Gluten i laktoza – czy jest się czego obawiać?

Gluten i laktoza – czy jest się czego obawiać?

Wśród osób, które interesują się zdrowym odżywianiem nietolerancje pokarmowe to temat doskonale znany, wręcz modny. W ostatnich latach złą sławą cieszą się przede wszystkim gluten, obecny w takich zbożach jak pszenica, żyto, jęczmień oraz laktoza, czyli cukier zawarty w mleku. Temat stał się nośny do tego stopnia, że wielu ludzi decyduje się na odstawienie produktów je zawierających bez jednoznacznych wskazań lekarskich, po prostu dla poprawy zdrowia. Przeciwnicy diet eliminacyjnych nazywają to chwilową modą, wskazują bezzasadność i ryzyko niedoborów, a w niektórych kręgach „bezglutenowi” i „bezlaktozowi” postrzegani są jak żywieniowe freaki ;)

Ja sama ze względu na niedoczynność tarczycy czasowo wyeliminowałam ze swojej diety gluten i mimo że nie przyniosło to oczekiwanych rezultatów, do tej pory staram się go ograniczać, szczególnie pszenicę, która wyraźnie mi nie służy. Wiem jednak, że taka dieta eliminacyjna nie jest łatwa i na pewno nie zdecydowałabym się na nią ot tak.

Jak to więc jest z tym glutenem i laktozą? Czy w przypadku tych produktów sprawdza się stara dobra zasada „jedz wszystko, byle z umiarem”, którą sama chętnie promuję tu na blogu? Nie zawsze – ale o tym za chwilę.

Zacznijmy od tego, jakie objawy powinny wzbudzić naszą czujność. Oprócz typowych dolegliwości gastrycznych takich jak biegunki, zaparcia, wzdęcia, gazy, nudności, wymioty czy ból brzucha, lista potencjalnych skutków nietolerancji jest długa - od ogólnego zmęczenia i osłabienia, spadku koncentracji, przez bóle kości i stawów, migreny, astmę, egzemę, po depresję, niepłodność, a nawet, jak twierdzą niektóre źródła, nowotwory układu pokarmowego. Jak widzicie, zagrożeń jest na tyle dużo i mogą mieć na tyle zróżnicowane podłoże, że trudno skojarzyć dany problem zdrowotny akurat z dietą. A tak może się dziać właśnie w przypadku nietolerancji laktozy – która wynika z braku laktazy, czyli enzymu odpowiedzialnego za trawienie laktozy czy nietolerancji glutenu / bezobjawowej czy utajonej celiakii – kiedy organizm broniąc się przed tym alergenem wytwarza przeciwciała, co z kolei odbija się na zdrowiu całego organizmu. Nie bez przyczyny mówi się,  że zdrowie zaczyna się od jelit, tj. od zdrowego trawienia.

Jeżeli więc cierpicie na dolegliwości, których przyczyna nie jest znana, warto sprawdzić, czy ich przyczyną nie jest właśnie nietolerancja pokarmowa. Gluten i laktoza są głównymi (choć nie jedynymi) podejrzanymi. Można wykonać badanie krwi w kierunku przeciwciał lub kompleksowy test na alergie typu Food Detective, dostępne są już także przystępne cenowo testy genetyczne pozwalające sprawdzić, czy posiadamy geny predestynujące nas do danej nietolerancji. Ta ostatnia opcja jest o tyle sensowna, że dostarcza nam wiedzy na całe życie, podczas kiedy testy z krwi mogą dawać wynik fałszywie ujemny.

