Zielone Podlasie – wymarzony urlop dla miłośników natury, z nutką egzotyki w tle

Zielone Podlasie – wymarzony urlop dla miłośników natury, z nutką egzotyki w tle

Wróciliśmy właśnie z krótkiego urlopu na wschodzie Polski i muszę powiedzieć, że Podlasie totalnie mnie zauroczyło. Czas płynie tam wolniej, ludzie wydają się być bardziej bezpośredni i wyluzowani, a wszechobecna zieleń, rozległe przestrzenie i świeże powietrze pozwalają wspaniale się zregenerować. Podlasie to również misz-masz różnych kultur i religii, taki egzotyczny punkt na mapie Polski. Żydowskie synagogi, tatarskie meczety, prawosławne monastyry i świątynie katolickie wydają się współistnieć obok siebie całkowicie naturalnie. Jak zwykle w moich relacjach z wyjazdów, opiszę nasz plan podróży (samochód + rowery) i postaram się przekazać jak najwięcej praktycznych informacji dla tych, którzy wybierają się w te rejony.

Podlasie - co warto zobaczyć

Nasza podróż była mocno ograniczona w czasie (mieliśmy niecały tydzień), więc w planie podróży znalazły się miejsca, z których  województwo podlaskie słynie i których nie chcieliśmy przegapić. Lubimy intensywne zwiedzanie, ale mimo dość napiętego programu nie zabrakło czasu na relaks, leżenie na trawce przy lokalnym piwku (mąż) czy drzemkę w środku parku (ja):) Oto szlaki, które przetarliśmy:

[Wrocław] – [Warszawa] – Tykocin – Pentowo - Waniewo-Śliwno – Białystok – Supraśl – Kruszyniany – Białowieża – Siematycze – Grabarka – [Kazimierz Dolny] – [Wrocław]


Tykocin

Miasteczko w przewodnikach nazywane jest „wrotami Podlasia”. Brukowane, niemal puste uliczki, Synagoga, niespotykany w innych częściach kraju rynek z małymi drewnianymi domkami dookoła i mnóstwo ptaków – to wszystko tworzy spokojny, nieco senny, ale bardzo urokliwy obrazek. Warto też odwiedzić zrekonstruowany Zamek w Tykocinie, wypić tam pyszny kwas chlebowy i przespacerować się wzdłuż rzeki. No i punkt obowiązkowy – żydowska restauracja Tejsza.

tykocin

Pentowo – Europejska Wieś Bociania

Zaraz obok Tykocina znajduje się Dworek Pentowo, czyli Europejska Wieś Bociania – sielsko zagospodarowany teren z mnóstwem bocianich gniazd, stawami i stadniną koni. Ciekawe doznania słuchowe:) – wieczorem słychać klekot bocianów i kumkanie żab.

Kładka nad rzeką Narew

W rozlewisku rzeki Narew między miejscowościami Waniewo i Śliwno rozciągnięto drewnianą kładkę z czterema przeprawami na pływającej platformie przeciąganej ręcznie za pomocą lin. Warto odwiedzić to miejsce – świetna zabawa dla małych i dużych oraz piękne widoki:)

kladka sliwno waniewo

Białystok

W Białymstoku planowaliśmy zatrzymać się tylko na chwilkę, odwiedzić Pałac Branickich, planty i jechać dalej, ale uroczy, tętniący gwarem rynek zatrzymał nas na nieco dłużej na chilloutowy lunch, kawę i mrożoną herbatę. Uwaga, przy Rynku Kościuszki w lodziarni „Bella Vita” można zjeść pyszne lody w oryginalnych smakach, np. pokrzywowo-rozmarynowe albo buraczkowe.

bialystok-rynek

Supraśl

Głównym zabytkiem Supraśla jest prawosławny montaster i Muzeum Ikon. Niestety mieliśmy pecha, bo w poniedziałki obiekt jest zamknięty dla turystów, przespracerowaliśmy się więc tylko po miasteczku i pojechaliśmy dalej.

Kruszyniany

Ta wioska na granicy z Białorusią to z kolei ostoja społeczności tatarskiej. W przepięknie utrzymanym tatarskim meczecie przewodnik wprowadził nas w tajniki kultury, której zupełnie nie znaliśmy, opowiadając bardzo ciekawie o islamie, tatarskich zwyczajach i współistnieniu różnych religii na jednym terenie. Niedaleko meczetu znajduje się też cmentarz tatarski, który warto obejrzeć, a w przyszłości w Kruszynianach uruchomione będzie muzeum kultury tatarskiej – mam nadzieję, że dotrzemy tam ponownie. No i oczywiście gwóźdź programu: Tatarska Jurta - słynna w całej Polsce restauracja z tradycyjną kuchnią tatarską, punkt obowiązkowy, jedzenie zapamiętamy na długo:)

kruszyniany


Puszcza Białowieska – rowerem 

Kolejny dzień naszej wycieczki postanowiliśmy spędzić na rowerach i myślę, że była to bardzo dobra decyzja: Puszcza Białowieska jest tak rozległa, że zwiedzanie jej na piechotę znacznie by nas ograniczyło. W Białowieży funkcjonuje kilka wypożyczalni rowerów, koszt to 30 zł/rower/dzień. Uwaga, najlepiej poszukać map z trasami rowerowymi w internecie, bo te drukowane, dostępne m.in. w wypożyczalniach, są nie najlepiej opracowane i potrafią wprowadzić w błąd. Na rowerach zjeździliśmy kawał puszczy, odwiedziliśmy Miejsce Mocy – czyli miejsce o nasilonym, pozytywnie wpływającym na organizm promieniowaniu. Co prawda nie poczułam tych wyjątkowych wibracji;), ale świetnie się tam zregenerowaliśmy po paru godzinach jazdy. Odwiedziliśmy też oczywiście Pokazowy Rezerwat Żubra – chociaż na początku ucieszyłam się, że zobaczę wilka, przyznam, że za kratami, bez watahy towarzyszy, wyglądał trochę smutno:( Ostatni punkt na trasie rowerowej to park pałacowy w Białowieży i leżenie na trawce przed pięknie zdobionym drewnianym dworkiem myśliwskim.

puszcza bialowieska rowerempark zamkowy białowieża

 

… i na piechotę

Do Rezerwatu Ścisłego Białowieskiego Parku Narodowego można wejść tylko z przewodnikiem prywatnym (opcja droższa – koszt ok. 150 zł/ 3-godzinne wejście) lub przewodnikiem PTTK (opcja tańsza - koszt 145 zł do podziału na ilość osób w grupie, czyli do 10-12 osób, również 3 godziny). My zdecydowaliśmy się oczywiście na PTTK i przewodniczka okazała się rewelacyjna. Biuro PTTK znajduje się przed wejściem do parku, w okolicach stawów. Warto umówić się dzień wcześniej i pamiętać o punktualności – po sformowaniu grupy kolejne osoby nie mogą dołączyć.

