Jak być szczęśliwszym… o 10%

szczesliwszy o 10 procentJakiś czas temu dostałam od wydawnictwa Samo Sedno do zrecenzowania książkę amerykańskiego dziennikarza Dana Harrisa „Szczęśliwszy o 10%”. To historia jego poszukiwań spokojniejszego, mniej stresującego życia poprzez różne formy medytacji i praktykę uważności. Przyznam, że na początku lektura nie przypadła mi do gustu, bo autor w pierwszych rozdziałach opisuje głównie swoje problemy związane z pracą w telewizji, branży niezbyt mnie interesującej. Książka wylądowała na półce nieprzeczytana.

Ostatnio miałam jednak wiele czasu na czytanie, wiec postanowiłam dać jej jeszcze jedną szansę. I bardzo się z tego cieszę, bo relacja z rozdziału na rozdział robi się coraz ciekawsza, a wnioski, do jakich ostatecznie dochodzi Harris, są mi bardzo bliskie.

Dzięki spotkaniom z takimi postaciami jak Dalajlama, Eckart Tolle, Jon Kabat-Zinn czy innymi mniej lub bardziej wiarygodnymi przewodnikami duchowymi, Harris stopniowo odziera medytację z niedostępności i mistycyzmu. Przedstawia ją jako praktyczne i dostępne dla każdego narzędzie, które pozwala wyciszyć umysł i poczuć się lepiej. Szczęśliwej o te umowne 10% (a kto wie, może i o wiele więcej). Zestawia swoje sceptyczne przekonania dotyczące medytacji i ogólnie – rozwoju duchowego – z wiedzą innych ludzi oraz własnym doświadczeniem, coraz bardziej przemawiającym za korzyściami z tych praktyk.

Myślę, że ta książka to pozycja idealna dla każdego, kto chciałby nauczyć się medytacji, ale uważa, że „to nie dla mnie”, „próbowałem i nie potrafię”. W medytacji, jak udowadnia Harris, nie chodzi bowiem o rezultat, ale o proces sam w sobie, drogę, w którą może wybrać się każdy.

 

 

Smog w mieście – jak się chronić?

Smog to w sezonie grzewczym prawdziwa zmora naszych miast. Największym problemem jest niska emisja, czyli zanieczyszczenia z domowych kotłowni, które stanowią ponad 50% źródeł emisji pyłu zawieszonego i ponad 80% rakotwórczego benzo[a]pirenu. Na temat zagrożeń zdrowotnych związanych ze smogiem przeczytacie np. tutaj.

W ostatnich latach temat jest szeroko nagłaśniany w mediach jako tzw. alarm smogowy, ale mam wrażenie, że ciągle mało jest konkretów realnie poprawiających jakość naszego powietrza.

Co zatem możemy zrobić, aby chronić siebie i swoje dzieci przed wszechobecnym smogiem? Monitorować aktualny stan powietrza, np. korzystając ze strony www.aqicn.org. Wygodne są także aplikacje na telefon, np. polecana przez Antyweb jako najlepsza aplikacja Kanarek czy inne: Zanieczyszczenie Powietrza albo Smok Smog (dostępna tylko dla wybranych województw).

W razie alarmujących poziomów zanieczyszczeń lepiej zrezygnować z aktywności na zewnątrz i wietrzenia pomieszczeń, a w razie potrzeby dłuższego przebywania na powietrzu – używać maski przeciwpyłowej. Nie zaszkodzi też pomyśleć o roślinach oczyszczających powietrze w mieszkaniu - pisałam o tym tutaj.

smog jak się chronić

Źródło infografiki: Krakowski Alarm Smogowy

 

 

Plaster miodu – słuchowisko adwentowe

W grudniu zazwyczaj mamy na głowie więcej niż zwykle – wiadomo, przedświąteczne porządki, prezenty, gotowanie, wyjazdy, itp, itd. Niezależnie od tego czy święta Bożego Narodzenia mają dla nas wymiar religijny, czy niekoniecznie – ten okres to dobry czas, żeby trochę zwolnić i pozwolić sobie na odrobinę refleksji nad własnym życiem, wartościami, które w nim rządzą i ideałami, które mamy w głowie.

