6 powodów, dla których wolę polskie morze zimą niż latem

6 powodów, dla których wolę polskie morze zimą niż latem

Chociaż pochodzę z południowej Polski, w dzieciństwie prawie co roku spędzałam 2-3 tygodnie wakacji nad Bałtykiem. Bardzo miło te wyjazdy wspominam, ale potem przez kilka(naście?) kolejnych lat trochę się na polskie morze obraziłam. Upały, leżenie na plaży, tłumy ludzi, stoiska z pamiątkami i niezdrowym jedzeniem na każdym kroku, ścisk w knajpkach, horrendalne ceny, głośne dyskoteki nocą – to zupełnie nie mój świat, dlatego wyjazdy nad morze przestały mnie w zasadzie interesować, czasem tylko zdarzył się jakiś krótki wyjazd weekendowy lub rowery na Helu, Uznamie, Wolinie.

Dopiero kilka lat temu przez przypadek, podczas służbowej konferencji, odkryłam, że Bałtyk ma też zupełnie inne oblicze, które bardzo polubiłam – zimowe! Pusta, piękna plaża sprzyjająca długim spacerom, wspaniałe widoki, spokój, cisza. Teraz, kiedy mamy wreszcie trochę mrozu i śniegu, jest według mnie idealny czas, aby pojechać nad polskie morze. Oto 6 powodów, które powinny Was do tego przekonać:)

Dlaczego warto pojechać nad polskie morze zimą?


1. Cisza i spokój

Zimowy wyjazd nad morze – w przeciwieństwie do letniego – sprzyja wyciszeniu, relaksowi, kontemplacji. Z moich obserwacji wynika, że zimą zamiast amatorów imprez i rodzin z małymi dziećmi częściej spotkamy tu starszych ludzi, małe grupki kobiet, rodziców z dorosłymi dziećmi. Wieczorem zamiast głośnych dyskotek - kolacje przy grzanym winie lub herbacie, gorąca sauna. Na tę porę roku jak dla mnie opcja idealna.

2. Brak tłumów na plaży

To chyba najważniejszy argument. Podczas kiedy latem plażowanie najczęściej odbywa się w towarzystwie kilkuset innych osób, zimą plaża się wyludnia, szczególnie wczesnym rankiem i popołudniami. A nawet jeżeli wybieramy się na spacer w popularnych godzinach, ludzi jest znacznie mniej i nie trzeba cały czas uważać, aby kogoś nie zdeptać – można śmiało iść przed siebie i dać zahipnotyzować się falom:)

3. Przepiękny krajobraz

Myślę, że latem nie mamy szansy zobaczyć nawet ułamka tego piękna. Zimą, kiedy plaża jest niemal pusta, brzeg morza i wydmy zasnute śniegiem, a kolory niespotykanie harmonijne, polskie morze jest bardzo malownicze i kojące.

4. Świetne warunki do aktywności fizycznej i zadbania o wygląd

Według mnie nawet lepsze niż latem – ze względu na mniejszą ilość ludzi. Zimowe spacery brzegiem morza hartują, dotleniają i wzmacniają mięśnie, jogging po pustej plaży jest znacznie bardziej przyjemny i intensywny, a wieczorem w hotelach czekają baseny, sauny, masaże i zabiegi SPA.

5. Większa ilość jodu

Bałtyk zalicza się do mórz o największym nasyceniu jodem, a jesienią i zimą (listopad-marzec), szczególnie podczas silniejszych wiatrów, jest jego najwięcej. Jod pełni w naszym organizmie ważną rolę przede wszystkim regulując pracę tarczycy. To ważny argument szczególnie dla osób z niedoczynnością, ale nie tylko, bo odpowiednia praca tarczycy ma wpływ na cały nasz organizm: od kondycji psychicznej i poziomu energii, przez utrzymanie właściwej wagi, po szereg funkcji zachodzących na poziomie komórkowym.