Zwiedzanie rozpoczęliśmy o godz. 10.00.  - najpierw park zamkowy, pozostałości dawnego zamku, a potem już przejście do Rezerwatu Ścisłego. O puszczy mogłabym napisać wiele, bo ten prastary las - unikalny na skalę naszego kontynentu, w którym człowiek ingerował tylko minimalnie - zrobił na mnie duże wrażenie. Puszcza jest piękna, dzika, zielona, pełna zapachów i dźwięków. Wspaniałe miejsce, aby wyciszyć umysł, a wyostrzyć zmysły. Nie spotkaliśmy żubra, ale mieliśmy szczęście po drodze obserwować młode borsuki – podobno niespotykany widok:)

puszcza-bialowieska puszcza-bialowieska-z-przewodnikiem


Zastanawialiśmy się, czy nie zostać w Białowieży na dłużej, ale zbliżający się długi weekend trochę nas odstraszył, bo podobno robią się tam wtedy straszne tłumy. Udało nam się zachować jak najlepsze wrażenia i po małych zakupach na bazarkach (lokalne przyprawy i herbatki, ręcznie robione drewniane miseczki i podkładki) ruszyliśmy dalej, na południe.

Odwiedziliśmy Świętą Górę Grabarkę – prawosławne sanktuarium słynące z wielu uzdrowień i otaczający cerkiew „las” krzyży wotywnych przynoszonych tam przez pielgrzymów. Podobno jest ich już ponad 10 tysięcy i ten widok faktycznie robi wrażenie.

grabarkakrzyżeW okolicy warto odwiedzić też Drohiczyn (więcej informacji tutaj) i Mielnik (więcej tutaj) – nam niestety zabrakło już czasu, bo śpieszyliśmy się na nocleg w Kazimierzu Dolnym. Dalsza część urlopu, czyli Kazimierz to zresztą materiał na kolejny wpis – byliśmy pierwszy raz, ale na pewno wrócimy w jakimś spokojnym terminie.

A wracając do Podlasia – trochę smutno było je żegnać, bo kojarzy mi się z wszystkim, za czym tęsknię mieszkając w mieście: zielenią, świeżym powietrzem, bliskością dzikiej natury, małymi, otwartym społecznościami. Tak jak napisałam w tytule: to wspaniałe miejsce na wypoczynek dla osób, które kochają kontakt z przyrodą, a na urlopie nie potrzebują głośnych imprezowni czy budek z goframi i piwem (choć, cóż, może tu też otwierają się takowe w sezonie;))

Ps. Jeżeli zamierzacie odwiedzić te tereny, polecam świetną stronkę, z której korzystałam praktycznie każdego dnia: www.atrakcjepodlasia.pl

 

Gdzie nocować i gdzie pysznie zjeść na Podlasiu

No i na koniec trochę konkretów, bo wiem, że niektórzy właśnie tego szukają:) Dzięki potędze internetu i poleceniom z bloga i serwisu TripAdvisor w zasadzie wszystkie miejsca, w które dotarliśmy wspominać będziemy bardzo dobrze. Z czystym sumieniem zatem mogę podzielić się z Wami linkami, tym bardziej, że ceny są zdecydowanie bardziej przyjazne niż w wielu innych rejonach Polski. Nocleg w fajnym standardzie to koszt ok. 100 zł/ pokój 2-osobowy, pełny, dobry obiad spokojnie można zjeść za 60-80 zł/2 osoby.

 

Nocleg w Białowieży i okolicach Puszczy Białowieskiej


My skorzystaliśmy z oferty Domków w Białowieży, pokój Wojtek-2 i był to bardzo dobry wybór. Dom położony jest na uboczu Białowieży, co gwarantuje zieleń i ciszę dookoła. Sam pokój dokładnie taki, jaki lubię: cały w drewnie, z wygodnym łóżkiem, minianeksem kuchennym, czystą łazienką i osobnym wejściem. Dookoła domu ładnie zaaranżowana przestrzeń: huśtawka, stół i ławy, miejsce na grilla i ognisko. Widok na wschodzący księżyc gratis;)

noclegi bialowieza

Godne polecenia są też noclegi na terenie Białowieskiego Parku Narodowego, w Parku Zamkowym – nie nocowaliśmy, ale budynek prezentuje się dobrze, no i jakby nie patrzeć śpimy wtedy w Parku Narodowym:) (znajduje się tam także Muzeum Przyrodnicze i biuro dyrekcji Parku).

Nocleg na łonie przyrody


Zatrzymaliśmy się w Dworze Pentowo – ładnie zachowanym, kameralnym budynku z paroma pokojami. Jego mieszkańców spotykaliśmy jeszcze na naszej trasie kilkakrotnie.

 

Dobre restauracje na Podlasiu


Jak się możecie domyślić, teren, na którym mieszają się wpływy różnych kultur i religii jest też przebogaty jeżeli chodzi o tradycje kulinarne. Mamy tam restauracje żydowskie, tatarskie, sporo inspiracji zza wschodniej granicy i ciekawą kuchnię regionalną z dziczyzną na czele. Dla smakoszy prawdziwy raj:) Poniżej restauracje, które zdecydowanie warto odwiedzić.

Tejsza, Tykocin - restauracja żydowska, z pysznymi daniami regionalnymi i tradycyjnymi oraz przemiłą obsługą. Przetestowane przez nas i polecane:

  • żydowski kawior, czyli przystawka z wątróbki drobiowej z cebulką, podawana na macy
  • rosół
  • kreplech, czyli pierogi z wołowiną
  • potrawa, która smakowała mi najbardziej: cymes, czyli gulasz wołowy z marchwią i bakaliami na miodzie

restauracja-tejsza-tykocin

Akcent, Białystok – przyjemna knajpka-kawiarnia, z dużym wyborem kaw i zaskakująco niskimi cenami jak na rynek dużego miasta (przynajmniej w porównaniu do Wrocławia). Dobre tarty i pyszna herbata.

Bella Vita, Białystok - wspominana przeze mnie już wcześniej kawiarnia z pysznymi lodami, duży wybór smaków, od najbardziej popularnych po takie ciekawostki jak lody pokrzywowo-rozmarynowe czy buraczkowe

lody-bialystok

Tatarska Jurta, Kruszyniany – tu z kolei spróbujecie kuchni tatarskiej, niesamowicie aromatycznej i treściwej. Dotarliśmy późno, w ostatniej chwili, nie udało się nam więc spróbować słynnego pierekaczewnika, ale zamówione przez nas potrawy były re-we-la-cyj-ne:

  • chłodnik
  • jagnięcina z kaszą gryczaną, sosem tatarskim i surówką
  • kryszonka, czyli jednogarnkowa potrawa z wołowiną, warzywami i ziemniakami, podawana z surówką i sosem
  • lemoniada z rokitnika

tatarska jurta kruszyniany

Polecam też ciasteczka Czok-czoki, przypominające minifaworki, oblane miodem i obsypane makiem i rodzynkami. Zjadłam, zanim pomyślałam o sfotografowaniu;)

Pokusa, Białowieża - ładne, eleganckie wnętrze, ciekawe dania z dziczyzny i regionalne piwo – po całym dniu na rowerach nie mogliśmy marzyć o niczym więcej. Wypróbowaliśmy:

  • biały chłodnik z opiekanymi ziemniaczkami i żurek (pyszne)
  • gulasz z jelenia z zieloną fasolką szparagową i babką ziemniaczaną
  • pieczeń z dzika z buraczkami i kopytkami

restauracja-pokusa-bialowieza

Stoczek, Białowieża - wysokie ceny, ale podobno najlepszy kucharz w Białowieży, więc na zupę można się szarpnąć;) My nie zdążyliśmy tam dotrzeć, bo plan zwiedzania był dosyć napięty, ale następnym razem wstąpimy na pewno.