Dziś chcę polecić Wam jedną z możliwych form takich adwentowych rekolekcji – świetne, celne i momentami dowcipne miniwykłady o. Adama Szustaka, dominikanina, który od 2012 roku podbija YouTube kanałem Langusta na Palmie. Jednym z filmowych cykli o. Szustaka jest „Plaster miodu, Psalmy”, czyli bardzo życiowe i, powiedziałabym, nowoczesne, interpretacje 150 psalmów z biblijnej Księgi Psalmów. Myślę, że nawet osoba zagubiona w swojej wierze albo niewierząca będzie w stanie wyciągnąć z nich wiele dla siebie i poczuć na własnej skórze, jak ten szustakowy plaster miodu działa.

Dobrego grudnia!

 

 

 

10 ćwiczeń dobrych dla kobiet (w GIFach)

Poniżej zestaw 10 ćwiczeń, które przysłużą się naszym kobiecym ciałom. Polecane są szczególnie dla kobiet planujących zajście w ciążę, a także w ciąży i po porodzie, ale ja potraktowałabym je jako uniewersalne dla wszystkich z nas. Wzmacniają całe ciało, w tym mięśnie brzucha i mięśnie Kegla, pomagają rzeźbić ramiona, pośladki i uda. Każde z ćwiczeń wykonujemy we własnym tempie przez 60 sekund. 1. „deska Spidermana” 1 2. przysiady z podrzucaniem piłki 2 3. przysiady z obciążeniem 3 4. rozciąganie taśmy 4 5. wykroki 5 6. unoszenie bioder z podnoszeniem nogi 6 7. spacer z taśmą 7 8. wyciąg ramion 8 9. ślizgi nóg 9 10. unoszenie nogi przy podniesionym biodrze10   Źródło: Pregnancy Exercises, Man Repeller

 

 

Woda z kranu kontra woda butelkowana

Jednym z pierwszych zaleceń, z jakimi spotkałam się podczas szukania naturalnych sposobów na leczenie niedoczynności tarczycy, było wyeliminowanie picia wody z plastikowych butelek. Głównym problemem z punktu widzenia zdrowia jest tworzywo PET, z którego produkowane są butelki, a które posądza się o szkodliwy wpływ m.in. na naszą gospodarkę hormonalną. Ale problem plastikowych butelek nie ogranicza się tylko do szkodliwego oddziaływania na zdrowie. Obejmuje także kwestie ekologiczne (kupując wodę w butelkach ogromnie zaśmiecamy naszą planetę) oraz kwestie, nazwijmy to, etyczne czy ideologiczne (bo przecież każdy człowiek na Ziemi powinien mieć do wody dostęp swobodny i bezpłatny).

Co skłania nas zatem do kupowania wody w butelkach – plastikowych czy też korzystniejszych dla zdrowia, ale drogich, szklanych? W dużej mierze strach przed jakością wody w naszych kranach. Strach, który częściowo wykreowany został przez… marketingowców – właśnie po to, aby za relatywnie grubą kasę sprzedać nam coś, co płynie przecież w naszych kranach.

Temat ciekawie i z szerokiej perspektywy omówiony jest w tym kilkuminutowym filmiku - co prawda amerykańskim, ale myślę, że w dobie korporacji o globalnym zasięgu nie ma to większego znaczenia:

 

Oczywiście kwestią niezwykle ważną w całym tym problemie jest rzeczywista jakość wody kranowej. Według informacji podawanych przez miejskie przedsiębiorstwa wodno-kanalizacyjne, w największych miastach w Polsce woda jest uzdatniana przy zastosowaniu nowoczesnych technologii i bezpieczna do bezpośredniego spożywania. We Wrocławiu, w którym mieszkam, można jednak spotkać się z opinią o fluoryzacji wody (a jak twierdzą specjaliści, nadmiar fluoru potrafi nieźle namieszać w naszym zdrowiu). Ale nawet jeżeli – chyba nadal nie jest z nią tak źle (tu parametry wody we Wrocławiu - takie informacje możecie uzyskać w odniesieniu do każdego miasta – choć w mniejszych miejscowościach pewnie jest z tym większy problem).