6. Znacznie niższe ceny pobytu

Dzięki znacznie mniejszemu popytowi turystycznemu (póki co;)) zimą noclegi nad Bałtykiem są tańsze nawet o kilkadziesiąt procent niż latem. W bardzo rozsądnej cenie można wyjechać do ośrodka SPA lub hotelu z basenem. Jeżeli szukacie okazyjnych ofert, zajrzyjcie na któryś z serwisów zakupów grupowych. My w tamtym roku upolowałyśmy w ten sposób tygodniowy pobyt w hotelu nad samym brzegiem morza z wyżywieniem i pakietem zabiegów – w sumie za kilkaset złotych.

A jeżeli te argumenty jeszcze nie zachęciły Was do zimowego wyjazdu nad polskie morze, obejrzyjcie tę galerię zdjęć. Poniżej dorzucam jeszcze kilka pstryków z mojego zeszłorocznego pobytu w Darłówku. 

morze bałtyckie polskie morze

bałtyk zimowy brzeg

 

 

Pomysł na aktywny weekend: Dolina Baryczy

Pomysł na aktywny weekend: Dolina Baryczy

Macie takie miejsca, które w jakiś tajemniczy sposób Was przyciągają, niezależnie od pory roku czy pogody? Gdzie odpoczywacie w 100%, w kontakcie z przyrodą i rytmie slow? Jeżeli lubicie ten sposób relaksu, wybierzcie się w Dolinę Baryczy. Jesienią jest tam naprawdę pięknie!

Dolina Baryczy to park krajobrazowy położony na pograniczu Dolnego Śląska i Wielkopolski. Jego częścią jest unikatowy w skali kraju i Europy rezerwat przyrody Stawy Milickie, należący do sieci Living Lakes, podobnie jak Bajkał, Morze Martwe, Balaton czy Titicaca. Dolina Baryczy przyciąga przede wszystkim miłośników ptaków i birdwatchingu. Budowane tu od pokoleń stawy hodowlane w połączeniu z pobliskimi lasami i łąkami stały się ostoją lub przystankiem w podróży dla ok. 300 gatunków! Ale to dopiero początek atrakcji:)

Jak spędzić czas w Dolinie Baryczy?

Infrastruktura turystyczna całej okolicy jest bardzo bogata. Szlaki piesze i rowerowe, ścieżki edukacyjne, możliwość jazdy konnej, kajaki po rzece Barycz, wspominany birdwatching i fotosafari, łowiska wędkarskie, a także okoliczne zabytki i lokalne pyszności – wśród tych atrakcji każdy znajdzie coś dla siebie. Poniżej 5 moich propozycji.

1. Dłuuugi spacer wśród stawów


Taki spacer to atrakcja sama w sobie, szczególnie dla kogoś, kto w Dolinie Baryczy jest po raz pierwszy. Bardzo przyjemna trasa wśród dwóch największych stawów z kompleksu Stawno – Grabownicy i Słupickiego – wiedzie z miejscowości Stawno. Co nas czeka na szlaku? Przepiękne widoki, interaktywne tablice edukacyjne, drewniane budki-czatownie, z których można podglądać ptaki czasem z całkiem bliska, kilka robiących niesamowite wrażenie starych gospodarstw leżących w samym sercu parku krajobrazowego w miejscowości Dyminy. Wielu ludzi na szlak zabiera ze sobą kije do nordic walkingu.

2. Obserwacja ptaków


Nie należę do osób cierpliwych i męczące jest dla mnie długie trwanie w bezruchu, ale obserwacja ptaków i otaczającej przyrody, szczególnie z ukrycia, wśród idealnej ciszy, to taka forma medytacji, kontaktu z samym sobą. Idealnie wycisza po intensywnym tygodniu. Uwaga: przydaje się lornetka i – gdy jest chłodniej – termos z ciepłą herbatą.

3. Wycieczka rowerowa


Szlaków rowerowych w Dolinie Baryczy nie brakuje – wystarczy ich na cały, aktywny dzień, z przerwą na obiad np. w Miliczu. Dobrze wydane mapki szlaków rowerowych znajdziecie w wielu restauracjach i knajpkach w całej okolicy. W wersji elektronicznej dostępne są np. tutaj. Najdłuższa, prawie stukilometrowa trasa to szlak pomarańczowy, który wiedzie wzdłuż całego biegu rzeki Baryczy, przez trzy województwa: od Antonina w wielkopolskim aż do ujścia Baryczy do Odry w Wyszanowie w woj. lubuskim.

