Kolekcjonując momenty

Kolekcjonując momenty

Coś mi się wydaje, że mogłabym pisać codziennie inny tekst rozpoczynający się od słów „Lato to czas…”;) Bo sierpień, wrzesień to dla mnie niesamowicie wartościowy czas, czas, w którym gromadzę zapasy, czerpię, korzystam, doceniam, cieszę się. Różnymi rzeczami.

Ostatnio pisałam głównie o tych namacalnych aspektach gromadzenia: zbieraniu ziół, robieniu przetworów na zimę, grzybobraniach, kiszeniu ogórków, sezonowym gotowaniu. Ale to nie wszystko, co oferuje nam lato w opcji „na zapas”.

Tak samo ważne – jeśli nie nawet ważniejsze – są dla mnie zgromadzone „na potem” momenty. Mówi się, że powinniśmy żyć tu i teraz, doceniać każdą chwilę niezależnie od okoliczności. Że na tym polega szczęście. Niby tak. Sama też staram się tego właśnie nauczyć. Nie wiem jednak jak Wam, ale mi dużo łatwiej jest doceniać wpadające przez okno promienie słońca niż listopadową szarówę za oknem.

Dlatego lubię gromadzić te pozytywne letnie miniwspomnienia.

Zapach górskiego powietrza. Pachnący wrześniowy las. Kolory na łące. Ciepły wiatr podczas jazdy rowerem. Lody zjedzone w jakimś przyjemnym zaułku miasta. Zmęczenie po wielogodzinnym spacerze z psem. Pyszna kolacja i wino z mężem. Letnia impreza albo piknik z przyjaciółmi. Rodzinne prace w ogrodzie. I ogniska, grille. Leżenie w hamaku. Weekendowe wycieczki i dłuższe wyjazdy.

To wszystko składa się na to moje letnie, niewypracowane, ale jakby organiczne poczucie szczęścia.

Zatrzymuję czasem te kadry na zdjęciach i lubię przeglądać je w ramach relaksu, gdy okoliczności nie wydają się zbyt sprzyjające.

Życzę Wam jeszcze wielu takich momentów tego lata i… zmykam na urlop łapać swoje:)

 

 

9 rzeczy, które warto zrobić latem – garść inspiracji dla dbających o zdrowie

9 rzeczy, które warto zrobić latem – garść inspiracji dla dbających o zdrowie

Tego lata mam lekki wstręt do komputera – pracuję na nim tyle, ile wymagają ode mnie obowiązki służbowe, a potem wyłączam w cholerę i idę cieszyć się życiem z daleka od monitora.

To nie znaczy, że nie ma nowych wątków, inspiracji i porad dotyczących zdrowego stylu życia, którymi chciałabym się z Wami podzielić. Ale wszystko ma swój czas, a ja czuję, że teraz potrzebuję solidnego ładowania akumulatorów na nadchodzące miesiące i wyzwania z nimi związane – dlatego teksty na blogu pojawiają się teraz dużo rzadziej.

Mam nadzieję, że Wy także korzystacie z lata i wszystkich dobroci, jakie oferuje. Poniżej mała i oczywiście bardzo subiektywna ściąga, jak wykorzystać letni czas z korzyścią dla zdrowia (fizycznego i psychicznego:)). Dla mnie to właśnie takie drobne, pozornie mało znaczące i mało spektakularne rzeczy składają się na pełnię: lata, wypoczynku, szczęścia.

Co warto zrobić latem?


1. Przetwory owocowe i warzywne

ogórki kiszone

Soki, powidła, weki warzywne, kiszonki, mrożenie warzyw – odkąd pamiętam, lato w moim rodzinnym domu upływało pod znakiem przygotowywania przetworów. Jeżeli macie własny ogródek (albo – tak jak ja – rodziców z ogrodem), na pewno dobrze to znacie. Kiedyś buntowałam się, że porzeczki, maliny czy ogórki dojrzewają akurat wtedy, kiedy mam coś w planie;) Teraz ten rytm i prace w to wpisane najzwyczajniej mnie cieszą i staram się przyjeżdżać gdy tylko mogę, aby załapać się na rodzinne przetwarzanie.

Nasze „must have” jeżeli chodzi o przetwory to:

  • soki z porzeczek, malin i czarnego bzu (leczymy się nimi w razie przeziębień)
  • powidła śliwkowe, truskawkowe i malinowo-jeżynowe (najnowsze odkrycie: można je robić z odrobiną soli zamiast cukru)
  • kiszone ogórki i kapusta (bez porównania do tych sklepowych!)
  • passata pomidorowa
  • suszone śliwki i jabłka
  • warzywne leczo (mój ulubiony sposób na pyszny i szybki obiad zimą)

Oprócz tego dużo warzyw i owoców mrożę (np. fasolkę szparagowa, bób, dynię, marchew, buraki, szpinak, jarmuż, jagody, maliny i wiele innych) – to najszybszy sposób na przechowywanie. Lubię też eksperymenty – w tym roku przygotowałam np. pikantne ogórki w miodzie i musztardzie, na pewno zrobię też dynię z imbirem i jabłkami do słoików. Pole do popisu jest ogromne:)

Zobacz także moje ubiegłoroczne teksty o przetworach:

Przygotowanie spiżarni na zimę – część I: mrożonki z warzyw i owoców
Przygotowanie spiżarni na zimę – część II: dwa najprostsze sosy warzywne
Przygotowanie spiżarni na zimę – część III: przetwory kreatywne:)

 

2. Zbieranie i suszenie ziół

suszenie ziół

W tym sezonie moja siostra założyła profesjonalny ogródek ziołowy – rozmaryn, macierzanka, tymianek, bazylia, oregano, szałwia, lubczyk i inne zioła rosną w nim jak oszalałe:) W związku z tym strych w domu rodziców zamienił się w suszarnię – zioła rozkładamy na płasko w suchym pomieszczeniu (nie w bezpośrednim słońcu) i suszymy. Można też krótko dosuszyć je w piekarniku, np. po pieczeniu ciasta.

