i owocami

Tarta z mąki kokosowej z domowym budyniem i owocami

Jak wiecie, unikam oczyszczonej mąki pszennej i cukru. W poszukiwaniu zdrowszych alternatyw w końcu postanowiłam więc wypróbować mąkę kokosową. Nie było to łatwe spotkanie;) – mąka kokosowa ma inną strukturę niż większość innych znanych mi mąk, bardzo chłonie mokre składniki, dlatego trzeba nauczyć się z nią obchodzić.

Ja zaczęłam od dwóch niezbyt udanych wypieków ciasteczek – najpierw wyszły zbyt gumowate, potem sypały się w drobny mak. Już prawie się zniechęciłam, ale na Facebooku Czytelniczki pospieszyły z pomocą i sprawdzonymi przepisami:) Jedno jest pewne: z mąką kokosową warto trochę poeksperymentować, bo ma mnóstwo zalet – jest bezglutenowa, z natury lekko słodka i treściwa w składniki odżywcze. Zawiera relatywnie mało, za to dobrej jakości węglowodanów, sporo białka i błonnika, zdrowe tłuszcze.

Ja postawiłam na tartę kokosową z budyniem i owocami inspirowaną przepisem z bloga Cook It Lean. Jak się okazało, do trzech razy sztuka i w końcu ciasto okazało się udane, a na dodatek bardzo łatwe do przygotowania:) Jak zwykle trochę zmodyfikowałam przepis wyjściowy, więc dzielę się nim z Wami.

Tarta z mąki kokosowej z budyniem i owocami


Składniki na ciasto:

4 jajka + 1 białko pozostałe z budyniu
1 łyżka oleju kokosowego
2 łyżki ksylitolu
6 łyżek mąki kokosowej
1 łyżka wiórków kokosowych

Składniki na budyń:

1 szklanka mleka (u mnie kokosowe, ale może tez być inne roślinne lub zwykłe krowie)
1 łyżka naturalnego miodu
1 żółtko
1 łyżka mąki ziemniaczanej
1 laska wanilii

Na wierzch:

świeże lub mrożone owoce, u mnie mus malinowo-porzeczkowy i odrobina mango
wiórki kokosowe
ew. migdały, orzechy, świeże listki mięty, etc.

Przygotowanie:

Wszystkie składniki ciasta wrzucamy do wysokiego pojemnika i miksujemy na gładką masę. Masa wyszła mi dosyć luźna – na pewno nie tak zwarta jak ciastolina, co sugeruje Kasia z Cook It Lean, ale po upieczeniu ciasto było zwarte, więc myślę, ze podane przeze mnie proporcje są w sam raz.

Ciasto wykładamy na blaszkę, np. okrągłą o średnicy 25 cm, posmarowaną odrobiną oleju kokosowego. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180°C przez 15 minut, a następnie studzimy.

Budyń przygotowałam nieco inaczej niż w wyjściowym przepisie, tj. następująco: pół szklanki mleka kokosowego podgrzałam w małym garnku, drugie pół zmieszałam z żółtkiem, miodem, wanilią i mąką ziemniaczaną. Masę wlałam do gotującego się mleka i zagotowałam to wszystko razem, cały czas mieszając i pilnując, żeby nie zrobiły się grudki. Budyń zgęstnieje natychmiast po zagotowaniu, potem wystarczy go przestudzić i wyłożyć na upieczone ciasto.

Na wierzch ulubione owoce – teraz poza sezonem mogą to być owoce mrożone, cytrusy lub wszelkie domowe musy i dżemy. W sezonie letnim pyszne będą truskawski, maliny, porzeczki i inne polskie owoce. Do dekoracji można użyć trochę wiórków kokosowych lub orzechów. Pychota, polecam!

 

 

Pomysły na zdrowy kilkuskładnikowy obiad w pół godziny

Pomysły na zdrowy kilkuskładnikowy obiad w pół godziny

Lubię kulinarne eksperymenty i różne wymyślne dania wymagające spędzenia w kuchni 1-2 godzin, ale ostatnio – ponieważ muszę ciągle sporo odpoczywać – wyspecjalizowałam się w przygotowaniu superszybkich obiadów.

Najczęściej jest to coś wegetariańskiego, dosłownie 5-6 składników: złożone węglowodany + warzywa + zdrowy tłuszcz, ew. trochę białka w postaci sera, jogurtu czy jaja. Taki obiad przygotowuje się w kilkanaście minut, chyba nawet szybciej niż zupę, jest więc świetny, kiedy „nie ma czasu na robienie obiadu”.