Osobnym tematem jest diagnostyka celiakii – która wbrew pozorom nie zawsze daje klasyczne objawy alergii. Według niektórych źródeł na celiakię utajoną może cierpieć nawet 1 na 100 osób (źródło: www.celiakia.pl)

Celiakia nie jest prosta do zdiagnozowania, do tej pory nie ma jednego uniwersalnego badania, które może dać 100% potwierdzenie choroby. Do jej potwierdzenia potrzebne są przynajmniej dwa badania. Dzięki wykonaniu badania genetycznego w pierwszej kolejności można uniknąć biopsji jelita. Badanie genetyczne jako jedyne może wykluczyć chorobę raz na całe życie, z kolei badanie z krwi na przeciwciała i biopsja dają jedynie informację, czy w danym momencie jest się narażonym na aktywność choroby. W pewnych przypadkach badania z krwi mogą wyjść fałszywie ujemne np. przy stosowaniu diety bezglutenowej, w momencie niedoboru IgA czy niedawnym uaktywnieniu się choroby.

Z kolei, jeżeli w badaniu genetycznym stwierdzony zostanie któryś z genów odpowiedzialnych za celiakię, nawet jeżeli aktualnie nie chorujemy, musimy liczyć się z tym ryzykiem w przyszłości.

Kiedy kilka miesięcy temu skontaktowała się ze mną firma TestDNA, zajmująca się badaniami genetycznymi z propozycją przetestowania ich produktu, temat mnie zainteresował i postanowiłam o nim napisać. Wybrałam pakiet „Zdrowe jelita” i sprezentowałam test mojemu mężowi, bo jego częste dolegliwości gastryczne od dawna mnie niepokoiły.

Zestaw, który otrzymujemy z laboratorium TestDNA zawiera dwie wymazówki, sterylne rękawiczki, formularz zlecenia i oświadczenie, kopertę zwrotną oraz instrukcję.

Sam test wykonuje się bardzo łatwo – za pomocą dołączonej do zestawu wymazówki pobieramy wymaz z wewnętrznej części policzka, pocierając go 15-20 razy.  Dla pewności wyniku pobiera się dwie takie próbki. Przed badaniem przez minimum godzinę nie można jeść, pić, palić papierosów, myć zębów i żuć gumy. Ewentualna infekcja, np.  gardła nie jest przeszkodą, nie wpływa na wynik badania.

Pobrany materiał wysyłamy do laboratorium za pośrednictwem kuriera, którego najlepiej zamówić dzień wcześniej na stronie internetowej lub telefonicznie (koszt wliczony w cenę badania). Po kilku dniach w odpowiedzi otrzymujemy wynik badania z pełnym opisem, opinią lekarza, schematem ewentualnej dalszej diagnostyki i zaleceniami dietetyka oraz przykładowym jadłospisem.

W przypadku mojego męża okazało się, że faktycznie – posiada on geny odpowiedzialne za pierwotną nietolerancję laktozy oraz predysponujące go do wystąpienia celiakii. Powinien zatem unikać nabiału lub mocno go ograniczyć, a w wyjątkowych przypadkach – przed jego spożyciem przyjmować preparat z laktazą. Jeżeli chodzi o celiakię, czeka go teraz dalsza diagnostyka, tj. badanie na przeciwciała pozwalające określić czy choroba jest aktywna. Jeżeli nieobecne będą przeciwciała – według zaleceń lekarza, mąż powinien kontrolować je co rok lub przejść na konsultowaną dietę bezglutenową. Jeszcze nie wiem, jak to się u niego potoczy, ale cieszę się, że wykonał ten test teraz, gdy jest czas, aby przeciwdziałać wielu potencjalnym chorobom dietozależnym.

Dla nas informacje z testu genetycznego są cenne z jeszcze jednego względu – geny odpowiadające za nietolerancje są dziedziczne, więc będziemy baczniej przyglądać się diecie naszej córki i w swoim czasie pewnie jej również wykonamy testy w kierunku nietolerancji.

Wiele wskazuje na to, że nietolerancje pokarmowe są i będą niestety coraz powszechniejsze. Może to mieć związek z zanieczyszczeniem środowiska i żywności, spożywaniem żywności przetworzonej oraz z innymi czynnikami, które pogarszają stan naszej mikroflory jelitowej (toksyny,  stres, etc.). Nie chodzi więc o to, aby bezmyślnie podążać za modną dietą bezglutenową czy bezlaktozową, ale o to, by mieć świadomość, że niektóre uważane za wartościowe pokarmy mogą (choć nie muszą) podkopywać nasze zdrowie.