Oprócz ziół z domowego ogródka oczywiście mamy do dyspozycji niezliczoną ilość dzikich roślin – wystarczy poszukać ich w czystych lasach i na łąkach. Część z nich najlepiej spożywać na świeżo, w sezonie, ale część spokojnie można zasuszyć.

U nas póki co suszy się: pokrzywa (herbatka działa wzmacniająco), dziurawiec (będzie w sam raz na jesienny spadek nastroju), kwiaty i liście lipy (rozgrzewająca herbatka na przeziębienie), rumianek (świetna płukanka do włosów). Ciąg dalszy nastąpi, już niedługo np. czas na czarny bez:)

Jeżeli planujesz własne zbiory, sprawdź: Kalendarz zbiorów dzikich roślin

3. Domowe nalewki

Tu produkcją zajmują się moja mama i mój mąż. U nas w tym roku w toku nalewka z pędów sosny, porzeczkowa i lipowa, ale myślę, że to jeszcze nie koniec;) Ja eksperymentalnie zrobiłam też butelkę szampana z kwiatów czarnego bzu według przepisu z Zielonego Zagonka – jest przepyszny, więc w przyszłym roku na pewno przygotuję więcej.

Sprawdzone przepisy na domowe nalewki:

z dzikiej róży
z kwiatów czarnego bzu
z pędów sosny

 

4. Zbiory leśne

jagody leśne

Grzybobrania to u nas rodzinna tradycja. Suszone lub obgotowane i zamrożone grzyby są później pysznym, sycącym dodatkiem do obiadów, nie może ich zabraknąć także w daniach wigilijnych – czerwonym barszczu, pierogach czy kapuście z grzybami.

Ja przyznam, że owszem, do lasu jeżdżę bardzo chętnie, ale grzyby znajduję raczej rzadko. Nadrabiam za to zbieraniem jagód :)

 

5. Kulinarne eksperymenty

zupa krem z cukinii

Nie wiem jak u Was, ale u mnie lato to czas wymyślania nowych przepisów. Kreatywność uruchamia mi się szczególnie wtedy, gdy mam nadmiar jakiegoś składnika do wykorzystania, a o to dzięki ogrodowi rodziców latem nie trudno:) W taki sposób powstały przepisy na sos pomidorowo-szałwiowy i zieloną zupę-krem z cukinii, szpinaku i świeżych ziół. Myślę, że niedługo się tymi przepisami podzielę.

 

6. Spędzanie mnóstwa czasu na świeżym powietrzu

Za to uwielbiam porę letnią: można spacerować do woli, siedzieć na trawie/ ławce/ leżaku i czytać godzinami, na świeżym powietrzu uprawiać sport, spotykać się ze znajomymi, grillować w parku. Nawet mieszkając w mieście jesteśmy wtedy trochę bliżej natury, odpoczywamy i… suplementujemy witaminę D :)

 

7. Czytanie grubych książek, na które nigdy nie ma czasu

książki na lato

Bardzo lubię czytać na świeżym powietrzu, a lato i wczesna jesień stwarzają ku temu mnóstwo okazji. W końcu jest czas na nadrobienie zaległości – u mnie „wjeżdżają” wtedy lektury, które w warunkach domowych wydają mi się zbyt „grube” i zajmujące dużo czasu, jak doskonała Nic nie zdarza się przypadkiem Tiziano Terzani’ego, którą właśnie czytam.

 

8. Korzystanie z bogatej oferty kulturalnej miast

To jeden z nielicznych (przynajmniej dla mnie) plusów mieszkania w dużym mieście: latem można korzystać z wielu atrakcji kulturalnych – od różnego typu imprez plenerowych, animacji i instalacji artystycznych po znane w całym kraju festiwale muzyczne i filmowe, na których można usłyszeć kawał dobrzej muzyki czy obejrzeć kawał dobrego kina.

Ciekawych wydarzeń można szukać w praktycznie każdym większym mieście, ale Wrocław – Europejska Stolica Kultury 2016 – szczególnie nas w tym roku pod tym względem rozpieszcza. Myślę, że każdy znajdzie tu coś dla siebie (nie tylko latem).