Leśny Dworek, Hajnówka - restauracja bardzo niepozorna, słabo zlokalizowana i urządzona w stylu PRL (i nie, nie jest to stylizacja;)), ale potrawy bronią się same, a w szczególności:

  • czerwony barszcz z krokietem (pyszny, aromatyczny, domowy)
  • hit restauracji: mięsne kartacze – pycha!

Nie polecam tylko pierogów z mięsem smażonych w głębokim tłuszczu (nie pamiętam nazwy, ale były w „Daniach specjalnych”, więc się skusiliśmy). Według mnie niespecjalne w smaku i zdecydowanie zbyt ciężkostrawne.

Z innych lokalnych specjałów polecamy też:

  • ser koryciński, szczególnie z czarnuszką
  • kwas chlebowy – według mnie dużo lepszy u nas niż na Ukrainie, ale trzeba czytać etykiety, bo znacząco różnią się składem i zawartością cukru
  • lokalne piwa – mój mąż poleca browar Gloger, szczególnie pils Bykowe

Podsumowując – wschodnia część Polski ma do zaoferowania bardzo wiele i myślę, że na letnie wakacje to dużo ciekawsza opcja niż zatłoczone wybrzeże Bałtyku czy Mazury. Zawsze to powtarzam: w Polsce można spędzić świetny urlop, a nasz pobyt na Podlasiu tylko tę tezę potwierdza:) 

 

 

Krótki pobyt w Rzymie – co warto zobaczyć (i zjeść:))

Krótki pobyt w Rzymie – co warto zobaczyć (i zjeść:))

Sporo się dzieje ostatnio dookoła mnie: i dobrze, i źle, i radośnie, i stresująco – samo życie. Czas wolny dzielę między moich bliskich, wplatając kiedy się da trochę ćwiczeń, jakiś wyjazd, parę stron książki przed snem. A pisać byle co i byle jak nie lubię i nie chcę, musicie mi więc wybaczyć czasem dłuższe przestoje na blogu.

Gdzie byłam, kiedy mnie nie było? Między innymi w Rzymie:) Chociaż spędziliśmy tam tylko 3 dni, jestem pod dużym wrażeniem tego miasta i na pewno jeszcze do niego wrócę. Postanowiłam spisać informacje, które mogą przydać się osobom wybierającym się do Rzymu tak jak my, na 2-3 dni. Przy dobrym planowaniu nawet podczas tak krótkiego pobytu można zwiedzić najważniejsze atrakcje Rzymu i skosztować nieco włoskiego la vita lenta w klimatycznych knajpkach i uroczych zaułkach miasta.

Nasz 2,5-dniowy plan zwiedzania Rzymu


Do wyjazdu do Rzymu przygotowaliśmy się solidnie, nie chcąc tracić czasu na miejscu na poznawanie miasta i układanie tras zwiedzania. Korzystając z zakupionego przewodnika Baedeker’a (który sprawdził się bardzo dobrze) opracowaliśmy dosyć intensywny plan na 1 popołudnie i 2 pełne dni. Plan oczywiście orientacyjny, bo w Rzymie nie sposób nie dać się ponieść przed siebie śladami zabytkowej architektury, przypadkowymi uliczkami, które przyciągają swoim klimatem, zaglądając do mijanych świątyń i parków.

 

Dzień 1 (przylot do Rzymu ok. południa)

ok. 15.30  Zapoznanie z miastem: spacer koło Koloseum, Forum Romanum, Campo di Fiori, Zamek Św. Anioła

ok. 18.00 Park Gianicolo – podobno jeden z lepszych punktów widokowych na Rzym, my dotarliśmy tam przed zachodem słońca i panorama miasta rzeczywiście była piękna

ok. 19.30 Travestere - kolacja na Zatybrzu i spacer tą mniej tłumną, ale równie klimatyczną częścią starego Rzymu

powrót koło Circus Maximus i Koloseum (zdecydowanie warto zobaczyć je także nocą)

[ mapka dzień 1 ]

 

Dzień 2

10.00 Zwiedzanie Koloseum i Forum Romanum (bilet do obu obiektów jest jeden, więc jeżeli przy Koloseum zastanie Was dłuuuga kolejka, spróbujcie podejść kilkadziesiąt metrów dalej wzdłuż Forum Romanum do kolejki do Forum Romanum – my w ten sposób ominęliśmy 1-2 h czekanie na wejście do Koloseum)

13.00 Palatyn – spacer po parku z wspaniałymi widokami na Forum Romanum i cały Rzym; lunch złożony z zakupionych wcześniej włoskich serów, pieczywa, orzechów i owoców

15.00 Spacer po najbardziej znanych zakątkach Rzymu: Campo Di Fiori, Panteon, Schody Hiszpańskie, Fontanna di Trevi (niedaleko przepyszne lody!), Piazza Navona

19.00 Kolacja na Zatybrzu

[ mapka dzień 2 ]

 

Dzień 3

9.00 Przejazd metrem do Watykanu

10.00 Plac Św. Piotra i Bazylika św. Piotra (trafiliśmy akurat na wystawienie relikwi Ojca Pio, więc tłumy nas nie ominęły mimo okresu pozasezonowego – zrezygnowaliśmy w związku z tym z wjazdu na kopułę Bazyliki i zwiedzania Muzeów Watykańskich)

14.00 Spacer i obiad na Zatybrzu, zakup pamiątek i powolny powrót przez Termy Karakalli i Koloseum

Gdzie dobrze (i nie rujnując portfela) zjeść w Rzymie?


Właścicielka mieszkania, u której wynajęliśmy pokój odpowiedziała bez wahania: z dala od najbardziej obleganych miejsc turystycznych. Najlepszy kierunek to nieco spokojniejsza, ale również bardzo klimatyczna część starego miasta – Trastevere (Zatybrze – położone jak nazwa wskazuje – za rzeką Tybr).