Jeżeli podejrzewacie u siebie którąś z nietolerancji albo chcecie upewnić się, że temat Was nie dotyczy, badanie genetyczne to sensowny krok. Firma TestDNA na hasło „healthandthecity” zaoferowała 20 zł rabatu na pakiet „Zdrowe jelita” (rabat obowiązuje do końca marca 2018).

 

[tekst powstał przy współpracy merytorycznej z laboratorium TestDNA] 

 

 

Oczyszczające rytuały na dobry początek roku

Oczyszczające rytuały na dobry początek roku

Tak się złożyło, że w 2018 r. początek nowego roku kalendarzowego pokrywa się z pełnią księżyca, która wypada dokładnie dziś. To idealny czas na oczyszczanie – zarówno ciała, bo chyba wszystkim po świętach i sylwestrze się to przyda, jak i umysłu, tak, żeby z pozytywną energią wkroczyć w 2018 rok.

Oczyszczanie w wymiarze fizycznym

Jeżeli chodzi o oczyszczanie organizmu, najlepsza jest według mnie czysta dieta roślinna. Już kilka-kilkanaście dni takiego odżywiania wyraźnie poprawia samopoczucie, metabolizm i daje pozytywnego kopa do dalszych zdrowych zmian. Może zatem noworoczny domowy pakiet wellness albo detoks cukrowy? :) Ja nadal karmię, więc póki co nie zdecyduję się na taką formę, ale jeśli nie macie przeciwwskazań, bardzo polecam. Mam zamiar natomiast powrócić do kilku dobrych nawyków, które wspierają oczyszczanie organizmu w bardzo delikatny sposóbpisałam o tym tutaj.

Pełnia księżyca to także dobry czas na oczyszczające zabiegi kosmetyczne, w tym mój ulubiony domowy peeling kawowy i 3-stopniowy zabieg do włosów.

Oczyszczanie w wymiarze duchowym

Jeżeli zaś chodzi o tę sferę, kuszą mnie niektóre prastare rytuały, przypominające trochę czarowanie – nowy rok może być świetnym pretekstem do takiej „zabawy”. W niektórych domach praktykuje się np. oczyszczanie energii dymem z ziół. Zwyczaj palenia ziół, czyli tzw. smużenia pojawia się w wielu różnych tradycjach, od Słowian i kultur neo-pogańskich począwszy, przez amerykańskich Indian po zwyczaje chrześcijańskie. Do oczyszczania najczęściej stosowane są: biała szałwia, lawenda, kora cynamonu czy drzewo sandałowe. Myślę, że w podobny sposób działa także zapalanie świec, kadzideł czy kominków z naturalnymi olejkami eterycznymi.

Jednym z najlepszych sposobów na oczyszczanie umysłu, jakie znane są ludzkości, jest oczywiście medytacja. Każdy może wybrać formę, która jest mu najbliższa i medytować w duchu chrześcijańskim, buddyjskim, w bliskości z naturą lub jeszcze inaczej,  po swojemu. Jeżeli trudno jest Wam znaleźć coś dla siebie, polecam książkę 100 najlepszych medytacji na świecie,  o której ostatnio pisałam.

Dla mnie od zawsze najlepszym sposobem na wszelkie podsumowania oraz uporządkowanie myśli i przyszłych planów jest także pisanie. Koniecznie na kartce, z możliwością bazgrania i rysowania. To kolejna rzecz, która sprzyja generowaniu pozytywnej noworocznej energii.

 

Mimo że nierobienie noworocznych postanowień stało się modne myślę, że warto ten czas wykorzystać na przegląd różnych aspektów naszego życia i małe porządki. Tak, aby w starym roku zostawić wszystko to, co ciąży i jest nam już niepotrzebne, a zrobić miejsce i otworzyć się na nowe. Tego właśnie sobie i Wam życzę – przestrzeni na dobre rzeczy i otwartości na nie. Szczęśliwego 2018 roku!