4. Pyszna świeża ryba na obiad


Dolina Baryczy to raj dla miłośników ryb i ogólnie – zdrowego jedzenia. Karpie i inne gatunki ryb żyją tu w naturalnych warunkach i przyrządzane są na wiele sposobów, według tradycyjnych lokalnych receptur. My testowaliśmy dwie restauracje w Miliczu – Pałacową i Parkową. W obu ryby były świeże, pyszne, bez problemu przygotowano je dla mnie bez panierki, oczywiście w towarzystwie dobrych świeżych surówek. Warto też zajrzeć na Dni Karpia, które organizowane są we wrześniu i październiku. W ramach tej inicjatywy restauracje zapraszają na kolacje pod hasłem „Ryba do syta” – płacąc za bilet wstępu możemy skosztować dań rybnych na wszystkie sposoby. W menu znalazłam m.in. karpia smażonego w cebulce, karpia w sosie kurkowym, miodowo – jabłkowym i … pasztet z karpia.

5. Kawa w starej fabryce bombek


Miłośnikom starych, industrialnych wnętrz polecam jeszcze uwadze KOM – Kreatywny Obiekt Multifunkcyjny, zaaranżowany w starej fabryce bombek choinkowych (z pozostałością w postaci kolorowej Sali Bombek). Takie wnętrza cieszą oko. KOM to propozycja zarówno dla dzieci (warsztaty, urodziny), jak i dorosłych (oferta dla biznesu, kawiarnia z dobrą kawą). Więcej informacji możecie znaleźć tutaj.

 

Dolina Baryczy poleca, czyli jak można promować region

Przy okazji pierwszego pobytu w Miliczu natknęliśmy się też na ulotki promujące Dolinę Baryczy, a wśród nich interesujący mnie z zawodowego punktu widzenia wątek regionalnego systemu promocji produktów i usług turystycznych Dolina Baryczy Poleca. W ramach tej marki promowane są lokalne firmy przyjazne środowisku i spełniające takie postulaty jak „ekologia’, „etyczny biznes”, „silny związek z obszarem z Doliny Baryczy”, „wysoka jakość” czy „współpraca i solidarność”. Wg mnie niezła inspiracja dla wielu niedocenianych, chociaż przepięknych regionów w Polsce.

Jeżeli wybieracie się w Dolinę Baryczy, koniecznie zajrzyjcie na tę stronę - to super przewodnik po lokalnych specjałach. Obejrzyjcie też te dwa pięknie wydane informatory turystyczne – już samo przeglądanie zdjęć sprawia, że się relaksuję:

stawy milickie tajemnice doliny baryczy

A tu jeszcze na zachętę zdjęcie z Doliny Baryczy z ubiegłego roku (autor: KM). Miłego, aktywnego weekendu!

dolina baryczy na rowerach

 

 

 

 

Górskie wędrówki w praktyce, czyli co zabrać w góry na jeden i na kilka dni

Górskie wędrówki w praktyce, czyli co zabrać w góry na jeden i na kilka dni

Chociaż pewnie nikt nie zastanawia się nad tym specjalnie, mieszkanie w mieście daje nam porządnie w kość: hałasem, zanieczyszczeniem, szybkim tempem życia i stresem. Dobrze jest mieć miejsce, do którego można uciec, odetchnąć, zregenerować siły. Dla mnie takim miejscem są góry. Dowolne – wyższe, niższe, zielone, skaliste – grunt, że daleko od miasta i wyżej. Mam zawsze wrażenie, że wraz z rozrzedzającym się powietrzem w górach rozrzedzają się też codzienne problemy i stres, a odpoczynek jest wtedy stuprocentowy.

„W górach jest wszystko, co kocham”*: bliskość przyrody, wszystkie żywioły, naturalny porządek, cisza, zachwycające widoki, intensywny wysiłek i czas na refleksję, świetni ludzie, ważne rozmowy, prostota czynności, jedzenie i woda, które smakują wtedy najlepiej, no i zwykle także… mój mąż:) O zaletach górskich wędrówek mogę pisać w nieskończoność.