 

9. Małe i duże podróżowanie

karkonosze latem

I na koniec nieodłączny element lata – wyjazdy. Niekoniecznie mam tu na myśli wielkie, zagraniczne podróże (my za granicę wolimy jeździć po sezonie – jest chłodniej, mniej tłoczno i taniej). Czasem wystarczy wyjechać za miasto, do rodziny na wieś albo jeszcze lepiej w polskie góry, aby poczuć tę niesamowitą więź z przyrodą, odetchnąć świeżym powietrzem i naprawdę wypocząć. Polska latem jest taka piękna, kolorowa, różnorodna, aż szkoda z tego nie korzystać! Dla mnie już same zmieniające się za oknem samochodu czy pociągu krajobrazy to wspaniały odpoczynek i sposób na odstresowanie się:)

 

Życzę Wam wspaniałej końcówki lata!

 

 

Mój prywatny weekend wellness:)

Mój prywatny weekend wellness:)

Każdemu z nas potrzebny jest czasem głęboki wypoczynek: totalne zwolnienie tempa i możliwość zadbania o ciało i duszę. Problemem zazwyczaj jest, wiadomo, brak czasu. Rzadko mamy możliwość wyłączenia się z życia i obowiązków na tydzień lub dwa, a dni wolne ja przynajmniej zawsze wolałam spędzać bardziej aktywnie. Ale ostatnio chyba dojrzewam do zmiany w tej kwestii: może niekoniecznie mogłabym się lenić przez tydzień lub dwa, ale już przez cały weekend – jak najbardziej! :)

W tym celu opracowałam swoją prywatną, autorską formułę weekendu wellness. Ta nazwa to oczywiście taki trochę chwyt marketingowy;) – chodzi po prostu o weekend, w którym zwalniam i ze szczególną uwagą dbam o siebie. To odrobina luksusu, którą możemy sobie podarować za niewielkie pieniądze – moim skromnym zdaniem o niebo lepsza i bardziej regenerująca niż wyjazd do SPA.

Moje założenia „weekendu wellness”

Weekend planuję odpowiednio wcześniej – tak, aby nic nie pokrzyżowało moich planów. Dzień wcześniej włączam tryb zakupowego szaleństwa w warzywniaku. Robię solidny zapas wszystkich warzyw i owoców, które lubię, jak najbardziej różnorodnych i kolorowych tak, aby dostarczyć organizmowi całego zestawu witamin i minerałów. Jeżeli są z nieznanego źródła, myję je dokładnie w wodzie z octem jabłkowym, następnie w wodzie z sodą oczyszczoną, a potem płuczę pod bieżącą wodą. Ta metoda pozwala usunąć z produktów przynajmniej część pestycydów.

Odpoczynek zaczynam w już piątek – staram się wtedy wyluzować z ilością pracy, jeść lekko i wybrać się na przynajmniej dwugodzinny spacer. 

1. Czysta, lekka dieta warzywna

Podczas weekendu jem głównie warzywa i trochę owoców, odrobinę kasz i odrobinę wysokiej jakości białka, np. ekologiczne jaja czy mięso. Jem dosyć dużo (warzyw) i często – tak, aby nie czuć głodu, ale też nie przejadać się. Przygotowuję warzywne, świeżo wyciskane soki. Używam dużej ilości rozmaitych ziół i przypraw. Jeżeli zgłodnieję, podjadam surową marchewkę albo piekę jabłko z odrobiną miodu. Pomiędzy posiłkami popijam dużo płynów: wodę, wodę z cytryną i imbirem, zieloną herbatę, napar z czystka, mięty.

2. Łagodne ćwiczenia

Stawiam na łagodny lub umiarkowany wysiłek fizyczny. Każdy dzień zaczynam od 5 rytuałów tybetańskich. Znajduję czas na długi spacer lub jazdę na rowerze gdzieś z dala od zgiełku miasta, najlepiej w lesie. Wieczorem ćwiczę jogę lub rozciągam się w towarzystwie filmiku z ćwiczeniami pilatesu.

Po ćwiczeniach nawadniam organizm naturalnym izotonikiem: wodą z cytryną, odrobiną miodu i szczyptą soli.

3. 100% naturalna pielęgnacja

W trakcie weekendu w 100% rezygnuję ze wszystkich kosmetyków i innych produktów zawierających sztuczne składniki. Do kąpieli - naturalne, czarne mydło, własnoręcznie przygotowane peelingi, kąpiele z dodatkiem naturalnych składników pomagających w oczyszczaniu. Do włosów szampon z sody oczyszczonej, płukanka z octu jabłkowego, olej arganowy, migdałowy. Do nawilżania skóry – olej kokosowy. Jako pasty do zębów używam własnoręcznie przygotowanej mikstury z sody oczyszczonej, soli, ksylitolu, imbiru i cytryny. Aby dać odpocząć mojej skórze, odpuszczam też sobie jakikolwiek makijaż.

W kuchni też używam tylko naturalnych środków do zmywania i sprzątania (cytryna, soda oczyszczona, woda). Jednym słowem – przestawiam się na tryb maksymalnie ekologiczny, na co na co dzień niestety nie zawsze mam czas.

4. Relaks i jeszcze raz relaks

Weekend spędzam w rytmie slow - nie spieszę się, nie planuję porządków czy spraw do załatwienia, zapominam o pracy. Zajmuję się głównie przyjemnościami: gotuję, dbam o ciało, czytam, piszę, oglądam pozytywne filmy. Spędzam chwilę na drobnych porządkach na półce z książkami albo w szafie z ubraniami, próbuję nowych pomysłów typu zrób to sam. W ciągu dnia bez skrupułów ucinam sobie krótką drzemkę albo leżę i gapię się w niebo:) Wyciszam telefon i nie dzwonię do nikogo, aby załatwić jakąś sprawę albo z obowiązku, najwyżej aby miło porozmawiać.