 

 

Przegląd książek kulinarnych idealnych na prezent

Przegląd książek kulinarnych idealnych na prezent

Nie przepadam za kupowaniem świątecznych prezentów, zawsze mam problem z wyborem – bo jak tu co roku wymyślić coś oryginalnego, ale jednocześnie przydatnego, co sprawi obdarowanemu autentyczną radość. Sama także coraz częściej nie potrafię określić co chciałabym dostać, nie czuję potrzeby gromadzenia nowych rzeczy, a to co faktycznie potrzebne wolę kupić sama.

Wyjątkiem są książki. Mimo niedawno zakupionego Kindla mam sentyment do tych tradycyjnych, pięknie wydanych, pachnących drukiem i obiecujących chwilę relaksu, emocji czy refleksji. Nie ma chyba osoby, dla której nie udałoby się wybrać książki dopasowanej do jej zainteresowań – nawet jeśli nie jest miłośnikiem literatury, zawsze możemy poszukać tytułu związanego z jego hobby.

Jeżeli szukacie prezentu dla miłośników zdrowego stylu życia, zapraszam na mały przegląd wartościowych i pięknie wydanych książek poświęconych zdrowemu gotowaniu.

Książki kulinarne na prezent


zdrowe odżywianie książki

1. „Smaki” Agnieszki Maciąg

W serii ukazały się do tej pory: „Smak życia”, „Smak miłości”,  „Smak szczęścia”,  „Smak świąt” i ostatnio wydany „Smak zdrowia”.  Wszystkie łączy pozytywny, motywujący przekaz, holistyczne podejście do tematu zdrowia, mnóstwo świetnych przepisów oraz piękne zdjęcia.

2. „Jadłonomia” i „Nowa Jadłonomia” Marty Dymek

Książki kulinarne autorki bloga o tym samym tytule, to prawdziwa gratka dla miłośników kuchni roślinnej. Znajdziecie w niej przepisy na mniej i bardziej egzotyczne dania wegańskie.  Przypominam,  że Nową Jadłonomię można wygrać w trwającym do środy konkursie.

3. „Dieta paleo po polsku” Dawida i Alicji Białowąs

A to z kolei ciekawa pozycja dla osób,  które nie wyobrażają sobie swojej diety bez mięsa – książka poświęcona gotowaniu w stylu paleo. Dużo fajnych, mięsno-warzywnych lub tłuszczowo-warzywnych przepisów i bardzo apetyczne zdjęcia.

4. „Słodka kuchnia roślinna” Idy Kulawik

Jeżeli macie wśród bliskich miłośnika słodyczy, a chcielibyście zachęcić go do trochę zdrowsze diety, ta książka może być strzałem w dziesiątkę. Świetne,  proste przepisy na zdrowe słodkości opatrzone pięknymi zdjęciami –  zjada się je oczami!

5. „Italia do zjedzenia” Bartka Kieżuna

Wyjątkowe połączenie przewodnika z książką kucharską. Podróż po najciekawszych rejonach Italii z włoską kuchnią i szczyptą sztuki w tle. Idealny prezent dla miłośników śródziemnomorskich klimatów.

6. „Dzika kuchnia” Łukasza Łuczaja

Tu z kolei gratka dla fanów dzikiej przyrody i oryginalnych potraw. Łukasz Łuczaj udowadnia, że na łąkach i w lasach można znaleźć wiele roślin, które są pyszne i zdrowe.  Oprócz przepisów znajdziecie tam opisy,  ryciny i kalendarz zbiorów dzikich roślin.

 

To moje propozycje – zapraszam do dzielenia się innymi inspirującymi lekturami o zdrowym odżywianiu. 

 

 

Superprezenty dla niemowlaka – DIY

Superprezenty dla niemowlaka – DIY

Zbliżają się święta, a więc czas prezentowego szaleństwa. Bez Mikołaja czy Gwiazdora trudno wyobrazić sobie Boże Narodzenie,  a podarunkami najbardziej obsypywane są oczywiście dzieci.