Pyszną włoską pizzę i pasty za ok. 7-9 euro w:

Ivo a Trastevere przy Via di San Francesco a Ripa 158
Carlo Menta przy Via della Lungaretta 101  (mniej niż pizza smakowało nam tu menu turystyczne)

W obu knajpkach serwują całkiem niezłe i niedrogie wino (house wine) za ok. 8-9 euro/ litr. Przyjemny dla ucha włoski gwar gratis.

Dobre włoskie lody można dostać chyba na każdym rogu. My przetestowaliśmy polecaną na forach Gelateria Valentino przy Via Del Lavatore. Przyznam, że takich lodów czekoladowych nie jadłam nigdy w życiu, były genialne (3 smaki za 4 euro).

 

lody rzym

Polecam też spróbować pieczonych kasztanów, np. przy Placu Hiszpańskim (rożek za ok. 4 euro).

Będąc we Włoszech warto też nawet w zwykłych marketach poszukać lokalnych specjałów: sera (mój ulubiony to grana padano), oliwek, oliwy, szynki, owoców, lokalnych win.

Ps. Zajrzyjcie też do listy 10 miejsc w Rzymie, gdzie można dobrze i tanio zjeść. Oczywiście można też znaleźć coś fajnego na miejscu, kierując się starą dobrą zasadą: tam gdzie dużo ludzi, tam większa szansa na dobre, świeże jedzenie:)

Inne informacje praktyczne


Noclegi

Mogę z czystym sumieniem polecić apartament, w którym się zatrzymaliśmyConte Vittorio przy Via Conte Verde 50 (niedaleko dworca Termini i jakieś 10-15 minut piechotą od Koloseum). Właścicielką jest pani Marta, Polka mieszkająca w Rzymie od 25 lat, bardzo miła i pomocna.

W mieszkaniu znajdują się 4 pokoje, w tym 2 z prywatną łazienką, do tego wspólna, dobrze wyposażona kuchnia i świetny duży taras. Ładnie, czysto, stosunkowo niedrogo (50 euro/ 2 osoby/ dobę poza sezonem, w cenie śniadanie w postaci kawy i croissanta). Mnie urzekła kamienica, w której mieści się apartament: z przepięknym wejściem, wewnętrznym dziedzińcem i starą, zamykaną ręcznie windą.

Ceny w Rzymie

Rzym nie należy do tanich miast, ale wg mnie poza sezonem nie jest tak źle jak mogło by to wynikać z niektórych relacji.

Bilety wstępu do najbardziej znanych obiektów to wydatek kilkunastu euro (np. Forum Romanum  i Koloseum – 12 euro, Muzea Watykańskie, w tym Kaplica Sykstyńska – 15 euro).

Dobry obiad na Zatybrzu można zjeść za ok. 10 euro/ osobę. Kawa kosztuje średnio 2-10 euro, w zależności od tego czy siadamy w kawiarni, czy pijemy szybkie espresso przy barze. Zakupy spożywcze można zrobić w marketach typu Despar czy Carrefour (jeden znajduje się w pobliżu Koloseum) – ceny porównywalne do innych europejskich miast. Wodę można pić za darmo z ponad 2 tysięcy nasoni – kraników zlokalizowanych w całym mieście.

3-dniowy bilet na wszystie środki komunikacji miejskiej to 16,5 euro, pojedynczy 100-minutowy przejazd kosztuje 1,5 euro.

Inne wskazówki

Jeżeli przymierzacie się do podróży do Rzymu, warto zajrzeć też do Rzym na weekend (miniporadnik praktyczny) i na bloga gdziewyjechac.pl.

Aaa, i jeżeli wybieracie się do Wiecznego Miasta po raz pierwszy, polecam serial Rome, który odświeży Wam historię starożytnego Rzymu. Dzięki świadomości wydarzeń, jakie tysiące lat temu rozegrały się w miejscach, których pozostałości możemy oglądać do dziś, miasto robi ogromne, niezapomniane wrażenie.

 

 

Chorwacja samochodem – nasze doświadczenia z podróży

Chorwacja samochodem – nasze doświadczenia z podróży

Chorwacja to bardzo popularny kierunek wakacyjnych podróży Polaków, postanowiłam więc przygotować parę praktycznych informacji z naszego tegorocznego wyjazdu nad Adriatyk. Kiedy i czym podróżować, co zabrać, gdzie nocować, co warto zobaczyć, co i gdzie jeść – na te pytania postaram się odpowiedzieć w dzisiejszej notce (relacja rzecz jasna będzie czysto subiektywna).

Chorwacja - kiedy i czym?

Moim zdaniem odpowiedź jest jedna: poza sezonem i samochodem! Dlaczego? W popularne miejsca turystyczne według mnie zawsze warto jest jechać tuż przed lub po zakończeniu ścisłego sezonu, aby uniknąć drożyzny, tłumów turystów i największych upałów. W przypadku Chorwacji dobre miesiące to według mnie maj i czerwiec oraz wrzesień-październik – załapiemy się wtedy na dużo słońca, ale bez niedogodności, o których wspomniałam wyżej.

Tym, którzy podczas wakacji nie lubią siedzieć w jednym miejscu bardzo polecam podróż do Chorwacji samochodem. Dojazd z południa Polski nad wybrzeże adriatyckie zajmuje kilkanaście godzin, wygodnie więc zrobić jeden nocleg po drodze, ale jakby się uprzeć – można też przejechać tę trasę na raz. My jadąc z Wrocławia zatrzymaliśmy się na nocleg w Słowenii, drogę powrotną z okolic Makarskiej do Wrocławia mój dzielny mąż przejechał jednym ciągiem, bo jechało się bardzo dobrze.

Ceny benzyny i gazu w Chorwacji są bardzo zbliżone do polskich, na niektórych odcinkach trochę trudniej o spacje benzynowe z LPG, ale ogólnie nie ma z tankowaniem problemu. Największym plusem podróży samochodem jest oczywiście możliwość przejechania całego chorwackiego wybrzeża, nad którym biegnie malowniczo położona droga nr 8, czyli popularna „jadranka”. Trzeba się przyzwyczaić do sporych zakrętów z morzem poniżej, ale stan drogi (jak zresztą chyba wszystkich głównych dróg i autostrad w Chorwacji) jest naprawdę rewelacyjny.

Jedna uwaga - jadrankę przejechaliśmy w znacznie dłuższym czasie niż wynikało z wyliczeń nawigacji i Google Maps. Po pierwsze dlatego, że nie znając drogi po serpentynach woleliśmy jechać wolniej niż pozwalały ograniczenia (choć mój mąż należy raczej do tych „dynamicznie” jeżdżących;)). Po drugie – po drodze jest mnóstwo miejsc i punktów widokowych, w których po prostu nie mogliśmy się nie zatrzymać:)

chorwacja samochodem - drogachorwacja autem - winnice

chorwacja samochodem widoki

Co warto zabrać do Chorwacji?

