Podróże z małym dzieckiem – Góry Izerskie

Podróże z małym dzieckiem – Góry Izerskie

Oboje z mężem bardzo lubimy góry – zanim urodziła się Helenka udało nam się nawet prawie zdobyć Koronę Gór Polski. Prawie, bo na urlopie w Tatrach, gdy mieliśmy zdobyć najwyższy i ostatni szczyt, Rysy, okazało się, że jestem w ciąży, więc odpuściliśmy. Już wtedy zastanawiałam się, kiedy następnym razem będziemy mieli okazję wybrać się w Tatry i czy w ogóle da się chodzić po górach z małym dzieckiem. Z perspektywy rodzica niespełna 9-miesięcznego niemowlaka mogę stwierdzić: da się:) Oczywiście nie polecam zaczynać od Tatr;)

Góry Izerskie z dzieckiem

My na pierwszą małą wyprawę górską z Helenką wybraliśmy się zimą, w nowy rok. Trasa musiała być więc lekka, a powrót w razie niepogody szybki i bezpieczny. Pod tym kątem Góry Izerskie są wręcz idealne. Ze Świeradowa na Stóg Izerski można wjechać wyciągiem z dużą, zamykaną gondolą, która bez problemu pomieści wózek spacerowy. Na górze czekają na nas mało wymagające,  łagodne trasy. Mapy dostępne np. tutaj. W sezonie letnim sporo ludzi jeździ po Izerach rowerami, a zimą na biegówkach, więc naprawdę nie ma tam dużych przewyższeń. Nawet zimą można więc liczyć na całkiem sympatyczny spacer.

Bezpośrednio przy górnej stacji wyciągu jest restauracja, a zaraz obok schronisko „Na Stogu Izerskim”, w których można nakarmić i przewinąć dziecko (przewijak dostępny w damskiej toalecie przy restauracji).

Co warto zabrać

Podstawą jest oczywiście wózek z dobrą amortyzacją. Duże pompowane koła ułatwiają poruszanie się po górach, szczególnie po śniegu. Świetną opcją jest też chusta lub nosidło ergonomiczne, ale według mnie zimą, kiedy podłoże jest śliskie wózek jest bezpieczniejszy (poślizgu rodzica z dzieckiem w chuście wolę sobie nie wyobrażać).

Do rączki wózka – jeżeli nie ma takiego wyposażenia w standardzie – warto przymocować mocną taśmę materiałową czy sznurek, który z drugiej strony przywiązujemy do przegubu naszej dłoni – wtedy wózek nam nie odjedzie w razie potknięcia, etc.

Jak ubrać dziecko? Nam w czasie podróży najlepiej sprawdzają się ubranka z wełny merynosa. Ubieramy w nie małą od stóp do głów – oprócz spodni, koszulki i butów-skarpetek mamy też czapkę, opaskę, szalik i kocyk zrobione przez babcię Helenki. Największą zaletą wełny z merynosa są jej właściwości termiczne: gdy jest zimno grzeje, a gdy ciepło –  chłodzi i dobrze odprowadza wilgoć, więc dziecko mniej się poci nawet mimo zmiennych warunków atmosferycznych. Wadą jest niestety cena, ale tak jak pisałam, część rzeczy można zrobić na drutach czy szydełku i sporo zaoszczędzić.

Nawet jeżeli pogoda jest ładna, to w góry – choćby tak niskie jak Izery – zawsze trzeba wziąć rzeczy na niepogodę. W przypadku malucha są to: cieplejsze ubranie, czapka, szalik, rękawiczki i dodatkowy kocyk, ochronna folia na wózek, a w zależności od pory roku - krem na niepogodę lub przeciwsłoneczny. Przydaje się też termos z ciepłą wodą – zarówno do picia,  jak i w razie potrzeby przemycia rączek i pupy.  O standardowych rzeczach,  jakie zabieramy dla dziecka przy jakimkolwiek wyjeździe oczywiście nie wspomnę, bo to zbyt długa lista;)