Przedstawiam kilka moich ulubionych połączeń – oczywiście takich kombinacji można stworzyć dużo więcej tak, aby się nam nie znudziły.

Zdrowy obiad wegetariański w pół godziny – inspiracje


1.Makaron ryżowy + oliwa z oliwek + marchewka + czosnek + orzeszki ziemne

Zaskakująco proste i smakowite połączenie. Makaron gotuję, a na patelni na oliwie z oliwek podsmażam czosnek, pokrojoną w plastry marchewkę i orzeszki ziemne. Marchew może być półsurowa, chrupiąca. Na koniec dorzucam ugotowany makaron, doprawiam do smaku solą i pieprzem, chwilkę podsmażam i gotowe.

2. Kasza gryczana + feta + koperek + kiszony ogórek

Danie, które robię czasem z pozostałości kaszy z dnia poprzedniego – jest wtedy rekordowo szybkie, ot tyle, ile zajmuje wymieszanie w garnku i podgrzanie. Kiszonego ogórka wkrajam na końcu na talerzu.

3. Makaron pełnoziarnisty + oliwa + suszone pomidory + rukola + prażone pestki dyni i słonecznika

Dobrej jakości makaron nie potrzebuje wielu składników do towarzystwa, aby dobrze smakować. Tu w wersji włoskiej, z suszonymi pomidorami, pestkami i rukolą dodaną na samym końcu. Danie jest ekspresowe, sycące i ładnie wyglada.

4. Komosa ryżowa + jabłka + dynia + cynamon + jogurt naturalny z miodem

Obiady na słodko jadam rzadko, ale czasem jest to miła odmiana. Komosa, która zawiera sporo wartościowego białka sprawia, że robi się tu bardzo zdrowo:) Wystarczy zetrzeć na tarce jabłko i trochę dyni, lekko je podgotować z cynamonem, a następnie wymieszać z ugotowaną komosą. Na koniec polewam danie jogurtem wymieszanym z naturalnym miodem i cynamonem.

5. Ziemniaki w mundurkach + natka pieruszki + koperek + masło + sól + kefir

Danie dobrze znane z dzieciństwa i piękny dowód na to, że czasem im prościej tym lepiej. Ziemniaki gotuję w mundurkach, po czym obieram je lub nie (szkoda, szczególnie jeżeli są z dobrego źródła, w skórce jest dużo błonnika, witamin i minerałów). Posypuję obficie koperkiem, dodaję łyżkę masła, sól morską. Popijam kefirem.

6. Brązowy ryż + włoszczyzna + zioła + olej lniany

Żeby przygotować to danie jak najszybciej, włoszczyznę dorzucam do gotującego się ryżu (oczywiście wybieram ryż sypki, nie taki w foliowej torebce). Doprawiam natką pietruszki i jakąś intensywną w smaku mieszanką przypraw (ostatnio moja ulubiona to białowieski pieprz ziołowy, który przywiozłam z Podlasia). Nakładam na talerz i polewam 1-2 łyżkami oleju lnianego tłoczonego na zimno.

7. Kuskus razowy + cieciorka + marchewka + seler + cebula + przyprawa curry

Kuskus to chyba najbardziej ekspresowa kasza – wystarczy zalać ją wrzątkiem, przykryć i poczekać parę minut. W tym czasie na patelni podsmażam na maśle klarowanym cebulę i pokrojone drobno seler i marchewkę, dorzucam opłukaną ciecierzycę z puszki, potem gotowy kuskus, podlewam wodą i chwilę duszę. Doprawiam w stylu indyjskim mieszanką curry.

8. Kasza jaglana + brokuły + marchewka + olej kokosowy + prażone słupki migdałów

Warzywa podsmażam krótko na oleju kokosowym – tak, żeby zachowały lekką twardość. Na koniec dorzucam migdały. Zjadam np. z łyżką kaszy jaglanej, można dodać do niej rodzynki. Praktycznie nie potrzeba przypraw.

9. Makaron z ryżu jaśminowego + olej lniany + czosnek + pomidor + sezam

Najnowsze odkrycie mojego męża – makaron jaśminowy – świetnie nadaje się do ekspresowych dań. W połączeniu z olejem lnianym ma ciekawy, słodko-gorzki smak. Do tego jakieś warzywo, np. pomidor i czosnek oraz prażony sezam – pycha!

