7 noworocznych lekcji dla mojego racjonalnego mózgu

7 noworocznych lekcji dla mojego racjonalnego mózgu

Od zawsze jestem typem planera – lubię mieć wszystko ustalone, osadzone na kalendarzu i pod pełną kontrolą. To oznacza, że czasami analizuję zbyt wiele, tworzę w głowie różne scenariusze i chcę czuć się na nie przygotowana. W wielu kwestiach bywam też nieznośną Zosią-samosią – wolę zrobić coś dokładnie tak, jak uważam, że powinno to zostać zrobione, a jeżeli już muszę oddać inicjatywę komuś innemu, nie potrafię powstrzymać się od instrukcji i komentarzy.

Parę tygodni temu życie postanowiło spłatać mi figla, a raczej – dać kilka cennych lekcji, takich, które powinnam zapamiętać na długo. Niespodziewanie – z przyczyn zdrowotnych, o których jeszcze pewnie za jakiś czas napiszę – zostałam unieruchomiona na dobrych kilka tygodni, a kiedy już wydawało się, że jest lepiej, los dał mi kolejnego prztyczka w nos i wylądowałam w szpitalu.

Nie przypuszczałam nawet, że ten czas – mimo że trudny i pełen niepewności oraz stresu – okaże się pod wieloma względami tak bardzo wartościowy.

Lekcja 1

Mimo chęci, nie wszystko w życiu mogę zaplanować

A skoro tak, może nie warto wkładać w to aż tak wiele energii? Zamiast planować wszystko od A do Z, może lepiej skoncentrować się nad tym co „tu i teraz”, a nie na tym, co „być może kiedyś”. I chociaż nadal uważam, że w wielu przedsięwzięciach dobry plan to podstawa, uczę się jednak, że czasami warto pozostawić sprawy własnemu biegowi i po prostu zaufać nurtowi życia.

Lekcja 2

Większość zmartwień, które spędzają mi sen z powiek, w obliczu prawdziwych problemów okazuje się zupełnie nieistotna

Muszę o tym pamiętać, gdy następnym razem przejmę się tak przejściowymi i w zasadzie nieistotnymi sprawami jak pieniądze, formalności urzędowe, nieporozumienia w pracy czy inne. Właściwie to większość z nich – gdy przychodzi co do czego – rozwiązuje się bez mojego udziału albo okazują się nie tak poważne, jak to się wcześniej wydawało. Chcę nauczyć się ustawiać sobie w głowie priorytety, kierując się wartościami, które są dla mnie naprawdę ważne – nie czekając, aż prawdziwe problemy mi o tych priorytetach brutalnie przypomną.

Lekcja 3

Zdrowie własne i bliskich to coś, z czego powinnam cieszyć się każdego dnia

Nie traktować jak oczywistość, ale nauczyć się doceniać i być wdzięczną każdego dnia. W codziennym pędzie trudno jest o tym pamiętać, ale myślę, że ten nawyk warto w sobie pielęgnować. Mój słoik wdzięczności na pewno przyjmie to wyzwanie:)

Lekcja 4

Bliskie osoby, które mam obok siebie, to prawdziwy skarb…

Aż mi się łezka w oku kręci, gdy myślę, ile wsparcia i ciepła dostałam od rodziny i przyjaciół w tych ostatnich tygodniach, jak wspaniale spisał się w tej sytuacji mój mąż, jak potrzebna jest rodzina i przyjaciele. Niby zawsze miałam świadomość tego, że mogę na nich wszystkich liczyć, ale teraz, gdy leżąc w łóżku zdana byłam niemal w 100% na czyjąś pomoc, to przybrało tak realny i znaczący kształt, że nie sposób się nie zachwycić. I nauczyć się tę pomoc przyjmować.

Lekcja 5

… a prawdziwych przyjaciół (i znajomych) faktycznie poznaje się w biedzie

To prawda stara jak świat – problemy weryfikują nasze relacje z innymi ludźmi. I to moja kolejna lekcja: teraz jeszcze bardziej klarowne jest dla mnie to, które znajomości to te prawdziwe, „na dobre i na złe”, o które warto zadbać mocniej, może nawet kosztem innych.

Lekcja 6

Konwencjonalna medycyna to nie jest samo zło

Często tu na tym blogu i w prywatnych rozmowach krytykuję dzisiejszych lekarzy za rutynowe podejście do pacjenta, brak zainteresowania człowiekiem jako całością. W ostatnich tygodniach, nie tylko na własnej skórze, ale też słuchając relacji innych pacjentów w szpitalu, przekonałam się, że takie generalizowanie jest krzywdzące. W wielu przypadkach konwencjonalna medycyna może wiele zdziałać, a lekarze i pielęgniarki bywają aniołami. Słowem – zyskałam cenną, szerszą perspektywę i więcej pokory. Mam nadzieję, że intuicja dobrze mi podpowie, kiedy warto zdać się na lekarzy, kiedy szukać naturalnych metod jako wsparcia, a kiedy – jako alternatywy dla konwencjonalnego leczenia.

Lekcja 7

W trudnych chwilach dobrze móc zaufać „sile wyższej”

Wiara w Boga czy inne formy duchowości to prywatna sprawa każdego z nas, ale moim najbliższym i samej sobie właśnie tego życzę – wiary. W stresującej sytuacji, w warunkach dużej niepewności to prawdziwe błogosławieństwo – móc powierzyć swój problem komuś lub czemuś większemu, mieć nadzieję, że znajdzie się dla nas rozwiązanie i chociaż na chwilę wyciszyć własny umysł.

 

To tyle na dziś, na przywitanie po dłuższej przerwie. Cieszę się z powrotu do pisania, bardzo już za tym tęskniłam. Przede mną jeszcze sporo wyzwań, ale myślę, że teraz będę mogła pisać częściej. Mam nadzieję, że nadal tu jesteście i że dla Was rok rozpoczął się spokojniej, ale równie wartościowo:)

 

 

  • http://swieczek.pl/ Świeczek

    Jak dobrze, że znów piszesz. Życzę dużo zdrowia, mam nadzieję, że już wszystko w porządku. I gratuluję mądrości, która pozwala wyciągać takie wnioski :)

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Dziękuję za ciepłe słowa, bardzo miło coś takiego przeczytać. Cieszę się, że stali czytelnicy ciągle tu są:) Serdecznie pozdrawiam!

  • http://www.kinoswinka.pl/ Ania Kalemba

    Jak ja lubię (podobnie jak Ty) mieć wszystko usystematyzowane :) Mamy baaaaaaaaardzo podobnie ;)

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Tylko cóż, czasem to systematyzowanie i planowanie wszystkiego co się da bywa złudne:)

  • http://www.pardonmyfrench.com.pl/ Aga z PardonMyFrench

    Wydaje się, że właśnie po to napotykamy trudności. Te lekcje są bezcenne. Dzięki, że podzieliłaś się swoją. Serdeczności!

    • http://healthandthecity.pl/ ika (Health and the City)

      Zgadzam się, te trudności budują nas, nasz charakter, siłę. Dziękuję za ciepłe słowa, pozdrawiam!