5. Sen

Wieczorem przed snem medytuję lub odprężam się słuchając muzyki (lub ptaków za oknem:)). Do łóżka kładę się ok. 21.00 i zasypiam przed 22.00 – sen wtedy jest najbardziej regenerujący.

Inne pomysły na weekend wellness w domu:

- godzinny seans domowy z masażystą (lub partnerem, który nam taki masaż wykona)
- ćwiczenia oddechowe
- kąpiel przy świecach z olejkami eterycznymi
- ćwiczenie uważności

Taki „weekend wellness”, bez obowiązków i planów, to oczywiście rzadkość, ale dzięki temu jest jeszcze bardziej wyjątkowy. Ja staram się zafundować sobie taki czas mniej więcej raz na kwartał – to pozwala wypocząć, oczyścić się i nabrać nowej pozytywnej energii. Bardzo Was zachęcam do przetestowania na własnej skórze!

Ja zaczynam już jutro:)

 

 

Zielone Podlasie – wymarzony urlop dla miłośników natury, z nutką egzotyki w tle

Zielone Podlasie – wymarzony urlop dla miłośników natury, z nutką egzotyki w tle

Wróciliśmy właśnie z krótkiego urlopu na wschodzie Polski i muszę powiedzieć, że Podlasie totalnie mnie zauroczyło. Czas płynie tam wolniej, ludzie wydają się być bardziej bezpośredni i wyluzowani, a wszechobecna zieleń, rozległe przestrzenie i świeże powietrze pozwalają wspaniale się zregenerować. Podlasie to również misz-masz różnych kultur i religii, taki egzotyczny punkt na mapie Polski. Żydowskie synagogi, tatarskie meczety, prawosławne monastyry i świątynie katolickie wydają się współistnieć obok siebie całkowicie naturalnie. Jak zwykle w moich relacjach z wyjazdów, opiszę nasz plan podróży (samochód + rowery) i postaram się przekazać jak najwięcej praktycznych informacji dla tych, którzy wybierają się w te rejony.

Podlasie - co warto zobaczyć

Nasza podróż była mocno ograniczona w czasie (mieliśmy niecały tydzień), więc w planie podróży znalazły się miejsca, z których  województwo podlaskie słynie i których nie chcieliśmy przegapić. Lubimy intensywne zwiedzanie, ale mimo dość napiętego programu nie zabrakło czasu na relaks, leżenie na trawce przy lokalnym piwku (mąż) czy drzemkę w środku parku (ja):) Oto szlaki, które przetarliśmy:

[Wrocław] – [Warszawa] – Tykocin – Pentowo - Waniewo-Śliwno – Białystok – Supraśl – Kruszyniany – Białowieża – Siematycze – Grabarka – [Kazimierz Dolny] – [Wrocław]


Tykocin

Miasteczko w przewodnikach nazywane jest „wrotami Podlasia”. Brukowane, niemal puste uliczki, Synagoga, niespotykany w innych częściach kraju rynek z małymi drewnianymi domkami dookoła i mnóstwo ptaków – to wszystko tworzy spokojny, nieco senny, ale bardzo urokliwy obrazek. Warto też odwiedzić zrekonstruowany Zamek w Tykocinie, wypić tam pyszny kwas chlebowy i przespacerować się wzdłuż rzeki. No i punkt obowiązkowy – żydowska restauracja Tejsza.

tykocin

Pentowo – Europejska Wieś Bociania

Zaraz obok Tykocina znajduje się Dworek Pentowo, czyli Europejska Wieś Bociania – sielsko zagospodarowany teren z mnóstwem bocianich gniazd, stawami i stadniną koni. Ciekawe doznania słuchowe:) – wieczorem słychać klekot bocianów i kumkanie żab.

Kładka nad rzeką Narew

W rozlewisku rzeki Narew między miejscowościami Waniewo i Śliwno rozciągnięto drewnianą kładkę z czterema przeprawami na pływającej platformie przeciąganej ręcznie za pomocą lin. Warto odwiedzić to miejsce – świetna zabawa dla małych i dużych oraz piękne widoki:)

kladka sliwno waniewo

Białystok

W Białymstoku planowaliśmy zatrzymać się tylko na chwilkę, odwiedzić Pałac Branickich, planty i jechać dalej, ale uroczy, tętniący gwarem rynek zatrzymał nas na nieco dłużej na chilloutowy lunch, kawę i mrożoną herbatę. Uwaga, przy Rynku Kościuszki w lodziarni „Bella Vita” można zjeść pyszne lody w oryginalnych smakach, np. pokrzywowo-rozmarynowe albo buraczkowe.

bialystok-rynek

Supraśl

Głównym zabytkiem Supraśla jest prawosławny montaster i Muzeum Ikon. Niestety mieliśmy pecha, bo w poniedziałki obiekt jest zamknięty dla turystów, przespracerowaliśmy się więc tylko po miasteczku i pojechaliśmy dalej.