Inne atrakcje

My byliśmy na szlaku tylko kilka godzin, bo to nasze rodzinne strony, ale jeżeli w Izerach planujecie dłuższy urlop, wjazd gondolą to tylko jedna z opcji. Można rozpocząć też od Polany Jakuszyckiej, szczególnie ze starszym dzieckiem, które można wozić już na sankach – w sezonie śniegu w Jakuszycach zazwyczaj pod dostatkiem. W cieplejszych miesiącach warto natomiast odwiedzić Chatkę Górzystów znaną z puszystych naleśników z jagodami. W okolicy również nie brakuje atrakcji ciekawych dla dzieci, takich jak Zamek Czocha czy czeski Liberec z aquaparkiem. Zresztą – Góry Izerskie latem to temat na osobny tekst,  a my,  gdy zrobi się ciepło, na pewno jeszcze się tam wybierzemy:)

 

 

Podróże z małym dzieckiem – zapowiedź cyklu

Podróże z małym dzieckiem – zapowiedź cyklu

Początek roku to mój ulubiony czas na snucie marzeń i planów podróżniczych. Ten będzie pod tym kątem wyjątkowy, bo po raz pierwszy planujemy wakacje z Helenką, która w maju skończy roczek. Już podczas pierwszych wyjazdów do dziadków, nad morze i w góry ujawniła zapędy małego podróżnika, mamy zamiar więc pokazać jej już trochę świata (a raczej Polski).

Każdy wyjazd na wakacje wymaga trochę planowania, ale wyjazd z małym dzieckiem to już prawdziwe przedsięwzięcie logistyczne;) Z pierwszych prób wiemy, że dobrze przemyślana lista rzeczy do zabrania, miejsce dobrane do potrzeb i wieku dziecka oraz trochę podróżniczych life-hacków bardzo ułatwiają sprawę. W ramach tego cyklu będę dzielić się naszymi doświadczeniami: dokąd warto pojechać i jak ułatwić sobie podróże z maluchem. W tym roku planujemy podróże po Polsce – jest jeszcze mnóstwo miejsc, które chcielibyśmy odwiedzić, a myślę, że z niemowlakiem łatwiej takie wakacje zorganizować i w razie czego zmodyfikować. Później, kiedy Helenka będzie już bardziej świadoma, pewnie przyjdzie czas na wyjazdy zagraniczne.

Inspiracji do podróżowania z dziećmi nie brakuje – w sieci jest kilkadziesiąt blogów na ten temat. Spory przegląd znajdziecie na chyba najbardziej znanym blogu z tej kategorii The Family Without Borders). O dziwo tych o Polsce jest znacznie mniej, na uwagę zasługują według mnie Mały Podróżnik i Dziecko w drodze.

Znalazłam też ciekawy przewodnik Pascala Polska z dzieckiem, chociaż pisany jest on z myślą o nieco starszych dzieciach (atrakcje podzielone są wg wieku dziecka i zaczynają się od 2 lat).

W sumie fakt – podróżnicze potrzeby rocznego dziecka nie są wygórowane, więc odpowiednie przygotowanie potrzebne jest przede wszystkim dla… komfortu rodziców:) Dla przykładu – nad morzem można wybrać pierwszą lepszą miejscowość, ale dużo przyjemniej spaceruje się, jeżeli na plażę jest wygodne zejście dla wózków lub promenada wzdłuż plaży. W góry bezpieczniej wybrać się gdzieś, gdzie na trasie jest sporo schronisk, a w razie potrzeby można skorzystać z wyciągu, do którego zmieści się spacerówka. W restauracjach takie sprzęty jak przewijak czy krzesełko do karmienia ułatwiają rodzicom życie, a niestety nie wszędzie jest to jeszcze standard. W ramach tego cyklu chcę pisać właśnie o takich miejscach, a także o sprawdzonym ekwipunku dla malutkich podróżnych i innych praktycznych aspektach podróżowania.