W dzisiejszym poście mam jednak zamiar zejść na ziemię i ułatwić życie wszystkim tym, którzy dopiero zaczynają przygodę z górami. A dodam, że koniec lata i wczesna jesień to doskonały czas na chodzenie po górach, bo są wtedy przepiękne!

Przedstawiam moje dwie dyżurne listy: co zabrać w góry na 1 dzień, a co na dłuższy pobyt z noclegami. Po stworzeniu takich list warto je przechowywać na dysku albo w notesie, żeby przy kolejnej wyprawie nie musieć planować od nowa i o niczym nie zapomnieć. Ja postanowiłam wykorzystać do tego bloga.

PS. Te listy dotyczą wyjazdu wiosenno-letnio-wczesnojesiennego, zimą trochę je trzeba zmodyfikować.

Co zabrać w góry na jeden dzień

* rzeczy nie aż tak niezbędne jak reszta - ja zwykle biorę:)
wygodny plecak  30-40 l (najlepiej z osłoną przeciwdeszczową – jeżeli nie macie, zawartość plecaka można zapakować w szczelne worki)

buty górskie (koniecznie wcześniej sprawdzone w terenie!)
kurtka przeciwdeszczowa
polar/ ciepły sweter
wełniany lub bawełniany T-shirt / koszulka termoaktywna
lekka koszula lub bluzka z długim rękawem
spodnie górskie z odpinanymi nogawkami lub zestaw: krótkie shorty + getry
chusta na szyję
kapelusz/ czapka
rękawiczki
*dodatkowe skarpetki

okulary słoneczne

krem z filtrem
pomadka ochronna do ust
*suchy żel antybakteryjny (dobry na szlaku, gdzie nie ma jak umyć rąk)
chusteczki higieniczne
plastry na odciski
woda utleniona + gaza wyjałowiona
środek przeciwbólowy

kijki trekkingowe
czołówka/ latarka
mapa
*książeczki PTTK
zapałki

dokumenty
pieniądze
telefon z dobrze naładowaną baterią
nr telefonu GOPR/ TOPR: 601 100 300
*lekki aparat fotograficzny

*termos z ciepłą herbatą z miodem i cytryną
woda mineralna / woda z cytryną, miodem i szczyptą soli (najlepszy domowy izotonik)

kanapki, umyte i pokrojone warzywa w pojemniku
*gotowane jaja, kabanosy
jabłka, banany
suszone owoce, orzechy, migdały
gorzka czekolada

Co zabrać w góry na dłuższy pobyt z noclegami

plecak  45-60 l z osłoną przeciwdeszczową
*ew. mniejszy plecak, jeżeli planujecie wędrówki w zasięgu jednego schroniska
dodatkowe reklamówki/ worki foliowe

buty górskie (sprawdzone podczas dłuższych wypraw!)
japonki/ lekkie klapki pod prysznic
kurtka przeciwdeszczowa
polar/ ciepły sweter
wełniane lub bawełniane T-shirty/ koszulka termoaktywna (x ilość dni+1)
lekka koszula lub bluzka z długim rękawem
spodnie górskie z odpinanymi nogawkami lub zestaw: krótkie shorty + getry
dodatkowe ciepłe spodnie/ getry
chusta na szyję
kapelusz/ czapka
rękawiczki
bielizna osobista, skarpetki (x ilość dni+1)
coś ciepłego do spania (u mnie zwykle bluzka z długim rękawem i legginsy)

okulary słoneczne

krem z filtrem
pomadka ochronna do ust
*suchy żel antybakteryjny
chusteczki higieniczne
plastry na odciski
środek przeciwbólowy, wit. C, ew. inne leki
małe opakowanie maści na rozgrzanie mięśni
woda utleniona + gaza wyjałowiona

minikosmetyki:
żel pod prysznic i szampon 2w1
tonik do twarzy
kilka wacików
*krem do twarzy na noc w saszetce
szczoteczka do zębów
pasta do zębów mini
antyperspirant
*fluid do twarzy
grzebień, gumki do włosów
pęseta i obcinaki do paznokci 

mały ręcznik/ szybkoschnący ręcznik z mikrofibry

kijki trekkingowe
czołówka/ latarka i zapasowe baterie lub akumulatorek do ładowania
mapa
*książeczki PTTK
zapałki/ zapalniczka
*minibutla gazowa do przygotowania ciepłej herbaty i posiłku
*turystyczny garnek z przykrywką
*kubek
*łyżka, nóż