10. Ziemniak i fasolka szparagowa gotowane na parze + jajko sadzone + masło + szczypiorek

Dawno temu u mnie w domu jajo sadzone było na obiad zwykle wtedy, gdy nie było czasu na gotowanie „prawdziwego”. A przecież to bardzo wartościowe danie! Do tego wystarczy na parze ugotować ziemniaka i np. fasolkę szparagową, dodać odrobinę masła i soli, posypać szczypiorkiem i pożywny obiad gotowy.

 

Podrzucicie swoje pomysły na szybkie zdrowe obiady?

 

 

Zdrowa, domowa vegeta

Zdrowa, domowa vegeta

Dzisiaj mam dla Was przepis na uniwersalną, przydatną w każdej kuchni przyprawę – domową vegetę.

Jak pewnie wszyscy wiecie, gotowe mieszanki dostępne w sklepach oprócz suszonych warzyw zawierają sporo niepotrzebnych substancji: glutaminian sodu, cukier, skrobię, sztuczne barwniki i konserwanty. Ja z tego względu na wiele lat zrezygnowałam z używania vegety, do zup używając tylko świeżych warzyw i suszonych ziół.

W tym roku jednak – z racji ogródkowego urodzaju pietruszki i marchewki – domową mieszankę suszonych warzyw przygotowała moja mama i obdarowała nas sporym jej zapasem. Sprawdza się doskonale!

Jak przygotować domową vegetę? Cóż, nie ukrywam, że to dosyć pracochłonne: trzeba pozbierać, oczyścić i wysuszyć warzywa, a następnie je rozdrobnić i dobrze wymieszać. Ale jeżeli macie trochę czasu, naprawdę warto, bo ten dodatek później jest bardzo praktyczny i pomaga w superszybkim przygotowywaniu zdrowych zup, sosów warzywnych czy innych dań. Nawet najprostszym potrawom nadaje głębszego smaku i aromatu.

W naszym przypadku wszystkie warzywa pochodzą z ogródka moich rodziców, więc to wariant 100% eko, ale nawet jeżeli warzywa kupicie w zwykłym sklepie, taka domowa vegeta będzie o niebo zdrowsza niż kupowana.

Domowa vegeta – składniki na ok. 0,5 kg mieszanki


2 kg marchewki
0,5 kg korzenia pietruszki
1 duży seler
3 duże pory
2 duże pęczki natki pietruszki
1 duży pęczek lubczyku
1 duży pęczek natki selera
4 łyżki dobrej soli, np, kłodawskiej lub morskiej
opcjonalnie:
suszony czosnek, suszne grzyby leśne, kurkuma, pieprz

Przygotowanie

Wszystkie warzywa dokładnie myjemy. Marchew, korzeń pietruszki, seler i por kroimy w mniejsze, płaskie części i układamy do wysuszenia na kratki piekarnika lub suszarki do grzybów. Suszymy w niskiej temperaturze (ok. 60-70 stopni) przez kilka godzin (6-8h).

Natkę pietruszki, selera i lubczyk suszymy tradycyjnie, wieszając w ciepłym miejscu, lub podsuszamy razem z resztą warzyw w suszarce lub piekarniku.

Gdy wszystkie składniki są suche i twarde, przechodzimy do dalszego rozdrabniania. Okazuje się, że świetnie sprawdza się do tego malakser lub blender kielichowy z ostrym nożem. Po rozdrobnieniu wystarczy już tylko połączyć suszone warzywa z solą lub – opcjonalnie – pozostałymi składnikami: czosnkiem, kurkumą, pieprzem. Można też dodać suszone leśne grzyby, np. borowiki – co kto lubi:) Ja używam najprostszej, bazowej mieszanki, którą w zależności od dania wzbogacam kurkumą, czosnkiem czy innymi dodatkami.

 

 

Aromatyczny sos pomidorowo-szałwiowy (idealny do makaronu lub mięsa)

Aromatyczny sos pomidorowo-szałwiowy (idealny do makaronu lub mięsa)

Wspominałam Wam już, że uwielbiam kulinarne eksperymenty? Tyle się mówi o kreatywności w pracy, biznesie, szukaniu własnej pasji, ale żeby poczuć to wspaniałe „flow” czasem wystarczy wejść do kuchni i coś ugotować:)

Tak właśnie było w przypadku tego przepisu na sos pomidorowo-szałwiowy, który powstał z powodu… urodzaju ogródkowych pomidorów oraz rozrastającej się w zielniku szałwii. Sos jest bardzo aromatyczny, wyrazisty dzięki dużej ilości ziół – jeżeli nie przepadacie za takim ziołowym smakiem, zmniejszcie ilość szałwii podaną w przepisie. Chociaż dla mnie połączenie szałwii i pomidorów jest doskonałe, klasyczne, tak jak pomidory + bazylia albo pomidory + szczypiorek.

