#NieZawszeŁatwo, czyli o rodzicielskich wyzwaniach

#NieZawszeŁatwo, czyli o rodzicielskich wyzwaniach

Mam uczulenie na słowo „parenting”. Zawiera ono w sobie jakiś taki obcy mi ładunek emocjonalny, kojarzy się z instagramowymi zdjęciami dzieci w pięknych ubrankach, otoczonych designerskimi zabawkami, którymi niekoniecznie fajnie się pobawić. Ewentualnie w drugą stronę – „macierzyństwo bez lukru” przedstawiane jest jako wieczne niewyspanie, zmęczenie i pasmo poświęceń.

Lubię za to słowo „rodzicielstwo”. Jest w nim codzienna zwyczajność, ale też wielka dawka emocji. Różnych. Jest 5.oo, czuję się niezbyt wyspana po nocnym maratonie karmienia, ale patrzę na moją śpiącą spokojnie córkę i czuję, że tak ma być, że to takie normalne, prawdziwe i że warto. Daję sobie prawo do różnych uczuć, także do zmęczenia, znużenia, czasem nawet do złości, ale w pakiecie dostaję też mnóstwo radości i miłość, jakiej jeszcze nie znałam.

Nie chcę tworzyć kolejnego bloga „parentingowego”, bo takich w sieci pełno i cały ten „rodzinny lifestyle” niespecjalnie mnie interesuje, bo przecież u każdego z nas wygląda to inaczej. Nie chcę też udzielać złotych rad i dawać jedynych słusznych odpowiedzi, bo takich nie ma. Chciałabym jednak podrzucać Wam wątki, które mnie w jakiś sposób zainspirowały oraz dzielić się zdobywaną przeze mnie wiedzą i doświadczeniem w tych zwykłych, codziennych czynnościach związanych z opieką nad dzieckiem, czasem sprawiających nadspodziewanie sporo trudności.

Nowa kategoria, nowy cykl

Postanowiłam zacząć od wyzwań właśnie i stworzyć cykl #NieZawszeŁatwo. Nie dlatego, że macierzyństwo jest trudne, ale dlatego, że takie bywa. I że mi osobiście bardzo pomaga w trudnych momentach świadomość, że wiele kobiet ma podobnie i daje sobie radę. Jako rodzice mamy w sobie wielką siłę i nie ma takich wyzwań, jakich nie udźwigniemy.

W ramach cyklu planuję napisać o moich wyzwaniach, m.in.: ciąży z nakazem leżenia, wrażeniach po porodzie, trudnych początkach karmienia piersią. Was także, drogie Czytelniczki i Czytelnicy, zachęcam do podzielenia się Waszymi historiami – ku pokrzepieniu innych rodziców:)

 

 

Zmiany, zmiany, zmiany…

Zmiany, zmiany, zmiany…

Ostatnie 2 miesiące przyniosły nam małą życiową rewolucję i w końcu przyszedł czas, żeby podzielić się tymi nowinami z Wami. Tym bardziej, że na blogu siłą rzeczy szykuje się trochę zmian.

Po pierwsze – najważniejsze – w maju powitaliśmy na świecie naszą córeczkę. Ciążowe trudności z pobytem w szpitalu włącznie sprawiły, że postanowiłam zachować tę wiadomość dla siebie jak najdłużej, ale w końcu chcę się z Wami podzielić tą radością. Helenka, bo takie imię wybraliśmy dla naszej córeczki, urodziła się zdrowa, silna i kudłata, robiąc długimi włoskami prawdziwą furorę w szpitalu i wśród naszych bliskich;) Nie będę zanudzać Was ochami i achami na temat mojego dziecka, ale, cóż, jak każdy rodzic mogę powiedzieć jedno: jest cudowna.

Po drugie – wyprowadzamy się z Wrocławia. Plan, żeby do czterdziestki wyprowadzić się z dużego miasta i zamieszkać w jakimś spokojnym, cichym miejscu, postanowiliśmy zrealizować nieco wcześniej. Przyjście na świat Helenki tylko ułatwiło nam podjęcie tej decyzji, bo oboje wolimy wychowywać dziecko w spokojniejszej miejscowości, ze świeżym powietrzem i bliskością natury.

Po trzecie – przyszłość bloga. W związku ze zmianami w moim życiu prywatnym, na blogu też możecie spodziewać się paru zmian. Będę nadal pisać o zdrowym stylu życia w (mniejszym) mieście i poszukiwaniu życiowej równowagi, ale pojawi się też nowa tematyka – związana z rodzicielstwem. Żadna ze mnie ekspertka, nie znajdziecie więc tu porad jak wychowywać dziecko i co trzeba, a czego nie wolno – myślę, że każdy wie, co dla jego dziecka najlepsze. Chcę jednak pisać o tym, co dla mnie ważne - o budowaniu bliskości z dzieckiem, naturalnej pielęgnacji, minimalizowaniu „dzieciowego konsumpcjonizmu” i innych tematach, które pewnie dopiero za jakiś czas staną się moim udziałem.