Pozostaje też jeszcze kwestia jakości instalacji w naszych domach (za co miejskie wodociągi już nie odpowiadają) - to już wymaga sprawdzenia na własną rękę lub u zarządcy nieruchomości i ew. rozważenie stosowania filtrów oczyszczających.

Inną sprawą jest jeszcze zawartość minerałów w wodzie. Zauważcie, że zwolennicy wody kranowej porównują ją zwykle z butelkowanymi wodami źródlanymi, a nie z wodą mineralną, co według mnie jest pewnego rodzaju manipulacją.

Sprzecznych informacji nie brakuje – wystarczy zestawić ze sobą parę wyglądających na wiarygodne artykułów: za piciem wody z kranu i przeciw. Można się pogubić i niełatwo zająć w tym temacie jednoznaczne stanowisko. Ale można też sprawę przemyśleć i dokonywać wyborów z większą świadomością różnych jej aspektów.

Według mnie, jak zawsze – najbardziej wskazana jest różnorodność. Piję wodę z kranu, w miejscach publicznych także, choć rzadziej (btw, tu lista miejsc, w których wodę z kranu dostaniecie bezpłatnie). Kupuję też wodę mineralną w butelkach. Staram się wybierać te szklane, ale cóż, nie zawsze mam taką możliwość, wtedy sięgam po plastik. W wyborze konkretnych wód także stawiam na różnorodność, kierując się przede wszystkim zawartością poszczególnych minerałów i takimi opracowaniami jak np. test Fundacji Pro-Test. Czy to najlepsze z możliwych wybory? Nie wiem, ale przynajmniej dywersyfikuję ryzyko;)

 

 

Cały ten cukier – pułapki pseudozdrowego jedzenia

Na Facebooku polecałam już kiedyś film Cały ten cukier (That sugar film) – dokument, który odkrywa przed nami gorzką prawdę na temat skutków nadmiernego spożycia cukru. Główny bohater, Damon Gameau, w ramach eksperymentu włącza do swojej diety duże ilości produktów postrzeganych jako „zdrowe”: płatki śniadaniowe, jogurty, owocowe smoothie, etc., które w rzeczywistości zawierają zaskakujące dawki cukru. Na efekty takiego odżywiania nie trzeba niestety czekać długo i jak się możecie domyślić, są one mocno niepokojące. Zapowiedź filmu możecie obejrzeć tutaj: 

 

cały ten cukier

Nakładem wydawnictwa Varsovia ukazała się także książka o tym samym tytule, rozwijająca wątek fatalnego w skutkach „romansu” autora z cukrem. W książce oprócz historii opowiedzianej w wersji filmowej znajdziecie także trochę dokładniej wyjaśnione mechanizmy oddziaływania cukru na nasz organizm (forma przekazywania wiedzy jest bardzo przystępna, obrazkowa, ale też dość uproszczona). Ostatni rozdział to przepisy na zdrowe dania bezcukrowe w stylu paleo - być może kilka najciekawszych niebawem opublikuję.

Wielu ludzi, z którymi rozmawiałam na temat tej książki czy filmu twierdzi, że w pewnym sensie był to dla nich przełom w myśleniu o zdrowym odżywianiu – to pokazuje, że popularne mity na temat pseudozdrowego odżywiania nadal mają się niestety nieźle, mimo rosnącej świadomości społecznej.

Dla mnie ciekawostką w całym tym cukrowym eksperymencie był fakt, że autor spożywał taką samą ilość kalorii co wcześniej (a jest on zwolennikiem diety paleo, czyli sporej ilości tłuszczu), zachował aktywność na podobnym poziomie, a mimo to przytył ponad 8 kg w dwa miesiące. Choć te dodatkowe kilogramy to w zasadzie tylko skutek uboczny większych problemów, mających odzwierciedlenie w znacznie gorszych wynikach badań.

Według mnie warto do tej książki zajrzeć. Świetny prezent dla „niereformowalnych” łasuchów!;)