Sos pomidorowo-szałwiowy


składniki na 4 porcje sosu

3 kilogramy pomidorów
2 garści świeżej szałwii
6 cebul
6 ząbków czosnku
4 marchewki
1 średni korzeń selera
1 łyżeczka domowej „vegety” (suszu z warzyw)
2 łyżki masła klarowanego
przyprawy: sól, pieprz, słodka papryka
odrobina świeżych ziół: oregano, tymianku,

Przygotowanie

W pierwszej kolejności zajmuję się pomidorami – myję, usuwam gniazda i kroję je na małe kawałeczki. Można wcześniej sparzyć i usunąć skórkę, ale w przypadku domowych pomidorów ja ten krok pomijam. Pomidory wrzucam na głęboką, suchą patelnię i podsmażam często mieszając, tak, aby odparować jak najwięcej wody. W międzyczasie dodaję 3 ząbki wyciśniętego czosnku i domową „vegetę”.

Teraz czas na resztę składników. Warzywa myję, obieram i kroję w bardzo małą kosteczkę. Szałwię płuczę i część listków zostawiam w całości, część kroję drobno, osuszam. Na patelni rozgrzewam klarowane masło i wrzucam całe listki szałwii, krótko podsmażam po obu stronach i odkładam na talerzyk do wystygnięcia. Powstają w ten sposób chrupiące chipsy szałwiowe do dekoracji, wystarczy po 2-3 sztuki na każdą porcję sosu.

Na patelnię po chipsach wrzucam teraz kolejno: cebulę i czosnek, seler i marchewkę, a na końcu pokrojoną drobno szałwię. Podsmażam, a następnie dodaję do sosu z pomidorów. Doprawiam solą, pieprzem, papryką, świeżymi ziołami i – gotowe!

Sos smakuje świetnie z makaronem, w towarzystwie korniszona, natki pietruszki i szałwiowych chipsów. Dla mięsożerców można dodać jeszcze pokrojoną drobno i podsmażoną  kiełbasę. Myślę, że dobrze sprawdzi się też do mięs, np. kurczaka lub indyka, zamiast ziemniaków.

 

 

Najlepszy przepis na dżem truskawkowy mojej Mamy

Najlepszy przepis na dżem truskawkowy mojej Mamy

Jeśli nacieszyliście się już świeżymi truskawkami, można powoli myśleć o zamknięciu ich w słoikach na zimę:) Dżem truskawkowy to klasyk wśród klasyków i dziś podzielę się naszym rodzinnym przepisem.

Oczywiście to nie jedyna metoda na przechowywanie truskawek – dużo prostsze i szybsze jest  mrożenie. Truskawki zamrożone w całości co prawda trochę tracą, jeśli chodzi o smak i konsystencję, ale do ciasta czy koktajli będą ok. Można zamrozić je także w postaci musu. Można też przygotować pasteryzowany kompot truskawkowy – wystarczy zagotować truskawki w wodzie, odrobinę posłodzić i przelać do słoików. Ale jednak… dżem to dżem;)  Jesienią i zimą ten smak, w połączeniu z bułką z masłem i kakao, będzie nie do przecenienia.

Poniżej znajdziecie przepis na dżem truskawkowy dopracowany do perfekcji przez moją Mamę - z prostym składem i niezbyt słodki. Nie używamy oczywiście żadnych żel-fixów, które, owszem, przyspieszają proces robienia dżemu, ale zawierają biały cukier, a także konserwanty, np. benzoesan sodu, a nawet oleje roślinne! – tu przykładowy skład. Rolę zagęszczacza pełnią naturalne pektyny z cytryny. Ilość cukru można oczywiście zwiększyć wedle preferencji, ale polecam najpierw spróbować z mniejszą ilością, szczególnie jeśli owoce są słodkie.

Przepis na dżem truskawkowy mojej Mamy


Składniki na 8-10 słoików

7 kg truskawek
4-5 cytryn
500 g cukru trzcinowego (spróbujcie, na ogół więcej nie trzeba!)

Przygotowanie

Owoce myjemy pod bieżącą wodą, z truskawek usuwamy szypułki. Do dużego rondla (lub dwóch:)) wrzucamy truskawki, przesypujemy cukrem i dodajemy sok i miąższ z cytryn. Można dodać też skórkę z cytryn (wcześniej sparzonych), ale moja Mama tego nie robi. Dżem doprowadzamy go wrzenia i gotujemy na małym ogniu przez około godzinę, cały czas mieszając. Po tym czasie kuchenkę można wyłączyć, ale warto od czasu do czasu dżem jeszcze przemieszać – w ten sposób odparujemy nadmiar pary możliwie najbardziej ekologicznie i ekonomicznie.