Kruszyniany

Ta wioska na granicy z Białorusią to z kolei ostoja społeczności tatarskiej. W przepięknie utrzymanym tatarskim meczecie przewodnik wprowadził nas w tajniki kultury, której zupełnie nie znaliśmy, opowiadając bardzo ciekawie o islamie, tatarskich zwyczajach i współistnieniu różnych religii na jednym terenie. Niedaleko meczetu znajduje się też cmentarz tatarski, który warto obejrzeć, a w przyszłości w Kruszynianach uruchomione będzie muzeum kultury tatarskiej – mam nadzieję, że dotrzemy tam ponownie. No i oczywiście gwóźdź programu: Tatarska Jurta - słynna w całej Polsce restauracja z tradycyjną kuchnią tatarską, punkt obowiązkowy, jedzenie zapamiętamy na długo:)

kruszyniany


Puszcza Białowieska – rowerem 

Kolejny dzień naszej wycieczki postanowiliśmy spędzić na rowerach i myślę, że była to bardzo dobra decyzja: Puszcza Białowieska jest tak rozległa, że zwiedzanie jej na piechotę znacznie by nas ograniczyło. W Białowieży funkcjonuje kilka wypożyczalni rowerów, koszt to 30 zł/rower/dzień. Uwaga, najlepiej poszukać map z trasami rowerowymi w internecie, bo te drukowane, dostępne m.in. w wypożyczalniach, są nie najlepiej opracowane i potrafią wprowadzić w błąd. Na rowerach zjeździliśmy kawał puszczy, odwiedziliśmy Miejsce Mocy – czyli miejsce o nasilonym, pozytywnie wpływającym na organizm promieniowaniu. Co prawda nie poczułam tych wyjątkowych wibracji;), ale świetnie się tam zregenerowaliśmy po paru godzinach jazdy. Odwiedziliśmy też oczywiście Pokazowy Rezerwat Żubra – chociaż na początku ucieszyłam się, że zobaczę wilka, przyznam, że za kratami, bez watahy towarzyszy, wyglądał trochę smutno:( Ostatni punkt na trasie rowerowej to park pałacowy w Białowieży i leżenie na trawce przed pięknie zdobionym drewnianym dworkiem myśliwskim.

puszcza bialowieska rowerempark zamkowy białowieża

 

… i na piechotę

Do Rezerwatu Ścisłego Białowieskiego Parku Narodowego można wejść tylko z przewodnikiem prywatnym (opcja droższa – koszt ok. 150 zł/ 3-godzinne wejście) lub przewodnikiem PTTK (opcja tańsza - koszt 145 zł do podziału na ilość osób w grupie, czyli do 10-12 osób, również 3 godziny). My zdecydowaliśmy się oczywiście na PTTK i przewodniczka okazała się rewelacyjna. Biuro PTTK znajduje się przed wejściem do parku, w okolicach stawów. Warto umówić się dzień wcześniej i pamiętać o punktualności – po sformowaniu grupy kolejne osoby nie mogą dołączyć.

Zwiedzanie rozpoczęliśmy o godz. 10.00.  - najpierw park zamkowy, pozostałości dawnego zamku, a potem już przejście do Rezerwatu Ścisłego. O puszczy mogłabym napisać wiele, bo ten prastary las - unikalny na skalę naszego kontynentu, w którym człowiek ingerował tylko minimalnie - zrobił na mnie duże wrażenie. Puszcza jest piękna, dzika, zielona, pełna zapachów i dźwięków. Wspaniałe miejsce, aby wyciszyć umysł, a wyostrzyć zmysły. Nie spotkaliśmy żubra, ale mieliśmy szczęście po drodze obserwować młode borsuki – podobno niespotykany widok:)

puszcza-bialowieska puszcza-bialowieska-z-przewodnikiem


Zastanawialiśmy się, czy nie zostać w Białowieży na dłużej, ale zbliżający się długi weekend trochę nas odstraszył, bo podobno robią się tam wtedy straszne tłumy. Udało nam się zachować jak najlepsze wrażenia i po małych zakupach na bazarkach (lokalne przyprawy i herbatki, ręcznie robione drewniane miseczki i podkładki) ruszyliśmy dalej, na południe.

Odwiedziliśmy Świętą Górę Grabarkę – prawosławne sanktuarium słynące z wielu uzdrowień i otaczający cerkiew „las” krzyży wotywnych przynoszonych tam przez pielgrzymów. Podobno jest ich już ponad 10 tysięcy i ten widok faktycznie robi wrażenie.

grabarkakrzyżeW okolicy warto odwiedzić też Drohiczyn (więcej informacji tutaj) i Mielnik (więcej tutaj) – nam niestety zabrakło już czasu, bo śpieszyliśmy się na nocleg w Kazimierzu Dolnym. Dalsza część urlopu, czyli Kazimierz to zresztą materiał na kolejny wpis – byliśmy pierwszy raz, ale na pewno wrócimy w jakimś spokojnym terminie.