Oprócz standardowych wakacyjnych rzeczy (ubrań, kosmetyków, etc.) polecałabym:

  • buty przystosowane do kamienistych plaży (takie plaże zdecydowanie dominują w Chorwacji, dlatego wygodniejsze niż klapki czy japonki będą wciągane materiałowe buty na gumowej podeszwie – można je kupić za 30-40 zł w Decathlonie i hipermarketach)
  • dobry przewodnik po Chorwacji – tak, aby na bieżąco decydować, co warto zobaczyć – a możliwości jest mnóstwo i na wszystko może nie starczyć czasu!
  • kapelusz lub inne okrycie głowy i lekką, zwiewną odzież przykrywającą ciało: długie lniane spodnie, cieniutką koszulę, zwiewną długą sukienkę – dla mnie to podstawa na każdych wakacjach, ale nie zaszkodzi przypomnieć
  • zestaw samochodowy – oprócz obowiązkowego wyposażenia jak zapasowe koło, apteczka, trójkąt, kamizelki odblaskowe, gaśnica warto wziąć też matę przeciwsłoneczną na przednią szybę, podstawowe narzędzia i mocny klej (nam przydał się do zamocowania bocznej listwy, która się odkleiła w trasie)
  • jeżeli planujecie  noclegi na polach campingowych (dlaczego warto, napiszę poniżej), warto zabrać ze sobą minizestaw do gotowania: butlę gazową, garnek, naczynia. Ogólnie nie jestem zwolenniczką podróżowania z wielkim zapasem jedzenia, ale jeżeli wolicie odwiedzić mniejsze, spokojniejsze miejscowości nad morzem, trochę produktów, szczególnie na śniadania, się przyda, tym bardziej, że w sklepach nie wszystko, co lubimy, jest. My mieliśmy ze sobą płatki owsiane, bakalie i orzechy, kaszę jaglaną, resztę świeżych produktów kupowaliśmy na miejscu.

Chorwacja – noclegi

Najtańsza (i jednocześnie komfortowa) opcja nocowania w Chorwacji to pola campingowe. Jest ich na całym wybrzeżu bardzo dużo, standard bardzo przyzwoity, wystarczy więc własny namiot i śpiwory.

My często ruszamy w podroż „w ciemno”, noclegów szukając na miejscu. To daje większe możliwości elastycznego planowania podróży i większy luz, ale nie każdy tak lubi. Jeżeli wolicie wcześniej zarezerować noclegi, szczególnie z pobytem na dłużej niż 2-3 noce, możecie skorzystać z wyszukiwarek i systemów rezerwacji online. np. airbnd, który poleciła mi moja siostra-podróżniczka (niestety portal pobiera prowizję od zarezerwowanego noclegu).

Oto miejsca, do których my trafiliśmy jadąc „w ciemno” – z małym komentarzem z mojej strony.

Północne wybrzeże:

  • Camping w miejscowości Privlaka – pierwszy po prawej po wjeździe do miejscowości od strony Zadaru, niestety nie znalazłam wizytówki oline – koszt: 130 kun/ 2 osoby/ noc
    Nieduże, kameralne miejsce, odwiedzane chyba głównie przez starszych Niemców:), a więc spokój i cisza, łazienki bardzo czyste, prywatna, ale niezbyt atracyjna plaża z betonową ścieżką dookoła .
  • Zaton Holiday Resort w miejscowości Zaton – miasteczko wakacyjne z domkami i miejscami campingowymi, a także bogatą infratstrukturą wewnętrzną: restauracje, sklepy, puby, dyskoteka, etc. Nie przepadamy za takimi miejscami, więc szybko stamtąd uciekliśmy (ze względu na tłok i wysokie ceny).

Środkowe wybrzeże

  • Camping samochodowy w miejscowości Krvavica – kilka kilometrów od Makarskiej – koszt: 90 kun/ 2 osoby/ noc
    Najlepsze pole campingowe, na jakie trafiliśmy – przypadło nam do gustu do tego stopnia, że w drodze powrotnej wróciliśmy tam ponownie. Najbardziej spodobało nam się położenie – w lesie, u podnóża góry Biokovo, dzięki czemu było dosyć chłodno. Bardzo przyjemne warunki, stolik z krzesłami i gniazdka elektryczne przy prawie każdym stanowisku do parkowania, ładne, czyste sanitariaty. No i Krvavica urzekła nas spokojem i prawie pustą, ładną plażą:)chorwacja-plaza

Dubrownik

  • Nocleg na półwyspie Lapad w części prywanego domu – koszt: 35 euro/ 2 osoby/ noc
    W Dubrowniku planowaliśmy zatrzymać się gdzieś w pobliżu centrum miasta, ale podczas postoju przed wjazdem do miasta zaczepił nas sympatyczny pan, który polecił nocleg w pokoju wydzielonym z jego mieszkania (z osobną łazienką i tarasem do naszej dyspozycji). To była dobra decyzja, bo noclegi na półwyskie Lapad były ok. 20 euro tańsze niż w okolicy Starego Miasta, a do centrum piechotą szliśmy tylko ok. pół godziny. Ogólnie w Dubrowniku poza ścisłym sezonem raczej nie ma problemu ze znalezieniem noclegu na miejscu.

Na trasie:

  • Gostisce Majolka (Słowenia) – koszt: 50 euro/ 2 osoby/ noc
    Przyzwoite warunki noclegowe i restauracja z dobrym lokalnym piwem:)

Co warto zobaczyć w Chorwacji

Tu nie będę się rozpisywać, bo w sieci pełno jest przewodników na ten temat, a nam podczas jednej podróży nie udało się zobaczyć wszystkiego i kiedyś chcielibyśmy jeszcze do Chorwacji wrócić (chociażby po to, aby odwiedzić Jeziora Plitwickie, którąś z malowniczych wysepek – Krk lub Mljet oraz Park Narodowy Paklenica z górskimi wąwozami).

Według mnie zdecydowanie warto przejechać całe chorwackie wybrzeże, a z południa Chorwacji mamy już rzut beretem do Czarnogóry i przepięknego miasteczka Kotor, które mnie osobiście zachwyciło. Z chorwackich miast oczywiście trzeba zobaczyć Dubrownik, ale też kilka mniejszych uroczych miast: Zadar, Trogir, Cavtat. Z innych popularnych miast podarowaliśmy sobie Zagrzeb – stolicę Chorwacji, Split, który z daleka nie wyglądał zbyt zachęcająco i Makarską, czyli „polskie Mielno”.

chorwacja-dubrownik-z-gory

chorwacja-dubrownik

kotor

kotor-z-gory

Co i gdzie jeść?

Jadąc nad Adriatyk byłam nastawiona na duuuuże ilości owoców morza, ale trochę się pod tym względem zawiodłam – nie było aż tak wiele miejsc ze świeżym seafood, a jeżeli już, ceny lekko odstraszały. Najlepsze owoce morza w normalnych, europejskich cenach jedliśmy dopiero w Czarnogórze, w małej restauracyjce w Kotorze.