Muszę też Was uprzedzić, że na razie bedę pewnie miała mało czasu i teksty będą pojawiać się rzadziej i nieregularnie. Za jakiś czas jednak chciałabym popracować nad blogiem jeszcze intensywniej i pomyśleć o jego kierunkach rozwoju.

Mam nadzieję, ze poczekacie:) A tymczasem – serdecznie Was pozdrawiam i życzę lata pełnego radości i witamin!

 

 

4 genialne naturalne płukanki do włosów

4 genialne naturalne płukanki do włosów

Po zimie nasze włosy zazwyczaj wymagają solidnej regeneracji. Nie muszą to być wcale kosztowne zabiegi fryzjerskie – według mnie dużo lepiej (i taniej) postawić na zwykłe podcięcie suchych końcówek i naturalne płukanki do włosów.

Przygotujemy je bez problemu w domu ze składników, które kosztują grosze albo… właśnie zaczynają rosnąć na łąkach:) Zachwyca mnie to, że takie proste, pospolite rośliny czy produkty potrafią być tak skuteczne.

Moje ulubione naturalne płukanki do włosów


1. Płukanka z pokrzywy

Młoda pokrzywa już jest i ma do zaoferowania niezły zastrzyk witamin i mikroelementów. Już samo picie herbaty z pokrzywy ma bardzo dobry wpływ na włosy (i cały organizm), ale jeżeli chcecie wzmocnić to działanie, przygotujcie płukankę. Wystarczy zaparzyć szklankę pokrzywy (świeżej lub suszonej) i w przestudzonym naparze płukać włosy po umyciu. Taka kuracja stosowana przez jakieś 2-3 tygodnie wzmocni włosy, ograniczy ich wypadanie i przetłuszczanie.

2. Płukanka z rumianku

Zalewamy 2 łyżki rumianku wrzącą wodą, odstawiamy do przestygnięcia i odcedzamy. Takim naparem płuczemy włosy po umyciu. Rumianek polecany jest zwykle do jasnych włosów, ale ja do moich ciemnobrązowych też go stosuję i lubię ten efekt miękkich, jakby lekko rudawych włosów.

3. Płukanka z octu jabłkowego

Ocet jabłkowy zamyka łuski włosów i sprawia, że stają się gładkie i błyszczące. Wystarczy po umyciu głowy spłukać włosy chłodną wodą z dodatkiem łyżki octu jabłkowego, najlepiej takiego domowego lub ekologicznego.

4. Płukanka z siemienia lnianego

Siemię lniane jest genialne do przesuszonych włosów – a moje kręcone taką właśnie mają tendencję. 1-2 łyżki ziaren siemienia lnianego zalewamy szklanką wody i gotujemy przez ok. 10 minut, schładzamy i płuczemy tym włosy.

Każda z tych płukanek poprawia kondycję włosów niemal natychmiast, ale najlepsze efekty osiągniemy stosując taką kurację regularnie przez kilka tygodni, po każdym myciu włosów lub 1-2 razy tygodniu.

 

Ciekawa jestem Waszych sposobów na regenerację włosów po zimie, – zapraszam do dzielenia się nimi w komentarzach!

 

 

Przewodnik po świecie suplementów

przewodnik_po_swiecie_suplementowSuplementy diety wręcz zalewają nasz rynek i trzeba być naprawdę odpornym konsumentem, żeby nie ulec reklamie rozmaitych modnych, choć nie zawsze skutecznych specyfików poprawiających nasze zdrowie i samopoczucie. Jednocześnie przy wielu chorobach i dolegliwościach stosowanie suplementów ma sens albo jest wręcz nieodzowne – chociażby dlatego, że dzisiejsza żywność pozostawia wiele do życzenia.

Uważam, że w interesie każdego z nas jest zdobywanie i aktualizowanie wiedzy na temat naszego zdrowia, szczególnie gdy ktoś zmaga się z chorobą przewlekłą. Dotyczy to także suplementów.

Jak się w tym zagadnieniu połapać, skoro wszędzie pełno jest sprzecznych informacji, a lekarze wciąż niewiele potrafią doradzić?

Z pomocą przychodzi wydany nakładem wydawnictwa Galaktyka „Przewodnik po świecie suplementów”. Ta ponad 400-stronicowa książka opracowana przez dr Marka Moyada podpowiada, jak z pomocą suplementów wspierać leczenie ponad 100 chorób i dolegliwości, od zgagi, łamliwych paznokci czy PMS po choroby układu krążenia i nowotwory. Autor konkretnie i w przystępny sposób wyjaśnia, które suplementy mają potwierdzoną skuteczność, a które zgodnie z najnowszym stanem nauki można sobie odpuścić. A kiedy trzeba, wprost pisze o tym, że suplementacja nie przyniesie efektów bez zmian w stylu życia.