A wracając do Podlasia – trochę smutno było je żegnać, bo kojarzy mi się z wszystkim, za czym tęsknię mieszkając w mieście: zielenią, świeżym powietrzem, bliskością dzikiej natury, małymi, otwartym społecznościami. Tak jak napisałam w tytule: to wspaniałe miejsce na wypoczynek dla osób, które kochają kontakt z przyrodą, a na urlopie nie potrzebują głośnych imprezowni czy budek z goframi i piwem (choć, cóż, może tu też otwierają się takowe w sezonie;))

Ps. Jeżeli zamierzacie odwiedzić te tereny, polecam świetną stronkę, z której korzystałam praktycznie każdego dnia: www.atrakcjepodlasia.pl

 

Gdzie nocować i gdzie pysznie zjeść na Podlasiu

No i na koniec trochę konkretów, bo wiem, że niektórzy właśnie tego szukają:) Dzięki potędze internetu i poleceniom z bloga i serwisu TripAdvisor w zasadzie wszystkie miejsca, w które dotarliśmy wspominać będziemy bardzo dobrze. Z czystym sumieniem zatem mogę podzielić się z Wami linkami, tym bardziej, że ceny są zdecydowanie bardziej przyjazne niż w wielu innych rejonach Polski. Nocleg w fajnym standardzie to koszt ok. 100 zł/ pokój 2-osobowy, pełny, dobry obiad spokojnie można zjeść za 60-80 zł/2 osoby.

 

Nocleg w Białowieży i okolicach Puszczy Białowieskiej


My skorzystaliśmy z oferty Domków w Białowieży, pokój Wojtek-2 i był to bardzo dobry wybór. Dom położony jest na uboczu Białowieży, co gwarantuje zieleń i ciszę dookoła. Sam pokój dokładnie taki, jaki lubię: cały w drewnie, z wygodnym łóżkiem, minianeksem kuchennym, czystą łazienką i osobnym wejściem. Dookoła domu ładnie zaaranżowana przestrzeń: huśtawka, stół i ławy, miejsce na grilla i ognisko. Widok na wschodzący księżyc gratis;)

noclegi bialowieza

Godne polecenia są też noclegi na terenie Białowieskiego Parku Narodowego, w Parku Zamkowym – nie nocowaliśmy, ale budynek prezentuje się dobrze, no i jakby nie patrzeć śpimy wtedy w Parku Narodowym:) (znajduje się tam także Muzeum Przyrodnicze i biuro dyrekcji Parku).

Nocleg na łonie przyrody


Zatrzymaliśmy się w Dworze Pentowo – ładnie zachowanym, kameralnym budynku z paroma pokojami. Jego mieszkańców spotykaliśmy jeszcze na naszej trasie kilkakrotnie.

 

Dobre restauracje na Podlasiu


Jak się możecie domyślić, teren, na którym mieszają się wpływy różnych kultur i religii jest też przebogaty jeżeli chodzi o tradycje kulinarne. Mamy tam restauracje żydowskie, tatarskie, sporo inspiracji zza wschodniej granicy i ciekawą kuchnię regionalną z dziczyzną na czele. Dla smakoszy prawdziwy raj:) Poniżej restauracje, które zdecydowanie warto odwiedzić.

Tejsza, Tykocin - restauracja żydowska, z pysznymi daniami regionalnymi i tradycyjnymi oraz przemiłą obsługą. Przetestowane przez nas i polecane:

  • żydowski kawior, czyli przystawka z wątróbki drobiowej z cebulką, podawana na macy
  • rosół
  • kreplech, czyli pierogi z wołowiną
  • potrawa, która smakowała mi najbardziej: cymes, czyli gulasz wołowy z marchwią i bakaliami na miodzie

restauracja-tejsza-tykocin

Akcent, Białystok – przyjemna knajpka-kawiarnia, z dużym wyborem kaw i zaskakująco niskimi cenami jak na rynek dużego miasta (przynajmniej w porównaniu do Wrocławia). Dobre tarty i pyszna herbata.

Bella Vita, Białystok - wspominana przeze mnie już wcześniej kawiarnia z pysznymi lodami, duży wybór smaków, od najbardziej popularnych po takie ciekawostki jak lody pokrzywowo-rozmarynowe czy buraczkowe

lody-bialystok

Tatarska Jurta, Kruszyniany – tu z kolei spróbujecie kuchni tatarskiej, niesamowicie aromatycznej i treściwej. Dotarliśmy późno, w ostatniej chwili, nie udało się nam więc spróbować słynnego pierekaczewnika, ale zamówione przez nas potrawy były re-we-la-cyj-ne:

  • chłodnik
  • jagnięcina z kaszą gryczaną, sosem tatarskim i surówką
  • kryszonka, czyli jednogarnkowa potrawa z wołowiną, warzywami i ziemniakami, podawana z surówką i sosem
  • lemoniada z rokitnika

tatarska jurta kruszyniany

Polecam też ciasteczka Czok-czoki, przypominające minifaworki, oblane miodem i obsypane makiem i rodzynkami. Zjadłam, zanim pomyślałam o sfotografowaniu;)

Pokusa, Białowieża - ładne, eleganckie wnętrze, ciekawe dania z dziczyzny i regionalne piwo – po całym dniu na rowerach nie mogliśmy marzyć o niczym więcej. Wypróbowaliśmy:

  • biały chłodnik z opiekanymi ziemniaczkami i żurek (pyszne)
  • gulasz z jelenia z zieloną fasolką szparagową i babką ziemniaczaną
  • pieczeń z dzika z buraczkami i kopytkami

restauracja-pokusa-bialowieza

Stoczek, Białowieża - wysokie ceny, ale podobno najlepszy kucharz w Białowieży, więc na zupę można się szarpnąć;) My nie zdążyliśmy tam dotrzeć, bo plan zwiedzania był dosyć napięty, ale następnym razem wstąpimy na pewno.