W Chorwacji za to na pewno warto:

  • kupić oliwę z oliwek extra virgin, suszone figi, zielone oliwki, owocowe dżemy (np. rewelacyjna marmolada z mandarynek) – przy jadrance, między Makarską a Dubrownikiem, jest cała masa straganów z produktami od rolników, jakość wg mnie bardzo dobra
  • spróbować lokalnego pieczywa, białego sera i pikantnej kołbasicy (można kupić je w normalnych sklepach i marketach, całkiem dobra jakość i smak)
  • spróbować lokalnych alkoholi - króluje oczywiście rakija (np. śliwowica albo mandarynkowa – pyszna! czy ziołowa travarica)
  • w górach nazbierać i ususzyć trochę dziko rosnącego rozmarynu – ma nieporównywalnie intensywniejszy zapach i smak do tego kupowanego u nas
  • w Dubrowniku pójść na lody do lodziarni niedaleko fontanny w samym centrum – łatwo poznać to miejsce, bo ustawia się tam zwykle długa kolejka
  • w Dubrowniku na półwyspie Lapad jest fajna, niedroga knajpka z owocami morza – ale nie mogę przypomieć sobie jej nazwy

chorwacja-rozmaryn

Jeżeli byliście kiedyś w Chorwacji samochodem i macie jakieś sprawdzone punkty na trasie lub wskazówki, zapraszam do podzielenia się w komentarzach Waszymi doświadczeniami! My z pewnością kiedyś jeszcze wybierzemy się w tamte strony, Chorwacja nas zauroczyła! Ale nie mogło być inaczej, w tym kraju ponad 40% powierzchni stanowią góry – i to położone nad morzem – pełnia szczęścia:)

 

 

 

 

Bornholm rowerem, czyli sposób na aktywny długi weekend

Bornholm rowerem, czyli sposób na aktywny długi weekend

Majówka rozpoczyna całą serię długich weekendów, no i oczywiście urlopów - a więc sporo będzie okazji do aktywnego spędzania czasu wolnego. Ja w tym roku co prawda – ze względu na przebytą niedawno paskudną infekcję – weekend majowy zamierzam spędzić na lenistwie i regeneracji, ale jeżeli szukacie pomysłu na ciekawy, aktywny wyjazd, oto on: Bornholm rowerem!

Nasze polskie wybrzeże bałtyckie zdecydowanie wolę zimową porą, za to Bornholm idealny jest według mnie na ciepłe miesiące. Powierzchnia tej duńskiej wyspy to niecałe 600 km², a długość linii brzegowej – ok. 150 km - to doskonałe warunki na zwiedzanie piesze lub rowerowe! Parę sezonów temu spędziliśmy na Bornholmie z moim mężem jedne z lepszych wakacji w życiu, a jednym z ważniejszych elementów tych wakacji był właśnie środek transportu, czyli rower:)

5 powodów, dla których Bornholm warto
zwiedzić rowerem


1. infrastruktura rowerowa
Praktycznie cała wyspa usłana jest dobrze utrzymanymi ścieżkami rowerowymi, często położonymi przepięknie wzdłuż linii brzegowej. Przy szlakach znajdziecie sporo zadbanych miejsc na odpoczynek czy posiłek, nie mówiąc już o tak oczywistych sprawach jak bezpłatne toalety publiczne czy stojaki na rowery, których wszędzie pełno. Zwiedzanie Bornholmu rowerem jest po prostu bezpieczne i wygodne.

2. widoki i możliwość poznania wyspy 
To chyba najważniejszy atut takiego sposobu zwiedzania: przepiękny, zmienny krajobraz i możliwość zajrzenia w wiele uroczych zakątków wyspy. Autem lub autokarem w ciągu 1 dnia jesteśmy w stanie objechać Bornholm wzdłuż i wszerz, ale rowerem możemy zwiedzać spokojniej i dotrzeć do miejsc, które łatwo ominąć podróżując innym środkiem transportu. Ja lubię też po prostu zatrzymywać się tam, gdzie widoki są najbardziej urzekające, chłonąć piękno przyrody – a rower (i cierpliwy mąż;)) bardzo temu sprzyjają.bornholm-krajobrazy

3. niższy koszt
Państwa skandynawskie kojarzą się z wysokimi cenami, ale plan pt. Bornholm rowerem w opcji niskobudżetowej jest jak najbardziej możliwy do zrealizowania. Dużo tańsza niż w przypadku auta przeprawa promem, możliwość dojazdu i noclegów na licznych, darmowych lub tanich polach namiotowych, brak kosztów transportu na wyspie. Niestety nie pamiętam już, ile wyniósł nas tygodniowy pobyt na Bornholmie, ale na pewno nie więcej niż wydalibyśmy w tym czasie nad polskim wybrzeżem. A jakość wrażeń – moim zdaniem nieporównywalna!

4. ludzie
Na polach namiotowych i szlakach rowerowych poznaliśmy wielu świetnych ludzi – zarówno mieszkańców Bornholmu, jak i turystów (w tym sporo Polaków, poruszających się po wyspie właśnie rowerem). Bardzo miło wspominamy na przykład nocleg na terenie winnicy niedaleko Pedersker i degustację lokalnych gatunków win z poznaną tam parą i właścicielami:)

5. zdrowie
No i na koniec sprawa oczywista: taki aktywny, rowerowy odpoczynek to wspaniały zastrzyk zdrowia i sposób na podciągnięcie kondycji. My po tych kilkuset kilometrach przejechanych na rowerze, oddychania czystym nadmorskim powietrzem i spania pod namiotem czuliśmy się jak nowo narodzeni. Dla mnie małą traumą był tylko powrót do Polski w lekko sztormową pogodę – cóż, choroba morska;)
bornholm-hammershus