My próbujemy podejść do tematu z rozsądkiem, nie obdarowywać Helenki toną plastikowych zabawek, które zaraz pójdą w kąt, bo ani to ekologiczne, ani wychowawcze. Postanowiliśmy edukować naszą córkę od początku, że w przypadku zabawek mniej może znaczyć więcej. Może w przyszłości będzie umiała oprzeć się presji reklam i rówieśników, aby mieć wszystkiego więcej i więcej. Wybieramy dla niej dobrej jakości zabawki edukacyjne, takie, które posłużą dłużej, najchętniej drewniane.

A ja największą miłością dażę wszystkie zabawki przygotowane własnoręcznie – są ładne, niepowtarzalne i dokładnie takie, jakich dziecko potrzebuje na danym etapie rozwoju.

Oto nasze perełki – zabawki DIY przygotowane przez najbliższych Helenki. Może posłużą Wam jako inspiracja przy wyborze świątecznych prezentów dla Waszych maluchów?

Zabawki DIY dla niemowlaka


1. Kocyk z dobrej jakości włóczki

Prezent piękny i superpraktyczny. My mamy szczęście, bo w rodzinie męża co druga osoba ma talent do robienia na drutach i szydełkowania:) Helenka dostała aż trzy kocyki – cienki letni, grubszy bawełniany na jesień i zimowy z wełny merynosa. Myślę, że posłużą nam lata.

kocyki

2. Zabawki z baloników

Jedną z pierwszych zabawek, jakie dostała Helenka od swojej cioci były baloniki w różnych kolorach. Te czarno-białe służyły już od pierwszych dni jako kontrastowe zawieszki przyciągające wzrok. Kolorowe wykorzystałyśmy jako zabawkę sensoryczną, wsypując do środka trochę mąki.

3. Zabawki zrobione na szydełku

Prawdziwą perełką wśród prezentów z włóczki są różnokolorowe zabawki sensoryczne zrobione przez babcię Helenki:

  • szeleszcząca zawieszka w kształcie gwiazdek z ukrytym w środku celofanem, pod kolor wózka
  • grzechotka-sowa wypchana watą z ziarnami fasoli schowanymi w plastikowym opakowaniu po jaju-niespodziance

zabawki-z-wloczki

4. Gryzak z materiału

Kiedy Helenka zaczęła ząbkować i w ruch poszły gryzaki, zaczęłam szukać alternatyw do plastiku i gumy, z których najczęściej wykonane są te sklepowe. Strzałem w dziesiątkę okazał się gryzak materiałowy – wystarczy upleść go z kawałka bawełnianej lub lnianej tkaniny. Na jednym zawiesiłam też drewniane koraliki. Taki gryzak ma same zalety:

  • wykonany z naturalnego materiału (resztki po mojej bawełnianej bluzce)
  • bardziej przyjazny niż twarde plasikowe, nie podrażnia dziąsełek
  • w najtrudniejszych momentach ząbkowania można go lekko zwilżyć przegotowaną wodą, co przyniesie dziecku dodatkową ulgę

5. Proste zabawki z recyklingu

Od swojej 8-letniej kuzynki Helenka dostała zabawkę, która była naszym hitem podczas pierwszych miesięcy zabaw na macie. To prosty przedmiot wykonany z opakowania po jajku-niespodziance, działający jak wańka-wstańka dzięki umieszczonej w środku plastelinie.

Innym pomysłem są szmatki uszyte z różnych skrawków materiałów, najlepiej takich o wyrazistej teksturze. Naszą ulubioną czarno-białą szmatkę zrobiła zaprzyjaźniona pani krawcowa z resztek po poduszkach.

zabawki-z-recyklingu

6. Dekoracje do dziecięcego pokoju

Jeżeli jesteście uzdolnieni plastycznie tak jak druga z babć Helenki, czyli moja mama, świetnym pomysłem jest podarowanie dziecku własnoręcznie przygotowanego obrazka z wizerunkiem malucha, aniołka czy innym dziecięcym motywem. To również wyjątkowy prezent na chrzest – piękny ażurowy aniołek Helenki, który dostała od cioci cały czas stoi obok łóżeczka małej.