Leśny Dworek, Hajnówka - restauracja bardzo niepozorna, słabo zlokalizowana i urządzona w stylu PRL (i nie, nie jest to stylizacja;)), ale potrawy bronią się same, a w szczególności:

  • czerwony barszcz z krokietem (pyszny, aromatyczny, domowy)
  • hit restauracji: mięsne kartacze – pycha!

Nie polecam tylko pierogów z mięsem smażonych w głębokim tłuszczu (nie pamiętam nazwy, ale były w „Daniach specjalnych”, więc się skusiliśmy). Według mnie niespecjalne w smaku i zdecydowanie zbyt ciężkostrawne.

Z innych lokalnych specjałów polecamy też:

  • ser koryciński, szczególnie z czarnuszką
  • kwas chlebowy – według mnie dużo lepszy u nas niż na Ukrainie, ale trzeba czytać etykiety, bo znacząco różnią się składem i zawartością cukru
  • lokalne piwa – mój mąż poleca browar Gloger, szczególnie pils Bykowe

Podsumowując – wschodnia część Polski ma do zaoferowania bardzo wiele i myślę, że na letnie wakacje to dużo ciekawsza opcja niż zatłoczone wybrzeże Bałtyku czy Mazury. Zawsze to powtarzam: w Polsce można spędzić świetny urlop, a nasz pobyt na Podlasiu tylko tę tezę potwierdza:) 

 

 

Dzikie zbiory #marzec, kwiecień – sok z brzozy, czosnek niedźwiedzi

Dzikie zbiory #marzec, kwiecień – sok z brzozy, czosnek niedźwiedzi

Wiosna rozgościła się u nas na dobre – to ostatni czas na upust soku z brzozy i początek sezonu na czosnek niedźwiedzi. Dziś, w ramach cyklu Zbieramy dzikie rośliny, kilka słów na temat zbiorów tych właśnie dwóch pyszności.

Sok z brzozy (tzw. oskoła)


Wodzie brzozowej od wieków przypisuje się liczne prozdrowotne właściwości. Oskoła wzmacnia odporność, wspomaga usuwanie szkodliwych produktów przemiany materii z organizmu, korzystnie wpływa na procesy trawienne, nerki, pomaga na porost włosów i poprawia wygląd skóry. To idealny napój na wiosenne oczyszczanie organizmu – zawiera głównie wodę i odrobinę (ok. 2%) cukru, a także witaminę C, witaminy z grupy B, przeciwutleniacze, taniny, antynowotworowe garbniki, a także minerały: żelazo, wapń, fosfor, potas, magnez. Na przedwiośniu, aby wspierać oczyszczanie i wzmocnić organizm, można popijać ok. pół szklanki soku z brzozy codziennie, przez min. 2 tygodnie. Wodą brzozową warto także płukać włosy i wcierać ją u nasady włosów, staną się wtedy dobrze odżywione i silniejsze.

Jak zbierać sok z brzozy?

Pierwsza sprawa to wybór odpowiedniego terminu. Optymalny czas to końcówka marca, początek kwietnia, ale jest to kwestia dosyć umowna - rzecz w tym, żeby było odpowiednio ciepło (powyżej 10°C w ciągu dnia), ale brzoza nie może mieć jeszcze pączków i listków. Druga sprawa to wybór lokalizacji. Poszukujemy brzozowych lasów położonych z dala od zanieczyszczeń, dróg, etc.

Według Łukasza Łuczaja, autora „Dzikiej kuchni”, sok z brzozy pozyskiwać możemy na trzy sposoby:

  1. wwiercając się w pień drzewa na głębokość ok. 1 cm i wkładając w otwór rurkę
  2. nacinając korę drzewa w kształt Y lub V i podkładając rurkę lub rozłupaną gałązkę bzu oraz naczynie, do którego sok będzie ściekać
  3. obcinając wierzchołek gałązki i wkładając go do butelki

sok z brzozy jak zbierać

My w tym roku skorzystaliśmy z metody 1 i 3.

Metoda 1 jest bardzo efektywna – w ciągu dnia można zebrać dobrych kilka litrów soku z jednego drzewa. My przygotowaliśmy 4 gumowe rurki z (do kupienia w marketach budowlanych za parę zł) oraz 1,5-litrowe butelki. Po nawierceniu wiertarką niewielkiego otworu w korze drzewa, na takiej wysokości, aby butelka mogła stać na ziemi, przykładamy szybko rurkę, włożoną w butelkę i zabezpieczamy, np. taśmą albo sznurkiem. U nas po 3-4 godzinach butelki były napełnione sokiem do połowy, a jedna zapełniła się w całości. Po zakończeniu zbiorów można otwór zatkać, np.  odpowiednio dopasowanym drewnianym patyczkiem, choć podobno nawet pozostawienie otworu nie robi drzewom krzywdy.

Metoda 3 jest najmniej inwazyjna dla drzewa, ale też trzeba nieco więcej cierpliwości, bo sok kapie dużo wolniej. W tym celu przygotowujemy lekkie, plastikowe butelki, sznurek lub taśmę oraz ostry nóż lub sekator. Poszukujemy gałązek, które naturalnie pochylone są w dół. Nacinamy lekko gałązkę, aby sprawdzić, czy płynie z niej sok – jeżeli tak, odcinamy wierzchołek gałązki, wkładamy go w butelkę na ok. 8-10 cm i zabezpieczamy taśmą lub sznurkiem, tak jak na zdjęciu poniżej.