Jeżeli znacie warte polecenia miejsca dla rodzin z dziećmi albo ciekawe publikacje i strony na temat podróżowania z niemowlakiem, zapraszam do dzielenia się nimi w komentarzach!

 

 

Gluten i laktoza – czy jest się czego obawiać?

Gluten i laktoza – czy jest się czego obawiać?

Wśród osób, które interesują się zdrowym odżywianiem nietolerancje pokarmowe to temat doskonale znany, wręcz modny. W ostatnich latach złą sławą cieszą się przede wszystkim gluten, obecny w takich zbożach jak pszenica, żyto, jęczmień oraz laktoza, czyli cukier zawarty w mleku. Temat stał się nośny do tego stopnia, że wielu ludzi decyduje się na odstawienie produktów je zawierających bez jednoznacznych wskazań lekarskich, po prostu dla poprawy zdrowia. Przeciwnicy diet eliminacyjnych nazywają to chwilową modą, wskazują bezzasadność i ryzyko niedoborów, a w niektórych kręgach „bezglutenowi” i „bezlaktozowi” postrzegani są jak żywieniowe freaki ;)

Ja sama ze względu na niedoczynność tarczycy czasowo wyeliminowałam ze swojej diety gluten i mimo że nie przyniosło to oczekiwanych rezultatów, do tej pory staram się go ograniczać, szczególnie pszenicę, która wyraźnie mi nie służy. Wiem jednak, że taka dieta eliminacyjna nie jest łatwa i na pewno nie zdecydowałabym się na nią ot tak.

Jak to więc jest z tym glutenem i laktozą? Czy w przypadku tych produktów sprawdza się stara dobra zasada „jedz wszystko, byle z umiarem”, którą sama chętnie promuję tu na blogu? Nie zawsze – ale o tym za chwilę.

Zacznijmy od tego, jakie objawy powinny wzbudzić naszą czujność. Oprócz typowych dolegliwości gastrycznych takich jak biegunki, zaparcia, wzdęcia, gazy, nudności, wymioty czy ból brzucha, lista potencjalnych skutków nietolerancji jest długa - od ogólnego zmęczenia i osłabienia, spadku koncentracji, przez bóle kości i stawów, migreny, astmę, egzemę, po depresję, niepłodność, a nawet, jak twierdzą niektóre źródła, nowotwory układu pokarmowego. Jak widzicie, zagrożeń jest na tyle dużo i mogą mieć na tyle zróżnicowane podłoże, że trudno skojarzyć dany problem zdrowotny akurat z dietą. A tak może się dziać właśnie w przypadku nietolerancji laktozy – która wynika z braku laktazy, czyli enzymu odpowiedzialnego za trawienie laktozy czy nietolerancji glutenu / bezobjawowej czy utajonej celiakii – kiedy organizm broniąc się przed tym alergenem wytwarza przeciwciała, co z kolei odbija się na zdrowiu całego organizmu. Nie bez przyczyny mówi się,  że zdrowie zaczyna się od jelit, tj. od zdrowego trawienia.

Jeżeli więc cierpicie na dolegliwości, których przyczyna nie jest znana, warto sprawdzić, czy ich przyczyną nie jest właśnie nietolerancja pokarmowa. Gluten i laktoza są głównymi (choć nie jedynymi) podejrzanymi. Można wykonać badanie krwi w kierunku przeciwciał lub kompleksowy test na alergie typu Food Detective, dostępne są już także przystępne cenowo testy genetyczne pozwalające sprawdzić, czy posiadamy geny predestynujące nas do danej nietolerancji. Ta ostatnia opcja jest o tyle sensowna, że dostarcza nam wiedzy na całe życie, podczas kiedy testy z krwi mogą dawać wynik fałszywie ujemny.