Dżem zostawiamy na drugi dzień. Następnego dnia po raz kolejny go zagotowujemy, a później odkładamy na bok, powtarzając zabieg z mieszaniem. Czynność można powtarzać tak długo, aż konsystencja dżemu będzie dla Was odpowiednia – my lubimy taki raczej rzadki niż gęsty, coś pomiędzy musem a gęstą marmoladą.

Do czystych i wyparzonych w gorącej wodzie lub w piekarniku słoików przelewamy dżem i zakręcamy. Słoiki z dżemem pasteryzujemy przez 15-20 minut w garnku z gotującą się wodą – pamiętajcie tylko, żeby na dno garnka położyć bawełnianą szmatkę, aby słoiki nie popękały. Po zagotowaniu słoiki ustawiamy do góry dnem i czekamy aż zakrętki „klikną” – to oznacza, ze dżem truskawkowy jest gotowy na zimę! Teraz tylko pozostaje cierpliwie na nią czekać:)

Ciekawa jestem, czy ten niskocukrowy przepis na dżem truskawkowy przypadnie Wam do gustu. Dla mnie jest idealny: pyszny i zdrowy!

 

 

[Nic Nowego #3] „Hummus” po polsku

[Nic Nowego #3] „Hummus” po polsku

Pamiętacie zeszłoroczną akcję Nic Nowego, w której razem z kilkoma innymi blogerami promowaliśmy zdrowe, polskie jedzenie? Przypomniało mi się o niej niedawno, a ponieważ sezon na nasze rodzime warzywa i owoce trwa, postanowiłam pomysł reaktywować. Tym razem akcja nie będzie w żaden sposób „sformalizowana”, ale jeżeli macie ochotę podzielić się przepisami na zdrowe dania bazujące na ogólnodostępnych, lokalnych, tanich produktach, zapraszam - publikujcie je na swoich blogach lub zamieszczajcie w komentarzach pod tekstem. Śmiało możecie częstować się też poniższą grafiką akcji:

nic nowego czyli sałatka z bobu

Ja dziś chcę podzielić się z Wami moim pysznym odkryciem – pastą, którą nazwałam „hummusem po polsku”. Przepis powstał przez przypadek – chciałam zrobić klasyczny hummus, ale okazało się, że nie mam większości potrzebnych składników;) Zamieniłam więc cieciorkę na białą fasolę, tahini na prażone ziarna słonecznika i dyni, a oliwę z oliwek – na olej lniany. Jak pewnie zauważyliście – wszystkie te produkty dostępne są u naszych polskich producentów. W efekcie powstało coś, co w smaku niekoniecznie przypomina tradycyjny hummus, ale jest zdecydowanie warte  wypróbowania i równie zdrowe.

„Hummus” po polsku


składniki na sporą miseczkę pasty

2 szklanki ugotowanej białej fasoli Jaś lub opłukanej fasoli z puszki (ja miałam także resztę ciecierzycy, więc dodałam)
1 szklanka ziaren słonecznika i pestek dyni (pół na pół)
3 ząbki czosnku
2-3 łyżki oleju lnianego tłoczonego na zimno
2 łyżki soku z cytryny
trochę zimnej wody
pestki dyni do dekoracji
sól, świeżo zmielony pieprz – do smaku

Przygotowanie:

Pestki słonecznika i dyni podprażam na suchej patelni, a następnie mielę w młynku do kawy (można też w mocnym blenderze, mój trochę się już stępił, więc posiłkuję się młynkiem). Do kielicha blendera wrzucam: fasolę, miazgę z ziaren słonecznika i dyni, czosnek, dolewam sok z cytryny i trochę wody (tyle, żeby masa sprawnie się miksowała). Miksuję na wysokich obrotach, a na koniec dodaję olej lniany oraz sól i świeżo zmielony pieprz.

Pastę, podobnie jak tradycyjny hummus, można zjadać z pieczywem (na zdjęciu żytni chleb z czarnuszką, która też super do tego zestawienia pasuje), warzywami pokrojonymi w słupki albo jako samodzielną przekąskę.

Jeżeli wypróbujecie koniecznie dajcie znać, jak Wam się taki zmodyfikowany przepis spodobał:)