śpiwór, karimata (jeżeli nie mamy zarezerwowanych noclegów z pościelą), ew. namiot (jeżeli jest ryzyko, że nie zdążymy dotrzeć do schroniska)
*zatyczki do uszu (w schroniskach bywa głośno)

dokumenty (w tym dowód osobisty)
pieniądze
telefon z dobrze naładowaną baterią, ładowarka lub zapasowa bateria
nr telefonu GOPR/ TOPR: 601 100 300
*lekki aparat fotograficzny

termos z ciepłą herbatą z miodem i cytryną
woda mineralna (np. 4-5 butelek x 0,5l)
bidon z wodą z cytryną, miodem i szczyptą woli (najlepszy domowy izotonik)
torebki herbaty do zrobienia w schronisku (ja biorę zawsze zieloną i owocową)

jedzenie na drogę:
kanapki np. z pieczonym mięsem
umyte i pokrojone warzywa w pojemniku (np. ogórki, papryka, pomidorki koktajlowe, marchewka)
jabłka, banany
suszone owoce, orzechy, migdały
gorzka czekolada

*jedzenie na kolejne dni (niektórzy stawiają na żywienie w schroniskach, ale z tym różnie bywa, więc lepiej mieć ze sobą zapas na wszystkie dni):
*pieczywo żytnie
*kabanosy pakowane próżniowo
*kiełbasa (zdarzają się ogniska:))
„twarde” warzywa: ogórki, papryka
*miód lub nutella w plastikowych opakowaniach
*mały pojemniczek miodu
zapas gorzkiej czekolady
zapas suszonych owoców
zapas wody

I w drogę:)

My ruszamy jutro i w ciągu najbliższych dni zamierzamy zdobyć trzy kolejne szczyty Korony Gór Polski - wracam we wrześniu:)

 

 

Korona Gór Polskich – czyli co zrobić przed 30-tką

Korona Gór Polskich – czyli co zrobić przed 30-tką

Zawsze z ciekawością przeglądałam zestawienia typu „100 rzeczy, które muszę zrobić w swoim życiu” - to niesamowite, jak różne rzeczy inspirują różnych ludzi. Na uporządkowanie mojej prywatnej „bucket list” jeszcze przyjdzie czas, a póki co niedawno pojawił się plan na to, co by tu zrobić przed trzydziestką.

Korona Gór Polskich przed 30-tką

Na początku tego roku mój genialny Mąż wpadł na pomysł, aby nasze chodzenie po górach przenieść na wyższy level. Oznajmił mi, że jeżeli mamy więcej wolnego czasu spędzać w górach, to on potrzebuje uczynić z tego wyzwanie. Tak właśnie dowiedziałam się, że jest coś takiego jak Korona Gór Polskich – czyli lista najwyższych szczytów wszystkich pasm górskich w Polsce. Oraz że nie kto inny, ale właśnie my będziemy tę koronę zdobywać. Czas: do grudnia 2014 (w tym miesiącu oboje obchodzimy trzydzieste urodziny).

Grunt to motywacja

Dla mnie góry to najlepszy sposób na oderwanie się od rzeczywistości i odpoczynek w najdoskonalszej formie, dlatego od wielu lat staram się spędzać tam jak najwięcej dni w roku. Prawda jest jednak taka, że życie w mieście, obowiązki, zmęczenie i chroniczny brak czasu nie zawsze sprzyjają realizacji tego, co dla nas dobre. Zawsze coś tam wypadnie: nieskończony projekt, impreza u znajomych/ rodziny, deszczowa pogoda, pilne wydatki. Po jakimś czasie okazało się, że plan pt. „Zdobywamy Koronę Gór Polskich przed 30-tką” działa i motywuje nie tylko mojego męża, ale też mnie. Wkręciłam się, chociaż jeszcze parę lat temu wydawało mi się, że w tym wieku będziemy zastanawiać się, czy to już czas na dziecko albo kiedy zarobimy pierwszy milion…