Osobnym tematem jest diagnostyka celiakii – która wbrew pozorom nie zawsze daje klasyczne objawy alergii. Według niektórych źródeł na celiakię utajoną może cierpieć nawet 1 na 100 osób (źródło: www.celiakia.pl)

Celiakia nie jest prosta do zdiagnozowania, do tej pory nie ma jednego uniwersalnego badania, które może dać 100% potwierdzenie choroby. Do jej potwierdzenia potrzebne są przynajmniej dwa badania. Dzięki wykonaniu badania genetycznego w pierwszej kolejności można uniknąć biopsji jelita. Badanie genetyczne jako jedyne może wykluczyć chorobę raz na całe życie, z kolei badanie z krwi na przeciwciała i biopsja dają jedynie informację, czy w danym momencie jest się narażonym na aktywność choroby. W pewnych przypadkach badania z krwi mogą wyjść fałszywie ujemne np. przy stosowaniu diety bezglutenowej, w momencie niedoboru IgA czy niedawnym uaktywnieniu się choroby.

Z kolei, jeżeli w badaniu genetycznym stwierdzony zostanie któryś z genów odpowiedzialnych za celiakię, nawet jeżeli aktualnie nie chorujemy, musimy liczyć się z tym ryzykiem w przyszłości.

Kiedy kilka miesięcy temu skontaktowała się ze mną firma TestDNA, zajmująca się badaniami genetycznymi z propozycją przetestowania ich produktu, temat mnie zainteresował i postanowiłam o nim napisać. Wybrałam pakiet „Zdrowe jelita” i sprezentowałam test mojemu mężowi, bo jego częste dolegliwości gastryczne od dawna mnie niepokoiły.

Zestaw, który otrzymujemy z laboratorium TestDNA zawiera dwie wymazówki, sterylne rękawiczki, formularz zlecenia i oświadczenie, kopertę zwrotną oraz instrukcję.

Sam test wykonuje się bardzo łatwo – za pomocą dołączonej do zestawu wymazówki pobieramy wymaz z wewnętrznej części policzka, pocierając go 15-20 razy.  Dla pewności wyniku pobiera się dwie takie próbki. Przed badaniem przez minimum godzinę nie można jeść, pić, palić papierosów, myć zębów i żuć gumy. Ewentualna infekcja, np.  gardła nie jest przeszkodą, nie wpływa na wynik badania.

Pobrany materiał wysyłamy do laboratorium za pośrednictwem kuriera, którego najlepiej zamówić dzień wcześniej na stronie internetowej lub telefonicznie (koszt wliczony w cenę badania). Po kilku dniach w odpowiedzi otrzymujemy wynik badania z pełnym opisem, opinią lekarza, schematem ewentualnej dalszej diagnostyki i zaleceniami dietetyka oraz przykładowym jadłospisem.

W przypadku mojego męża okazało się, że faktycznie – posiada on geny odpowiedzialne za pierwotną nietolerancję laktozy oraz predysponujące go do wystąpienia celiakii. Powinien zatem unikać nabiału lub mocno go ograniczyć, a w wyjątkowych przypadkach – przed jego spożyciem przyjmować preparat z laktazą. Jeżeli chodzi o celiakię, czeka go teraz dalsza diagnostyka, tj. badanie na przeciwciała pozwalające określić czy choroba jest aktywna. Jeżeli nieobecne będą przeciwciała – według zaleceń lekarza, mąż powinien kontrolować je co rok lub przejść na konsultowaną dietę bezglutenową. Jeszcze nie wiem, jak to się u niego potoczy, ale cieszę się, że wykonał ten test teraz, gdy jest czas, aby przeciwdziałać wielu potencjalnym chorobom dietozależnym.

Dla nas informacje z testu genetycznego są cenne z jeszcze jednego względu – geny odpowiadające za nietolerancje są dziedziczne, więc będziemy baczniej przyglądać się diecie naszej córki i w swoim czasie pewnie jej również wykonamy testy w kierunku nietolerancji.