A jeżeli macie mniej czasu lub talentu (jak ja;)), zawsze można wydrukować i oprawić w ramkę gotową grafikę. Darmowe grafiki dziecięce znajdziecie np. na blogu My Pink Plum.

W pokoiku dziecięcym ładnie wyglądają także ozdoby z literek – kartonowych albo uszytych z materiału.

aniolki

7. Drewniany pałąk gimnastyczny

No i nasz kolejny superprezent, tym razem wykonany przez dziadka Helenki – drewniany pałąk gimnastyczny, na którym można zawieszać zabawki, wstążeczki, itp. Według mnie dużo lepsza alternatywa dla gotowych mat edukacyjnych z pałąkami, które często przestymulowują dziecko nadmiarem bodźców. Pomysł o tyle genialny, że można ustawić go właściwie wszędzie: na podłodze, w łóżeczku, przy bujaczku, na łóżku, przy kojcu, etc. Helenka potrafi bawić się sama różnymi zabawkami zawieszonymi na pałąku dobrych kilkanaście minut, a ja mam czas na zrobienie obiadu albo odpoczynek.

Jeżeli nie macie sprzętu albo umiejętności stolarskich, podobny pałąk w rozsądnej cenie można kupić tutaj – namawiam tym bardziej, że robi je mój tato;)

 

Jeżeli denerwuje Was świąteczny konsumpcjonizm, a chcecie podarować dzieciom coś wyjątkowego, bardzo polecam te lub inne prezenty DIY – na pewno przyniosą sporo frajdy i będą niepowtarzalną pamiątką z dziecięcych lat:) Pokażmy dzieciom, że magia świąt to wspólnie spędzony czas, kreatywna zabawa, a nie tony prezentów! 

 

 

10 pomysłów na marchewkę

10 pomysłów na marchewkę

Zimą, kiedy wybór warzyw jest mocno ograniczony, marchew jest na wagę złota (szczególnie taka zakupiona u rolnika lub zebrana z własnego ogrodu i przechowywana w piwnicy), a możliwości jej wykorzystania – ograniczone tylko naszą fantazją kulinarną.

Oto 10 moich ulubionych pomysłów.

Zupa-krem z marchwi z imbirem

Najprostsza zupa pod słońcem. W garnku o grubym dnie podsmażam na oliwie lub maśle 1-2 cebule, dodaję do tego 3-4 marchewki pokrojone w plastry, potem przyprawy (sól, pieprz, słodką paprykę, curry, 2cm imbiru). Chwilkę duszę wszystko razem, a następnie zalewam bulionem warzywnym i gotuję tak długo, aż warzywa będą miękkie. Miksuję, dodaję mleko kokosowe i zagotowuję albo tylko posypuję świeżo zmielonym pieprzem – i gotowe.

Ciasto marchewkowe

Udaje się zawsze, niezależnie od przepisu i – co najważniejsze – od modyfikacji, które stosuję, a które niekoniecznie przechodzą przy innych ciastach. Korzystam np. z tego przepisu, ale upraszczam jak się da.  Zamiast ubijać jaja na masę, wbijam je po prostu do startej marchewki, nie używam proszku do pieczenia, mąkę zmieniam na gryczaną, żytnią czy owsianą, a masę z serka, cukru i masła zastępuję jogurtem wymieszanym z miodem – i zawsze smakuje dobrze:)

Świeży sok z marchwi i jabłek

Szybki i jeden z moich ulubionych świeżych soków przygotowywanych w sokowirówce. Proporcje na ok. 2 szkl. = 4-5 marchewek i 2 soczyste jabłka.

Surówka z marchwi, kalarepy i jabłka

Proste potrawy często są najpyszniejsze. Wystarczy zetrzeć warzywa na tarce i dodać łyżeczkę śmietany, jogurtu albo majonezu. Z przypraw najwyżej trochę świeżo mielonego pieprzu na wierzch, nic więcej nie jest potrzebne. Surówkę dla 2 osób przygotowuję z 2 marchewek, 1 dużego jabłka i 1 kalarepy.