Dzięki tej książce zweryfikowałam albo potwierdziłam moją wiedzę na temat suplementów, z którymi mam do czynienia w najbliższym otoczeniu, uważam ją za wiarygodną i z pewnością będę po nią sięgać nie raz. Według mnie to pozycja z serii takich, które warto mieć w domowej biblioteczce.

 

 

Jak oswoić zmianę?

Jak oswoić zmianę?

W niesamowitym filmie „Samsara” jest scena, która szczególnie utkwiła mi w pamięci. Buddyjscy mnisi pracowicie usypują mandalę. W tej pracy liczy się każdy detal, idealna symetria i harmonia kształtów, gra kolorów. Powstaje coś pięknego. Potem kilkoma szybkimi ruchami niszczą ją – z tego małego dzieła sztuki nie zostaje nic oprócz kolorowego pyłu.

Buddyjska symbolika tworzenia i niszczenia mandali bardzo do mojej wyobraźni przemawia. Mandala symbolizująca „okrąg życia i śmierci” pozwala zwizualizować sobie przemijalność rzeczy oraz różnych aspektów życia i może nawet… zacząć taki stan akceptować.

Skąd bierze się niechęć do zmian

Z moich obserwacji wynika, że ludzie często wpadają w pułapkę złudnej stabilizacji. Wydaje nam się, że jakiś dobrze znany schemat zapewni nam poczucie bezpieczeństwa i pełnię szczęścia. A przecież w każdym, wydawałoby się idealnym modelu, jest ogromna przestrzeń na niespodziewane zwroty akcji. Bywają to zmiany trudne i bolesne, rozczarowujące, bywają też okazje i zbiegi okoliczności, które mogą prowadzić do czegoś pozytywnego.

Od jakiegoś czasu w takich okresach staram się przyjrzeć mojemu nastawieniu do zmian, moim przekonaniom. Myślę, że zbyt często bronimy się przed zmianami z zasady albo przez długi, długi czas nie chcemy zaakceptować tego, co już się wydarzyło, rozdrapujemy rany i ciągle coś rozpamiętujemy. A to ogranicza i blokuje jak cholera.

Pozytywne nastawienie do zmian

Osobiście bardzo wierzę w to, że zmiany są potrzebne i mogą wnieść do naszego życia mnóstwo pozytywnej, ożywczej energii – nawet, jeżeli rozpoczynają się od trudności czy rozczarowań.

Aby nastawić się pozytywnie do zmian, czasem wystarczy spojrzeć na życie z nieco innej perspektywy. Ja próbuję robić to kreując wokół siebie – na początku może nawet trochę na siłę – dobrą energię, pozytywne myślenie. Niby banał, ale wiem po sobie, że takie czarowanie rzeczywistości może mieć wielką moc. Oto moje sposoby, chociaż myślę, że każdy powinien szukać metod najbardziej skutecznych dla niego:

1. Regularne praktykowanie wdzięczności

Podziękowanie za to, co mam jest najszybszym znanym mi sposobem na to, aby poczuć się lepiej, nawet gdy ostatnio nie działo się za dobrze. Regularna praktyka natomiast to jeszcze większa siła – nasyca nas dobrymi myślami i siłą nawyku zaczynamy tak myśleć coraz częściej. Pisałam o tym tutaj.

2. Czytanie inspirujących treści

Słowo pisane zawsze było dla mnie ważne i wnosiło wiele w moje życie. W trudniejszych momentach pilnuję, żeby były to pozytywne treści i świadomie unikam ambitnych, ale niepokojących lektur. Ostatnio odkryłam też serwis dobrewiadomosci.net.pl, pełen pozytywnych i podbudowujących historii, w których zmiana często przedstawiana jest jako początek czegoś wspaniałego. Polecam zamiast porannej prasówki z serwisów informacyjnych;)

3. Tworzenie i otaczanie się pozytywnymi symbolami

Lubię mieć w mojej przestrzeni drobne rzeczy, które niosą dla mnie pozytywną energię i którym nieco naiwnie przypisuję różne znaczenia. Znoszę do domu kamienie, rozkwitające gałązki, drukuję i wieszam na ścianach kształty, które w danym momencie coś dla mnie znaczą. Wykonuję też kolorowe mandale, często w jakiejś konkretnej intencji – właśnie w okresach stresu lub dużych zmian produkuję ich najwięcej, bo naprawdę mi to pomaga.

 

Ta wiosna będzie dla mnie pełna zmian, dlatego pozytywne nastawienie do tego procesu zaczynam wdrażać natychmiast. Życzę sobie i Wam akceptacji tego, co jest i co będzie oraz… umiejętności spojrzenia na wszystko z nieco bardziej buddyjskiej perspektywy:)