Wiele wskazuje na to, że nietolerancje pokarmowe są i będą niestety coraz powszechniejsze. Może to mieć związek z zanieczyszczeniem środowiska i żywności, spożywaniem żywności przetworzonej oraz z innymi czynnikami, które pogarszają stan naszej mikroflory jelitowej (toksyny,  stres, etc.). Nie chodzi więc o to, aby bezmyślnie podążać za modną dietą bezglutenową czy bezlaktozową, ale o to, by mieć świadomość, że niektóre uważane za wartościowe pokarmy mogą (choć nie muszą) podkopywać nasze zdrowie.

Jeżeli podejrzewacie u siebie którąś z nietolerancji albo chcecie upewnić się, że temat Was nie dotyczy, badanie genetyczne to sensowny krok. Firma TestDNA na hasło „healthandthecity” zaoferowała 20 zł rabatu na pakiet „Zdrowe jelita” (rabat obowiązuje do końca marca 2018).

 

[tekst powstał przy współpracy merytorycznej z laboratorium TestDNA] 

 

 

Oczyszczające rytuały na dobry początek roku

Oczyszczające rytuały na dobry początek roku

Tak się złożyło, że w 2018 r. początek nowego roku kalendarzowego pokrywa się z pełnią księżyca, która wypada dokładnie dziś. To idealny czas na oczyszczanie – zarówno ciała, bo chyba wszystkim po świętach i sylwestrze się to przyda, jak i umysłu, tak, żeby z pozytywną energią wkroczyć w 2018 rok.

Oczyszczanie w wymiarze fizycznym

Jeżeli chodzi o oczyszczanie organizmu, najlepsza jest według mnie czysta dieta roślinna. Już kilka-kilkanaście dni takiego odżywiania wyraźnie poprawia samopoczucie, metabolizm i daje pozytywnego kopa do dalszych zdrowych zmian. Może zatem noworoczny domowy pakiet wellness albo detoks cukrowy? :) Ja nadal karmię, więc póki co nie zdecyduję się na taką formę, ale jeśli nie macie przeciwwskazań, bardzo polecam. Mam zamiar natomiast powrócić do kilku dobrych nawyków, które wspierają oczyszczanie organizmu w bardzo delikatny sposóbpisałam o tym tutaj.

Pełnia księżyca to także dobry czas na oczyszczające zabiegi kosmetyczne, w tym mój ulubiony domowy peeling kawowy i 3-stopniowy zabieg do włosów.

Oczyszczanie w wymiarze duchowym

Jeżeli zaś chodzi o tę sferę, kuszą mnie niektóre prastare rytuały, przypominające trochę czarowanie – nowy rok może być świetnym pretekstem do takiej „zabawy”. W niektórych domach praktykuje się np. oczyszczanie energii dymem z ziół. Zwyczaj palenia ziół, czyli tzw. smużenia pojawia się w wielu różnych tradycjach, od Słowian i kultur neo-pogańskich począwszy, przez amerykańskich Indian po zwyczaje chrześcijańskie. Do oczyszczania najczęściej stosowane są: biała szałwia, lawenda, kora cynamonu czy drzewo sandałowe. Myślę, że w podobny sposób działa także zapalanie świec, kadzideł czy kominków z naturalnymi olejkami eterycznymi.

Jednym z najlepszych sposobów na oczyszczanie umysłu, jakie znane są ludzkości, jest oczywiście medytacja. Każdy może wybrać formę, która jest mu najbliższa i medytować w duchu chrześcijańskim, buddyjskim, w bliskości z naturą lub jeszcze inaczej,  po swojemu. Jeżeli trudno jest Wam znaleźć coś dla siebie, polecam książkę 100 najlepszych medytacji na świecie,  o której ostatnio pisałam.

Dla mnie od zawsze najlepszym sposobem na wszelkie podsumowania oraz uporządkowanie myśli i przyszłych planów jest także pisanie. Koniecznie na kartce, z możliwością bazgrania i rysowania. To kolejna rzecz, która sprzyja generowaniu pozytywnej noworocznej energii.