Kilka praktycznych wskazówek

  • Statki na Bornholm wypływają z Kołobrzegu, Darłowa i Ustki (do portu Nexo). Promem natomiast (a więc w opcji z własnym autem) można dostać się do Ronne tylko ze Świnoujścia. My z rowerami płynęliśmy Janterem z Kołobrzegu. Przeprawa trwa ok. 4 h - jeżeli macie chorobę morską, zaopatrzcie się w aviomarin lub jakiś jego naturalny odpowiednik, np. preparat na bazie imbiru.
  • Klimat na Bornholmie jest łagodny, wyspa nazywana jest nawet „Majorką Północy” – ale to jednak Skandynawia! Trzeba liczyć się ze zmienną pogodą i wiatrem, dlatego warto zabrać ze sobą cieplejszą odzież, dobrą kurtkę, czapkę. Teraz jest tam tylko ok. 10°C, a nawet w ścisłym sezonie, w lipcu-sierpniu nie ma wielkich upałów. My zwiedzaliśmy Bornholm wczesną jesienią, czyli już po sezonie i myślę, że właśnie wiosna i jesień to optymalne terminy dla „nieplażowiczów”.
  • Planując wyprawę rowerem, wyposażcie się w odpowiedni sprzęt: sakwy rowerowe, zapasową dętkę, pompkę do roweru, oświetlenie z dodatkowymi bateriami, kask, rękawiczki rowerowe. Polecam też specjalne spodenki rowerowe z miękką wkładką na „siedzeniu”- po kilku dniach jazdy bardzo je doceniłam:)
  • Na miejscu nie ma problemu z wyżywieniem, chociaż sklepy zamykane są wcześnie, ok. godziny 18.00. Wybierając się na Bornholm rowerem, warto zabrać ze sobą podstawowy, kaloryczny suchy prowiant (np. płatki owsiane, suszone owoce, orzechy, batony, czekoladę) i napoje izotoniczne (aby bagaż ważył jak najmniej, można kupić takie w musujących tabletkach). Na polach namiotowych przyda się także minibutla z gazem oraz garnuszek, w którym ugotujemy herbatę lub ciepły posiłek.
  • Koniecznie skosztujcie lokalnych specjałów, np. ryb, w tym wędzonego śledzia w Allinge lub Gudhjem! W wielu miejscach można zaopatrzyć się też w lokalne warzywa i owoce – rolnicy zostawiają je na ministraganach, wystarczy zostawić w zamian drobną opłatę.
  • Co warto zobaczyć? Całą wyspę!:) Miejscowości portowe: Nexo, Allinge, biały wiatrak  w Gudhjem, 15-tysięczną, kameralną stolicę Bornholmu – Ronne, plażę w Dueodde, winnicę niedaleko Pedersker, zamek Hammershus na północy wyspy.
    Ale w mojej głowie i tak utkwiły przede wszystkim obrazy przepięknego pustego wybrzeża, nawet nie wiem gdzie:)bornholm-wybrzeze
  • Walutą na Bornholmie jest korona duńska, ale nie mieliśmy żadnych problemów z płatnością w euro. Warto jednak wcześniej w Polsce kupić trochę koron (i to najlepiej nie w Kołobrzegu czy innych nadmorskich miejscowościach, gdzie kurs jest mniej korzystny).
  • Któregoś dnia postanowiliśmy odpocząć od rowerów i mieliśmy okazję zaobserwować, że autostop na Bornholmie jest raczej mało popularny – nie wiem, czy coś się do tej pory zmieniło, ale wybierając się na wyspę ponownie na stopa raczej bym nie stawiała:)
  • Sporo innych przydatnych informacji znajdziecie np. tutaj.

Niezależnie od tego, jaki sposób na spędzenie długiego weekendu wybierzecie: Bornholm rowerem, jakiś zupełnie inny kierunek wyjazdu czy – tak jak ja w tym roku – leniuchowanie, życzę Wam dużo, dużo odpoczynku!

 

 

6 powodów, dla których wolę polskie morze zimą niż latem

6 powodów, dla których wolę polskie morze zimą niż latem

Chociaż pochodzę z południowej Polski, w dzieciństwie prawie co roku spędzałam 2-3 tygodnie wakacji nad Bałtykiem. Bardzo miło te wyjazdy wspominam, ale potem przez kilka(naście?) kolejnych lat trochę się na polskie morze obraziłam. Upały, leżenie na plaży, tłumy ludzi, stoiska z pamiątkami i niezdrowym jedzeniem na każdym kroku, ścisk w knajpkach, horrendalne ceny, głośne dyskoteki nocą – to zupełnie nie mój świat, dlatego wyjazdy nad morze przestały mnie w zasadzie interesować, czasem tylko zdarzył się jakiś krótki wyjazd weekendowy lub rowery na Helu, Uznamie, Wolinie.

Dopiero kilka lat temu przez przypadek, podczas służbowej konferencji, odkryłam, że Bałtyk ma też zupełnie inne oblicze, które bardzo polubiłam – zimowe! Pusta, piękna plaża sprzyjająca długim spacerom, wspaniałe widoki, spokój, cisza. Teraz, kiedy mamy wreszcie trochę mrozu i śniegu, jest według mnie idealny czas, aby pojechać nad polskie morze. Oto 6 powodów, które powinny Was do tego przekonać:)

Dlaczego warto pojechać nad polskie morze zimą?


1. Cisza i spokój

Zimowy wyjazd nad morze – w przeciwieństwie do letniego – sprzyja wyciszeniu, relaksowi, kontemplacji. Z moich obserwacji wynika, że zimą zamiast amatorów imprez i rodzin z małymi dziećmi częściej spotkamy tu starszych ludzi, małe grupki kobiet, rodziców z dorosłymi dziećmi. Wieczorem zamiast głośnych dyskotek - kolacje przy grzanym winie lub herbacie, gorąca sauna. Na tę porę roku jak dla mnie opcja idealna.

2. Brak tłumów na plaży

To chyba najważniejszy argument. Podczas kiedy latem plażowanie najczęściej odbywa się w towarzystwie kilkuset innych osób, zimą plaża się wyludnia, szczególnie wczesnym rankiem i popołudniami. A nawet jeżeli wybieramy się na spacer w popularnych godzinach, ludzi jest znacznie mniej i nie trzeba cały czas uważać, aby kogoś nie zdeptać – można śmiało iść przed siebie i dać zahipnotyzować się falom:)

3. Przepiękny krajobraz

Myślę, że latem nie mamy szansy zobaczyć nawet ułamka tego piękna. Zimą, kiedy plaża jest niemal pusta, brzeg morza i wydmy zasnute śniegiem, a kolory niespotykanie harmonijne, polskie morze jest bardzo malownicze i kojące.

4. Świetne warunki do aktywności fizycznej i zadbania o wygląd

Według mnie nawet lepsze niż latem – ze względu na mniejszą ilość ludzi. Zimowe spacery brzegiem morza hartują, dotleniają i wzmacniają mięśnie, jogging po pustej plaży jest znacznie bardziej przyjemny i intensywny, a wieczorem w hotelach czekają baseny, sauny, masaże i zabiegi SPA.

5. Większa ilość jodu

Bałtyk zalicza się do mórz o największym nasyceniu jodem, a jesienią i zimą (listopad-marzec), szczególnie podczas silniejszych wiatrów, jest jego najwięcej. Jod pełni w naszym organizmie ważną rolę przede wszystkim regulując pracę tarczycy. To ważny argument szczególnie dla osób z niedoczynnością, ale nie tylko, bo odpowiednia praca tarczycy ma wpływ na cały nasz organizm: od kondycji psychicznej i poziomu energii, przez utrzymanie właściwej wagi, po szereg funkcji zachodzących na poziomie komórkowym.