Korona Gór Polskich – action plan

Chyba jeszcze nie wspominałam, że jednym z moich ulubionych zajęć jest planowanie. Wszelakie, od ogółu do szczegółu i odwrotnie. Okazało się, że Korona Gór Polskich to świetny obszar do planowania, a także ciągłego udoskonalania i weryfikowania planów: co, kiedy, w jakiej kolejności i co zrobić, kiedy pogoda pokrzyżuje plany. Na początku zastanawiałam się nad zakupem wydanych na potrzeby koncepcji książeczek (koszt ok. 30 zł/szt. z wysyłką), w których spisuje się wszystkie przebyte trasy Korony, ale ostatecznie stwierdziłam, że nie chodzi o ewidencję dowodów, tylko przyjemność chodzenia po górach. Chociaż… myślę, że w przypadku męskiej części naszych wypraw byłaby to bonusowa motywacja;)

Wracając do action planu, aby był realny w ciągu 1 roku założyliśmy, że nie będziemy zdobywać tych szczytów, na których byliśmy razem w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy. Takim sposobem na starcie mieliśmy już na koncie następujące szczyty:

Śnieżka – Karkonosze – 1602 m n.p.m. (wielokrotne wejścia, ostatnio we wrześniu 2013)
Ślęża – Masyw Ślęży – 718 m n.p.m. (wejście maj 2013)
Szczeliniec Wielki – Góry Stołowe – 919 m n.p.m. (wejście wrzesień 2013)
Tarnica – Bieszczady – 1346 m n.p.m. (wejście sierpień 2013)
Wysoka Kopa – Góry Izerskie – 1126 m n.p.m. (wejście listopad 2013)

Karkonosze

W pierwszych, zimowych miesiącach 2014 roku do listy dołączyły jednodniowe wypady na:

Skopiec – Góry Kaczawskie – 724 m n.p.m. (wejście styczeń 2014)
Skalnik – Rudawy Janowickie – 945 m n.p.m. (wejście styczeń 2014)
Wielka Sowa – Góry Sowie – 1015m n.p.m. (wejście styczeń 2014)

rudawy

Potem przyszedł czas na Beskidy, które do tej pory znałam bardzo pobieżnie. W majowy długi weekend zdobyliśmy trzy beskidzkie szczyty:

Skrzyczne  - Beskid Śląski - 1257 m n. p.m. (wejście 1 maja 2014)
Czupel – Beskid Mały – 933 m n.p.m. (wejście 2 maja 2014)
Babia Góra – Beskid Żywiecki – 1725 m n.p.m. (wejście 3 maja 2014)

a w weekend czerwcowy (niech żyją długie weekendy!) kolejne trzy, czyli:

Mogielica – Beskid Wyspowy - 1171 m n.p.m. (wejście 19 czerwca 2014)
Lubomir – Beskid Makowy – 904 m n.p.m. (wejście 20 czerwca 2014)
Lackowa – Beskid Niski - 997 m n.p.m. (wejście 21 czerwca 2014)

Beskidy

Najpiękniejsze w całej idei zdobywania Korony Gór Polskich jest to, że odwiedzamy miejsca, do których najprawdopodobniej nigdy byśmy nie dotarli. Czujemy się jak mali odkrywcy, badamy teren i już teraz mamy listę miejscowości i pasm, które na pewno jeszcze odwiedzimy w przyszłości, np. inną porą roku albo w większym gronie.

W tej chwili nasz projekt pt. Korona Gór Polskich zrealizowany jest dokładnie w 50% – czyli do zdobycia pozostało nam jeszcze 14 szczytów. Planujemy niedługo tygodniowy urlop w Tatrach z wyzwaniem w postaci najwyższego w Polsce szczytu, czyli Rysów oraz malowniczymi, lajtowymi Gorcami – już nie mogę się doczekać!