 

Mimo że nierobienie noworocznych postanowień stało się modne myślę, że warto ten czas wykorzystać na przegląd różnych aspektów naszego życia i małe porządki. Tak, aby w starym roku zostawić wszystko to, co ciąży i jest nam już niepotrzebne, a zrobić miejsce i otworzyć się na nowe. Tego właśnie sobie i Wam życzę – przestrzeni na dobre rzeczy i otwartości na nie. Szczęśliwego 2018 roku!

 

 

Przegląd książek kulinarnych idealnych na prezent

Przegląd książek kulinarnych idealnych na prezent

Nie przepadam za kupowaniem świątecznych prezentów, zawsze mam problem z wyborem – bo jak tu co roku wymyślić coś oryginalnego, ale jednocześnie przydatnego, co sprawi obdarowanemu autentyczną radość. Sama także coraz częściej nie potrafię określić co chciałabym dostać, nie czuję potrzeby gromadzenia nowych rzeczy, a to co faktycznie potrzebne wolę kupić sama.

Wyjątkiem są książki. Mimo niedawno zakupionego Kindla mam sentyment do tych tradycyjnych, pięknie wydanych, pachnących drukiem i obiecujących chwilę relaksu, emocji czy refleksji. Nie ma chyba osoby, dla której nie udałoby się wybrać książki dopasowanej do jej zainteresowań – nawet jeśli nie jest miłośnikiem literatury, zawsze możemy poszukać tytułu związanego z jego hobby.

Jeżeli szukacie prezentu dla miłośników zdrowego stylu życia, zapraszam na mały przegląd wartościowych i pięknie wydanych książek poświęconych zdrowemu gotowaniu.

Książki kulinarne na prezent


zdrowe odżywianie książki

1. „Smaki” Agnieszki Maciąg

W serii ukazały się do tej pory: „Smak życia”, „Smak miłości”,  „Smak szczęścia”,  „Smak świąt” i ostatnio wydany „Smak zdrowia”.  Wszystkie łączy pozytywny, motywujący przekaz, holistyczne podejście do tematu zdrowia, mnóstwo świetnych przepisów oraz piękne zdjęcia.

2. „Jadłonomia” i „Nowa Jadłonomia” Marty Dymek

Książki kulinarne autorki bloga o tym samym tytule, to prawdziwa gratka dla miłośników kuchni roślinnej. Znajdziecie w niej przepisy na mniej i bardziej egzotyczne dania wegańskie.  Przypominam,  że Nową Jadłonomię można wygrać w trwającym do środy konkursie.

3. „Dieta paleo po polsku” Dawida i Alicji Białowąs

A to z kolei ciekawa pozycja dla osób,  które nie wyobrażają sobie swojej diety bez mięsa – książka poświęcona gotowaniu w stylu paleo. Dużo fajnych, mięsno-warzywnych lub tłuszczowo-warzywnych przepisów i bardzo apetyczne zdjęcia.

4. „Słodka kuchnia roślinna” Idy Kulawik

Jeżeli macie wśród bliskich miłośnika słodyczy, a chcielibyście zachęcić go do trochę zdrowsze diety, ta książka może być strzałem w dziesiątkę. Świetne,  proste przepisy na zdrowe słodkości opatrzone pięknymi zdjęciami –  zjada się je oczami!

5. „Italia do zjedzenia” Bartka Kieżuna

Wyjątkowe połączenie przewodnika z książką kucharską. Podróż po najciekawszych rejonach Italii z włoską kuchnią i szczyptą sztuki w tle. Idealny prezent dla miłośników śródziemnomorskich klimatów.

6. „Dzika kuchnia” Łukasza Łuczaja

Tu z kolei gratka dla fanów dzikiej przyrody i oryginalnych potraw. Łukasz Łuczaj udowadnia, że na łąkach i w lasach można znaleźć wiele roślin, które są pyszne i zdrowe.  Oprócz przepisów znajdziecie tam opisy,  ryciny i kalendarz zbiorów dzikich roślin.

 

To moje propozycje – zapraszam do dzielenia się innymi inspirującymi lekturami o zdrowym odżywianiu.