6. Znacznie niższe ceny pobytu

Dzięki znacznie mniejszemu popytowi turystycznemu (póki co;)) zimą noclegi nad Bałtykiem są tańsze nawet o kilkadziesiąt procent niż latem. W bardzo rozsądnej cenie można wyjechać do ośrodka SPA lub hotelu z basenem. Jeżeli szukacie okazyjnych ofert, zajrzyjcie na któryś z serwisów zakupów grupowych. My w tamtym roku upolowałyśmy w ten sposób tygodniowy pobyt w hotelu nad samym brzegiem morza z wyżywieniem i pakietem zabiegów – w sumie za kilkaset złotych.

A jeżeli te argumenty jeszcze nie zachęciły Was do zimowego wyjazdu nad polskie morze, obejrzyjcie tę galerię zdjęć. Poniżej dorzucam jeszcze kilka pstryków z mojego zeszłorocznego pobytu w Darłówku. 

morze bałtyckie polskie morze

bałtyk zimowy brzeg

 

 

Pomysł na aktywny weekend: Dolina Baryczy

Pomysł na aktywny weekend: Dolina Baryczy

Macie takie miejsca, które w jakiś tajemniczy sposób Was przyciągają, niezależnie od pory roku czy pogody? Gdzie odpoczywacie w 100%, w kontakcie z przyrodą i rytmie slow? Jeżeli lubicie ten sposób relaksu, wybierzcie się w Dolinę Baryczy. Jesienią jest tam naprawdę pięknie!

Dolina Baryczy to park krajobrazowy położony na pograniczu Dolnego Śląska i Wielkopolski. Jego częścią jest unikatowy w skali kraju i Europy rezerwat przyrody Stawy Milickie, należący do sieci Living Lakes, podobnie jak Bajkał, Morze Martwe, Balaton czy Titicaca. Dolina Baryczy przyciąga przede wszystkim miłośników ptaków i birdwatchingu. Budowane tu od pokoleń stawy hodowlane w połączeniu z pobliskimi lasami i łąkami stały się ostoją lub przystankiem w podróży dla ok. 300 gatunków! Ale to dopiero początek atrakcji:)

Jak spędzić czas w Dolinie Baryczy?

Infrastruktura turystyczna całej okolicy jest bardzo bogata. Szlaki piesze i rowerowe, ścieżki edukacyjne, możliwość jazdy konnej, kajaki po rzece Barycz, wspominany birdwatching i fotosafari, łowiska wędkarskie, a także okoliczne zabytki i lokalne pyszności – wśród tych atrakcji każdy znajdzie coś dla siebie. Poniżej 5 moich propozycji.

1. Dłuuugi spacer wśród stawów


Taki spacer to atrakcja sama w sobie, szczególnie dla kogoś, kto w Dolinie Baryczy jest po raz pierwszy. Bardzo przyjemna trasa wśród dwóch największych stawów z kompleksu Stawno – Grabownicy i Słupickiego – wiedzie z miejscowości Stawno. Co nas czeka na szlaku? Przepiękne widoki, interaktywne tablice edukacyjne, drewniane budki-czatownie, z których można podglądać ptaki czasem z całkiem bliska, kilka robiących niesamowite wrażenie starych gospodarstw leżących w samym sercu parku krajobrazowego w miejscowości Dyminy. Wielu ludzi na szlak zabiera ze sobą kije do nordic walkingu.

2. Obserwacja ptaków


Nie należę do osób cierpliwych i męczące jest dla mnie długie trwanie w bezruchu, ale obserwacja ptaków i otaczającej przyrody, szczególnie z ukrycia, wśród idealnej ciszy, to taka forma medytacji, kontaktu z samym sobą. Idealnie wycisza po intensywnym tygodniu. Uwaga: przydaje się lornetka i – gdy jest chłodniej – termos z ciepłą herbatą.

3. Wycieczka rowerowa


Szlaków rowerowych w Dolinie Baryczy nie brakuje – wystarczy ich na cały, aktywny dzień, z przerwą na obiad np. w Miliczu. Dobrze wydane mapki szlaków rowerowych znajdziecie w wielu restauracjach i knajpkach w całej okolicy. W wersji elektronicznej dostępne są np. tutaj. Najdłuższa, prawie stukilometrowa trasa to szlak pomarańczowy, który wiedzie wzdłuż całego biegu rzeki Baryczy, przez trzy województwa: od Antonina w wielkopolskim aż do ujścia Baryczy do Odry w Wyszanowie w woj. lubuskim.

4. Pyszna świeża ryba na obiad


Dolina Baryczy to raj dla miłośników ryb i ogólnie – zdrowego jedzenia. Karpie i inne gatunki ryb żyją tu w naturalnych warunkach i przyrządzane są na wiele sposobów, według tradycyjnych lokalnych receptur. My testowaliśmy dwie restauracje w Miliczu – Pałacową i Parkową. W obu ryby były świeże, pyszne, bez problemu przygotowano je dla mnie bez panierki, oczywiście w towarzystwie dobrych świeżych surówek. Warto też zajrzeć na Dni Karpia, które organizowane są we wrześniu i październiku. W ramach tej inicjatywy restauracje zapraszają na kolacje pod hasłem „Ryba do syta” – płacąc za bilet wstępu możemy skosztować dań rybnych na wszystkie sposoby. W menu znalazłam m.in. karpia smażonego w cebulce, karpia w sosie kurkowym, miodowo – jabłkowym i … pasztet z karpia.

5. Kawa w starej fabryce bombek


Miłośnikom starych, industrialnych wnętrz polecam jeszcze uwadze KOM – Kreatywny Obiekt Multifunkcyjny, zaaranżowany w starej fabryce bombek choinkowych (z pozostałością w postaci kolorowej Sali Bombek). Takie wnętrza cieszą oko. KOM to propozycja zarówno dla dzieci (warsztaty, urodziny), jak i dorosłych (oferta dla biznesu, kawiarnia z dobrą kawą). Więcej informacji możecie znaleźć tutaj.

 

Dolina Baryczy poleca, czyli jak można promować region

Przy okazji pierwszego pobytu w Miliczu natknęliśmy się też na ulotki promujące Dolinę Baryczy, a wśród nich interesujący mnie z zawodowego punktu widzenia wątek regionalnego systemu promocji produktów i usług turystycznych Dolina Baryczy Poleca. W ramach tej marki promowane są lokalne firmy przyjazne środowisku i spełniające takie postulaty jak „ekologia’, „etyczny biznes”, „silny związek z obszarem z Doliny Baryczy”, „wysoka jakość” czy „współpraca i solidarność”. Wg mnie niezła inspiracja dla wielu niedocenianych, chociaż przepięknych regionów w Polsce.

Jeżeli wybieracie się w Dolinę Baryczy, koniecznie zajrzyjcie na tę stronę - to super przewodnik po lokalnych specjałach. Obejrzyjcie też te dwa pięknie wydane informatory turystyczne – już samo przeglądanie zdjęć sprawia, że się relaksuję:

stawy milickie tajemnice doliny baryczy

A tu jeszcze na zachętę zdjęcie z Doliny Baryczy z ubiegłego roku (autor: KM). Miłego, aktywnego weekendu!

dolina baryczy na rowerach