Niby-sajgonki z marchewką i ostrym sosem

Pomysł powstał z przypadku – zostały mi po prostu arkusze papieru ryżowego. Zawinęłam w nie marchewkę startą na długie i dość grube paski na specjalnej tarce, do tego powstał szybki sos chili (pomidor, kawałek papryczki chili, czosnek, trochę brązowego cukru, zmiksowane w blenderze). Wyszło zaskakująco ciekawe danie, które dodatkowo fajnie wygląda.

Pasztet wegetariański

Kolejne danie, które nie potrzebuje przepisu czy konkretnych proporcji. Podstawą jest gotowana marchewka (ok. 1,5 – 2 kg), do tego dodaję to, co akurat mam: gotowany seler, soczewicę albo lekko podsmażone z cebulą pieczarki, czosnek – możliwości jest wiele. Warzywa ścieram na tarce o grubych oczkach lub miksuję, dorzucam 2 jajka, kilka łyżek mąki owsianej lub żytniej, przyprawiam do smaku (pasztet powinien być mocno przyprawiony) i dodaję pestki dyni, słonecznika, orzechy. Po wymieszaniu piekę w wąskiej blaszce natłuszczonej masłem ok. 30-40 min. w temperaturze 180°C.

Surowa marchew z hummusem i innymi dipami

Idealny zamiennik chipsów i innych niezdrowych przekąsek – na imprezę, do filmu, jako przekąska na „pierwszy głód”. Moja ulubiona wersja to marchew z hummusem, ale równie dobrze smakuje z sosem jogurtowym, czosnkowym, a nawet z pikantną, czosnkową oliwą.

Marchew po marokańsku

Szybkie, ciekawe w smaku orientalne danie. Przepis znalazłam tutaj.

Marchew po koreańsku

Tę potrawę przywieźliśmy kilka lat temu z podróży na Ukrainę, gdzie serwują ją niemal w każdej restauracji. Wcześniej zupełnie jej nie znałam, a tam posmakowała mi na tyle, że wypytałam kelnerkę o sposób przyrządzania, a na targu zakupiłam zapas przypraw i specjalną tarkę, która ściera warzywa w długie, wąskie słupki – przy tym daniu to szczególnie ważne. Startą marchewkę przyprawiamy dużą ilością przyprawy* i zalewamy gorącym olejem (polecany jest ryżowy, sojowy, ale rzepakowy lub oliwa z oliwek też są ok). Marchewka przy zalewaniu olejem powinna skwierczeć. Potem dodajemy wyciśnięty czosnek, mieszamy i odstawiamy do przestygnięcia i do lodówki na kilka godzin. Spotkałam się też z przepisem, w którym na początku dodawano do marchewki ocet, a potem, po ok. 2h, dopiero potem resztę, ale jak dla mnie ocet w tym daniu zupełnie nie jest potrzebny. Danie niezbyt dietetyczne jak na surówkę, ale zdecydowanie warte spróbowania.

*przyprawę do marchewki po koreańsku można przyrządzić spokojnie samemu z następujących przypraw (skład podaję z oryginalnego opakowania ukraińskiego): papryka słodka, papryka chili, czosnek granulowany, mielony imbir, pieprz mielony, sól, cukier

Maseczka z marchewki do suchej, zmęczonej cery

I na koniec mini-przepis kosmetyczny:) Marchewka znana jest z właściwości poprawiających koloryt skóry i rzeczywiście coś w tym jest: po nałożeniu maseczki skóra jest świeższa jak po tygodniu wakacji;) Moja naczynkowa, sucha skóra bardzo dobrze ją toleruje, jako jedną z niewielu naturalnych maseczek. Składniki: 2 łyżki startej na drobno marchwi, 1 łyżka jogurtu naturalnego, 1 łyżka oliwy z oliwek. Nałożyć na twarz, zmyć po 15 minutach letnią wodą.

Jeśli znacie inne, ciekawe przepisy na marchewkę, proszę o podrzucenie – może w ramach konkursu?