Jak przechowywać sok z brzozy?

Surowy sok można przechowywać w lodówce do kilku dni. Aby przedłużyć jego trwałość dawniej stosowało się zakwaszanie (moja babcia pamięta, że do kamiennej beczki z sokiem wrzucano skórki razowego chleba), można też sok przefermentować.

 

Czosnek niedźwiedzi


Czosnek niedźwiedzi ma podobne działanie do czosnku uprawnego: działa jak naturalny antybiotyk, pomagając walczyć z przeziębieniami, a jednocześnie ma łagodniejszy zapach i smak. Wzmacnia odporność organizmu, pomaga w oczyszczaniu wątroby oraz wydalaniu toksyn, pozytywnie wpływa na układ krwionośny: serce, żyły, tętnice. Dzięki organicznym związkom siarki zawartym w czosnku niedźwiedzim, wykazuje także działanie antynowotworowe.

czosnek-niedzwiedzi-rozmieszczenieGdzie znaleźć czosnek niedźwiedzi?

Dziko rosnący czosnek (pod ochroną!) znajdziemy w wielu miejscach w całej Polsce – obok znajdziecie mapkę rozmieszczenia zaczerpniętą ze strony Łukasza Łuczaja. Czosnek niedźwiedzi można także uprawiać we własnym ogrodzie, a od paru lat widzę, że jest dostępny w sprzedaży.

Najlepiej zbierać go wczesną wiosną, zanim zakwitnie – czyli w zasadzie przez cały kwiecień.

Jak jeść czosnek niedźwiedzi?

Ja najbardziej lubię go na surowo: jako dodatek do twarożku czy masła ziołowego, do wszelkich sałatek, do posypywania zup, kanapek, tarty. Czosnek niedźwiedzi można także smażyć lub dusić, a nawet kisić, podobnie jak ogórki.

czosnek niedźwiedzi

 

 

Zbieramy dzikie rośliny – dla zdrowia i urody

Zbieramy dzikie rośliny – dla zdrowia i urody

Przedwiośnie to dobry czas, żeby zacząć planować zbiory dziko rosnących roślin z polskich lasów i łąk. A jest ich całe mnóstwo i na przestrzeni roku można sporo przegapić. Końcówka marca i początek kwietnia na przykład to czas na pozyskiwanie soku z brzozy – kolejna okazja na ten pełen witamin i mikroelementów koktajl nadarzy się dopiero za rok, więc nie ma na co czekać:)

Ja w tym roku postanowiłam się przygotować, tym bardziej, że zbiory chcemy wkomponować w plany naszych podróży po Polsce. Opracowałam kalendarz zbiorów dziko rosnących roślin, które mam zamiar zajadać albo przygotowywać z nich różne zdrowe mikstury.

kalendarz miniaturaKalendarzem dzielę się oczywiście z Wami - klikając w obrazek obok, możecie pobrać gotowy PDF do wydrukowania.

Oczywiście nie jest to pełna lista jadalnych roślin rosnących na naszych terenach - wybrałam te, które znam albo które szczególnie zainteresowały mnie ze względu na swoje prozdrowotne działanie.

W kolejnych postach napiszę trochę więcej na temat niektórych roślin, ich niesamowitych właściwości, sposobów pozyskiwania oraz potraw, domowych lekarstw i kosmetyków, które można z nich przyrządzić.

Przy tworzeniu kalendarza posiłkowałam się genialną Dziką kuchnią Łukasza Łuczaja oraz znalezioną w zakamarkach rodzinnej biblioteczki książką Zerwij ziele z dziewięciu miedz Adama Palucha o ziołolecznictwie ludowym w Polsce XIX i początkach XX wieku. Warta uwagi jest też książka Pyszne chwasty Małgorzaty Kalemby-Dróżdż – na razie tylko ją przeglądałam i przyznam, że przepisy są świetne.

Mój kalendarz zbiorów dziko rosnących roślin


marzec

sok z młodej brzozy (tzw. oskoła)

kwiecień

czosnek niedźwiedzi – liście

maj

mniszek lekarski (kwiaty i liście)
pokrzywa
komosa (lebioda)
młode pędy sosny

czerwiec

pokrzywa
czarny bez (kwiaty)
lipa (kwiaty i liście)
macierzanka (kwitnące pędy)

lipiec

mięta
dzikie maliny
rumianek
czeremcha (owoce)

sierpień

dzikie jeżyny

wrzesień

dzikie gruszki
rokitnik
czarny bez (owoce)

październik

głóg
topinambur
łopian (liście)

listopad

dzika róża (owoce)

 

Mam nadzieję, że łąki i lasy przyniosą nam w tym roku obfite zbiory:) A nawet jeżeli nie wszystkie z roślin uda się rozpoznać i pozbierać, jednego jestem pewna: już samo poszukiwanie to supersprawa i pomysł na aktywne spędzenie wolnego czasu.

A to mała kolekcja suszonych roślin z ubiegłego roku – na zachętę:)

sloiki-2